Ja teraz tak się czułam. Za drzwiami lekarze walczyli o życie jednej z najważniejszych osób w moim życiu, a ja nie mogłam nic zrobić. Nic, poza modleniem się. W myśli nie przestawałam prosić Boga, aby nie zabierał mi Justina. Błagałam płacząc.
Błagam Cię Boże, nie zabieraj go do siebie. Zostaw tego anioła z nami, on nie może umrzeć. Ma dla kogo żyć, musi z nami zostać. Proszę, nie karz mnie w ten sposób za to, że tak go skrzywdziłam. Zasługuję na karę, ale nie w ten sposób. Błagam.
Siedziałam skulona na podłodze przyciągając kolana do twarzy. Łzy nieustannie spływały po mojej twarzy. Lekarze wciąż nie wychodzili. Nie wiedziałam kompletnie nic, żadnych informacji. Umierałam ze strachu.
W tym momencie na korytarz wbiegły dwie znajome osoby. Przyznam, że trwało kilka sekund zanim uświadomiłam sobie kim są ci ludzie. Podniosłam się z podłogi.
- Co z nim? Co z Justinem? Żyje, prawda? Powiedz, że żyje. - Kobieta podbiegła do mnie i złapała mnie za ramiona delikatnie potrząsając.
- Nie wiem, nic nie wiem - wydusiłam z siebie i wybuchłam płaczem, nie potrafiąc powstrzymać się ani na chwilę. Zrobiłam dwa kroki do tyłu i usiadłam na krzesełku, chowając twarz w dłonie.
- Mój Boże. - Kobieta rozpłakała się i schowała w ramionach swojego męża.
To byli rodzice Justina. Nie spodziewałam się ich tutaj, choć mogło przyjść mi do głowy, że szpital zawiadomi rodzinę. Delikatnie podniosłam głowę i spojrzałam na nich.
Ojciec Justina również miał łzy w oczach. Patrzyłam na nich i pękało mi serce. Pękało na myśl o tym, że Justin naprawdę myślał, że jest całkiem sam. Nie wiedział, że kocham go z całego serca, że ma synka, że jego rodzice naprawdę go kochają. Był przekonany, że został sam, że nie ma nikogo, dla kogo mógłby żyć. Nienawidziłam siebie za to, że sama się do tego przyczyniłam. Wstałam z krzesełka i z powrotem usiadłam na podłodze. Przyciągnęłam kolana do siebie i złożyłam dłonie, zaczynając modlić się szeptem.
- Chanel, tak? - Nawet nie zauważyłam kiedy mama Justina kucnęła przy mnie. Podniosłam głowę i spojrzałam w jej zapłakane, pełne bólu oczy. Kiwnęłam twierdząco głową.
- Proszę, powiedz mi jak do tego doszło? Jak to się stało?
Na dźwięk tych słów momentalnie wybuchłam ponownie płaczem.
- To jest moja wina, to wszystko przeze mnie, przeze mnie on tutaj leży - wydukałam przez płacz.
- Nie mów tak, kochanie, nie mów tak - powiedziała i przybliżyła się, przytulając mnie do siebie.
Poczułam potrzebę wypłakania się komuś, wtulenia w czyjeś ciało,
Objęłam kobietę i odwzajemniłam uścisk nie przestając płakać.
- Ale to jest moja wina - powiedziałam po kilku sekundach, delikatnie się odsuwając. - On chciał się zabić przeze mnie, to nie był wypadek, to przeze mnie - dodałam.
- Jak to, co ty mówisz? - Jego mama uklęknęła przy mnie, wpatrując się we mnie intensywnie. Łzy spływały po moich policzkach.
- Zostawiłam go, ponad rok temu od niego odeszłam, a teraz znów się spotkaliśmy i on prosił, błagał, abym do niego wróciła, a ja skłamałam, że go nie kocham, dlatego chciał się zabić, to moja wina - powiedziałam wszystko na jednym tchu, wyrzucając nienawiść do samej siebie. Blondynka patrzyła na mnie przez kilka sekund. Byłam pewna, że zwyzywa mnie, nawrzuca od najgorszych, ale nic takiego się nie wydarzyło.
- To nie twoja wina, nie chciałaś, aby stała mu się krzywda, nie obwiniaj się za to - odparła i ponownie mnie przytuliła.
Nie spodziewałam się tego. Nie zasłużyłam na to. Powinna mnie nienawidzić.
- Dziękuję - szepnęłam. Po chwili kobieta lekko się ode mnie odsunęła i pogłaskała mnie z troską po głowie.
- Co teraz się z nim dzieje, dlaczego nie możemy tam wejść? - spytała.
- Nagle przestał oddychać, jego serce stanęło, lekarze teraz walczą o przywrócenie go do życia - szepnęłam. - A ja siedzę tutaj i cały czas się modlę, nie mogąc zrobić nic więcej, zupełnie nic - dodałam i zacisnęłam słone od łez wargi.
Jego mama pociągnęła nosem. Kolejna łza spłynęła po jej policzku.
- Proszę, módl się dalej, wybłagaj Boga o jeszcze jedną szansę dla Justina - powiedziała z prośbą i podniosła się.
Kiwnęłam twierdząco głową.
Blondynka wtuliła się w swojego męża, a ja ponownie spuściłam głowę i przymknęłam powieki, modląc się. Tylko tyle mi pozostało.
Spędziliśmy tak może pięć minut, może dwadzieścia. Sama już nie wiedziałam. W pewnym momencie z sali wyszedł lekarz i dwie pielęgniarki.
Gwałtownie podniosłam się z podłogi i razem z rodzicami Justina podbiegłam do nich.
- I co? Żyje, prawda? Żyje? - spytałam na jednym tchu z przerażeniem w oczach.
- Udało nam się przywrócić pracę serca i ustabilizować sytuację - odparł, a ja poczułam niesamowitą ulgę.
- I teraz już wszystko będzie dobrze, prawda? - Odezwał się ojciec Justina. Spojrzałam na niego i przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. To było w moje urodziny, kiedy Justin zabrał mnie do galerii. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi. Zaręczeni i uśmiechnięci, z milionem planów na przyszłość.
- Nie mogę tego państwu obiecać. Nie wiemy czy ta sytuacja się nie powtórzy. Jednak jeśli jego organizm przetrwa tą noc, to przeżyje. Proszę być dobrej myśli. To prawdziwy cud, że chłopak przeżył, Bóg nad nim czuwa. - Spojrzał na nas pocieszająco.
- Możemy do niego iść?
- Ale nie wszyscy razem.
- Niech państwo idą pierwsi, a później ja - odparłam cicho i założyłam ręce na piersi.
- Muszę państwa przeprosić. - Lekarz wyminął nas odchodząc. Mama Justina podeszła do mnie i położyła dłoń na moim ramieniu.
- Musisz być aniołem.
- Dlaczego? - Spojrzałam w jej zapłakane oczy.
- Wymodliłaś cud - odparła i delikatnie uśmiechnęła się przez łzy. Odwzajemniłam jej gest, czując bijącą od niej szczerość i ciepło.
Rodzice Justina weszli do pokoju, a ja usiadłam na jednym z krzesełek. Czułam z mojego serca zszedł fragment ogromnego ciężaru.
- Dziękuję - szepnęłam i skierowałam oczy ku górze.
Wierzyłam w to, że już nic się nie stanie. Justin przeżyje i wszystko będzie dobrze, jestem tego pewna.
W tym momencie poczułam jak mój telefon wibruje w kieszeni. Wyjęłam go, widząc na wyświetlaczu nazwę "mama". Przesunęłam po zielonej słuchawce i przyłożyłam telefon do ucha.
- Kochanie i jak? Co z twoim kolegą? Już dobrze?
- Tak - powiedziałam cicho i odchrząknęłam, chcąc odzyskać w pełni głos. - Już dobrze, najgorsze za nim - dodałam.
- To całe szczęście. Kiedy będziesz w domu?
- A coś się stało?
- Jason obudził się pół godziny temu i okropnie płacze, nie potrafimy go z ojcem uspokoić. Tylko przy tobie się uspokoi.
Poczułam dziwne ukłucie w sercu. Tak, jakby Jason czuł, że coś złego dzieje się z jego tatą. Jakby to wyczuł.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie chciałam zostawiać Justina, ale musiałam jechać do swojego synka.
- Dobrze, zaraz będę - odparłam i nie czekając na odpowiedź mamy, rozłączyłam się. Włożyłam telefon do kieszeni i wstałam.
Delikatne nacisnęłam na klamkę i weszłam do pokoju, w którym leżał Justin i znajdowali się jego rodzice. Ten widok kompletnie łamał moje serce. Oboje płakali. Nawet jego tata. Nie wierzyłam w to, że to te same osoby, przez które Justin wspominał dzieciństwo jako największy koszmar. Oni naprawdę zrozumieli swój błąd, naprawdę go kochali.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam pożegnać się z Justinem. Muszę jechać na jakiś czas do domu, ktoś mnie tam potrzebuje - powiedziałam, nie mogąc wyjaśnić dokładnie co miałam na myśli. Nie mogłam powiedzieć, że jadę do dziecka.
- Nie ma sprawy. - Kobieta odsunęła się, robiąc mi miejsce.
Podeszłam do łóżka i nachyliłam się nad chłopakiem.
- Jak tylko będę mogła, to do ciebie wrócę, kochanie - powiedziałam cicho i pogłaskałam go po policzku. Łzy cisnęły mi się do oczu, jednak starałam się je kontrolować. Wyglądał tak bezbronnie.
- Bardzo cię kocham - dodałam i podniosłam delikatnie jego dłoń, całując ją. - Śpij skarbie.
Uśmiechnęłam się delikatnie przez łzy.
*
- Jejku, spokojnie, mamusia już przy tobie jest. - Wzięłam Jasona od mamy na ręce.
Jego głośny płacz słyszałam już od progu drzwi. Słysząc go od razu bolało mnie serce.
- Już nie wiemy co się dzieje, ciągle płacze, bez przerwy. Nie chce jeść, pić, jest przewinięty, nie chce ani leżeć, ani być noszony. Na pewno po prostu za tobą tęskni.
- Moje kochanie, już cichutko - powiedziałam i mocno przytuliłam do siebie chłopca. - Pójdę z nim do jego pokoju, może uda mi się go uśpić.
Zamknęłam za nami drzwi i przytuliłam synka mocniej. Cały czas było mi strasznie ciężko. Miałam ochotę non stop płakać. Bałam się, że Justinowi coś się stanie. Bałam się co będzie, kiedy powiem rodzicom kim tak naprawdę jest osoba, u której siedzę w szpitalu, bałam się co będzie, kiedy Justin się obudzi. Bałam się wszystkiego. Byłam przerażona.
Wzięłam głęboki oddech. Jason zaczął się uspokajać. Już nie płakał, a cicho łkał i pociągał noskiem.
- Z tatusiem już wszystko dobrze, nic mu nie będzie, skarbie - szepnęłam chodząc po pokoju wolnym krokiem.
Nuciłam po cichu kołysankę, tuląc powoli uspokajającego się Jasona do piersi, sama nie umiejąc powstrzymać łez.
To wszystko było okropnie trudne. Bolało.
Głaskałam Jasona po główce, przypominając sobie wszystkie plany na przyszłość, które mieliśmy z Justinem. Obiecywaliśmy sobie, że będziemy razem już na zawsze, nic nas nie rozłączy. Pobierzemy się i będziemy mieć gromadkę dzieci, A potem to wszystko tak po prostu się rozsypało. Nagle wszystkie plany przestały istnieć. Wszystko się skończyło. Wszystko, oprócz jednego. Naszej miłości, która jest wieczna. Nigdy nie przestaniemy się kochać. Nigdy nie znajdziemy nikogo, kto zastąpiłby nas nawzajem. To jest ta miłość, na którą czeka się całe życie. Ta prawdziwa, która nigdy się nie kończy. Dlaczego więc musiała mieć takie tragiczne zakończenie?
Po chwili zorientowałam się, że Jason zasnął. Delikatnie ułożyłam go do łóżeczka i ucałowałam.
- Śpij mój aniołku. - Uśmiechnęłam się i pogłaskałam go jeszcze po główce, po czym po cichu wyszłam z pokoju.
Spojrzałam na zegarek w salonie. Była czwarta nad ranem.
- Przepraszam, że musieliście wstać do Jasona. Idźcie już spać, kładźcie się - powiedziałam do rodziców, sama ponownie się ubierając.
- A ty gdzie idziesz? - Mama wstała, patrząc na mnie.
- Wracam do szpitala.
- Chanel, nie spałaś całą noc, połóż się, chociaż na trzy godziny, odpocznij, później pojedziesz. Teraz jesteś nieprzytomna.
- Nie, muszę tam jechać. Muszę tam być. - Potrząsnęłam głową.
- Mama ma rację. Dziecko, jesteś kompletnie nieprzytomna. Pojedziesz tam jak się wyśpisz, teraz nigdzie cię nie puszczę. - Tata złapał mnie za rękę.
Spojrzałam na niego i zastanowiłam się przez chwilę. Może miał rację. Może powinnam odpocząć, a dopiero później pojechać do Justina. Teraz byli z nim jego rodzice.
- Dobrze. - Kiwnęłam twierdząco głową. - Położę się.
- I nie martw się, na pewno wszystko będzie dobrze.
Uniosłam lekko kąciki ust do góry.
- Na pewno - odparłam. - To idę, dobranoc - dodałam i wyminęłam rodziców, idąc w kierunku schodów.
*
Wyszłam spod prysznica, wkładając na siebie bieliznę i luźną koszulkę. Wróciłam do swojego pokoju i ułożyłam do ciepłego łóżka, nakrywając się kołdrą. Położyłam się na boku, przytulając do poduszki.
Przymknęłam powieki, a przed oczami od razu stanął mi obraz Justina w szpitalu. Leżał tam taki bezbronny, biedny i niewinny. Nie zasłużył na to. Zasługiwał na pomoc, na bycie szczęśliwym. Pragnęłam tego dla niego z całych sił.
Co teraz? Co zrobię, gdy się obudzi, gdy będę musiała z nim porozmawiać? Co mam dalej zrobić ze swoim życiem? Nie miałam pojęcia.
Musiałam mu pomóc, nie mogłam po raz kolejny zostawić go samego, jednak nie mogłam też do niego nie wrócić. Chociaż kochałam go jak szalona, to musiałam myśleć o dobru Jasona.
Właśnie, Jason.
Co z nim? Co jeśli wyjawię Justinowi prawdę o tym, że ma syna? Pragnęłam tego z całych sił, ale bałam się. Co wtedy będzie?
*
Zbiegłam gotowa na dół, trzymając torebkę w ręce. Jason oglądał już bajki w salonie.
- Uciekam do szpitala, obiecuję wrócić do dwóch godzin do Jasona. - Usiadłam na kanapie, wkładając na siebie buty.
- Nie martw się, bądź tam tyle, ile potrzebujesz. Zajmę się Jasonem.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się. - To ja uciekam.
Podeszłam do synka.
- Mamusia niedługo będzie, skarbie. Kocham cię bardzo mocno. - Ucałowałam go w główkę, po czym podeszłam do mamy i pocałowałam ją w policzek.
Założyłam torebkę na ramię i wyszłam z domu, chcąc jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. Przy Justinie. Przy moim aniołku.
Podeszłam pod salę, na której leżał Justin. Wychodzili z niej akurat rodzice Justina.
- I co z nim? - spytałam od razu.
- Lekarze mówią, że teraz będzie już tylko lepiej, za jakiś czas powinien się obudzić. - Kobieta uśmiechnęła się ze szklankami w oczach.
Poczułam jak z mojego serca spada ogromny ciężar. Przeszła mnie fala ciepła.
- Boże. - Przyłożyłam dłonie do ust, czując jak do oczu nachodzą mi łzy szczęścia. - Mogę do niego iść? - spytałam.
- Oczywiście, my właśnie idziemy do lekarza, chcemy dowiedzieć się czegoś więcej. Idź tam, on teraz bardzo cię potrzebuje.
Kiwnęłam twierdząco głową, delikatne się uśmiechając. Rodzice Justina wyminęli mnie, a ja podeszłam do drzwi, delikatnie naciskając na klamkę.
Weszłam do środka po cichu podchodząc do jego łóżka. Zdjęłam torebkę i położyłam ją obok. Usiadłam na podstawionym krzesełku.
- Cześć kochanie. - Delikatne się uśmiechnęłam. Objęłam jego dłoń. - Wiedziałam, że z tego wyjdziesz. Wiedziałam, że Bóg ci pomoże. Nie mogło być inaczej. - Po policzku spłynęła mi łza.
- Kocham cię najmocniej na świecie, kochanie. - Pocałowałam jego dłoń.
Powoli wypuściłam powietrze z ust.
- Wszystko teraz będzie dobrze, Wszystko się ułoży - szepnęłam i położyłam głowę na łóżku, tuż obok dłoni chłopaka, nie puszczając jej.
Zaczęłam bardzo po cichu, szeptem śpiewać.
- Cause you're my apple to my pie. You're the straw to my berry. You're the smoke to my high, and you're the one I wanna marry.
Uśmiechnęłam się delikatnie, przypominając sobie idealne oświadczyny, które przygotował. Tak bardzo mnie kochał.
- Cause you're the one for me, and I'm the one for you, you take the both of us, we're the perfect two*
Nuciłam pod nosem, przymykając powieki. Nie mam nawet pojęcia kiedy zasnęłam.
Obudził mnie bardzo delikatny ruch dłoni, na której trzymałam swoją dłoń i ciche mruknięcia. Zaczęłam się rozbudzać, dopiero po kilku sekundach zaczynając rozumieć co się dzieje.
Serce gwałtownie mi przyspieszyło. On się budził. Boże, rozbudzał się. Serce waliło mi jak młotem, czułam ukłucie w brzuchu, a w oczach zbierały się łzy.
- Chanel? - Usłyszałam, a moje serce kompletnie zmiękło. To było jego pierwsze słowo po przebudzeniu. Szukał mnie.
- Chanel? - wychrypiał i bardzo powoli zaczął uchylać powieki.
- Jestem tutaj - objęłam jego dłoń.
Po moim policzku spłynęła łza. Łza szczęścia. On żył. Mój aniołek żył.
- Umarłem? Jestem w niebie? - szepnął słabym głosem i delikatnie, pozbawiony sił, spróbował objąć moją dłoń. Chciał poczuć, że naprawdę jestem obok niego. Przez cały czas patrzyłam na niego oczami we łzach.
- Naprawdę tutaj jesteś, jesteś ze mną, trzymasz mnie za rękę, udało mi się, umarłem i znów mam cię przy sobie - wyszeptał, a ja słyszałam w jego głosie nutkę szczęście.
To złamało mi serce. Zacisnęłam wargi, powstrzymując wybuch płaczu.
- Nie umarłeś. Żyjesz, a ja naprawdę przy tobie jestem - odparłam cicho.
- Jak to? - spytał. Był bardzo słaby, ledwo mówił.
- Przeżyłeś wypadek, słyszysz? I nigdy więcej nie próbuj tego ponownie, rozumiesz? Nigdy - powiedziałam i kompletnie się rozkleiłam. Położyłam drugą dłoń na jego dłoni i patrzyłam na niego, pragnąc przytulić go z całych sił.
- Więc co tutaj robisz? Nie kochasz mnie, dlaczego tu jesteś? - spytał, a jedna łza spłynęła po jego twarzy.
Nie potrafiłam nic wypowiedzieć przez płacz. Nie umiałam.
- Miałem piękny sen - szepnął po chwili. - Śniłaś mi się. Opowiadałaś mi, że mnie kochasz, że wtedy kłamałaś.
Poczułam ucisk w żołądku.
- I wiesz co jeszcze powiedziałaś?
Kiwnęłam przecząco głową.
- Że mamy synka. - Po wypowiedzeniu tych słów uronił kolejną łzę. - Nawet nie wiesz ile bym dał, by to nie był tylko sen - dodał cicho.
Nie przestawałam płakać. Nie potrafiłam.
- Nie płacz, nie chcę widzieć twoich łez, nie umiem. Już zbyt wiele razy przeze mnie płakałaś - powiedział łamiącym się głosem, sam nie potrafiąc powstrzymać łez. - Podniósł delikatnie swoją słabą dłoń i pogłaskał mój policzek, ocierając łzę. - Nie płacz, aniołku - dodał. - Nie kochasz mnie, wiem o tym. Nienawidzisz mnie za wszystko, co ci zrobiłem i masz rację. Nie zasługuję na twoją miłość, nie zasługuję na szczęście, ale błagam, nie zostawiaj mnie znowu samego.
Jego słowa i łzy sprawiały, że moje serce zmieniło się w garść małych kawałeczków. Bolało. Niesamowicie bolało.
- Tylko przy mnie bądź, pozwól mi tylko móc codziennie cię widzieć. Widzieć twój uśmiech i twoje oczy, słyszeć twój śmiech. Nie proszę cię o nic więcej, nie mogę nic więcej od ciebie oczekiwać. Tylko bądź obok, proszę - szepnął.
Już otwierałam usta, aby coś powiedzieć. Nie wiem nawet sama co chciałam powiedzieć, po prostu cokolwiek. Jednak Justin mnie uprzedził.
Podniósł powoli dłoń i dotknął łańcuszka na moim dekolcie.
- Nosisz go, wciąż go nosisz - powiedział słabym głosem.
Serce podeszło mi do gardła.
C&J
Położyłam swoją dłoń na jego dłoni, znajdującej się na zawieszce.
- Bo cię kocham - szepnęłam, nie mogąc dłużej już tłumić w sobie tych słów. - Kocham cię do szaleństwa i nigdy nie przestałam.
_______________________________
* - Piosenka, którą śpiewała Chanel to Auburn - Perfect two. Gdyby ktoś był zainteresowany. Lubię ją, jest taka uspokajająca i słodka. Pasowała mi :)
1) Dla jasności. Jeszcze z jakieś, hm 5 rozdziałów - miało być łącznie 10, a liczba ciągle wzrasta, Nie chcę po prostu napisać tego wszystkiego "na odpierdziel".
2) Ja rozumiem, że komuś mogą się te rozdziały nie podobać, może je krytykować, ale szlag mnie trafia, kiedy ktoś mówi, że te rozdziały są banalne. Boże drogi, te rozdziały to NIE JEST DRUGA CZĘŚĆ! To tylko taki bonus, dopełnienie, dłuższe, inne zakończenie rozłożona na kilka rozdziałów. Tylko tyle. Jeśli szukacie akcji to wróćcie do czytania np. Dangera. Tutaj jej nie znajdziecie.
3) Polecam na prośbę - http://just-believe-in-your-dream.blogspot.com
4) Przypominam, że jeśli chcecie być na bieżąco z LINEB, ze spojlerami itd. to obserwujcie mnie na twitterze - @linebfanfiction
5) Nowy rozdział na pewno za tydzień, czyli w niedzielę.
6) To chyba wszystko, much love x
PIERWSZA, IDE CZYTAC I WYLEWAC ŁZY
OdpowiedzUsuńSAME OMG
Usuńpierwszaa
OdpowiedzUsuńIDEALNE <3 Kocham tego bloga <3
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział, naprawdę dawno się tak nie wzruszyłam jak podczas czytania tego! Jeśli komuś się nie podoba forma tych dodatkowych rozdziałów to proponuję tego nie czytać, a ułożyć sobie w głowie własną wersję :) Dziewczyna robi nam przysługę dając te rozdziały, a większość ma jeszcze jakiś problem..
OdpowiedzUsuń@asielolo
BOŻE TEN ROZDZIAŁ BYŁ PIĘKNY!!!! BOŻE ON SŁYSZAŁ JAK MÓWIŁA MU O SYNKU JDSDSGFG
OdpowiedzUsuńo Boziu:)))))))
OdpowiedzUsuńdokłanie omg opsdfjaof
Usuńkocham cię jejku
OdpowiedzUsuńNareszcie! Cały tydzień będę czekać na nowy rozdział. Pisz jak najwięcej.
OdpowiedzUsuńryczeeeeeeeeeew
OdpowiedzUsuńcudowny
OdpowiedzUsuńJezu tak bardzo bałam się że justin się nie obudzi ale naszczęście jest z nim dobrze. Chanel rzeczywiście wymodliła cud. Końcówka rozdziału, wtedy gdy justin opowiadał swój "sen" miałam ogromną ochotę krzyknąć "CHANEL DO CHOLERY POWIEDZ MU PRAWDĘ" XD ale ona oczywiscie będzie to przedłużać jak to chanel,ale ja to wiem że ona boi się tego wszystkiego i dlatego nie wiedziała co robić. Chwila kiedy mówi mu, że go kocha jest po prostu piękna jeśli ją sobie wyobrazimy. Ps.ja tam się cieszę, że będzie jeszcze więcej rozdziałów XD @szarymalik
OdpowiedzUsuńJakie to cudowne!
OdpowiedzUsuńZnowu plakalam...
Czekam na kolejny!<3
juz nie moge sie doczekac :* ! no i znowu placze
OdpowiedzUsuńja też ona pisze niesamowice
Usuńno nie! chce następny rozdział! ;)))) kocham
OdpowiedzUsuń❤
OdpowiedzUsuńJestem teraz taka szczęśliwa. Dzięki tobie mam wrażenie jakbym stala z boku obok tej dwójki i oglądała całą scenę. Tak bardzo im kibicuję żeby wszystko sie ułożyło i żeby żyli razem długo i szczęśliwie. Jejku, bardziej shipuję ich niz mnie ze swoim crushem haha. Powracając do rozdzialu to napisany świetnie - jak zawsze. Uwielbiam cię i życzę dużo weny ♥
OdpowiedzUsuńBoże popłakałam się,kochanie tak bardzo bardzo dziękuje Ci za to opowiadanie. Jesteś cudowną osóbką. Jesteś niezastąpiona. Nieziemska <3
OdpowiedzUsuńJustin jest tak słodki i uroczy. Niesamowicie kochany. Nooo bosko.
OdpowiedzUsuńBoże piękny rozdział! <3 dziękuję za udostepnienie bloga :*
OdpowiedzUsuńPowiedziała, ze go kocha! Przyznała sie! Wreszcie! Szkoda tylko, ze nie przyznała sie, ze maja synka. Justin był by napewno mega szczęśliwy, chociaz zastanawiam sie, czy nie zdenerwowałby się na Chanel. W końcu ukrywała to i mógłby byc wściekły... Pamietam jaki był wściekły i zraniony kiedy sie dowiedział, ze Chanel poroniła ich dzieciaczka... :( To ff jest piękne, nowe rozdziały nie sa do dupy sa ciekawe i kocham je czytać. Weny kochanie i czekam na nn <3
OdpowiedzUsuńhttp://whatever-will-happen-we-r-4ever.blogspot.com
Omg płacze. Cudowny rozdział!
OdpowiedzUsuńto jest genialne!
UsuńOMFG!!! Te ff to CUDO... NAJLEPSZE JAKIE KEDYKOLWIEK CZYTALAM!!! Tak strasznie sie ciesze, ze Justin przezyl..... RYCZE @Alex41789
OdpowiedzUsuńNareszcie Justin się obudził i już jest wszystko z nim w porządku :') Baardzo się cieszę, że Chanel nareszcie powiedziała Justinowi, że go kocha. Tylko szkoda, że nie potwierdziła, że ma synka :/ Ale mam nadzieję, że to się wydarzy w następnym rozdziale :)
OdpowiedzUsuńBardzo bym chciała, żebyś zrobiła drugą część tego opowiadania, ale wiem, że to się nigdy nie nastąpi :/ Ale i tak dziękuję ci, że poświęciłaś się dla nas - dla osób, którym nie spodobał się koniec tego ff, i napisałaś/piszesz inne zakończenie. Mam nadzieję, że będzie ono szczęśliwe. :)
Z niecierpliwością czekam na następny. :) xx /@bizzlessmile
kocham i nienawidzę Cię równocześnie za to co ze mną robisz. nie ma rozdziału, przy którym bym nie płakała! LINEB NAJLEPSZE!
OdpowiedzUsuńpiękne xx
OdpowiedzUsuńO jezusie :o kocham cie
OdpowiedzUsuńPS rozdzialy nie sa banalne y
Omg jak ja to Kocham no!
OdpowiedzUsuńMam mature w tym roku a zamiast uczyć sie to ja siedze i czytam dzień w dzień różne ff. Ale twoje jest najlepsze!!!! I juz tak zostanie. Ily ♥
o mój Boże jaki uroczy kochany słodki sjznsjznxjxjsksnakzmzjznsisnxk
OdpowiedzUsuńi btw jestem tą dziewczyną która pytała cie na asku co ma zrobić w związku ze swoim crushem no i... skonczylam przytulona do niego tłumacząc mu co to lineb
dziękuję! xx
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKocham cie za to ze to piszesz.cudowny jak każdy inny
OdpowiedzUsuńpiekne to jest
OdpowiedzUsuńomg justin sie obudzil heueudhebheehdehdhe !!! jejku jak sie ciesze
OdpowiedzUsuńboże jest cudowny <333 chce kolejny! płakałam na końcu jak głupia <3 @mrraau
OdpowiedzUsuńRyczeeee kocham cię <3 czekam na następny
OdpowiedzUsuńBOSKIE ! :)
OdpowiedzUsuńzajebiste!
UsuńWspaniałe *.* Boże końcówka to życie jak i to opowiadanie ♥ Kocham to opowiadanie i ciebie za to,że je wymyśliłaś i piszesz.
OdpowiedzUsuńRozdział fantastyczny, ale mam kilka uwag ;)
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, wydzaje mi się, że trochę nadużywasz słowa "anioł" w tym opowiadaniu.
A po drugie (taka mała ciekawostka) wszystkie rzeczowniki rodzaju żeńskiego odmieniają się tak : tę dziewczynę, tę bibliotekę, tę piosenkę, tę godzinę, tę noc (a nie, jak napisałaś "tą noc").
Jest coraz lepiej, jestem ciekawa, jaka będzie jego reakacja... Jak zareaguje na synka? to będzie wspaniałe!
xoxo
PS. Your forever
najcudowniejsze :')
OdpowiedzUsuńgenialne
Usuńnie wiem kto mówi ze te rozdziły są banalne chyba ten kto sam jest debilem,od zwsze kocham to opowidnie i to jest wspaniałe ze postanowiłas to trochę dopełnic,moim zdaniem to jest swietne i jak dla mine mogło by sie to cignąc w nieskonczonosc itak nigdyby mi sie nie znudziło.to jest swietne,masz niesamowity talent.Kocham !! <3
OdpowiedzUsuńszkoda ze chanel bie ppowiedziala Justinowi ze to jego sen yo prawda:(
OdpowiedzUsuńO MÓJ BOŻE! czemu tak bardzo placze?
OdpowiedzUsuńTo jest takie cudowne.
Oni sa cudowni.
Ty jestes cudowna.
Kocham cie. ♥
Miałam łzy w oczach jak to czytałam.
OdpowiedzUsuńJuż nie moge się doczekać jak Justin zareaguje na to że to było kłamstwem że Chanel go nie kocha i jak zareaguje na to że ma synka..
A jeśli chodzi o wszystkie te dodatkowe rozdziały WCALE NIE SĄ BANALNE! Wręcz przeciwnie są bardzo dobre, a jeśli komuś się nie podoba to niech zwyczajnie tego nie czyta.
Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością *.*
O Boże. :'( Ja już nawet nie płaczę ja wyję... ;D Te rozdziały są cudowne <3 Jeśli komuś się nie podobają nie musi tego czytać...Umrę z ciekawości do następnej niedzieli <3
OdpowiedzUsuńJejku tak bardzo płacze. Obudził sie, ona powiedziała ze go kocha. Chce juz nastepny
OdpowiedzUsuńdusze sie łzami
OdpowiedzUsuńja tak samo
UsuńJesteś po prostu niesamowita z każdym twoim rozdziałem mam wrażenie ze się rozwijasz. To ff jest czysta perfekcja widze jak cholernie dużo serca w nie wkładasz kocham je naprawdę je kocham. Nie przejmuj się żadnymi hejtami nie zasługujesz na nic z tego pisanie tego komentarza jest czysta przyjemnością bo chociaż w ten sposób mogę ci chociaż trochę podziękować za urozmaicenie mojej niedzieli. Życzę Ci naprawde samych sukcesów jeżeli chodzi o pisanie i z reszta nie tylko trzymaj się skarbie kocham cie
OdpowiedzUsuńzgadzam się!
UsuńCudowny ❤
OdpowiedzUsuńCudo, cudo, cudo <3
OdpowiedzUsuńkocham matko, rycze jak male dziecko:(
OdpowiedzUsuńO KUREWKA! powiedziała ,że go kocha on sie obudził w spokoju umieram x.x świetny rozdział uwielbiam twój styl pisania jezu po prostu nie wiem co mam napisać to wszystko jak dla mnie za wiele kocham ciebie kocham to ff po prostu sie ubustwiam! czekam na następny :>
OdpowiedzUsuńbo cie kocham.....boze chanel mji3rnfjir3fr
OdpowiedzUsuńWiadra łez i ciągle większa ilość. Kocham ta dwójkę
OdpowiedzUsuńja tak samo omg
Usuńkocham Cie, ten rozdział jest wspaniały. Nigdy nie płaczę, teraz też nie, ale jest mi mega smutno
OdpowiedzUsuńja tak samo jacie aisfjsidfj
UsuńO ja pierdziele kocham cię . To opowiadanie...Nie mogę napisać tego co czuję. Po prostu brak słów. Dziękuję ❤
OdpowiedzUsuńKOŃCÓWKA ♥ CZEKAM NA NN xxx
OdpowiedzUsuńomg frgvedbsjkeguwasjkdehgfuwqjk czekam na kolejny ; )
OdpowiedzUsuńpłacze jak zawsze
OdpowiedzUsuńJej :( proszę Cię niech oni do siebie wrócą. Tak bardzo o to proszę! :)
OdpowiedzUsuńBoze boze boze to jest takie piekne ta milosc ugh
OdpowiedzUsuńKurde dziewczynoo kocham cie ! ;** błagam zakoncz szczesliwiee. Niech wroca do siebie i tworzą piekna rozdzinke tylko o to prosze ! Bo kolejnego rozczarowania juz nie przezyje !
OdpowiedzUsuńkocham cię za to,że to piszesz i podziwiam za wyobraźnie,naprawdę.
OdpowiedzUsuńo jezu ona mu to powiedziała, powiedziała mu że go kocha fvndjgdirhzkjcng jejku no wiedziałam że on będzie żył, wiedziałam.. kocham cię ze to że to piszesz, nawet nie wiesz jak się od tego uzależniłam, haha kocham <3
OdpowiedzUsuńJEST PRZEPIĘKNE, KOCHAM CIĘ KURWA NO KOCHAM CIĘ MOCNO.
OdpowiedzUsuńDZIĘKUJĘ.
WIERZĘ W TO,ŻE ON POZNA JASONA I BĘDĄ SZCZESLIWI.
Mam pytanie. Czy zamierzasz napisać choćby słowo wytłumaczenia na olsb co się z Tb dzieje i czy w ogóle dodasz tam jeszcze jakiś rozdział? ? Czy dalej zamierzasz olewac czytelników i nie dawać znaku życia? Uważam,że to nie w porządku, bo napisalas, że opuszczasz bloga z powodu problemów i że musisz sobie wszystko poukładać, a tym czasem dodajesz tutaj bonusowe rozdziały tak jakbyś zupełnie zapomniała o our-little-secret :( Wszystkim jest przykro, że nas zostawilas;(
OdpowiedzUsuńTak właściwie napisała w poprzednim rozdziale (jeśli się nie mylę) coś na temat ols, ale fajnie by było gdyby jeszcze napisała nam na ols informację o tym. No ale cóż to jej decyzja i trzeba ją uszanować i czekać aż pojawi się tam coś wreszcie. Mimo, że lineb uwielbiam to pogodziłam się z jego końcem i polubiłam nowe ff i szkoda mi, że urwało się to tam, a tutaj znowu coś jest. Jejku pogmatwałam to trochę..
UsuńKocham Cię, cudownie piszesz
OdpowiedzUsuńpłakałam cały rozdział
OdpowiedzUsuńto jest idealne<3
@saaalvame
nie nawidzee, NIE NAWIDZE serio ... <3 ����
OdpowiedzUsuńJeju cudowny, kocham i całuje ;**
OdpowiedzUsuńwlasnie, jak chcecie akcj ito czytajcie Dangera, albo Diabelska Dusze...., a LINEB zostawcie
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, tak bardzo cieszę się, że Justin się obudził i że Chanel w końcu wyznała mu, że go kocham, teraz czekam tyko aż Biebs dowie się, że ma synka, mam nadzieję, że się zmienił i między nim i Chanel będzie już dobrze, że nigdy nie podniesie na nią ręki, że nigdy nie skrzywdzi jej i ich synka ♥
OdpowiedzUsuńczekam na nn ♥
mam nadzieję, że wpadniesz do mnie -> fuck-everything-im-belieber.bloblo.pl
ogłaszam wszem i wobec, że siedzę cała zaryczana, boziu, to jest cudowne! nie przejmuj się hejterami, oni gówno wiedzą! życzę weny i czekam na następny rozdzial.
OdpowiedzUsuńkocham mocno! x
@whtshatninkid
Mam rozwaloną psychikę......
OdpowiedzUsuńnapisze tylko ze to jest naprawdę wspanialy rozdzial :*
Nie moge sie uspokoic...
OdpowiedzUsuńDziewczyno co ty ze mna robisz:D
Boze czekam do niedzieli ...
DZIEKUJE ZA TAG GENIALNE OPPWOADANIE I ZA TE SPECJALE
Sa ZARABISCIE FAJNE I BOZE TAK CI ZA NIE DZIEKUJE. CZEKAM NA NEXTA XXX
Płacze
OdpowiedzUsuńCUDOWNE MATKO NAJŚWIĘTSZA RYCZE JAK CHORA
OdpowiedzUsuńZajebiste normalnie nie mg sie doczekać niedzieli
OdpowiedzUsuńTaak! O to chodziło! Kocham ich <3
OdpowiedzUsuńwww.collision-fanfiction.blogspot.com
czytam i czytam
OdpowiedzUsuńUMIERAM TOTALNIE
OdpowiedzUsuńwchodze czytam patrze a tu kolejny
OdpowiedzUsuńPO TYM JAK PRZECZYTAŁAM TO WSZYSTKO NA RAZ JUŻ NIE PŁACZĘ, ZABRAKŁO MI SIŁ // P
OdpowiedzUsuńk
OdpowiedzUsuńo
OdpowiedzUsuńc
OdpowiedzUsuńh
OdpowiedzUsuńa
OdpowiedzUsuńm
OdpowiedzUsuńto jest wspaniałe kocham to czytać uwielbiam zaraz zabieram sie za kolejne
OdpowiedzUsuńjesteś niesamowita dziękuje
OdpowiedzUsuńto jest cudowne <3
OdpowiedzUsuń