wtorek, 27 września 2016

Special Chapter 19.

Szok, niedowierzanie, smutek, zawiedzenie. Sama nie wiem jakie uczucie przeważało we mnie w tym momencie. Nie rozumiałam Nie rozumiałam już niczego. Podniosłam Jasona i wzięłam go na  ręce, podchodząc szybkim krokiem do Melanie i Kevina.
- Jak mogłaś? - wycedziłam przez zęby, patrząc na dziewczynę. Jej mina zbledła w moment. Zdziwienie i zakłopotanie wypisane było na jej twarzy. - Jak mogłaś zrobić coś takiego, wiedząc jak ważny jest dla mnie Justin? Jak..jak ty...- nie potrafiłam ubrać w słowa tego, co czułam. Nie potrafiłam pojąć tego, jak perfidnie i okrutnie zachowała się osoba, którą  miałam za przyjaciółkę.
- Chanel, ja...ja chciałam dobrze. - Wstała, stając naprzeciw mnie.
- Dobrze?! - Zaśmiałam się drwiąco.. - Chciałaś dobrze, krzywdząc zarówno mnie, jak i Justina? - spytałam ironicznie.
- On mnie nie obchodzi - skwitowała krótko. - Ty mnie obchodzisz. Jesteś moją przyjaciółką. Kocham cię jak siostrę, nie mogłam dopuścić do tego, żeby ten śmieć zniszczył ci życie do reszty. Chanel, zrozum mnie. Wiedziałam, że tylko w ten sposób odciągnę cię od niego raz na zawsze. Bałam się, cholera, bałam się, że on omotał cię ponownie do reszty. Głupiejesz przy nim. Odbija ci i nie myślisz racjonalnie. Gdyby nie ja i Jay...
W tym momencie jej przerwałam. Poczułam ogromną szpilkę wbijaną mi w serce. On też. On też w tym siedział.
- Jay ci pomógł, tak? Podrzucił to świństwo Justinowi, ty załatwiłaś świadka, który potwierdziłby waszą wersję i gotowe. Świetnie to obmyśliliście. - Ponownie zadrwiłam. Byłam wściekła, smutna i zawiedziona jednocześnie. Dwoje ludzi, którzy byli dla mnie jak rodzeństwo, którzy byli dla mnie tak cholernie ważni zrobili mi takie świństwo. Nie docierały do mnie argumenty, że zrobili to dla mojego dobra. Sprawili, że cierpiałam. Okropnie cierpiałam.
- Jay chce dla ciebie jak najlepiej. Tak samo jak i ja.
Zaśmiałam się.
- Dobra, chyba nic tu po mnie. - Kevin odezwał się pierwszy raz, odkąd tu przyszłam.
- A ty co? Hm? Byłeś jego pieprzonym przyjacielem, a dałeś się przekupić za tysiąc dolarów - powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
- Potrzebowałem kasy. - Włożył dłonie do kieszeni. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Naprawdę tyle jest warta twoja przyjaźń? Tysiąc dolców? - spytałam pogardliwie. Zmieszał się. Przełknął ślinę.
- Muszę spadać - odparł krótko. Założył okulary przeciwsłoneczne i odszedł. Jak gdyby nigdy nic. Byłam w szoku. Nie wierzyłam, że można upaść tak nisko.
- Chanel. - Melanie odezwała się po chwili. - Jesteśmy przyjaciółkami, proszę cię.
- Byłyśmy - odpowiedziałam jednym słowem, patrząc jej prosto w oczy. Zauważyłam, że wzrok dziewczyny powędrował za mnie. Odwróciłam się. Jay szedł w naszym kierunku, będąc wyraźnie zmieszany. Zapewne wiedział o spotkaniu Mel z Kevinem. I dziwiła go moja obecność tutaj.
- Dziewczyny, hej, co za spotkanie. Spacerujecie? - Spytał z uśmiechem na ustach, podchodząc do nas. Parsknęłam. Zrobiłam kilka kroków do tyłu, podchodząc do wózka, który wcześniej zostawiłam. Włożyłam do niego Jasona, który od początku całej dyskusji nie zająknął się ani słowem. Był grzeczny jak aniołek.
- Chodź kochanie, wracamy do domku - powiedziałam do chłopca i popchałam wózek w kierunku chodnika.
- Chanel, co jest? - spytał Jay.
- Wszystko wiem, nie wysilaj się - odpowiedziałam z ironicznym uśmiechem. - Jedyne, co mogę ci powiedzieć, to to, że nie chcę was znać. Żałuję, że kiedykolwiek nazwałam was przyjaciółmi. To, co zrobiliście było największym świństwem, jakie mogliście mi wyrządzić. Nawet nie wiecie ile wycierpiałam przez wasze kłamstwo. Nie chcę was znać - powtórzyłam i odeszłam.
- Chanel, proszę cię. - Jay złapał mnie za rękę.
- Pieprzcie się - warknęłam i wyrwałam swoją rękę.
Odeszłam szybkim krokiem, czując, że za moment wybuchnę płaczem.
*
Weszłam do domu, przenosząc od razu Jasona, który zasnął w wózku, do łóżeczka. Ułożyłam go wygodnie, zdejmując jedynie butki z jego stóp i przykryłam kocem. Przymknęłam drzwi od jego pokoju i zeszłam ponownie na dół. Zdjęłam buty, odłożyłam torebkę na bok i usiadłam na niskiej komodzie, chowając twarz w dłoniach. Czułam, że nie wierzę jeszcze w to wszystko, co się dzisiaj wydarzyło. Mój mózg dopiero przetwarzał wszystkie informacje. Jay i Melanie oszukali mnie w perfidny sposób. Postawili Justin w najgorszym możliwym świetle i pozwolili, żebym w to wszystko uwierzyła. W czasie, kiedy on był uczciwy. Poczułam ukłucie w brzuchu. Przyjemne ukłucie.
Czy to oznaczało, że wszystko dało się jeszcze naprawić? Że Justin był szczery wobec mnie i naprawdę przeszedł odwyk? Mój Boże, czy to działo się naprawdę?
Moje rozmyślenia zostały przerwane przez dzwonek do drzwi. Odruchowo zerwałam się z miejsca i pobiegłam je otworzyć. W momencie, kiedy ujrzałam z nimi Justina, moje serce zabiło mocniej.
Tego widoku teraz tak bardzo pragnęłam.
- Muszę ci coś pokazać, to cholernie ważnie - powiedział i nie czekając nawet na moją odpowiedź, wszedł do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Otworzył teczkę, którą trzymał w dłoniach i wyjął z niej jakieś papiery.
Przez chwilę jakby mnie zaćmiło. Patrzyłam na niego milcząc. Przez moją głowę przemknęły wszystkie spędzone razem chwile. Od momentu naszego poznania do chwili obecnej.

-Przepraszam - mruknęłam pod nosem. Osoba, na którą weszłam, również kucnęła, pomagając mi pozbierać listy.
-Nic się nie stało - odpowiedział męski, lekko zachrypnięty głos, na którego dźwięk momentalnie przeszły mnie dreszcze. Podniosłam głowę, równocześnie wstając i spojrzałam na chłopaka, który również się podniósł, wręczając mi pozbierane rzeczy.
-Dziękuję - szepnęłam, gdyż głos dosłownie uwiązł mi w gardle i nie byłam w stanie powiedzieć tego, choć odrobinę głośniej. Spojrzałam w oczy chłopaka. Były niesamowite, dosłownie jakby ktoś ukrył w nich malutką fabrykę czekolady. Błyszczały w sposób, który powodował, że już teraz wiedziałam, że to najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek ujrzałam.

Spojrzałam ponownie w te oczy. Wciąż błyszczały, wciąż były najpiękniejszymi, jakie w życiu widziałam. 
- Przejechałem dziś ponad dwieście kilometrów, żeby otrzymać to - powiedział, podając mi papiery. - Proszę, przeczytaj to. To jest dowód na to, że mówię prawdę. Warunkiem pozytywnego opuszczenia odwyku było przejście narkotestów. Proszę, spójrz, mam tutaj ich wyniki. Jest data i pieczątka szpitala - mówił przejęty, a ja pomimo, że słyszałam i rozumiałam każde słowo, myślami byłam daleko stąd.

Co takiego zrobiliśmy?
My tylko się zakochaliśmy.
Znaleźliśmy miłość w beznadziejnym miejscu.

Każda chwila z nim była mocno zakodowana w mojej głowie. Zarówno zła, jak i dobra. Zarówno pocałunki, jak i siniaki. Zarówno szczęście, jak i cierpienie.

-Nie chcę już dłużej z tobą być, wracam do domu. To koniec, Justin - dodałam, po czym zacisnęłam wargi, czując jak jedna łza spływa mi po policzku.

Skończyłam pakować rzeczy, po czym zapięłam torbę i postawiłam ją na podłogę przy drzwiach.
Już miałam ubierać buty, kiedy Justin niespodziewanie złapał mnie od tyłu i podniósł, odciągając od drzwi.
Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać, na co on, zatkał mi dłonią usta.

-Nigdzie nie odejdziesz, rozumiesz!? - Krzyczał na mnie. - Nie zostawisz mnie, nie pozwolę ci mnie zostawić, nigdy! - Wciąż krzyczał, mocno mnie trzymając.
Moje nadgarstki przycisnął do łóżka, a swoimi nogami blokował moje, tak, abym nie mogła go kopnąć.
-Nigdy nie odejdziesz, słyszysz? - dodał już dużo ciszej, prawie szeptem. - Nigdy - szepnął. Nachylił się nade mną. Przestałam się wyrywać, czując jego łzy na swojej szyi.

Umrę, jeśli ode mnie odejdziesz, mam tylko ciebie, ty jesteś sensem mojego istnienia. Wiem, że to na ciebie czekałem całe, swoje, skurwiałe życie. Nie możesz mnie zostawić, nie możesz pozbawić mnie wszystkiego, co kocham.

A mimo to, dalej kochałam go całym sercem i umarłabym, gdyby coś mu się stało. Chciałam go przytulać, całować, czuć jego ciało obok, słyszeć jego głoś i patrzeć w jego oczy. Teraz to wszystko jakby uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. Moja miłość do niego rozpaliła mnie od środka. 
Uwielbiałam, kiedy się uśmiechał, a na jego twarzy pojawiały się urocze dołeczki. Uwielbiałam, kiedy jego brązowe oczy patrzyły na mnie z miłością i błyszczały od szczęścia, że przy nim jestem. Kochałam go całego. Nie potrafiłam żyć bez niego. Nie potrafiłam żyć bez miłości mojego życia. 
Chciałam powiedzieć mu teraz jak bardzo go kocham. Chciałam wyrzucić z siebie potok słów, ale nie dał mi dojść do słowa. Usilnie podstawiał mi kartki pod twarz. Patrzyłam na nie, choć wcale mnie nie obchodziły. Czułam, że znam już prawdę. Tak po prostu. Choć może brzmię jak idiotka, to po prostu wiedziałam. 
- Widzisz? Chanel, ja naprawdę....- zaczął, jednak nie dałam mu skończyć. Wypuściłam kartki z rąk i z całych sił wtuliłam się w jego ciało, jakby jego ramiona były teraz jedynym, bezpiecznym miejscem na ziemi. I tak właśnie czułam. Chłopak niepewnie mnie objął, jakby nie będąc pewny mojej reakcji. 
- Zabierz mnie stąd - szepnęłam, wdychając jego zapach.
- Wierzysz mi? - spytał po kilku sekundach, jakby analizując moje słowa. - Naprawdę mi wierzysz? - powtórzył i odsunął się delikatnie, chcąc spojrzeć mi w oczy.
- Wierzę. - Kiwnęłam twierdząco głową. - Przepraszam, że nie potrafiłam ci już uwierzyć - dodałam.
Justin momentalnie mocno wtulił mnie w siebie. Głaskał moje włosy, przyciskając mnie tak mocno, jakby bał się, że zaraz ucieknę.
- Boże, tak bardzo się cieszę - mówił z przejęciem łamiącym się głosem. 
- Zabierzesz nas stąd? Mnie i Jasona? - spytałam ponownie.
- Zabiorę. I przysięgam, że już nigdy nie skrzywdzę. Przysięgam - dodał niemalże szeptem. 
I wiedziałam, że postępuję dobrze.
*
- Jedziemy kochanie rozpocząć wszystko na nowo - szepnęłam do chłopca, zapinając go w samochodowym foteliku. Jason patrzył na mnie swoimi brązowymi tęczówkami.
- Papa? - spytał.
- Tak kochanie, jedziemy papa. - Uśmiechnęłam się, zapinając pas. - Wszystko się teraz ułoży, zobaczysz - szepnęłam. Ucałowałam chłopca w główkę i podniosłam się, odwracając. Justin kończył pakować walizki do samochodu. Tak wielu z was zapewne osądziłoby mnie, że postępuje źle i nieodpowiedzialnie. Ale...ja czułam. Czułam, że tym razem naprawdę mogę zaufać Justinowi. Że to już nie są słowa rzucane na wiatr, a on naprawdę chce się zmienić i robi wszystko w tym kierunku, aby być lepszym człowiekiem. I już nigdy nikogo nie skrzywdzić.
Widziałam jak wkłada ostatnią torbę i zamyka bagażnik. Serce waliło mi jak młotem. To, co robiłam miało wywrócić moje życie do góry nogami. Ponownie.
Szatyn podszedł do mnie i delikatnie odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy. Wsunął swoją dłoń pod moje włosy i pocałował mnie w czoło.
- Zrobię wszystko, żebyś nigdy nie pożałowała dania mi kolejnej szansy - powiedział, patrząc mi w oczy. 
Nie, nie wróciliśmy do siebie. Nie byliśmy parą. Nie potrafiłam. Koszmary przeszłości wciąż mnie dosięgały, a jego pocałunki przywoływały na myśl piekło, jakie kiedyś przeszłam przez niego. Chociaż kochałam go jak szalona. Potrzebowałam czasu. 
Dałam mu szansę jako człowiekowi. Jako, obok Jasona, najważniejszej osobie w moim życiu. Kochałam go całą sobą i pragnęłam mieć go przy sobie. Czułam w nim oparcie, a jego ramiona dawały mi bezpieczeństwo.
Wsiedliśmy do samochodu. 
- Gotowa? - spytał.
Spojrzałam na dom, który opuszczałam. Dom, w którym się wychowałam i który ponownie zostawiałam. Poczułam się jak wtedy, kiedy uciekaliśmy. Serce lekko mnie zakuło. 
- Tak. - Pokiwałam twierdząco głową i zapięłam pas. Chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce i odpalił samochód, ruszając.
*
- Wysadź mnie tu proszę na moment - powiedziałam, kiedy przejeżdżaliśmy obok cmentarza. Justin od razu zrobił to, o co prosiłam i zaparkował. Nie musiał pytać dlaczego chciałam się zatrzymać.
Odwróciłam się do tyłu.
- Mamusia zaraz wróci, wiesz kochanie? Zostań chwilkę z tatą - powiedziałam i posłałam maluszkowi uśmiech, który od razu odwzajemnił. Odpięłam swój pas i wyszłam z samochodu. 
Po drodze weszłam do przycmentarnego sklepu, kupując dwa, duże znicze i ulubione kwiaty moich rodziców. Często opowiadali mi o tym, że poznali się właśnie w kwiaciarni, w której pracowała moja mama. 
Weszłam na cmentarz, odszukując od razu grób moich rodziców. Przykucnęłam i odpaliłam oba znicze, kładąc je na betonowej płycie wraz z kwiatami.
- Nie martwcie się o mnie - powiedziałam. - Justin już mnie nie skrzywdzi. Wiem to. Wy na pewno też to wiecie. W końcu przebywacie z samym Panem Bogiem, który dobrze wie, że Justin jest dobrym człowiekiem - kontynuowałam, siedząc na małej ławeczce.
Zrobiłam głęboki wdech, wciągając świeże powietrze. Czułam jak moje oczy robią się zaszklone i za chwilę po moich policzkach spłyną łzy. Tak bardzo za nimi tęskniłam. Tak bardzo chciałabym ich teraz przytulić.
- Bardzo was kocham - szepnęłam. - Wiem, że patrzycie na mnie z góry i czuwacie nade mną i Jasonem. Zobaczycie, że wszystko się teraz ułoży. Będę jeszcze szczęśliwa. - Starłam wierzchem dłoni łzę z policzka. 
Pomodliłam się jeszcze moment, po czym odeszłam, wiedząc, że czeka na mnie dwóch, najważniejszych w moim życiu mężczyzn. I na tą myśl, na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech.
*
Po około trzech godzinach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Poznawałam ten dom. Pamiętałam go. Dom rodziców Justina. Tak bardzo cieszyłam się, że pogodził się z nimi na dobre. W końcu miał kochających rodziców i ta myśl rozpierała moje serce. Zasługiwał na to. 
Wysiadłam z samochodu, idąc do tyłu i wyjmując z fotelika Jasona.
- Jesteś już zmęczony podróżą, co kochanie? - powiedziałam, odpinając pasy. Chłopiec przetarł zaspane oczka. Wzięłam go na ręce i za chwilę już był obok nas Justin.
- Mogę? - spytał niepewnie i wyciągnął ręce ku synkowi. Bez wahania oddałam synka w ręce Justina. Szatyn wziął go w swoje objęcia, patrząc na niego oczami przepełnionymi miłością. Pocałował go w czubek głowy. Zobaczyłam, że z domu wyszli rodzice chłopaka. Widziałam wzruszenie wymalowane na ich twarzy.
- Przedstaw im wnuka - szepnęłam i posłałam mu delikatny uśmiech, który od razu odwzajemnił. Widziałam z jaką dumą szedł w kierunku swoich rodziców z synem na rękach. Jakby trzymał w nich najważniejsze i najpiękniejsze trofeum. Stanął obok nich.
- To jest właśnie Jason. Mój synek. Moja druga miłość mojego życia - powiedział i pociągnął nosem, będąc  wyraźnie wzruszony. 
- Boże, jest taki piękny i taki podobny do ciebie - powiedziała jego mama, wpatrując się w Jasona jak w obrazek. 
- Jest cudowny - dodał półszeptem jego tata, usilnie próbując ukryć wzruszenie i łzy nachodzące do oczu. 
- To są twoi dziadkowie, wiesz kochanie? - Justin spojrzał na chłopca, który z zaciekawieniem wpatrywał się w dwoje, nowo poznanych ludzi. Był bardzo skupiony i starał się zrozumieć sytuację. Nie wyglądał na przestraszonego. Jakby wyczuwał ludzi, dla których był ważny.  
- Mogę go potrzymać? - spytał ojciec szatyna. Ten pokiwał twierdząco głową i delikatnie oddał chłopca w ramiona własnego taty.Przez moment bałam się, że Jason przestraszy się obcych ludzi i rozpłacze się, jednak nijak nie zareagował. Wpatrywał się w swoich nowych dziadków jak w obrazek.  Zachichotałam pod nosem, uświadamiając sobie teraz, jak bardzo cała trójka była do siebie podobna. 
- Tak bardzo się cieszę, że w końcu wyszedłeś na prostą, mój Boże. - Mama Justina wydusiła z siebie po chwili i przytuliła chłopaka. Moje serce zrobiło się w jednym momencie miękkie jak poduszka. Ciepło rozeszło się po moim ciele. Widok był niesamowicie uroczy. Poczułam szczęście. Prawdziwe szczęście. 
*
Z niepokojem i bólem serca zgodziłam się, żeby Jason spal dziś w pokoju rodziców Justina. Tak bardzo mnie o to prosili. Chcieli spędzić jak najwięcej czasu z wnukiem, którego dopiero dziś poznali. Obawiałam się. Nigdy nie rozstawałam się z małym. Cały czas był przy mnie. Bałam się też, że mały będzie płakał, nie widząc ani mnie, ani Justina. Państwo Bieber obiecali jednak,że gdyby coś się działo, to od razu mnie obudzą. Zaufałam im. Potrzebowałam też odpocząć. Po prysznicu weszłam do przygotowanego dla mnie, osobnego pokoju i zamknęłam za  sobą drzwi. Prosiłam o osobny pokój. Bez Justina. 
Położyłam się na łóżku, wtulając w poduszkę. Przymknęłam powieki, starając się zasnąć, jednak nie potrafiłam. Przed oczami miałam Jego. Wyobraziłam sobie, że leży obok mnie, przytula mnie.
Pragnęłam poczuć jego dotyk na swojej skórze. Przewracałam się z boku na bok, a kolejne próby zaśnięcia okazywały się fiaskiem. Zastanawiałam się czy on śpi. Może też o mnie myśli?
A może po prostu śpi zmęczony długą podrożą. 
Jedno było pewne. Ja spać nie umiałam.
Podniosłam się zrezygnowana z łóżka i z piżamy przebrałam się ponownie w ubrania, chcąc wyjść na krótki spacer, powdychać trochę świeżego powietrza.
Po cichu otworzyłam drzwi i wyszłam, udając się pod drzwi pokoju, w którym spał Justin. Niepewnie zapukałam. 
- Proszę. - Usłyszałam jego cichy głos i momentalnie poczułam się lepiej wewnętrznie. Uchyliłam delikatnie drzwi i weszłam do środka. Nie spał. Siedział na dużym parapecie, jedną nogę swobodnie opuszczając na podłogę i paląc papierosa.
- Chanel? Coś się stało? - spytał, będąc wyraźnie podekscytowany moją obecnością. Od razu zgasił papierosa w popielniczce i zszedł z parapetu, podchodząc do mnie.
- Nie. - Uśmiechnęłam się. - Po prostu nie potrafię spać i pomyślałam, że może ty też nie śpisz i chciałbyś potowarzyszyć mi na spacerze.
- Z chęcią. - Odwzajemnił mój uśmiech. 
*
Szliśmy obok siebie leśną ścieżką. Wieczór był niesamowicie ciepły i przyjemne, a księżyc świecił w całej swojej okazałości. Było pięknie.
- Przez ten okres, kiedy cię nie było, kiedy odeszłaś, zastanawiałem się, czy jeszcze kiedykolwiek cię zobaczę - powiedział, trzymając dłonie w kieszeniach. - Zastanawiałem się nawet czy istniałaś naprawdę czy może byłaś tylko moją halucynacją.
- Istniałam. I wciąż istnieję. I idę obok ciebie - odparłam z delikatnym uśmiechem. - Znów mnie widzisz. 
- Zastanawiam się dlaczego.
- To znaczy?
- Dlaczego pomimo całego zła, jakie ci wyrządziłem, Bóg znowu postawił cię na mojej drodze. 
Stanęłam w miejscu. On również się zatrzymał. Spojrzałam na niego.
- Wiesz - zaczęłam. - Myślę, że Bóg dał ci kolejną szansę. Wierzy w ciebie bardziej, niż ty kiedykolwiek wierzyłeś w siebie - powiedziałam. - A ty tę szansę wykorzystałeś. Nie zmarnowałeś jej. Zobacz, stoję tutaj.
Chłopak wypuścił powoli powietrze z ust.
- Możesz mnie uszczypnąć? - spytał.
Zaśmiałam się i delikatne uszczypnęłam go dłoń.
- I jak? Chyba nie zniknęłam, co?
- Nie. - Pokręcił głową z uśmiechem. 
Serce biło mi tak mocno,  że miałam wrażenie,  że zaraz wyskoczy z mojej piersi. Nie da się opisać słowami tego, jak bardzo kochałam tego człowieka. 
Odwróciłam głową i zobaczyłam, że na końcu ścieżki znajduje się mała rzeka. 
- Pamiętasz jak kiedyś pływaliśmy nocą w rzece? Może to powtórzymy - powiedziałam, sama nie wiedząc skąd w mojej głowie taki szalony pomysł. Justin spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Mówisz serio? - Zaśmiał się. 
- Tak? A dlaczego nie? - Wzruszyłam ramionami i zaczęłam iść w kierunku rzeki. Zaczęłam się rozbierać, pozostawiając na siebie jedynie bieliznę. Usiadłam na skraju i delikatnie się odepchnęłam, opuszczając się do wody. Była ciepła i przyjemna. 
- No na co czekasz? - spytałam. Chłopak pokręcił głową ze śmiechem, po czym zdjął z siebie koszulkę i spodnie, pozostając w samych bokserkach. Za chwilę znalazł się tuż obok mnie w wodzie. To niesamowite, ale poczułam się tak bardzo beztrosko. Zapomniałam o wszystkim, co złe. W tym momencie nie pamiętałam nic. Liczyło się tylko to, co tu i teraz. 
Odpłynęłam kawałek, czując jak ciepła woda przyjemnie obija się o moją skórę. Jakby wypłukiwała ze mnie wszystkie złe wspomnienia. 
W pewnym momencie poczułam jak duża fala wody na mnie spada. Odwróciłam się w wodzie, widząc rozbawioną twarz chłopaka.
- Ej, bez takich! - powiedziałam ze śmiechem i chlapnęłam mocno wodą w jego stronę. 
- O nie, pożałujesz tego - odparł udając poważnego i podpłynął do mnie, łapiąc mnie w biodrach i udając, że chce mnie utopić. Śmiałam się na głos i próbowałam wyrwać z jego objęć. Mój Boże, nie pamiętam kiedy wcześniej śmiałam się na głos. To było piękne. 
- Puszczaj mnie - pisnęłam przez śmiech i wyswobodziłam się na tyle, żeby znaleźć się przodem do niego. W tym momencie oboje się uspokoiliśmy i zapanowała cisza. Patrzyliśmy sobie w oczy, a ja czułam jak dreszcze przechodzą przez moje ciało. Nasze ciała dotykały się pod wodą, powodując, że temperatura w powietrzu rosła. W jednej chwili poczułam prawdziwe podniecenie. Mój wzrok powędrował na jego wargi, a pragnienie wpicia się w nie stało się zbyt silnie, by z nim walczyć. 
Po prostu to zrobiłam. Nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Języki zachłannie dotykały się wzajemnie. Przysięgam, że na ten moment zapomniałam o bożym świecie. Podpłynęliśmy bliżej brzegu, gdzie czuć było już grunt pod stopami. Podniosłam nogi i oplotłam go nimi w biodrach, likwidując odległość między naszymi rozgrzanymi ciałami. Pragnęłam go całą sobą. Moje ciało krzyczało o jego dotyk. Przeniósł swoje pocałunki na moją szyję, zachłannie całując moją delikatną skórę. Ocierałam się swoim ciałem o jego biodra, czując jak jego bokserki zaczynają robić się coraz bardziej napięte. Byłam już rozgrzana i podniecona do granic możliwości. Nic innego nie liczyło się dla mnie w tym momencie. Cicho jęknęłam, odchylając głowę do tyłu.
- Naprawdę chcesz się kochać? - spytał, oddychając ciężko i nierówno.
- Chcę jak cholera - szepnęłam podnieconym głosem, wpiłam się ponownie w jego usta, wplątując palce w jego włosy. Jego dłoń powoli osunęła się w dół po moim ciele, znajdując miejsce pod moimi majtkami. Mój oddech przyspieszał coraz bardziej. Jego mokre, ciepłe palce zaczęły masować mnie pod bielizną. Wbiłam paznokcie drugiej dłoni w jego plecy, chcąc poczuć go bliżej i mocniej. W momencie, kiedy wsunął we mnie swoje dwa palce, niemalże odleciałam. Jęknęłam w jego usta, prosząc o więcej i więcej. Poruszał nimi coraz szybciej i mocniej. Było mi tak cholernie dobrze. Miałam ochotę krzyczeć. Zacisnęłam dłonie na jego głowie, niekontrolowanie ciągnąc za jego krótkie włosy.
- Dobrze ci? - szepnął mi do ucha.
- Jeszcze pytasz? - wydyszałam. Serce waliło mi jak młotem, a ciało było rozpalone do granic możliwości. Pocałował mnie krótko w usta, po czym wyjął ze mnie swoje palce. Podniósł mnie, sadzając na brzegu, po czym sam wyszedł z wody. Rozłożył swoją koszulkę i położył mnie na niej, za chwilę samemu do mnie przywierając.
Jego napięte bokserki przywierały do mojego krocza, powodując szaleństwo hormonów w moim ciele.
- Mam na ciebie taką cholerną ochotę - szepnął do mojego ucha głośno dysząc. Polizał moją szyję, schodząc językiem coraz niżej. Ruchem jednej ręki odpiął mój stanik i odrzucił go na bok. Objął wolną dłonią moją pierś, masując ją, jednocześnie schodząc cały czas niżej. Aż w końcu całował, lizał i pieścił moje piersi w sposób, który sprawiał, że odpływałam. Wszystkie mięśnie w moim ciele były napięte, a policzki paliły się od gorąca. Jedna jego dłoń zaczęła osuwać się powoli na dół, dobierając się do dolnej części mojej bielizny. Uniosłam biodra do góry, pozwalając na bezproblemowe pozbycie się moich majtek. Tak bardzo go pragnęłam. Jego miękkie wargi całowały już mój brzuch, schodząc niżej. Całował moje podbrzusze, uda, wsuwając w końcu we mnie swój język. Dosłownie zakręciło mi się w głowie. Jęknęłam głośno, nie mogąc powstrzymać się powstrzymać.
- Jezu - szepnęłam podniecona. Wplotłam palce w jego włosy, dociskając jego twarz bliżej mojego ciała. Cała drżałam. Mięśnie boleśnie napinały się z każdym jego ruchem. Jęczałam i błagałam go, żeby nie przestawał. Po kilku minutach czułam, że podniecenie osiąga maksimum. Docisnęłam jego język mocniej, głośno dysząc. Nagle poczułam to błogie uczucie. Przyjemność i odprężenie rozchodzące się po każdym mięśniu mojego ciała. Słyszałam bicie własnego serca. Doszłam, choć wcale nie miałam dość.
Justin podniósł się, znów znajdując się ze mną twarzą w twarz.
- Tak bardzo mnie podniecasz - szepnął w moje usta i krótko je pocałował. Zdjął swoje bokserki, napierając na mnie. Rozłożyłam nogi i oplotłam je wokół jego pasa. Wszedł we mnie delikatnie.
- Kurwa - mruknął z podniecenia, wkładając swojego penisa do końca i za chwilę ponownie go wysuwając. Położyłam dłonie na jego plecy. Westchnęłam podniecona, kiedy jego ruchy zaczęły stawać się szybsze i mocniejsze. Poruszał się dynamicznie, jednocześnie ssąc skórę na mojej szyi.
Po kilku minutach odepchnęłam go od siebie, zmieniając pozycję. Teraz to ja byłam na górze, siadając na niego.
- Jesteś taka piękna - powiedział, patrząc na mnie. Nachyliłam się i pocałowałam go, zaczynając poruszać najpierw powoli, a później coraz szybciej, biodrami. Nachyliłam się, chcąc mieć dostęp do jego szyi, którą całowałam. Klął i mruczał do mojego ucha z każdym moim, kolejnym ruchem. Trzymał mnie za biodra, dosuwając mnie do siebie mocniej i mocniej.
Kiedy poruszałam się już naprawdę szybko, a jego oddech był coraz głośniejszy, wiedziałam, że za chwilę dojdzie, Po kilku chwilach opadłam zmęczona na jego klatkę piersiową, kiedy oboje, niemalże jednocześnie, doszliśmy. Nasze głośne oddechy przeszywały idealną ciszę dookoła.
- Kocham cię - szepnął, całując mnie w głowę.
- Ja ciebie też - odparłam w końcu w pełni zgodnie z sercem.

Do domu wróciliśmy po około godzinie. Obejmując się. I zasypiając w jednym łóżku.

___________________________________________________

Uwaga, uwaga! To jest już PRZEDOSTATNI rozdział! Tak, dobrze widzicie. Przed wami jeszcze jeden rozdział i epilog.

13 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Jeden z najlepszych, bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że nie wykręcisz nam jakiegoś numeru, bo chyba dostanę zawału jak oni znów się rozstaną. Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że nie haha bo to byłoby bes sensu gdyby tak zrobiła bo po to pisała special chapters żeby było szczęśliwe zakończenie haha

      Usuń
  3. O Boze...Normalnie weocily wszystkie emocje z pierwszych rozdzialow tego opawiadania... Idealny, teraz zyje w stresie o zakonczenie XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Całując go przypominało jej się piekło, ale tego samego dnia uprawiają seks, logika 😂😂😂
    Rozdział świetny, ciekawe co w następnym, mam nadzieję, że jakiś nagły zwrot wydarzeń, tylko błagam, byle to nie była ciąża 😭

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny, świetny rozdział! nie mogę uwierzyć że to zakończenie no :( nie chcę

    OdpowiedzUsuń
  6. O MOJ BOZE
    KOCHAM
    TO OPOWIADANIE

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurwa tyle czekałam ze wczoraj weszłam i przeczytałam od momentu w którym zniknęłas
    przyznam szczerze ze trochę się odzwyczailam od tego ff a pamiętam jak płakałam na pierwszym epilogu i teraz pp takiej przerwie tyle czekałam ze aż przestałam wchodzić tutaj.
    Q teraz chce ich razem ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejuuu jak dobrze ze tak się to potoczyło 😍 kocham tego bloga 💗

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie napisany, naprawdę bardzo przyjemny �� Szkoda że zbliżamy się do finału ale nic nie może wiecznie trwać. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń