poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 59.

-Przepraszam  - powiedział po chwili półszeptem.
Leżeliśmy na łóżku, jedynie przytulając się i rozmawiając. A raczej aż. Takie chwile były dla mnie milion razy ważniejsze, od jakichkolwiek imprez.
-Za co? – spytałam, patrząc mu w oczy. Były idealne. Jednak najidealniejszą rzeczą w nich było to, że widziałam w nich miłość. Do mnie. Nawet w najpiękniejszych snach nie wyobrażałam sobie, że ktoś będzie w stanie tak mocno mnie pokochać. Pokochać na tyle, aby poświęcić dla mnie całe dotychczasowe życie. 
-Za wszystko – odparł i cicho westchnął, odgarniając kosmyk włosów z mojego policzka. – Za to, jak kiedyś cię traktowałem, za to, że tyle razy przeze mnie płakałaś, za każde świństwo, które ci zrobiłem – odpowiedział, uważnie mi się przyglądając. To było szczerze. Nie widziałam w jego oczach ani odrobiny kłamstwa, które kiedyś w nich dominowało.
-Przepraszam za to, że straciłaś dziewictwo w taki, a nie inny sposób – dodał, a ja lekko uchyliłam usta, nie wiedząc co odpowiedzieć. Faktem było, że miałam do niego o to żal. Nie miał prawa wtedy mi go odebrać.
-To powinno wyglądać zupełnie inaczej. Powinnaś być trzeźwa, świadoma i gotowa.
-To już nieważne – odpowiedziałam. – Było, minęło, nie ma sensu do tego wracać. Teraz jestem szczęśliwa, zakochana i świadoma wszystkiego. I to się liczy. – Lekko się uśmiechnęłam, po czym mocno wtuliłam w jego klatkę piersiową.
-Kocham cię – szepnął,  ja pomimo, że teraz go nie widziałam, to wiedziałam, że również się uśmiechnął.
-Wiem o tym. – Zaśmiałam się.
-Kocham twoją skromność – odparł, po czym również się zaśmiał.  - Pamiętasz jak stawałaś na głowie, żeby zwrócić na siebie moją uwagę? – dodał po chwili zadziornie, a ja od razu się podniosłam, siadając.
-Pf, nic takiego sobie nie przypominam, kochanie – powiedziałam, udając zdziwienie i lekkie oburzenie.
-Pamiętam jak opalałaś się przed domem, cały czas sprawdzając czy na ciebie patrzę. – Wyszczerzył się, a mnie zatkało. To on wiedział, że robiłam to specjalnie? Gdybym dowiedziała się o tym wtedy, zapewne spaliłabym się ze wstydu. Jakim cudem on naprawdę zwrócił na mnie uwagę, w czasie kiedy ja robiłam z siebie taką kretynkę?
-Ale to było słodkie – dodał ze śmiechem, widząc moją minę.  Pokręciłam ze  śmiechem głową, spuszczając ją.
W tym momencie usłyszeliśmy pukanie do drzwi.  Za każdym razem, kiedy je słyszałam, serce zaczynało bić mi szybciej.
-To pewnie Lea, spokojnie – uspokoił mnie, wstając i podchodząc do drzwi.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się, że miał rację. Wpadałam już w paranoję, naprawdę.
-Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. – Uśmiechnęła się, wchodząc.
-Nie. – Zaśmiałam się. – A ty gdzieś się wybierasz? – spytałam, widząc, że miała buty i torebkę.
-No tak, z wami na zakupy – odparła z pełnym przekonaniem i usiadła na łóżku, zabierając czekoladowego cukierka, który leżał na szafce. – No gołąbeczki, ubierajcie się – dodała, odwijając papierek.
Justin parsknął śmiechem.
-Nie krępuj się tak, czuj się jak u siebie. – Założył ręce na piersi, uśmiechając się.
-Och, dobrze, że to powiedziałeś – odparła, na co wszyscy wybuchliśmy  śmiechem.
-Bez urazy, uwielbiam was, ale naprawdę nie mam ochoty włóczyć się za wami po sklepach.
-Znowu zostajesz sam w pokoju? – spytałam, nie będąc przekonana co do jego pomysłu. Wstałam, podchodząc do niego i objęłam go w pasie. – Wolałabym, żebyś poszedł z nami.
-Kochanie, przecież nic mi się nie stanie, jak trochę pobędę sam. – Zaśmiał się. – Naprawdę, idźcie same. – Pocałował mnie w policzek.
-No dobrze. – Westchnęłam.  – Nie będziemy długo, szybko wrócę – dodałam. Jakoś nie chciałam zostawiać go samego. Smutno mi było z myślą, że siedzi tutaj sam.
Justin podszedł do komody, na której leżał jego portfel, po czym podał mi go.
-Weź to – powiedział, wyciągając w moim kierunku dłoń.
-Nie ma mowy – odparłam bez chwili zastanowienia. Czasem miałam wrażenie, jakbym zachowywała się jak panienka lecąca na pieniądze. Nie chciałam, żeby tyle na mnie wydawał.
-Chanel, nie bądź uparta. – Przewrócił oczami. – Potrzebujesz pieniędzy, skoro idziesz na zakupy.
-To Lea idzie na zakupy – poprawiłam go. – A ja idę, żeby jej potowarzyszyć. Nie potrzebuję żadnych rzeczy.
-Podejdź tutaj – powiedział opanowanym głosem.
-Po co? – Przymrużyłam oczy.
-No podejdź.
Wzruszyłam ramionami, robiąc kilka kroków w jego kierunku.
-I? – Spojrzałam na niego wyczekująco.
-Chcę cię tylko przytulić. – Uśmiechnął się. Spojrzałam na niego z jeszcze dziwniejszą miną. On coś kombinował.
-No – zaczęłam niepewnie. – No dobrze – dodałam i przytuliłam go. Chłopak objął mnie, a ja od razu poczułam jak wsuwa coś do tylnej kieszeni moich szortów.
Mogłam się tego spodziewać.
-Justin. – Odsunęłam się, zakładając ręce na piersi. – Powiedziałam, że… - Przerwał mi.
-Kochanie, jestem starszy i masz się mnie grzecznie słuchać. – Uśmiechnął się cwanie. – A teraz ubieraj butki i idź kupić sobie coś seksownego. – Złapał mnie za ramiona i odwrócił w kierunku drzwi.
-Słuchaj się swojego faceta. – Lea parsknęła śmiechem, wstając. Zabrała z podłogi moje kremowe szpilki i podała mi je.  –No kochanie, szybciutko, te wszystkie piękne ciuszki na nas czekają.
Zaśmiałam się. Uwielbiałam ich obojga.
-Jesteście walnięci. – Parsknęłam, po czym włożyłam na stopy buty. Przełożyłam sobie torebkę przez ramię, po czym wyjęłam z tylnej kieszeni portfel  Justina.
Otworzyłam go, wyjmując z niego paczkę prezerwatyw.
-Ale pozwól, że to zostawię tutaj – powiedziałam ze śmiechem, podając mu gumki.
-Dobrze, kochanie. – Zaśmiał się, wkładając  je do kieszeni.  – A teraz już idź, udanych zakupów. – Dał mi buziaka, który w jakiś sposób przerodził się w głębszy pocałunek.
-Fuj. – Lea pokręciła głową, udając, że jest zniesmaczona. Odsunęliśmy się z Justinem od siebie i jednocześnie się zaśmialiśmy.
-To znaczy nie czuj się urażona, Chany. Miałam na myśli jego. Ew, nigdy nie zrozumiem co wy wszystkie widzicie w facetach – odparła i uśmiechnęła się.
Zaczęłam się śmiać, a Justin rzucił w jej kierunku poduszkę, jednak dziewczyna w porę się schyliła.
-Chany? – spytał.
-Już dawno to wymyśliłam.
-Ładnie. – Uśmiechnął się.  – Chany. – Spojrzał na mnie i odgarnął mi włosy na bok.
-Dobra, dobra gołąbeczki, koniec tych czułości. – Podeszła do nas i pociągnęła mnie za rękę w kierunku drzwi.
-Wrócimy za jakieś trzy godzinki, zajmij się jakoś sobą i nie oszalej z tęsknoty za Chanel, bo dzisiaj ja ją porywam – powiedziała szybko ze śmiechem i niemal wyciągnęła mnie z pokoju.
*
-Masz jego kartę kredytową i kupiłaś jedynie jedną bluzkę. Co z tobą nie tak, dziewczyno?
Obie z Lea’ą się zaśmiałyśmy.
-Nie chcę go naciągać, głupio się czuję  - odparłam, siadając przy stoliku w jednej z kawiarni.
-Co nie chcesz? – spytała, siadając naprzeciw mnie.
-Go naciągać.
-Usłyszałam „mu obciągać” – powiedziała z uśmiechem, a ja parsknęłam głośnym śmiechem.  
-Tak, na pewno właśnie to powiedziałam. – Pokręciłam głową, otwierając menu.
-No, właśnie to mi się wydawało dziwne, bo co do cholery mają zakupy do obciągania – odparła, a ja znowu zaczęłam się śmiać.
-Możemy zamknąć temat obciągania?
-Jasne, otworzysz go z nim ponownie wieczorem.  – Uśmiechnęła się pod nosem, z wzrokiem wbitym w kartę.
Kopnęłam ją pod stołem w nogę, parskając.
-Dobra, to co bierzemy? – spytała.
-Ja chyba mrożoną kawę i jakieś dobre ciasto – odparłam, mając cholerną ochotę na coś słodkiego. – O, na przykład to. – Wskazałam na jedną z pozycji w menu.
-Dobra, to ja też, nie chcę mi się niczego szukać, zdaję się na ciebie. – Uśmiechnęła się, odkładając kartę. Akurat podeszła do nas kelnerka. Złożyłyśmy zamówienie, po czym dziewczyna odeszła.
-Fajna. – Lea uśmiechnęła się, przygryzając wargę.
-Nigdy tego nie zrozumiem.  – Pokręciłam głową ze śmiechem i oparłam głowę na dłoni.
-Czego?
-Tego, jak mogą podobać ci się dziewczyny. Owszem, niektóre są bardzo ładne, ale to coś – zaczęłam, zastanawiając się jak to wyjaśnić. – Zupełnie innego – dodałam.
Dziewczyna zaśmiała się.
-Ja mogę powiedzieć to samo, tylko na odwrót – odparła.
-Ale faceci są seksowni! – powiedziałam, udając oburzenie, na co obie zachichotałyśmy.
-Co kto lubi.
-A jak to jest z dziewczyną? – spytałam trochę nieśmiało. – No wiesz, w łóżku.
-W każdej chwili możesz się przekonać . – Poruszyła teatralnie brwiami. – Żartuję! – dodała od razu, widząc moją minę.
-No przecież wiem. – Zaśmiałam się.
-A tak serio. Dużo lepiej, niż z facetem. To znaczy, kwestia gustu – odparła ze śmiechem, a ja jej zawtórowałam.
-Ileż można czekać na głupią kawę. – Westchnęła.
Dziewczyna wyjęła z jednej z toreb gazetę, którą kupiła w sklepie, po czym położyła ją na stole przed sobą i zaczęła przeglądać.
Przewracała strony, zatrzymując się w końcu na jednej z nich.
-O, słuchaj tego – powiedziała z przejęciem i zaczęła czytać na głos.
„Droga redakcjo. Od niedawna współżyję ze swoim chłopakiem, ale jest jeden problem. Jeszcze nigdy nie miałam orgazmu. Mój facet jest cudowny, ale zawsze skończy, zanim mi uda się dojść. Co powinnam zrobić? Delikatnie mu to powiedzieć? Proszę o pomoc.
Wasza wierna czytelniczka, Ann.”
-O, i widzisz? To jest powód dla którego wolę seks z kobietami – odparła zwycięsko, a ja parsknęłam śmiechem.
-No błagam, nie oceniaj wszystkich facetów miarą jednego, który nie potrafi zadowolić dziewczyny.
-Nie mów mi, że tobie się to nie zdarzyło.
-Co?
-Nie wmówisz mi, że za każdym razem dochodzisz.
-Ciszej. – Zaśmiałam się. Przygryzłam wargę, lekko się zawstydzając. –I nie, nigdy mi się to nie zdarzyło. Kochałam się z Justinem już wiele razy i za każdym razem oboje dochodzimy – wyjaśniłam.
Czy ja nie powinnam czuć się skrępowana? Właśnie opowiadam o swoim życiu łóżkowym.
Zresztą, pieprzyć to. To Lea.
-No, może oprócz pierwszego razu. Pamiętam tylko, że cholernie bolało i nic więcej – dodałam, wzruszając ramionami.
-Pieprzona szczęściara. – Zaśmiałyśmy się.
-A przeczytaj odpowiedź – powiedziałam zaciekawiona.
-„Ann, przede wszystkim, nie czuj się osamotniona ze swoim problemem. Wiele kobiet spotyka się z identyczną sytuacją, zwłaszcza przy początkach współżycia. Osiągnięcie orgazmu przez kobietę jest trudniejsze, niż przez mężczyznę. Rozmowa z partnerem jest nieunikniona. Musisz mu to wyjaśnić i razem powinniście pomyśleć nad rozwiązaniem problemu. Może trochę go naprowadź? Powiedz co najbardziej cię podnieca i w jakiej pozycji jesteś najbliżej osiągnięcia orgazmu. Rozmowa na temat seksu jest w związku równie ważna, jak sam seks. W końcu dla was obojga mają być to intensywne, niesamowite przeżycia.”
Przeczytała.
-Frajerka, niech od razu znajdzie sobie lepszego faceta, będzie łatwiej – odparłam żartobliwie, na co obie zaczęłyśmy się śmiać.
Albo ja byłam niesamowicie czuła na wszelki dotyk i bardzo łatwo było mnie podniecić, albo Justin naprawdę był Bogiem seksu i potrafił czynić w łóżku cuda.
Do naszego stolika wróciła po chwili kelnerka.
*
-Boże, obie jesteście tak cholernie uparte. – Justin usiadł na łóżku, przecierając twarz.
Opowiedziałam Lea’i o wszystkim i poprosiłam, aby pomogła mi namówić chłopaka na ponowne spotkanie z rodzicami i danie im szansy. Zgodziła się bez namysłu. Jej również zależało na tym, aby Justin pogodził się z rodziną. Pragnęła jego szczęścia, tak samo, jak i ja.

-Proszę, schowaj dumę do kieszeni i daj im szansę – powiedziałam i kucnęłam przed nim, kładąc dłonie na jego kolana. – Nie chcesz tego? Nie chcesz się do nich zbliżyć?
-Uważasz, że to możliwe? - Podniósł głowę i spojrzał na mnie. 
-Tak, uważam, że tak. Jeśli tylko chociaż trochę się na nich otworzysz, to jestem pewna, że wszystko da się jeszcze naprawić - odparłam z przekonaniem. -Kochanie, proszę. Zrób to dla mnie.
Chłopak westchnął, oblizując wargi.
-Ona ma rację. Daj im szansę. - Lea usiadła obok na łóżku.
Przez chwilę milczał, a ja modliłam się w duchu, żeby udało nam się go przekonać.
-No - zaczął niepewnie. - No dobrze. Inaczej i tak nie dacie mi spokoju.
-Tak! - Tak cholernie się ucieszyłam. Rzuciłam mu się w ramiona i przewróciłam go na łóżko, lądując na nim. 
-Ej, bez takich przy mnie! - Lea parsknęła śmiechem, wstając. - Moja misja spełniona. Zostawiam was samych, zajmijcie się sobą - dodała i wyszła.
-Słyszałaś? Mamy zająć się sobą - powiedział z zadziornym uśmiechem i przewrócił mnie na plecy, zaczynając całować. 
*
Siedziałam w samochodzie i malowałam usta błyszczykiem, patrząc na lusterko z góry przede mną. Justin prowadził, a Lea siedziała z tyłu.
Jechaliśmy do rodziców Justina. 
Byłam cholernie podekscytowana, natomiast Justin nie dał nawet po sobie poznać, że się stresuje czy, że w ogóle w jakikolwiek sposób go to wszystko rusza. 
-Jestem zmęczona - odparłam, zasłaniając lusterko i opierając się wygodnie o fotel. Ziewnęłam.
-Co się dziwić. - Lea westchnęła, a ja odwróciłam się w jej kierunku, patrząc na nią pytająco.
-Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale na korytarzu cholernie wszystko słychać - odparła i uśmiechnęła się.
-Co słychać?
-Jak uprawiacie seks.
Uchyliłam usta z wrażenia, a Justin wybuchnął śmiechem. 
-Że co?! - Wrzasnęłam, jednak uśmiechnęłam się.
-Przysięgam, nie kłamię - usprawiedliwiła się, unosząc dłonie. - Jak przechodziłam obok waszego pokoju, idąc do windy, to naprawdę nie musiałam się przysłuchiwać, żeby was usłyszeć.
Czułam jak mam ochotę zapaść się pod ziemię. Nie tyle z powodu Lea'i, co z powodu wszystkich, innych ludzi w motelu. 
-O mój Boże. - Przyłożyłam dłoń do ust i osunęłam się w dół po fotelu. 
*
Justin stanął na poboczu. Zgasił silnik, po czym położył z powrotem obie dłonie na kierownicę. 
-I co ja im mam powiedzieć? "Dobrze, bądźmy teraz rodzinką"? - powiedział, patrząc przed siebie w przednią szybę.
-Nie. - Westchnęłam. - Powiesz im wszystko, co ci leży na sercu i pozwolisz im naprawić błąd. 
-To nie jest takie proste. - Oblizał wargi.
-Wiem, nie twierdzę tak - przytaknęłam. - Ale wykonalne - dodałam i złapałam jedną jego dłoń. 
Chciałam być teraz dla niego wsparciem.

Chłopak wjechał na podjazd, a ja czułam jak coraz bardziej się stresuję. Tak bardzo pragnęłam, żeby wszystko poszło dobrze, żeby nie skończyło się tak, jak ostatnio.
W końcu zatrzymał się, wyjmując kluczyk ze stacyjki. Wysiedliśmy z samochodu, a ja od razu podeszłam do chłopaka.
Stanęłam przed nim i ujęłam jego twarz dłońmi. 
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - Spojrzałam mu w oczy, po czym mocno go przytuliłam. Wtulił się we mnie, a ja poczułam, że on naprawdę teraz potrzebuje mnie najmocniej. 
-Justin - szepnęła Lea, a my momentalnie na nią spojrzeliśmy. Dziewczyna wskazała głową na dom, z którego właśnie wyszli rodzice Justina. 
-Dzień dobry. - Blondynka uśmiechnęła się i do nich podeszła, witając się pocałunkiem w policzek. 
-Lea, jak miło cię widzieć. - Mama Justina szczerze się uśmiechnęła, przytulając dziewczynę. - Zostajesz z nami na dłużej?
-Nie, jutro rano wracam już do Phoenix. Uczelnia wzywa - odparła.
Złapałam Justina za rękę, podchodząc z nim powoli do jego rodziców. 
-Dzień dobry. - Uśmiechnęłam się. 
Ciekawe czy mnie chociaż trochę polubili. Miałam taką nadzieję,w końcu są moimi przyszłymi teściami. 
-Dzień dobry - Lucy od razu do mnie podeszła i przytuliła. Jakbym już była częścią rodziny. To było cholernie miłe.
-Cześć. - Następny był tata chłopaka, który zrobił dokładnie to samo, uśmiechając się w taki kochany i szczery sposób.
-Cześć kochanie. - Kobieta niepewnie podeszła do Justina i delikatnie go przytuliła. 
Przyglądałam się uważnie sytuacji. Przez pierwsze kilka sekund chłopak nie odwzajemnił uścisku. Był na niego kompletnie obojętny. 
No dalej, rusz się.
Szepnęłam w myśli.
Po chwili zauważyłam jak Justin delikatnie obejmuje swoją mamę. 
Miałam ochotę skakać ze szczęścia. To był pieprzony postęp. Czułam, jak przez moje serce przechodzi fala ciepła. To był uroczy widok. 
Wymieniłyśmy się z Lea'ą uśmiechami.
Po chwili chłopak przywitał się w ten sam sposób ze swoim ojcem. Chociaż Justin starał się tego nie pokazywać, to wiedziałam ile dla niego to wszystko znaczyło.
-Wejdźcie. - Kobieta wskazała ręką na drzwi.
-Nie, my z Chanel przejdziemy się do ogrodu. Zostawimy was z Justinem - odparła od razu Lea, a ja przytaknęłam.
To była rozmowa między nimi.
Mama chłopaka kiwnęła głową, posyłając nam dziękujący uśmiech.
*
-Myślisz, że wszystko idzie dobrze? Już pół godziny tam siedzą - powiedziałam do blondynki, siedząc na huśtawce ogrodowej i lekko odpychając się nogami.
-Mam taką nadzieję. - Westchnęła. 
W tym momencie podbiegł go nas - jak dobrze zapamiętałam jego imię - Oly. 
-Hej kochanie. - Lea od razu uśmiechnęła się, biorąc chłopca na kolana. W jednej rączce trzymał pluszaka.
Był przesłodki. 
 Nachyliłam się, przybliżając do nich.
-Cześć Oly, jestem Chanel. - Uśmiechnęłam się i pogłaskałam chłopca po ramieniu. 
-Ceść - mruknął, po czym uśmiechnął się i zawstydzony schował głowę w ramieniu blondynki. 
-Nie wstydź się mnie. - Zaśmiałam się.
Przypomniałam sobie, że w torebce mam lizaka. Wyjęłam go, wyciągając dłoń w kierunku Oliviera.
-Proszę.
Chłopiec spojrzał na mnie niepewnie, po czym zabrał z mojej ręki lizaka, mrucząc ciche "dziękuję" i z powrotem chowając się za dziewczynę.
Zauważyłam, że w naszym kierunku ktoś idzie.
Kobieta trzymała na rękach malutkie dziecko, owinięte różowym kocykiem. 
-Dzień dobry. - Uśmiechnęła się, podchodząc. - Ty na pewno jesteś Chanel. - Wyjęła na moment jedną dłoń spod kocyka i podała mi ją.
-Dzień dobry. - Odwzajemniłam gest. - Tak, to ja.
-Jestem ciocią Justina - odparła, po czym spojrzała na Oliviera. - Oly, tata cię woła, jest w garażu, biegnij do niego. - Zwróciła się do synka.
Lea opuściła chłopca na nogi, pozwalając mu pobiec.
Kobieta usiadła obok mnie, trzymając przez cały czas w ramionach maleństwo. Nie mogłam powstrzymać się od nachylenia nad nim.
-Aw, jaka słodka - odparłam kompletnie rozczulona i pogłaskałam dziewczynkę bardzo delikatnie po buźce.
-Idealna, prawda? - spytała z dumą w głosie, uśmiechając się.
Widziałam z jaką miłością patrzyła na swoje dziecko. 
-Tak - odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od dziecka.
Takie samo maleństwo rosło we mnie.
A ja je zabiłam.
Poczułam jak łzy zaczynają zbierać mi się w oczach. 
-Chcesz ją potrzymać?
-Nie - odpowiedziałam od razu. - To znaczy, dziękuję, ale boję się trzymać takie maleństwo na rękach, bałabym się, że zrobię jej krzywdę - dodałam i uśmiechnęłam się niepewnie. 
Wcale nie chodziło o to. 
Po prostu bałam się, że kiedy wezmę ją w ramiona, poczuję się jeszcze gorzej. Zaboli jeszcze mocniej i nie powstrzymam się od płaczu.
Z niezręczności sytuacji uratował mnie Justin, który akurat wyszedł z domu. 
Gwałtownie podniosłam się z huśtawki, podchodząc do niego.
-I jak? - spytałam. 
Jego odpowiedzią było mocne przytulenie mnie. 
-Dziękuję - szepnął mi do ucha, a ja wiedziałam, że wszystko poszło dobrze.
*
-Kiedy weźmiecie ślub? - Oly spojrzał na mnie, siedząc mi na kolanach. 
Zdążył przestać się tak mnie wstydzić, kiedy trochę się z nim z Justinem pobawiłam. 
-No, nie tak szybko. - Zaśmiałam się. 
Siedzieliśmy z Justinem, Leą, Olivierem, rodzicami Justina, jego ciocią, wujkiem i malutką córeczką - Aly - w ogrodzie.
Czułam się częścią ich rodziny i to było piękne.
Wszyscy tak dobrze mnie tu traktowali. 
-Naprawdę masz śliczny ten pierścionek. - Ciocia Justina ujęła moją dłoń, uśmiechając się.
-Wiem, że mam genialny gust - odparł chłopak i wszyscy momentalnie zaczęli się śmiać. 
W pewnym momencie poczułam, że muszę do łazienki.
-Przepraszam na chwilę. - Uśmiechnęłam się, po czym wstałam, wchodząc do domu.
Wspominałam, że był ogromy? 

Wyszłam z łazienki, kiedy dosłownie rzucił się na mnie Justin.
-Szybko do cholery! - Złapał mnie za ramiona i zaczął niemalże ciągnąć.
-Co ty wyprawiasz? - Wyrwałam się, kompletnie nie wiedząc o co mu chodzi. Wszystko było dobrze, a w jednym momencie jego zachowanie tak bardzo się zmieniło. 
-Policja tu jest, rozumiesz?! - Potrząsnął mną, chcąc mnie chyba otrzeźwić. - Przyjechali i teraz na pewno wypytują moich rodziców o nas. Kazałem im powiedzieć, że nie mają ze mną kontaktu, ale nie wiem na ile mogę im ufać. Teraz rozumiesz?
-O mój Boże. - Spojrzałam na niego zszokowana.
Moje serce maksymalnie przyspieszyło, a dłonie zaczęły drżeć. 
-Szybko do cholery, samochód jest na tyłach domu. - Zaczął biec w kierunku tylnego wyjścia, ciągnąc mnie za sobą.
Byłam przerażona. 

Ile razy będziemy musieli jeszcze uciekać?
Ileż można?
Znów udało nam się uciec. Po raz kolejny musieliśmy biegiem się spakować i wymeldować z hotelu.
Nie jestem nawet w stanie opisać jak bardzo miałam już tego dosyć.
Dlaczego? Dlaczego, gdy wszystko zaczęło się układać chociaż w tej jednej sprawie, to od razu musiało się spieprzyć? Dlaczego obojgu nam ciągle rzucane są kłody pod nogi?
Co takiego zrobiliśmy?
My tylko się zakochaliśmy.
Znaleźliśmy miłość w beznadziejnym miejscu.

*
-Mam już tego dosyć! - krzyknęłam, a łzy zaczęły zbierać się w moich oczach. 
Byliśmy już prawie dwieście kilometrów dalej. W kolejnym hotelu. Znów sami. Z dala od Lea'i i jego rodziny. Nawet się nie pożegnaliśmy.
Czułam jak wszystko we mnie pęka. Nie mieliśmy prawa ułożyć sobie wszystkiego w życiu, bo za każdym razem coś się psuło.
Bezsilność mnie zabijała. Miałam dość. Tak po prostu.
-Mam dość uciekania, ukrywania się i tego całego gówna! - kontynuowałam. 
Justin zrzucił ze stołu wazon, rozbijając go. 
-To mnie kurwa zostaw! Wracaj do domu, no już, wypierdalaj! - krzyczał na mnie, a ja zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
-Przecież nie trzymam cię tu siłą. - Zaśmiał się histerycznie. - No zobacz, droga wolna. - Uniósł demonstracyjnie dłonie. 
-Zobacz co się z nami dzieje. - Podeszłam do niego zapłakana. - To wszystko zamiast nas łączyć, oddala nas od siebie. Kłócimy się, krzyczymy na siebie, jest coraz gorzej - dodałam.
-Chcesz ode mnie odejść? - spytał, zaciskając szczękę. Patrzył mi prosto w oczy.
-Nie to powiedziałam - odparłam niepewnie, spuszczając głowę.
-Po tym wszystkim, po wszystkim co przeszliśmy, ty mówisz tak po prostu, że masz dość. - Parsknął z ironią. - Może po prostu powiedz, że już mnie nie kochasz i chcesz wrócić do swojego kolorowego, beztroskiego życia? - warknął, łapiąc mnie za podbródek, bym na niego spojrzała. 
-Skończ wymyślać idiotyczne teorie - odwarknęłam.
-No więc  co do cholery chcesz zrobić?
-Nie wiem! - ponownie krzyknęłam. Chłopak gwałtownie mnie puścił. - Ale mam już dość pieprzonych ucieczek!
-To zrób to, co mówiłem! Odejdź od mnie i będziesz mieć kurwa święty spokój! - Wrzasnął, po czym wyszedł z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Rzuciłam się na łóżko, chowając twarz w poduszkach.
Myślałam, że jestem silna, ale myliłam się.
__________________________________________________________________

70 komentarzy = nowy rozdział.

Jest już tak dobrze, a nagle, w jednym momencie wszystko obraca się o 180 stopni i się pieprzy.
I właśnie o to mi chodziło :)

Ten śliczny szablon wykonała mi mega, kochana osóbka. Zapraszam na jej bloga!

92 komentarze:

  1. boże, a było tak idealnie :( chociaż rozumiem, jak na Twój blog to i tak za idealnie, u Chanel nigdy nie jest różowo XD proszę niech się tylko nie rozstaną, bo umrę razem z Chanel i Justin em hahah :( jesteś na prawdę genialna
    72-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Policja o.o
    Nie dziwię się jej ,że ma dość
    Nie spodziewałam się ,że to policja będzie tym "niespodziewanym gościem"
    Jestem ciekawa co dalej , ale wyczuwam dramę

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcę już nowy o.o

    OdpowiedzUsuń
  4. Boze!! Świetne, czekam na następne, poryczalam sie jak Justin przytulił mamę i ojca, a jeszcze bardziej na końcu. Uwielbiam cie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział ;) czekam na nowy KCKCKCKCKC <3333

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdział. omg. ona nie zostawi Justina ja to wiem, nie po tym co razem przeszli, gdyby tak było to naprawdę byłby głupia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne. Tylko czemu oni nie mogą być szczęśliwi. Choć i tak za długo było dobrze, to czuć kiedy sie czyta, ze zaraz cos sie stanie. Za to ci dziękuje, masz ogromny talen. Przekazanie uczyć podczas pisania, nie jest proste, a ty to robisz cudownie.
    Czekam na nastepny xx

    OdpowiedzUsuń
  8. yewgcffgwvco wiedziałam, że to zbyt piękne.. musiało się coś stać.. czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  9. KOCHAM CIE ZA TO OPOWIADANIE <33333 NIE CHCE ŻEBY TO SIĘ KOŃCZYŁO :(( KCKCKCKC CZEKAM NN xx

    OdpowiedzUsuń
  10. A było tak fajnie i miło :c ale gdy są dramy i problemy jest jeszcze ciekawiej :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział jak zawsze świetny ;) Oby się tylko nie rozstali, bo umrę...
    Już nie mogę się doczekać kolejnego xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Tylko żeby od niego nie odeszła. Rozdział świetny i taka mieszanka uczuć, że masakra.

    OdpowiedzUsuń
  13. o jezu, a już było tak pięknie

    OdpowiedzUsuń
  14. tan szablon jest boski :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Przepiękny szablon, super rozdział omomom , czekam na nn :) <3

    OdpowiedzUsuń
  16. O nowy szablon , nowy rozdział >>>

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudowny czekam na następny roździał

    OdpowiedzUsuń
  18. O mój boże :O
    świetny tyle emocji ! <3
    Kocham do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kocham to opowiadanie !
    No nie wierze...JUSTIN!
    Ale ta drama jest potrzebna zeby coś się działo dalej ;)
    Dziękuję że mogę czytać to opowiadanie ! :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem co powiedzieć koniec mnie zaszokował i to bardzo.Nie wiem co powiedzieć :) Nie wiem co ty ze mną zrobiłaś,ale uzależniłaś mnie od swojego opowiadania.Poważnie nie wiem coś jest w tym opowiadaniu,czego nie ma winnych.Jest takie,takie inne ! Wyjątkowe jak Ty :)A będzie rozdział,w którym oni sobie przysięgają wierność ?

    OdpowiedzUsuń
  21. Masakra. Biedna Chanel coś czuję że nie zazna szczęścia z Justinem.

    OdpowiedzUsuń
  22. J E Z U LEZE CAŁA ZARYCZANA! NAWET NIE MA ODPOWIEDNICH SŁÓW NA TO, JAK PISZESZ. TO JEST IDEALNE, I D E A L N E. NAWET LEPSZE OD DANGERA CZY INNYCH FFS. BOZE, TYLE EMOCJI HSHSJSIAISJSKKSAJJAJA KOCHAM CIE I CZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ!:)
    addicted-to-you-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Strasznie szkoda mi Chanel.Boże jestem cała zaryczana :'(

    OdpowiedzUsuń
  24. Dobrze, ze nie dostala od niego…jeszcze xd Coz ich zwiazek nie jest normalny co jest genialne. Nie ma w tym takiej sielanki gdzie jest tak slodko tecza i kolorowe jednorozce. To jest o co sprawiavze twoje ff jest inne i CHOLERNIE DOBRE! LUV YA.

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam nadzieje, ze Justin nie pobije mocno Chanel. Chociaż mysle , ze ja uderzy

    OdpowiedzUsuń
  26. Mega rozdział. Wogóle to jest jeden z najlepszych blogów jakich czytam! Masz genialny talent dziewczyno.Prosisz o konstruktywna krytyke, ale ja nie jestem w stanie ci takiej dać bo nie mam najmniejszych zastrzeżeń co do twojego ff! Z niecierpliwością czekam na kolejny, oby jak najszybciej xd

    OdpowiedzUsuń
  27. Wow świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Erejgnjrjfj, rozdział jest mega! Tak bardzo się cieszę, że Justin jej nie uderzył.. Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój akcji! :)))

    OdpowiedzUsuń
  29. Mamoo... Uwielbiam twoje zwroty akcji. Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
  30. Genialny :) czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie mogę się doczekać następnego :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Cudowny rozdział!! Na początku bylo tak słodko ^^ a pozniej Justin mnie zdenerwowal bo powinien wspierac Chanel a nie odwrotnie -,-

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetny, genialny rozdział! ;*
    Już nie mogę doczekać się następnego! ^^

    OdpowiedzUsuń
  34. Wszystko było super świetnie a na końcu musieli się pokłócić i znowu uciekać mam nadzieje że się pogodzą i że wszystko między nimi będzie dobrze. Świetny rozdział czekam nn ♥ :)

    OdpowiedzUsuń
  35. cudne jak zwykle, czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  36. jeju szkoda że sie poklocili ;(
    czekam na kolejny rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Jeejku, cudowny. Ten Justin zaczyna mnie denerwować ! Cały czas się na nią wydziera kurwa. Ale i tak jest cudownie ; * Kocham cię dziewczyno normalnie. Piszesz tak genialnie ! Ojjj <3

    OdpowiedzUsuń
  38. Przegenialny jest ten rozdział !

    OdpowiedzUsuń
  39. Czytam to opowiadanie od dobrych kilku miesięcy ale pierwszy raz komentuję. Mogę tylko powiedzieć że genialnie piszesz i bardzo bardzo bardzo cię kocham :) Wszystko jest idealnie dopracowane :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Czeeeemmmuuuuu!? Wszystko musi się pieprzyć! :( Przynajmniej się pogodził z rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
  41. Boze miazga... kocham cie

    OdpowiedzUsuń
  42. jejku, no i po co on tak na nią krzyczał. świetny rozdział jak zwykle, ale taki smutny:( na szczęście pogodził się z rodzicami.. chociaż tyle. podejrzewam, że koniec coraz bliżej. czekam na kolejny!!

    OdpowiedzUsuń
  43. Szczerze spodziewałam się tego, że właśnie do jego rodziców przyjedzie policja, ale myślałam, że lepiej opiszesz ich ucieczkę :) Ale to nic bo i tak rozdział jest wspaniały. Co do końcówki to...zawsze się wszystko musi u nich spieprzyc, a Justin musi ''uciec'' zamiast stawic temu czoła. No nic, o to właśnie chodzi w tym opowiadaniu. Kocham je. Jest wspaniałe tak jak ty :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Super rozdział !!!!!! Daje ci mase motywacji i pisz kolejny !!!!!!!!!!!
    Ale by była akcja, jak by ich policja złapała...

    OdpowiedzUsuń
  45. Idealny rozdzial juz nie moge doczekac sie nastepnego

    OdpowiedzUsuń
  46. cudowny rozdział, nawet nie wiesz jak bardzo jesteśmy wszyscy wdzięczni za to że to piszesz no i w sposób jaki to piszesz, to jest wspaniałe opowiadanie i oczywiście nie mogę się doczekać na kolejny rozdział, kocham

    OdpowiedzUsuń
  47. Cudowne opowiadanie. Jestem zdziwiona taką zmianą akcji.

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie wierze, ze policja ich znalazla...
    Wszystko tak dobrze sie ukladalo :o

    Oby sie nie rozstali, błagam.

    Kocham

    X.O.X.O.
    PS. Your forever.

    OdpowiedzUsuń
  49. Czekam na kolejny :) Oni muszą dać radę i to wszystko przetrwać. Muszą :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Twój blog mnie niszczy od środka , ale tak pozytywnie ! <3

    OdpowiedzUsuń
  51. omg to jest boskie <3

    OdpowiedzUsuń
  52. To jest takie kahdjsnvjw

    OdpowiedzUsuń
  53. omg szablon jest genialny

    OdpowiedzUsuń
  54. rozdział genialny,jak zawsze :) Wygląd bloga również.Czekam na kolejny,genialny rozdział . Mam nadzieję,że wszystko się dobrze ułoży :)

    OdpowiedzUsuń
  55. o moj boże!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JKSHJHDUHWEFUOWEHEUOFHWEFUOWE u w i e l b i a m

    OdpowiedzUsuń
  56. Ludzie nie róbcie spamu z anonima.. Dziewczyna jak bedzie chciala i mogła to doda -.-

    A ty, kochana, jesteś mega <3 Spodziewałam się wszystkiego, tylko nie policji.. Jestem ciekawa co jeszcze wymyślisz ;3 Buziaki, kckc

    OdpowiedzUsuń
  57. Ja pierdole ty to naprawdę masz mega talent
    Kocham tego bloga
    Ciekawe co ona teraz zrobi ?
    Oby tylko nie uciekła i nie zakończyła wszystkiego

    OdpowiedzUsuń
  58. Jeszcze takiego wspaniałego opowiadania nie czytałam kocham,kocham,kocham ! jak widzisz jest już 77 komentarzy czyli czas na następny rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
  59. Jezu!! To jest boskie! Przychodzisz samą siebie, proszę zacznij pisać książki i je wydawać ;3 Rozdział jak zwykle cudowny. Tylko żeby się pogodzili bo jak ona go zostawi to będzie okropne! Umrę poprostu.proszę nie przestawaj tego pisać! <3

    OdpowiedzUsuń
  60. Boski rozdział :*
    Czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  61. Rozdział świetnie napisany. Nieco inny niż wszystkie,ale nadal wciągający i przepełniony ogromem emocji.

    OdpowiedzUsuń
  62. Wygląd bloga jest świetny <33 Rozdział wymiata :)

    OdpowiedzUsuń
  63. Mega rozdział niech sie pogodzą :)

    OdpowiedzUsuń
  64. justin ty gnoju !

    OdpowiedzUsuń
  65. super! kocham to opowiadanie <3 czekam na następny! :D

    OdpowiedzUsuń
  66. Szablon super, jednakże radzę mień czcionkę na Georgie rozmiar 12, lub Times New Roman, również rozmiar 23.
    Uwierz, o wiele lepiej będzie się czytało! :)

    OdpowiedzUsuń
  67. czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  68. Jeeejku rozdział jak zwykle świetny! Czekam na kolejny z niecierpliwością ! ;) Twoje opowiadanie jest jednym z niewielu,które uwielbiam! <3

    OdpowiedzUsuń
  69. OMG,idealny! z reszta jak kazdy,czekam na kolejne rozdzialy bo juz nie moge sie doczekac co sie stanie!! <3

    OdpowiedzUsuń
  70. ASDFGHJKLQWERTYUIOP k o c h a m!! masz mega talent, czekam na nastepny rozdzial!

    OdpowiedzUsuń
  71. kurwa, jebana policja :( już było tak pięknie i idealnie, a oni znowu wszystko zepsuli :(
    mam tylko nadzieję, że wszystko będzie ok <3

    @saaalvame

    OdpowiedzUsuń
  72. Justin mógłby być bardziej wyrozumiały dla Chanel :/ ale cudowny rozdział :-) :-) :-) <3<3<3

    OdpowiedzUsuń