piątek, 30 września 2016

Special Chapter 20.

Miesiąc później
Nerwowo zaglądałam przez okno, chcąc sprawdzić czy samochód Justin już podjechał. Westchnęłam zawiedziona, kiedy wciąż go nie było. 
- Skarbie, nie stresuj się tak. Zaraz przyjedzie. - Mama Justina powiedziała, widząc moje zdenerwowanie. Karmiła Jasona, znajdującego się w specjalnym do tego siedzonku. 
- Wiem, ale tak bardzo chciałabym już móc go spytać jak było - odparłam i opadłam na krzesełko. Zrobiłam łyk soku pomarańczowego, po czym odstawiłam szklankę na stół.
Justin był dziś na pierwszej wizycie u psychiatry. Cała drżałam z nerwów od rana. To było dla mnie niesamowicie ważne.
- No już kochanie, otwieramy buźkę, samolot leci. - Kobieta z uśmiechem prowadziła łyżeczkę wprost do ust malca. Uśmiechnęłam się. Wciąż mieszkaliśmy z jego rodzicami. Nie chciałam wracać do domu. To już nie był mój dom. To były puste ściany, zawierające pełno bólu poprzez wspomnienia. Wiedziałam, że muszę zacząć wszystko od nowa. W nowym miejscu. Z pomocą ojca Justina, zabrałam się już nawet za formalności związane ze sprzedażą domu. Odstawiłam na bok sentyment i poszłam za głosem rozsądku.
Mieszkam tu od miesiąca i nie kłamiąc, poczułam się tu naprawdę jak w domu. Rodzice Justina, choć nigdy nie powiem, że zastąpili mi moich, są dla mnie kimś, kto wypełnia pustkę po nich. Mój kontakt z nimi staje się lepszy z dnia na dzień. Widzę jakie szczęście daje im Jason i jacy szczęśliwi są z powodu pogodzenia się z synem. Patrzę na nich i odzyskuję radość życia.
W tym momencie usłyszałam dźwięk silnika. Gwałtownie wstałam z krzesła, niemalże rzucając się z niego.
- Chanel, spokojnie. - Mama Justina zaśmiała się.
- Tak, racja. Nie będę pokazywać mu, że się denerwowałam - odpowiedziałam i usiadłam na krzesełku, zakładając nogę na nogę. Przyjęłam poważną minę, udając opanowaną i spokojną. Usłyszałam dźwięk zamka i otwieranych drzwi. Justin wszedł do kuchni, a ja czułam, że zaraz eksploduję.
- Cześć kochanie - podszedł i pocałował mnie w policzek, po czym przeszedł do siedzącej za mną, mamy i synka.
- Cześć mamo. - Cmoknął kobietę w policzek, po czym wziął na ręce chłopca, który przed chwilą skończył jeść i przytulił do swojej klatki piersiowej.
- No cześć aniołku. - Ucałował chłopca w główkę, uśmiechając się szeroko. - Tęskniłeś za tatą? - spytał, nie spuszczając wzroku z Jasona.
Wciąż siedziałam spokojnie, chociaż  w środku pękałam z ciekawości.
- Jak było? - spytałam jakby od niechcenia, stukając palcami o blat.
- Zwyczajnie - odparł beznamiętnie i wyszedł z chłopcem do salonu. Szczęka omal opadła mi na ziemię.
- Zwyczajnie? - powtórzyłam po nim szeptem i spojrzałam oburzona na jego mamę.
- Porozmawiam z nim - odparła, wstając.
- Nie - zaprotestowałam od razu, również podnosząc się z krzesełka. - Ja to zrobię - dodałam, patrząc na zdziwioną minę kobiety.
- Dobrze. - Kiwnęła twierdząco głową.
Wyszłam z kuchni, wchodząc po cichu do salonu. Szatyn siedział na dywanie, trzymając na kolanach synka.
- Taki piękny dom z klocków ułożyłeś z mamą, tak? - mówił do Jasona, który z dumą pokazywał paluszkiem na ogromną, klockową wieżę. Przeczesał jego blond włoski, opierając bardzo delikatne głowę na ramieniu chłopca. Coś go trapiło. Wiedziałam to. Brzuch rozbolał mnie z nerwów. Coś było cholernie nie tak.
- Justin? - powiedziałam cicho i podeszłam bliżej. Nawet na mnie nie spojrzał.
- Jestem z ciebie bardzo dumny, skarbie - powiedział do Jasona, ignorując mnie.
- Justin, co się dzieje? - spytałam już głośniej i uklęknęłam naprzeciw niego. Wciąż nie podniósł głowy.
- Nic - odparł lakonicznie.
- Zabiorę małego na spacer. - Nawet nie wiem w którym momencie do salonu weszła również mama Justina.
- Dopiero przyszedłem. Chcę z nim spędzić trochę czasu.
- Wychodzę do sklepu, a Jasonowi świeże powietrze dobrze zrobi - kontynuowała, chcąc zabrać Jasona z rąk chłopaka.
- Cholera, potrafię zająć się własnym dzieckiem, przecież go nie skrzywdzę! - Podniósł głos. Na co w oczach Jasona pojawiły się łzy i momentalnie zaczął szlochać.
- Sh, kochanie, przepraszam. - Wstał wraz z malcem, przytulając go mocniej do siebie. - Tata nie chciał krzyknąć. Nie płacz, skarbie - kontynuował, kołysząc synka.
Wymieniłyśmy się z jego mamą znaczącymi spojrzeniami. Wiedziałyśmy, że coś jest nie tak. I obie się tego bałyśmy.
- Zabierz go na spacer - powiedział i oddał chłopca swojej mamie. Sam natomiast wyszedł z salonu, wchodząc po schodach do góry.
- No już kochanie. Tatuś nie krzyczał na ciebie. - Podeszłam do nich i pogłaskałam synka po głowie, który zdążył się już uspokoić.
- Martwię się o niego - powiedziałam, patrząc na kobietę.
- Proszę, porozmawiaj z nim - odpowiedziała, będąc wyraźnie zmartwioną. Kiwnęłam twierdząco głową. Pocałowałam jeszcze Jasona, po czym wyszłam, również udając się na górę.
Zobaczyłam uchylone drzwi od naszego pokoju. Niepewnie podeszłam bliżej i otworzyłam je, stając w nich. Przełknęłam ślinę, wiedząc, że to nie będzie prosta rozmowa.
Justin siedział na łóżku. Jego splecione dłonie luźno zwisały między kolanami, a wzrok wbity był w podłogę.
- Martwię się - powiedziałam półszeptem i podeszłam bliżej. Przykucnęłam. Ujęłam delikatnie podbródek chłopaka, aby na mnie spojrzał. - Co się dzieje?
- Wiesz jak poczułem się, kiedy ten facet zaczął wypytywać mnie o wszystko? Kiedy musiałem opowiedzieć mu o tym, co się kiedyś działo?
Otwierałam już usta, aby coś odpowiedzieć, jednak nie zdążyłam.
- Jak pieprzony śmieć. Widziałam wzrok, tego lekarza, kiedy słuchał tego, co mówię. Nie chcę tam chodzić. Nie dam rady, kurwa, nie dam rady. - Pokręcił głową i wstał. Włożył dłonie do kieszeni i podszedł do okna. Zrobiłam to samo, stając za nim i kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Chanel, będąc tam, czuję się ja pierdolony świr. Rozumiesz? Jakby mieli zakuć mnie za chwilę w kaftan bezpieczeństwa i zamknąć w pokoju bez klamek. Nie jestem w stanie tak po prostu mówić o tym, co przeze mnie przechodziłaś. - Odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie.
- Musisz - odparłam. - Justin, lekarze to nie twoi wrogowie. Chcą ci pomóc. Tak, jak my wszyscy. Musisz tam chodzić, jeśli chcesz, abym uwierzyła, że już nigdy nie będę przez ciebie cierpieć, rozumiesz? - Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Kurwa mać - zaklął i odszedł na bok, kopiąc mocno w fotel. Skrzyżował dłonie na głowie. - To wszystko jest popieprzone. Dlaczego nie mogę panować nad sobą jak każdy, pierdolony, normalny człowiek - dodał i kopnął w szafkę.
Wzięłam głęboki oddech, oblizując zaschnięte wargi.
- Bo masz problem. Problem, który trzeba wyleczyć.
Podeszłam do niego i pociągnęłam za rękę, odwracając w moją stronę.
- Spójrz na mnie - powiedziałam stanowczo. - Pamiętasz, jak obiecałeś mi, że zrobisz wszystko, aby się zmienić i już nigdy mnie nie skrzywdzić?
Kiwnął twierdząco głową.
- A więc proszę, to jest jeden z etapów. Spójrz ile już z siebie dałeś. Jak wiele zrobiłeś, abym teraz tu była. Stała naprzeciw ciebie i trzymała cię za rękę - kontynuowałam. - . Kocham cię i dlatego wiem, że przejdziemy przez to razem. Już nie jesteś sam. Masz rodziców, Jasona i mnie. I wszyscy cię kochamy i zrobimy wszystko, żeby ci pomóc. Słyszysz?
Widziałam szklanki w jego oczach. Sama miałam ochotę się rozpłakać.
- Przejdziemy przez to wszystko, a później będziemy najszczęśliwsi na świecie, wiesz? - szepnęłam, czując łzę spływającą po moim policzku.
Szatyn otarł ją od razu kciukiem, ujmując moją twarz.
- Masz rację. - Pokiwał głową. - Masz cholerną rację. Obiecuję, że będę się leczył. Kocham cię. - Mocno wtulił mnie w siebie. - Najmocniej na świecie.
*
Weszłam do przyciemnionego pokoju, czując dziwny niepokój.
- Justin? - powiedziałam, próbując go odszukać. Znalazłam na ścianie włącznik światła i zapaliłam je. W tym momencie doznałam szoku. Zobaczyłam Justina siedzącego na kanapie i wciągającego zwiniętym banknotem, białą kreskę ułożoną na stoliku. Serce mocno mnie zakuło, a łzy napłynęły do oczu.
- Co ty wyprawiasz?! - wrzasnęłam i rzuciłam się do niego, rozsypując dłonią wszystko, co znajdowało się na stole. Zaczęłam głośno płakać.
- Zwariowałaś?! - krzyknął i wstał. W jego oczach widziałam wściekłość. - Odpierz się!
- Obiecałeś, obiecałeś, że przestałeś ćpać - powiedziałam z płaczem. Chłopak zaśmiał się ironicznie.
- Uwierzyłaś? - zadrwił. - Jesteś taka głupia.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Nie wierzę - szepnęłam. - Ty pieprzony kłamco! - uniosłam się ponownie i odepchnęłam go z całych sił.
- Ty suko - syknął i podniósł rękę, a ja sekundę później poczułam mocne uderzenie w twarz. Uderzenie, które wręcz odrzuciło mnie na podłogę.
- Chanel, kochanie - usłyszałam ponownie głos Justina. Tym razem ciepły i przejęty. - Kochanie, obudź się, to tylko zły sen. - Kolejne jego słowa docierały do moich uszu, a ja zaczęłam wracać do świadomości. Budziłam się. To był tylko sen. To był tylko koszmar.
- Sh, już dobrze, jestem przy tobie. - Podniosłam się, a jego ramiona od razu mnie objęły i przytuliły do swojej klatki piersiowej. Trzymał mnie mocno przy sobie i całował w czubek głowy, niczym małą, przestraszoną dziewczynkę.
Czułam jak mokre są moje powieki.
- Płakałaś i krzyczałaś przez sen, skarbie. To był tylko koszmar - szeptał, starając się mnie uspokoić. Wtuliłam się mocno w jego, obejmujące mnie, ramiona. W jednym momencie poczułam się taka...bezpieczna. Jakby nie groziło mi już żadne zło świata. Nigdy.
- Co ci się śniło? - spytał.
Przełknęłam ślinę i wzięłam oddech.
- Nie wiem - szepnęłam. - Już nie pamiętam - skłamałam. Odwróciłam się przodem do chłopaka. Ledwo widziałam go w ciemnościach, ale widziałam bijącego od niego piękno.
- Kocham cię - powiedziałam szeptem. - Bardzo cię kocham.
Justin uniósł nasze splecione dłonie i pocałował delikatnie wierzch mojej.
- Ja ciebie też. Najbardziej na świecie.
Ułożyłam się z powrotem, wtulając w chłopaka. Zasnęłam w jego ramionach po kilku minutach, czując, że mam cały świat przy sobie.
*
Obudziłam się, czując nieprzyjemną pustkę obok siebie. Otworzyłam powoli zaspane oczy, nie dostrzegając obok Justina. Zrobiłam smutną minę, po czym wzięłam do ręki swoją komórkę, leżącą na szafce obok. Zmieniłam numer telefonu, nie chcąc otrzymywać smsów ani połączeń od Melanie i Jay'a. Wcześniej próbowali się ze mną skontaktować. Dzwonili, pisali, przepraszali, jednocześnie wciąż upierając się, abym odeszła od Justina.
Ignorowałam to.
I chociaż pękało mi serce, nie potrafiłam wybaczyć im tego, co zrobili. Poza tym, wiedziałam, że nigdy nie uszanują mojej decyzji i nie pogodzą się z faktem, że dałam szansę Justinowi.
Musiałam odciąć się od tego, co zostawiłam w Chicago. Zacząć żyć na nowo.
Westchnęłam, wstając z łóżka. Przeciągnęłam się zmęczona, wychodząc z pokoju i schodząc na dół.
O dziwo, nie zastałam nikogo. Dom był pusty. Weszłam do kuchni, zauważając kartkę.

Kochanie, jesteśmy na zakupach. Jason jest z nami.
Nie chcieliśmy cie budzić.
Justin :)

Uśmiechnęłam się i odłożyłam kartkę, sięgając do szafki po szklankę. Postawiłam ją na stole, nalewając do niej wody. Wzięłam łyk napoju, po czym udałam się do salonu i włączyłam telewizor.
Przez najbliższe kilka godzin zdążyłam wziąć prysznic, ubrać się, wysprzątać całe mieszkanie i obejrzeć kilka głupich programów, a oni wciąż nie wracali. Zegarek wybijał już szesnastą. Nie było ich cały dzień.
Zaczynałam poważnie się martwić. Wybrałam numer Justina.
- Tak kochanie? 
- Gdzie jesteście tyle czasu? Martwiłam się - powiedziałam, trzymając telefon przy uchu.
- Przepraszam. Byliśmy jeszcze u znajomych rodziców. Bardzo chcieli poznać Jasona.
- A co z Jasonem? Karmiłeś go? Spał? Nic mu nie dolega? - spytałam zmartwiona.
- Tak. Chanel, spokojnie. Wszystkim się zająłem. Nie musisz się o nic martwić. Ale wiesz co? Chciałbym przedstawić im też ciebie. Ubierz się proszę ładnie, przyjadę po ciebie za jakieś pół godziny, dobrze?
- Co? Teraz? Justin...
Przerwał mi.
- Bardzo proszę, zależy mi na tym - powiedział i wszystkie moje wątpliwości i wymówki automatycznie zniknęły. 
- Dobrze.
- Jesteś cudowna. - Niemalże widziałam jak uśmiecha się, wypowiadając te słowa.
Również się uśmiechnęłam.
- Lecę się szykować, widzimy się za chwilę - powiedziałam i rozłączyłam się po chwili. Pobiegłam do góry, otwierając szafę, w celu znalezienia czegoś do ubrania. W tym momencie zobaczyłam, że w szafie znajduje się tylko jedna sukienka. Sukienka, którą widziałam pierwszy raz.
Wyjęłam ją, chcąc ją obejrzeć.
I najpiękniejsza sukienka, jaką w życiu widziałam.
Nie potrafiłam przestać na nią patrzeć z zachwytem. Zauważyłam, że na dole szafy znajduje się również pudełko na buty i kartka. Wzięłam ją do ręki, zaczynając czytać.

Mam nadzieję, że prezent Ci się podoba 
i już wiesz, co na siebie włożyć, kochanie.

Uśmiechnęłam się po raz kolejny. Chociaż zaraz. Czyli Justin planował to wyjście? Nie rozumiałam już kompletnie nic.  Czy to była jakaś zabawa? Cóż, w takim razie, ja chętnie wezmę w niej udział.
*
- Justin, możesz mi powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi? - spytałam, kiedy zamiast do jakiegoś domu, dojechaliśmy do restauracji.
- Mogę, ale dopiero za chwilę - odpowiedział, uśmiechając się zadziornie. Pokręciłam głową z rozbawieniem. Chłopak wyszedł pierwszy z samochodu i otworzył mi drzwi. 
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się, wysiadając z auta. Chłopak zatrzasnął za mną drzwi, po czym zamknął samochód pilotem.
- Wyglądasz przepięknie - powiedział, patrząc mi prosto w oczy i gładząc kciukiem mój policzek. - Najpiękniejsza kobieta na świecie  - dodał półszeptem i ucałował mnie w czubek głowy. Poczułam jak ciepło rozchodzi się po moim sercu. Chłopak zbliżył się do mnie tak, jakby chciał mnie pocałować. Przymknęłam powieki i uchyliłam wargi, jednak zamiast pocałunku na ustach, poczułam jak coś jest zawiązywanego na moich oczach.
- Hej, co ty robisz? - spytałam kompletnie zbita z tropu.
- To jest porwanie. - Zaśmiał się, kończąc zawiązywać opaskę, zasłaniającą mi oczy, na mojej głowie, 
Chociaż nie rozumiałam kompletnie niczego, to na moich ustach pojawił się uśmiech. Byłam szalona. To wszystko było szalone.
- Mogę się na nie nie zgodzić? - spytałam z uśmiechem, chociaż wcale nie miałam takiego zamiaru.
- Hm - mruknął, zaczynając prowadzić mnie w jakimś kierunku. - Nie, w zasadzie to nie masz nic do gadania - odparł cwanie, mocno mnie trzymając i powoli podążając za mną w jakimś kierunku. Każda sekunda ciągnęła mi się w nieskończoność. Ciekawość nie dawała mi spokoju. Tak bardzo chciałam już wiedzieć o co w tej całej grze chodzi.
- Uwaga, stopień - powiedział troskliwie i podniósł mnie lekko w górę, abym nie musiała nawet podnosić nogi. - Już prawie jesteśmy na miejscu. 
Poczułam, że wchodzimy do środka. Panowała idealna cisza. Słychać było jedynie stukot moich szpilek po podłodze. 
- Justin, umieram z ciekawości, długo jeszcze? - mruknęłam.
- Nie kochanie, już jesteśmy. Możesz otworzyć powoli oczy - powiedział, ściągając mi delikatnie opaskę. 
Bardzo powoli uchyliłam powieki, chyba bojąc się trochę tego, co miałam zobaczyć. W momencie, kiedy już je otworzyłam, poczułam szok, radość i niesamowite wzruszenie jednocześnie. Zobaczyłam kilkanaście osób, stojących naprzeciw mnie na tle ogromnego napisu: "Wszystkiego najlepszego Chanel". Momentalnie na sali rozległo się głośne "Happy Birthday". Przyłożyłam dłonie do ust z niedowierzania i wzruszenia.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie. - Justin, stojący tuż za mną, szepnął mi do ucha, obejmując mnie od tyłu. Łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu. Przysięgam, że nie pamiętałam nawet o tym, że dziś moje urodziny. Najzwyczajniej w świecie wypadło mi to z głowy.
W życiu nie spodziewałam się czegoś takiego. Sala była przepięknie ozdobiona moimi ulubionymi kwiatami, a stoły idealnie nakryte. 
Spojrzałam na stojących tu ludzi i nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Mój Boże, były nawet Cher i Katy. Nie miałam pojęcia, jak Justinowi udało się je ściągnąć. Miałam ochotę podbiec do nich i mocno je uściskać. Szczęście przepełniało moje serce.
Po chwili, kiedy śpiewanie ucichło, udało mi się wykrztusić z siebie ciche "dziękuję". Uśmiech nie schodził mi z ust. W tym momencie jednak Justin odszedł ode mnie i podszedł do stojących obok rodziców i szepnął im coś do ucha. Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia. Jego tata trzymał na rękach Jasona, dyskretnie wkładając mu mały przedmiot do rączki. 
Justin podszedł do mnie. Serce zaczęło bić mi bardzo szybko, sama nie wiedząc dlaczego. Wydawało mi się nawet, że zauważyłam w oczach chłopaka zdenerwowanie, stres? Oblizał nerwowo wargi i zrobił jeszcze jeden krok w moim kierunku, stając tuż naprzeciw mnie.
- Chanel. Chciałbym ci to powiedzieć tutaj, teraz, przy tych wszystkich ludziach, którzy będą świadkami moich słów - zaczął i przełknął ślinę. - Jesteś najcudowniejszym, co spotkało mnie w życiu. Dałaś mi coś więcej, niż miłość. Dałaś mi wiarę, nadzieję i sens życia. Do końca życia będę zastanawiał się czym zasłużyłem na to, że Bóg mi cię zesłał. Tak po prostu wysłał jednego ze swoich aniołów i postawił go na mojej drodze.
Łza spłynęła mi po policzku, jednak od razu ją starłam. Serce dosłownie topiło się w mojej klatce piersiowej. Nogi uginały się pode mną z emocji. Słuchałam przemowy Justina i nie mogłam powstrzymać się od łez szczęścia.
- Chciałbym, żebyś wiedziała, że nigdy nie kochałem nikogo tak, jak ciebie. Jesteś dla mnie wszystkim i chciałbym budzić się u twojego boku do końca swojego życia. Dlatego...- zawahał się. - Chciałbym zadać ci jedno pytanie. - W tym momencie spojrzał na swojego ojca. Wymienili się znaczącymi spojrzeniami, po czym tym opuścił powoli Jasona na nogi i szepnął mu coś do ucha.
Patrzyłam na to wszystko ze łzami w oczach. Justin przykucnął, wystawiając ręce w kierunku synka. 
Poczułam niesamowitą dumę, kiedy zobaczyłam samodzielne kilka kroków chłopca, który wpadł prosto w ramiona szatyna, wręczając mu do ręki mały przedmiot.
Justin uśmiechnął się.
- Dziękuję, spisałeś się na medal. Trzymaj za mnie teraz kciuki. - szepnął do ucha malcowi i szeroko się uśmiechnął, całując w czubek głowy i oddając na ręce mamie. Sam natomiast ponownie odwrócił się w moją stronę i wziął głęboki oddech.
Serce chyba na moment mi stanęło. Przysięgam.
Chłopak uklęknął na jedno kolano, otwierając pudełeczko. Moim oczom ukazał się przepiękny pierścionek.
- Chanel Marie Swift, najpiękniejsza i najcudowniejsza kobieto na świecie, zostaniesz moją żoną? - wypowiedział te słowa, patrząc mi prosto w oczy. 
Moje serce oszalało. Ja sama oszalałam. Z miłości.
- Tak - szepnęłam zachrypniętym głosem, a kolejna łza szczęścia spłynęła po mojej twarzy.
____________________________________________________
Moje kochane! Tak, to jest właśnie ostatni rozdział. Ostatni rozdział specjalnej części LINEB. Nie wierzę, że naprawdę udało mi się zakończyć to opowiadanie.
Jestem taka dumna i szczęśliwa.
Więcej rozpiszę się pod epilogiem. Dzisiaj już doslownie zasypiam na siedząco. Chcę tylko, aby jedno było jasne. Kochane, to nie mogło skończyć się źle, ponieważ rozdziały specjalne napisałam specjalnie dla osób, które marzyły o happy end-zie. 
Dobranoc!

25 komentarzy:

  1. Kocham, kocham, kocham i w sumie nie wiem co mama wiecej napisać:) moje ulubione ff

    OdpowiedzUsuń
  2. Oba zakonczenia mistrzowskie! xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Słowo uwielbiam to zdecydowanie za mało! ����
    Tak kocham happy endy jejku, strasznie się cieszę ze powstała ta specjalna seria LINEB ����

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham :* ❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Az nie wiem co mam napisac no ale cudoo !!! 💗💗

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaki przepiękny ostatni rozdział�� jesteś bardzo dobrą autorką i pomimo tych przerw i ciągłych obietnic, które ci nie wychodziły doprowadzilas specjalne rozdział do końca(prawie, jeszcze tylko epolog) naprawdę nie spodziewałam się Twojego powrotu tutaj i chęci skończenia tego ff, ale muszę przyznać, że się cholernie pomyliłam w stosunku do Ciebie! Jestem cholernie dumna, że wrocilas tutaj i to z jaką mocą!! Te ostanie rozdziały chociaż po tak długiej przerwie to mistrzostwo! Dziękuję ci za nie i życzę ci powodzenia w studenckim życiu, samych sukcesów na uczelni��

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejciu, cudowny, romantyczny i ciepły ostatni rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  8. O MOJ BOZE TAAAAAAAAAAAK KOCHAM ICH
    I BTW SMUTNO MI BEDZIR BEZ TEGO FF

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju Kocham, Czekam na kolejną dawkę emocji. Byle by Justin i Chanel byli razem 💜 💜 💜 💜 💜 ale tak czy tak będę czytała bo sie zakochałam w tym fanfiction 💗💗💗

    OdpowiedzUsuń
  11. Jedynie co jestem w stanie powiedzieć to chyba to, że się wzruszyła <3 Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow to opowiadanie to życie

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem z ciebie dumna, ze skończyła to pisać. Naprawdę dobra robota! :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Zanim zaczęłaś pisać specjalne rozdziały zaczęłaś opowiadanie w którym Justin wciela się w "ochroniarza" i zaiwsilas to ff stąd moje pytanie: czy po zakończeniu tego wrócisz do tamtego ff?

    OdpowiedzUsuń
  15. Będzie jeszcze epilog czy już raczej nie?

    OdpowiedzUsuń
  16. Chyba sie zesram ja nie mogę

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy epilog????????????????

    OdpowiedzUsuń
  18. Błagam, co dalej?

    OdpowiedzUsuń
  19. Doczekamy się Epilogu ? Bo jak dla mnie takie zakończenie jest spoko ważne że są szczęśliwi :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Eh i znowu mamy tyle czekać, o ile w ogóle się doczekamy

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytałam historie Chanel i Justina od początku pon raz drugi i napewno nie raz jeszcze tu wróce :) Czekam na epilog chociaż takie zakończenie też dobre :)

    OdpowiedzUsuń