środa, 6 lipca 2016

Special Chapter 14

Wbiegłem do szpitala zaraz za Chanel i Melanie. Serce waliło mi jak młotem, jednocześnie ściskając się boleśnie w mojej klatce piersiowej. Nie czułem takiego bólu, odkąd Chanel ode mnie odeszła. Pamiętam dokładnie każdą sekundę dnia, w którym obudziłem się bez niej u boku. Moment, w którym czytałem list, który zostawiła, nie wierząc, że to wszystko dzieje się naprawdę. Czułem jakby ktoś powoli wbijał mi w klatkę piersiową tępy sztylet. Teraz czułem to samo.
Rozrywający od środka ból.
Jason. Mój syn. Mój mały chłopiec był w niebezpieczeństwie. Jego życiu coś zagrażało, a ja nie mogłem zupełnie nic zrobić. Byłem kompletnie zielony, nie miałem pojęcia jak groźna jest wysoka gorączka u niemowlaka. Chanel wpadła na lekarza, resztkami sił i przez łzy, zaczynając tłumaczyć mu co się dzieje.
- On ma gorączkę, jest cały rozpalony i ciężko oddycha, Boże, pomóżcie mojemu dziecku, pomóżcie mu - niemalże wydukała, trzymając Jasona mocno w ramionach. Podbiegłem i stanąłem obok niej, dotykając główki chłopca i czując przerażające ciepło.
- Podawała pani środki przeciwgorączkowe? Czy chłopiec wcześniej chorował? - spytał niemalże ze spokojem.
- Nie, wszystko  było wcześniej dobrze, naprawdę nie wiem co się stało, błagam na Boga, niech pan go zabierze i ratuje - powiedziała desperacko. Widząc kompletny brak większej reakcji lekarza, poczułem jak złość się we mnie gotuje.
- Przestań pieprzyć, tylko weź się do roboty! - wrzasnąłem w nerwach, mając ochotę nim potrząsnąć.
- Proszę pana o spokój, robię to, co muszę  - odparł. - Zabieramy chłopca na ostry dyżur. Musimy zbić gorączkę jak najszybciej - dodał i kiwnął na pielęgniarkę, która zabrała Jasona z rąk Chanel. Chłopiec głośno płakał, a mi krajało się serce. Chciałem go pogłaskać, powiedzieć mu, że mocno go kocham, dotknąć jego rączki, jednak Chanel mi to uniemożliwiła. Stanęła przede mną, odgradzając mnie od pielęgniarki, trzymającej Jasona na rękach. Zakuło.
- Mamusia zaraz przy tobie będzie, wszystko będzie dobrze, zaraz poczujesz się lepiej. Bardzo cię kocham, skarbie - szepnęła do chłopca i ucałowała go w główkę. Czułem jak łzy nachodzą mi do oczu, jednak starałem się je powstrzymać. Zrobiłem krok do przodu, jednak nie zdążyłem niczego zrobić. Pielęgniarka i lekarz odeszli szybkim krokiem, zabierając ze sobą chłopca.
Melanie przytuliła Chanel.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz, to na pewno nic poważnego - pocieszała ją, chociaż jej głos również się łamał.
Dziewczyna głośno łkała, zalewając bluzkę przyjaciółki łzami. Serce rozpieprzało mi się na małe kawałki. Dwie, najważniejsze osoby w moim życiu cierpiały, a ja nie mogłem nic zrobić.
- Chanel - zacząłem półszeptem, jednak nie zdążyłem nawet rozpocząć zdania. Blondynka wyrwała się z objęć Melanie i ruszyła w moim kierunku. Uderzyła pięściami w moją klatkę piersiową, tak mocno, jak pozwalały jej jej delikatne ręce i stan, w którym się teraz znajdowała.
- To wszystko twoja wina! - krzyknęła, uderzając jeszcze raz. - To przez ciebie. Jak mogłeś go zabrać, jak mogłeś być aż tak głupi! Wynoś się stąd, wynoś się i nigdy nie zbliżaj już do mnie i mojego dziecka!
Jej słowa były jak kopniaki w brzuch. Mocne i niesamowicie bolesne. Zaciskałem wargi, walcząc z łzami. Mel zaczęła odciągać ode mnie dziewczynę. Sam nie reagowałem. Nie potrafiłem zabrać jej rąk, czując, że nie mam prawa jej powstrzymywać.
- Chanel przestań, zostaw go, nie warto - powiedziała, odciągając ją na bok.
- Wynoś się stąd, wynocha! - wrzasnęła stojąc już z boku, po czym wybuchnęła głośnym płaczem.
Poległem. Pierwsza łza spłynęła po moim policzku. Czułem jak wypala mnie poczucie winy i ból.
- Nie chciałem niczego złego. Chciałem spędzić z nim tylko trochę czasu - odparłem, starając się usprawiedliwić się przed samym sobą.
- Nie słyszałeś? Wyjdź stąd, nikt cię tu nie chce, ściągasz na nią same nieszczęścia. - Melanie stanęła naprzeciw mnie i wypowiedziała te słowa, patrząc mi prosto w oczy.
- Nie mogę, muszę wiedzieć co z Jasonem. Nie mogę - powtórzyłem jakby otumaniony.
- Zejdź jej chociaż z oczu  - dodała już szeptem, tak, abym tylko ja mógł to usłyszeć. Zrozumiałem. Pokiwałem głową, jakby chcąc się otrząsnąć, po czym szybkim krokiem poszedłem przed siebie. Nie wiedziałem nawet dokąd zmierzam.
Czułem jak brak mi tchu. Po kilku minutach wpadłem na drzwi z napisem "łazienka". Trzasnąłem za sobą drzwiami, podszedłem do umywalki i oblałem swoją twarz zimną wodą. Wszystko we mnie pękło. Wybuchnąłem płaczem, nie potrafiąc już tego opanować.
Stałem tak przez kilka minut, płacząc żałośnie jak dziecko. W uszach dźwięczały mi słowa Chanel, a przed oczami miałem obraz rozpalonego Jasona.
Byłem nikim. Byłem gównem, które już dawno powinno zaćpać się na śmierć. Dwa osoby, które były jedynym sensem mojego życia cierpią przeze mnie. Nienawidzą mnie.
Pociągnęłam kilka razy nosem, oblewając ponownie swoją twarz wodą. Zakręciłem ją, po czym zrobiłem krok do boku i osunąłem się po ziemi, siadając na podłodze.
Przypomniałem sobie ostatni czas na odwyku. Każdy dzień był walką. Za każdym razem, kiedy gryzłem poduszki, walcząc z głodem narkotykowym, wyobrażałem sobie Chanel i Jasona. Jak żałośnie, zastanawiałem się jak to już będzie jak znów będziemy razem. Już w trójkę. W głowie układałem sobie wszystko, co powiem dziewczynie, kiedy już się z nią zobaczę.
Chciałem ponownie się jej oświadczyć. Nie tylko oddać jej pierścionek. Znowu uklęknąć, spojrzeć w jej brązowe tęczówki i spytać czy zechce za mnie wyjść. Wtedy ona pisnęłaby ze szczęścia, zgodziła się i rzuciła mi w ramiona. Ale to nie koniec. Wziąłbym za chwilę na ręce synka i przytulił tę dwójkę, mając cały swój świat w ramionach.
Wyobrażałem to sobie. Jak śmieszny i naiwny byłem, myśląc, że to naprawdę się wydarzy.
*
Nie czułam nic, poza bólem. Nic. Kompletna pustka. Już nawet nie płakałam. Siedziałam na krześle, wpatrując się tępo w jedno miejsce. Melanie była tuż obok, trzymając mnie za rękę. Mówiła coś do mnie, choć jej słowa do mnie nie docierały.
Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, że coś miałoby się stać Jasonowi. On jest całym moim światem. Dzięki niemu żyje. Ocalił mnie.
Przymknęłam powieki i przypomniałam sobie dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To wtedy postanowiłam ostatecznie, że ucieknę od Justina. Musiałam chronić swoje maleństwo ponad wszystko.
Przez głowę przeleciał mi jednak obraz Justina, trzymającego chłopca na rękach i wpatrującego się w niego, niczym w obrazek. Kochał go. Pokochał od pierwszego wejrzenia. Tylko to była tylko część Justina. Część, która przedstawiała mojego ukochanego. Chłopaka, który kochał mnie całym sercem i w głębi duszy był wrażliwy. Nigdy nie chciałby mnie skrzywdzić.
Była jednak również ta druga strona. Chorego, uzależnionego wariata, który robił z mojego życia piekło.
Nie mogłam pozwolić, by moje dziecko choć przez chwilę wychowywało się w obecności tego drugiego. Wciąż nie mogę.
- Ile czasu już minęło? Dlaczego nikt nie wychodzi? Dlaczego nikt mnie o niczym nie informuje? - szepnęłam nieprzytomnie.
- Spokojnie. Na pewno zaraz się czegoś dowiemy i na pewno wszystko będzie dobrze.
Wypuściłam powietrze z ust,
Boże, dlaczego tak mnie karzesz? Jak złym człowiekiem jestem, że ciągle wystawiasz mnie na takie próby? Mam już dość. Powoli się poddaję.
*
Wyszedłem z łazienki, udając się w kierunku, z którego przyszedłem. Musiałem wiedzieć co z małym. Błagałem tego u góry, jeśli istnieje, aby miał go w opiece.
Dojrzałem z odległości siedzące na krzesłach dziewczyny. Czyli wciąż nie było nic wiadomo. Tak bardzo się bałem. Usiadłem na szpitalnym krześle, chowając twarz w dłoniach. Przez głowę przeleciały mi  obrazy dzieciństwa. Samotność i uczucie odrzucenia. Samotne kopanie piłki do bramki i krzyk ojca, kiedy specjalnie kopnąłem w jego samochód, żeby choć na moment zwrócił na mnie uwagę.
- Byłbym inny, byłbym najlepszym ojcem, na jakiego byłoby mnie stać - szepnąłem. Wyobraziłem sobie jak Jason strzela do bramki, po czym podbiega do mnie i mocno przytula ze szczęścia, mówiąc "jesteś najlepszym tatą na świecie."
- Wciąż tu jesteś. - Usłyszałem cichy, delikatny głos nad sobą i zerwałem się z krzesła. Chanel stała, wpatrując się we mnie zaczerwienionymi oczami. Nie słyszałem nawet kiedy do mnie podeszła. Tak bardzo chciałem ją przytulić.
- Nie mogę wyjść, nie mogę, póki nie dowiem się co z Jasonem.
Dziewczyna zrobiła krok do przodu, zmniejszając mocno odległość między nami. Nie wiedzieć czemu, dreszcze przeszły przez moje ciało.
- Obudź się w końcu. Rozejrzyj - powiedziała ze łzami w oczach, wpatrując się w moje. - Widzisz to miejsce? Szpital. Moje dziecko nie powinno się tu znajdować. A znajduje się. Wiesz dlaczego? Przez ciebie - dodała, wbijając coraz głębiej drzazgę w moją klatkę piersiową.
- Przynosisz mi nieszczęście za każdym razem, kiedy stajesz na mojej drodze. Odejdź w końcu - dodała już niemal szeptem, a łza spłynęła po jej bladym policzku. - Odejdź i już nigdy nie wracaj.
Ból rozrywał moje serce. Nie przyjmowałem do wiadomości tego, co do mnie mówiła. Miałem ochotę wyć jak dziecko.
- Nie chcesz tego. Nie chcesz,  żebym odchodził. Kochasz mnie, tak jak ja kocham ciebie - powiedziałem niepewnie, kładąc dłoń na jej policzku. Patrzyliśmy sobie w oczy w milczeniu przez kilka sekund.
- Chcę cię pocałować. Wtulić we mnie i już nigdy nie puszczać - mówiłem półszeptem. - Trzymać cię w ramionach i chronić przed całym złem tego świata.
- Ale wiesz przed czym nie potrafisz mnie chronić? - powiedziała cicho zachrypniętym głosem. - Przed samym sobą - dodała, a ja poczułem jakbym spadł boleśnie z obłoków na ziemię.
Nie zdążyłem nic odpowiedzieć. W tym momencie z sali wyszedł lekarz, z którym wcześniej rozmawialiśmy. Oboje podbiegliśmy natychmiast w jego stronę.
- I co? Co z moim synkiem?
- Udało nam się zbić gorączkę, chłopiec czuje się już dobrze - odpowiedział, a ja poczułem ulgę, rozchodzącą się po całym moim ciele. - Zostawimy go jeszcze na noc na obserwację, jednak nic mu już nie zagraża. Dobrze jednak, że niezwłocznie państwo go przywieźli. Wysoka gorączka u maluchów jest bardzo niebezpieczna.
- Dzięki Bogu, moje maleństwo - Chanel głośno odetchnęła. - Mogę do niego iść? - spytała od razu.
Zanim lekarz zdążył odpowiedzieć, wtrąciłem się.
- Możemy oboje? Jestem ojcem - odparłem, przy czym sam poczułem niesamowicie dziwne i piękne uczucie, wypowiadając słowa "jestem ojcem".
Dziewczyna spojrzała na mnie, jednak nie odezwała się ani słowem.
- Dobrze. Proszę bardzo, tamte drzwi. - Mężczyzna wskazał palcem.
Podziękowaliśmy, po czym w milczeniu udaliśmy się w tamtym kierunku. Cisza między nami była okropna.
Weszliśmy do jednej z sal, a moje serce momentalnie zaczęło topnieć. Jason leżał w dziecięcym, szpitalnym łóżeczku, śpiąc słodko. Wyglądał jak aniołek. Miałem ochotę mocno przytulić go do siebie i tkwić tak całą noc.
- Moje maleństwo. - Dziewczyna szepnęła, podchodząc do łóżeczka. - Tak się bałam - dodała, ocierając łzę z policzka.
Dotknąłem malutkiej rączki chłopca i moja dłoń spotkała się z dłonią Chanel. Zrobiliśmy to samo równocześnie. Nie zabrała jej. Nie uciekła od mojego dotyku. Wspólnie położyliśmy dłonie na delikatnej skórze chłopca. Przez ten jeden moment czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
- Kocham was - powiedziałem cicho, patrząc najpierw na synka, a potem na Chany. Blondynka podniosła wzrok i na mnie spojrzała.
*
Patrzyłam w jego oczy, czując jak serce bije mi coraz szybciej. Oddech przyspieszał, a nogi robiły się coraz miększe. Położyłam dłoń na jego policzku, czując ciepło od niego bijące. W jednej sekundzie przez głowę przeleciały mi obrazy z naszego związku. Ucieczka, zaręczyny, pocałunki, obietnice, wszystkie plany, jakie mieliśmy.
Serce wzięło górę nad rozumem. Zbliżyłam się o kolejne kilkanaście centymetrów i delikatnie musnęłam jego wargi.
Poczułam ciepło w każdym centymetrze ciała. Jakbym wstrzyknęła do żył narkotyk, od którego jestem uzależniona. Justin odwzajemnił pocałunek, lekko go pogłębiając i ujmując moją drugą dłoń w swoją. Jego skóra musnęła moją. Był dla mnie wszystkim. On i Jason.
Bez niego mój świat nie był kompletny. Ja nie byłam kompletna. Mogłam próbować wmawiać sobie, że potrafię żyć bez niego, ale to było jak oddychanie sztucznym powietrzem, które lada moment miało się skończyć.
- Ja was też - szepnęłam w jego usta, delikatnie się odsuwając.
Wszystko zostało przerwane przez dźwięk telefonu. Jakby ktoś obudził mnie z pięknego snu. Odsunęłam się od chłopaka.
- Przepraszam - odparłam, wyjmując komórkę z torebki. Przesunęłam po zielonej słuchawce, przykładając  telefon do ucha.
- Halo - powiedziałam, nie wiedząc z kim rozmawiam.
W tym momencie poczułam jak ziemia osuwa mi się spod stóp. Słuchałam i milczałam, nie dowierzając w to, co słyszę. Nie chcąc wierzyć. Nie potrafiąc wierzyć.
Telefon wypadł mi z rąk, serce niemal stanęło, nogi się ugięły, a przed oczami pojawiła ciemność.

31 komentarzy:

  1. przez cały rozdział płakałam,tak bardzo mi ich razem brakowało
    nie mogę doczekać się już kolejnego rozdziału i kurcze mam nadzieje że ten telefon nie zmieni niczego pomiędzy nimi
    ily <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Mega jest! Wiesz kiedy mozna sie spodziewac nastepnego? ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. ilykidrauhlzx6 lipca 2016 00:44

    Łzy zaczely leciec mi na poczatku... I zostaly do konca. Swietny rozdzial, ciesze sie mega, ze wrocilas

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak kurewsko mocno się ciesze że nie kazałaś nam długo czekać na ten rozdział.. Jeden z najlepszych rozdziałów w tym ff <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak bardzo mi chyba powinnam napisać nam tego brakowało :D ja dalej pamiętam jak na wakacjach znalazłam tego bloga był chyba 20 rozdział jak dobrze pamiętam hah od tego rrozdziału przez te lata ( juz chyba można tak powiedzieć?)) Wchodziłam tu codziennie wiec prawie jestem tu od początku i musze cci powiedzieć ze jestem tak szczęśliwa ze wróciłas ze szok! Mam nadzieje ze u ciebie wszystko juz dobrze a jeśli nie to wszystko się szybko ułoży zobaczysz ;) rozdział genialny czekamy na więcej... jesteś świetna dziękuję :* :* <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Rycze jak glupia hah
    Po 2 latach w koncu jest rozdzial
    Mega jak zawsze i czekam na nastepny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham cie za to, ze wrocilas <3
    Piekny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurde co to teraz się dzieje!? Zaczynam się bać zakończenia tego opowiadania :(

    OdpowiedzUsuń
  9. O Jezu, kiedy ona się dowie, że Justin był na odwyku? Przecież to wszystko zmieni! Matko, moje biedne serce... Tak się cieszę, że kontynuujesz LINEB <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Boże, tak bardzo się cieszę, że wróciłaś! Nawet nie masz pojęcia jak bardzo! Rozdział oczywiście niesamowity �� Mam tylko pytanie. Można się z Tobą teraz skontaktować jakoś, bo mam ważne pytanie?

    OdpowiedzUsuń
  11. Onieonieonie.. w takim momencie skończyć?! 😢🔫

    OdpowiedzUsuń
  12. Onieonieonie.. w takim momencie skończyć?! 😢🔫

    OdpowiedzUsuń
  13. W pewnym momencie miałam normalnie gęsią skórkę, a to mi rzadko zdarza przy czytaniu. Są emocje i oczekiwanie na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  14. W pewnym momencie miałam normalnie gęsią skórkę, a to mi rzadko zdarza przy czytaniu. Są emocje i oczekiwanie na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nareszcie Jestes <3 dziekuje Ci za to ze wrocilas. Bez Ciebie i nowych rozdziałów czulam sie tak nieswojo <3 dziekuje

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziewczyno wróciłaś tu z tak cudownym rozdziałem <3 Cieszę się że nie porzuciłaś tego opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  17. aaaa nareszcie jest rozdzial jkcsdks kocham to opowiadanie i dziekuje ze wrocilas!! buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Jejku nie mogę opanować płaczu😭.Ryczę jak małe dziecko.Dziękuję Ci,że wróciłaś.😭💜Przez cały czas pojawiałam się na tym blogu licząc na to,że pojawił się rozdział.To opowiadanie stało się dla mnie takim uzależeniemiem ,którego nie chcę kończyć.To ff na zawsze pozostanie w mojej pamięci.Kocham sposób twojego pisania,twej weny twórczej,przelewania głębokch emocji na papier .Mam nadzieję,że wydasz to ff w formie książki,czego z całego serca Ci życzę💓💓💓💞

    OdpowiedzUsuń
  19. O jejciu moje serce tego nie wytrzyma xd nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę że wróciłas jednak warto było tyle czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudowny rozdzial ! Tak bardzo mi brakowało tego ff ♥♥ mam nadzieje że niedługo znów będziemy mogli znaleźć tu następny i tak samo cudny rozdzial ! ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  21. Wow :) opłacało się czekać!

    OdpowiedzUsuń
  22. O MOJ BOZE PRZEZ CAŁY ROZDZIAL PLAKALAM KOCHAM CIE�������� Mam tera drugą sprawę, to ja przenioslam twoje opowiadanie na wattpad, mam nadzieje ze nie jestes zla bo wszystkie laury sa tam podpisane tobie i nie przywlaszczylam sobie nic a początkowo mialam zamiar przeniesc to opowiadanie tylko dla siebie bo chciałam czytac je ciagle okazalo sie ze ma jednak wiele zwolennikow i aktualnie ma prawie 18 tysiecy wyswietlen, nie chce udostepniac dodatkowych rozdzialow ktore piszesz bez twojej zgody skoro juz tutaj jestes mam nadzieje jednak ze zgodzisz sie na to, moge dodawać je z opóźnieniem żeby ludzie mogli najpierw przeczytac je tutaj a potem na wattpadzie. Czekam na odpowiedz i pozdrawiam xoxo

    OdpowiedzUsuń
  23. jeju,ale super rozdział ��mam nadzieję, ze już po miedzy nimi będzie wszystko dobrze��

    OdpowiedzUsuń
  24. Czyżby jej rodzice mieli wypadek? OMG
    Cieszę się, że wróciłaś i czekam na kolejny rozdział! 💓

    OdpowiedzUsuń
  25. Odkąd "zrobiłaś" sobie przerwę od bloga nie czytałam i nie czytam żadnego innego opowiadania, twoje jest wyjatkiem. Szczerze tęskniłam za nim i trochę się czuje jak te parę miesięcy/lat temu gdy czytałam pierwsze rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie wierzę, że wróciłaś!
    Byłam już w sumie pewna, że nie skończysz tego opowiadania. Przez jakiś pierwszy rok odkąd zniknęłaś ciągle tu wchodziłam miejąc nadzieję, że może jednak. Potem przestałam. Wczoraj siedziałam sobie i pomyślałam sobie, że mega tęsknię za LINEBEM, Chanel, twoim cudownym, lekkim stylem i wogule tą całą historią.
    Serio myślałam, że mnie oczy mylą kiedy zobaczyłam, że coś dodałaś. Nie. Nie coś. Kolejne, wspaniałe, dopieszczone cudeńko!
    Serio dzięki, że jesteś, dzięki że wróciłaś.
    Czekam na następny rozdział i pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  27. W koncu, boże, w koncu.. nie wierze.. tyle czasu czekania, praktycznie codziennego sprawdzania czy jestes, czy wróciłaś, czy dodałas.. matko.. W KOŃCU, kocham cię <3 a rozdział cudowny, jak kazdy inny <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Czekaamy na nastepny <3 :*

    OdpowiedzUsuń