czwartek, 22 września 2016

Special Chapter 18.

- To było tak bardzo do przewidzenia - powiedział i pokręcił głową. Podciągnęłam nogi do góry i przyciągnęłam je do siebie, opierając podbródek na kolanach. Nie potrafiłam już nawet płakać. Mój zapas łez zdawałby się skończyć. Sama nie wiedziałam dlaczego zadzwoniłam do Jay'a. Wydawał mi się jedyną osobą, której mogłam się wyżalić. Potrzebowałam kogoś przy sobie. Kogoś, z kim mogłabym porozmawiać. Inaczej postradałabym zmysły.
- Wiem jak okrutnie to zabrzmi, ale cieszę się, że doszło do takiej sytuacji. Ona otworzyła ci oczy. Nawet nie wiesz jak bardzo bałem się za każdym razem, kiedy wiedziałem, że przebywasz w jego towarzystwie.
- Przestań - przerwałam mu. Justin w głębi duszy nie jest złym człowiekiem i nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym, żeby wyszedł z gówna, w którym się znajduje. Tyle, że z tego co widzę, on nie chce nic zmienić. Nie da się pomóc komuś, kto tej pomocy nie chcę. A ja muszę myśleć przede wszystkim o Jasonie.
- Co chcesz teraz zrobić? - spytał, biorąc łyk soku pomarańczowego.Chłopak oparł się, patrząc na mnie uważnie.
- Nie wiem Jay - odparłam i przełknęłam ślinę, czując jak ponowne zbiera mi się na płacz.
Tak bardzo za nim tęskniłam. Całą sobą pragnęłam się w niego wtulić.
- Nie mogę pozwolić mu na widywanie się z Jasonem, jeśli wciąż ćpa. To niebezpiecznie, nie dopuszczę do tego, żeby mały był narażony na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Najlepiej byłoby, gdyby Justin całkowicie zniknął z mojego życia.
Na dźwięk słów, które wypowiedziałam, mój żołądek boleśnie się zacisnął. Miałam ochotę wyć. Uderzać głową o mur tak długo, aż stracę świadomość i przestanę odczuwać ból.
- Pamiętaj, że tu jestem. Pomogę ci i wesprę, jakąkolwiek decyzję podejmiesz - odparł i przybliżył się, obejmując mnie ramieniem.
- Dziękuję. - Zdobyłam się na delikatny uśmiech.
- Nie masz za co. - Cmoknął mnie w czubek głowy, po czym podniósł się z kanapy. - Skoczę do łazienki - dodał, odchodząc.
Spojrzałam na jego telefon, leżący na stoliku i przez głowę przeszły mi słowa Justina.
"To Jay podrzucił mi prochy."
Sama nie wiem czy przez moment nie zapragnęłam wierzyć w te słowa. Choć wtedy zostałabym zdradzona przez przyjaciela. Chociaż czy nie wolałam być zdradzona przez przyjaciela niż przez miłość swojego życia?
Tknęło mnie. Nie wiem czego szukałam, ale wzięłam do ręki komórkę Jay'a i zaczęłam grzebać w jej zawartości. Zdjęcia, filmy, notatki i przede wszystkim esemesy. Serce waliło mi z nerwów jak oszalałe. Po kilkunastu sekundach szukania nie znalazłam tak naprawdę niczego. Niczego podejrzanego, niczego, co wskazywałoby na jakąkolwiek winę Jay'a.
Odłożyłam telefon na miejsce i z powrotem oparłam się na kanapie.
Najgorsze było to, że nie czułam się lżej z faktem, że nie znalazłam nic, obarczającego chłopaka. Czułam się...zawiedziona. Zawiedziona faktem, że nic nie przemawiało za niewinnością Justina.
*
Prasowałam ubrania, przyglądając się Jasonowi, który z zaciekawieniem oglądał swoje ulubione bajki, siedząc na miękkim dywanie. Chłopiec co chwilę klaskał w rączki i głośno gaworzył. Patrząc na niego, czułam wewnętrzną siłę, której zaczynało mi brakować. Był jak mój akumulator.
Poskładałam uprasowaną koszulkę, kiedy usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Odłożyłam żelazko na bok i wyszłam do przedpokoju. Wraz z otwarciem drzwi, poczułam mocniejsze bicie serca.
- Hej, mogę wejść? Chciałbym spędzić chociaż kilka minut z Jasonem.
Justin stał w drzwiach z dużym pluszakiem i torbą pod ręką. Patrzył na mnie niemalże błagalnym wzrokiem. Jego widok zmiękczał serce.
- Chyba coś już ci powiedziałam, prawda? - odparłam i założyłam ręce na piersi. - Myślę, że wyraziłam się jasno - dodałam i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Już chciałam odchodzić, kiedy po raz kolejny rozbrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. Zacisnęłam zęby, obiecując samej sobie, że się nie ugnę.
Weszłam do salonu i wzięłam na ręce Jasona, któremu znudziło się oglądanie bajek i wyraźnie zaciekawiony był tym, co się działo.
Kolejny dzwonek. I kolejny. Nie dawał za wygraną. Zirytowana podeszłam ponownie do drzwi, z Jasonem na rękach, i otworzyłam je.
- Czego nie zrozumiałeś?! - prawie wrzasnęłam. Zamiast odpowiedzi Justina, usłyszałam coś, co kompletnie zbiło mnie z nóg. Sprawiło, że zrobiły się miękkie jak z waty.
- Tata. - Chłopiec klasnął w malutkie rączki z ogromnym entuzjazmem. Na jego buźce pojawił się promienny uśmiech, a jego oczka zaświeciły się z radości.
- Cześć kochanie. - Justin wydusił z siebie po chwili, sam będąc wyraźnie wzruszony reakcją synka. Rączki chłopca momentalnie wysunęły się w kierunku Justina, a ja nie miałam już serce go stamtąd zabrać. Oddałam go w ręce szatyna i wpuściłam do środka.
- Mój mały aniołek. - Chłopak uśmiechnął się i ucałował syna w główkę. Ten widok absolutnie zmiękczał moje serce. - Podoba ci się? - spytał, kiedy chłopiec zaczął dotykać pluszaka. - Jest dla ciebie - dodał.
- Skoro już tu jesteś, to idź do salonu. Chcę mieć cię na oku, kiedy przebywasz z moim dzieckiem - powiedziałam, starając się wyprać mój głos z jakichkolwiek uczuć.
Udawałam zimną, choć wcale tak nie było.
Justin usiadł z małym na dywanie, sadzając go sobie na kolanach.
- Popatrz, co tata jeszcze dla ciebie ma - powiedział i zaczął wyjmować zabawki z dużej torby, którą przyniósł.
Uśmiech nie schodził z ust Jasona ani na moment. Zdawać by się mogło, że bardziej od wszystkich stawianych przed nim zabawek, cieszy go widok taty obok. Tęsknił za nim, pokochał go i to tak bardzo rozrywało moje serce. Nie wiedziałam co zrobić, aby było dobrze. Z jednej strony chciałam, aby Justin zniknął z naszego życia. Jednak z drugiej nie umiałam zrobić tego Jasonowi. I...sobie.
Patrzyłam na nich dobre kilka minut, kiedy doszłam do wniosku, że muszę się otrząsnąć.
Wstałam z kanapy i podeszłam do deski, na której prasowałam. Nie wiedząc czemu, złapałam idiotycznie za wewnętrzną część żelazka i momentalnie odskoczyłam, czując mocne pieczenie na dłoni.
-Ał, cholera - syknęłam i szybko zaczęłam dmuchać w obolałe miejsce. Justin momentalnie zerwał się z dywanu i podbiegł do mnie.
- Co się stało? - spytał z troską.
- Nic, oparzyłam się cholernym żelazkiem, tylko tyle.
- Pokaż - powiedział i ujął delikatnie moją dłoń, patrząc na zaczerwienione miejsce. - Porządna temperatura. Przyłóż to szybko pod zimną wodę, trochę ulży.
- Przypilnuj Jasona - powiedziałam, ignorując jego słowa i sama udałam się do kuchni.
- Pieprzone żelazko - syknęłam do siebie, stając przy zlewie i wkładając dłoń pod kran. Odkręciłam zimną wodę, czując chwilową ulgę w pieczeniu.
Po chwili poczułam czyiś oddech na swojej szyi.
- Mniej boli? - szepnął, a ja poczułam dreszcze na całym ciele.
- Miałeś przypilnować Jasona - powiedziałam, ignorując pytanie.
- Otoczyłem go pluszakami, bawi się, jest bezpieczny. Chciałem sprawdzić czy czujesz się lepiej - odparł.
- To tylko oparzenie, nie kula postrzałowa - warknęłam i zakręciłam wodę, odwracając się w stronę chłopaka. Szatyn ujął moją dłoń i delikatnie przejechał po niej opuszkami palców. Dreszcze kolejny raz dotknęły mojej skóry. To niesamowite, jak działał na mnie jego dotyk. W pewnym momencie nasze spojrzenia się zetknęły. Nogi zaczęły się pode mną uginać, a serce bić mocniej.
Nie wiem, jak mogło do tego dojść, ale przez chwilę, dałam ponieść się emocjom i usta Justina dotknęły moich ust. Boże, jak bardzo za tym tęskniłam. Jak bardzo chciałam przypomnieć sobie smak i dotyk jego delikatnych warg. Przez ułamek sekundy zapomniałam o bożym świecie. W głowie zakręciło mi się od emocji, jednak szybko zdołałam je powstrzymać.
Odsunęłam się i gwałtownie odepchnęłam od siebie chłopaka.
- Wyjdź stąd - powiedziałam i pokręciłam głową. - Pożegnaj się z Jasonem i wyjdź - dodałam.
- Chanel, proszę, ja...
Nie dałam mu skończyć.
- Proszę cię, wyjdź do cholery - odparłam, nie patrząc mu więcej w oczy i wróciłam do salonu.
Po chwili chłopak był tam za mną. Podszedł do Jasona i przykucnął.
- Muszę już iść, skarbie - powiedział i starał się uśmiechnąć, choć widziałam, jak kraja mu się serce. - Ale niedługo znów do ciebie przyjdę, wiesz? - dodał i wziął chłopca w ramiona. Maleńkie rączki chłopca objęły szyję Justina, jakby starał się w ten sposób go zatrzymać.
- Bardzo cię kocham i obiecuję zrobić wszystko, żeby było dobrze - szepnął i pocałował synka, głaszcząc go po głowie. Posadził go z powrotem na miękki dywan, podnosząc się i odchodząc w kierunku przedpokoju.
Momentalnie rozległ się płacz Jasona. Szatyn odwrócił się ponownie w jego kierunku.
- Idź, uspokoję go - powiedziałam i wzięłam synka na ręce.
Justin zawahał się.
- Idź - powtórzyłam.
Chłopak zacisnął wargi i z wyraźnym bólem serca, odwrócił się i wyszedł.
*
Szłam parkiem, pchając wózek i wdychając ciepłe powietrze. Wyszłam z chłopcem na spacer, czując, że tego potrzebuję. Świeżego powietrza, kontaktu z ludźmi. Nie mogłam ciągle siedzieć w domu. Nie mogłam się odizolować, a przede wszystkim musiałam dbać o potrzeby synka.
Wciąż miałam przed oczami obraz Justina, bawiącego się z małym. Jego wzrok pełen miłości. Kochał go całym sercem i byłam tego pewna. Co jednak z tego, kiedy miałam świadomość, że kiedy jest pod wpływem narkotyków nie jest sobą? Wtedy przestawał być kochającym Justinem, a stawał się potworem.
Serce pękało mi, kiedy przez pół godziny, od wyjścia chłopaka, musiałam uspakajać Jasona. Małemu ta bardzo brakowało taty, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Zupełnie nic. Nic rozsądnego.
- Chodź szkrabie, rozprostujesz trochę nóżki - powiedziałam i postawiłam wózek na trawie, wyjmując z niego chłopca. Złapałam go za rączki i wspólnie zaczęliśmy stawiać małe kroczki. Uśmiechałam się, widząc jak moje szczęście, uczy się coraz to więcej nowych rzeczy. Na myśl, że ani się obejrzę, a będzie chodził samodzielnie, mówił i pójdzie do przedszkola, duma rozpierała moje serce.
- Pięknie kochanie. - Zaśmiałam się.
Chciałabym, żebyście tutaj z nami byli. Szepnęłam i spojrzałam ku niebu.
Po chwili, zauważyłam siedzącą na ławce Melanie. Uśmiechnęłam się, chcąc już do niej podchodzić, kiedy zauważyłam, jak dochodzi do niej...Kevin. Poczułam dziwne ukłucie w sercu.
- Chodź na chwilę, skarbie. - Wzięłam małego na ręce i podeszłam od tyłu bliżej, tak, aby pozostać niezauważoną, ale żeby słyszeć ich rozmowę.
- Powiedziałeś jej to, co ustaliliśmy? - spytała Mel.
- Tak.
- Uwierzyła?
- Myślę, że tak.
- To dobrze. Bardzo dobrze. - Pokiwała głową dziewczyna.
- Ekhem - odchrząknął Kevin.
- Ach, tak. - Dziewczyna wyjęła z torebki kopertę i podała ją chłopakowi.
- Tysiąc dolarów, na tyle się umawialiśmy. Ale pamiętaj. Gdybyś jeszcze raz rozmawiał z Chanel, wciąż utrzymuj wersję, którą ustaliliśmy: Justin to wciąż ćpun.

26 komentarzy:

  1. Jezu chryste
    Melani ty glupia pizdo:((

    OdpowiedzUsuń
  2. W ogole jaka z niej suka. Tutaj taka bff, psiapsi psiapsi i te sprawy a tutaj prosze,wbija noz w plecy. Jak ja tego nienawidze. Jak ona jeszcze bedzie sie tlumaczyc " to dla teojego dobra ",to bede miala mega wkurw 😠😠😠😠

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg podejrzewałam że kevin kłamie ale ale jej przyjaciółka?!? Super rozdział mam nadzieje że chaner uwierzy ze justin nie klamal

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi zawsze najbardziej żal jest Jaya, bo widać, że Chanel go nie kocha tak jak on ją, ale ona cały czas trzyma go w tym idiotycznym friendzonie. I nawet ich nie shippuję, bo ona na niego nie zasłużyła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + mam nadzieję, że to ff nie skończy się tak jak wszystkie szczęśliwym związkiem, tylko zwyczajną przyjaźnią ☺

      Usuń
    2. Z Jayem czy Justinem ?

      Usuń
    3. A ja mam nadzieje, ze skończy sie szczęśliwie, bo uwielbiam takie zakończenia. Czytajac FF ze szczęśliwym zakonczeniem, mam je ochotę czytać po raz kolejny jak ulubiona książkę ;)

      Usuń
  5. Wiedziałam! Mam nadzieję, że oni się w końcu zejdą i będą szczęśliwi, zasługują na to!

    OdpowiedzUsuń
  6. No nieeee, ale .... brak slow na twmat Melani... rozdzial mega ! Czekam na nastepny, weny !! ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Melanie co za .... brak słow
    Cudowny rozdział *-* Jeju szkoda mi Justina :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Tego się nie spodziewalam xd wiedziałam że Justin nie kłamie w kwestii odwyku ;) nie mogę się doczekać kolejnego mam nadzieję że tym razem skończysz to szczęśliwie i związkiem :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O kurde! 0.0 nie spodziewałam się tego po Melanie! Zazdrosna menda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jezu dziewczyno co z twoim ff???????????????? tak je kocham Mia i Justin
      chce cih a tym czasem rozdziału nie ma od nie wiem keidy

      Usuń
    2. jezu dziewczyno co z twoim ff???????????????? tak je kocham Mia i Justin
      chce cih a tym czasem rozdziału nie ma od nie wiem keidy

      Usuń
  10. Wiedziałam że Justin mówił prawdę! A rozdział super :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest! Nareszcie Chanel poznała prawdę

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wchodzilam tu juz bardzo dawno, a dzisiaj mnie cos natchnelo i patrze a tu NOWE ROZDZIALY ��
    Nie pamietam na czym skonczylam ale to jest najlepsze opowiadanie jakie czytalam (a czytalam ich bardzo wiele juz przez kilka lat) wiec czemu by nie zaczac od poczatku? ����

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezuuu co sie dzieje XD Swietny rozdzial! Wiedzialam, ze Kevin cos kreci

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudownie ze dodajesz rozdziały uwielbiam to ff!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że jest nowy rozdział 😇 Świetny, czekam co będzie dalej 🙌 do następnego!
    PS Powodzenia na studiach, kochana! 💕

    OdpowiedzUsuń
  16. Wróciłaś ! Kiedy następne ??? 😁

    OdpowiedzUsuń