czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 57.

Wiedziałam. Wiedziałam, że ten mężczyzna był kogoś do złudzenia podobny. No i mam odpowiedź. Był niesamowicie podobny do Justina, bo był jego ojcem.
-To jest Chanel, moja dziewczyna. - Chłopak odparł sucho, przedstawiając mnie swojemu ojcu.
-Dziewczyna? - Mężczyzna uśmiechnął się i kiwnął głową, wskazując na lśniący pierścionek na moim palcu.
-Narzeczona. - Natychmiast się poprawił, po czym objął mnie w pasie przyciągając do siebie bliżej. Jakby się o mnie bał.
-Bardzo miło pana poznać. - Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam dłoń w kierunku taty Justina.
-Mi również. - Odwzajemnił gest. - Justin, dlaczego nie zadzwoniłeś i nie pochwaliłeś się taką piękną narzeczoną? Mama oszalałaby ze szczęścia, gdyby dowiedziała się, że się żenisz.
-W zasadzie, to my dopiero - zaczęłam, chcąc wyjaśnić, że dopiero dziś się zaręczyliśmy, a ślub jest póki co jeszcze odległym tematem, jednak Justin się wtrącił, nie dając mi skończyć.
-Zabawne. - Zaśmiał się z ironią. - Wydaje mi się, że gówno ją to obchodzi, zapewne jak i ciebie, więc skończ udawać zatroskanego tatusia - warknął.
Spojrzałam na niego karcącym wzrokiem. Cholera, nie powinien odzywać się w ten sposób do swojego ojca. Przecież on wcale nie wydawał się zły.
-Justin. - Mężczyzna westchnął, oblizując wargi, po czym biorąc głęboki wdech, aby coś powiedzieć.
-Niesamowite, że w ogóle jeszcze pamiętasz moje imię. - Znów zaśmiał się w ten ironiczny sposób. - Tato - dodał głosem przesiąkniętym sarkazmem.
Teraz patrzyłam na jego ojca.
Było mi go żal. Naprawdę. Wydawał się być dotknięty słowami Justina.
-Posłuchaj, oboje z matką już dawno mieliśmy do ciebie zadzwonić, pojednać się, ale...
-Skończ pieprzyć. - Justin mu przerwał. - Pewnie nawet nie pamiętaliście, że macie syna. - Patrzył na swojego ojca pogardą.
-Wiesz co? - zaczął po chwili ciszy, którą bałam się przerwać. - Jesteś gównem, nie ojcem - dodał, po czym złapał mnie mocno za rękę i odszedł, ciągnąc mnie za sobą.
Nie dał nawet dojść do słowa swojemu ojcu.
Byłam w kompletnym szoku. W głowie cały czas, od nowa, analizowałam sytuację, która przed momentem miała miejsce. Nie docierały do mnie jeszcze wszystkie informacje.
W końcu wyszliśmy z centrum handlowego jednym z wyjść. Justin stanął w miejscu, puszczając mnie i biorąc głęboki oddech. Jakby potrzebował świeżego powietrza.
-Przepraszam - powiedział po chwili i przetarł dłońmi swoją twarz. - Nie chciałem, żebyś była świadkiem tego jakże uroczego spotkania - dodał ironizując.
-Nie masz za co przepraszać - odparłam od razu, po czym podeszłam trochę bliżej. - Justin, uważam, że nie zachowałeś się w porządku. Strasznie na niego naskoczyłeś - dodałam niepewnie. Chłopak parsknął ironicznym śmiechem, patrząc na mnie wrogo.
-A ten pieprzony kutas kiedykolwiek był w porządku? - powiedział z żalem i złością. - Wtedy, kiedy razem z matką zostawiał mnie na całe dnie z pieprzoną niańką czy może wtedy, kiedy nigdy nie przyszedł na żadne przedstawienie w przedszkolu czy szkole, mimo, że tak mocno go o to prosiłem? - Wyrzucał z siebie cały swój żal, a mi zrobiło się go cholernie szkoda.
Przypomniałam sobie jego rozmowę z Lea'ą, którą podsłuchałam. On naprawdę cierpiał.
-Ten człowiek nie zasługuje na to, żeby nazywać się ojcem. Nigdy, kurwa mać, nigdy w życiu nie powiedział mi, że mnie kocha, rozumiesz? Nigdy nie opowiedział mi żadnej bajki na dobranoc, nigdy nie pobawił się ze mną pieprzonymi autami, tak, jak robili to inni ojcowie. Za co ja mam go szanować? Za to, że spieprzył mi razem z matką dzieciństwo? - Widziałam jak w jego oczach zbierają się łzy.
Teraz był dorosłym, samodzielnym, silnym facetem, ale głęboko w środku wciąż siedział w nim mały chłopiec, który cierpiał z powodu braku miłości od rodziców. Mały chłopiec, który chciał tylko być kochany.
-Kochanie - zaczęłam, czując, że samej zbiera mi się na płacz.
Kiedy on cierpiał, ja cierpiałam razem z nim. Byliśmy jednością.
-Chodź tutaj - dodałam i podeszłam do niego bliżej, przytulając go.
Justin momentalnie mocno się we mnie wtulił. Potrzebował mnie.
*
-Sprawdzam - powiedział pewnym siebie głosem, patrząc na mnie podejrzliwym wzrokiem i podnosząc kartę leżącą na łóżku.
-Frajer. - Parsknęłam śmiechem. - Zbierasz karty - dodałam, kiedy karta, którą przed chwilą odsłonił okazała się pasująca do reszty.
Chłopak udał zdenerwowanego. Warknął pod nosem, zabierając do siebie wszystkie karty leżące pośrodku nas.
Po zakupach postanowiliśmy trochę odpocząć, zrelaksować się. Nie poruszaliśmy tematu jego rodziców. Chciałam, żeby chociaż na trochę o tym zapomniał.
Graliśmy w karty w naszym pokoju, na łóżku.
-Frajerka - odciął się. - I tak wygram - dodał zwycięsko i położył kartę pomiędzy nas.
-Marzysz, chłopcze.
Justin pokazał mi środkowy palec.
Cali my. Wyzywaliśmy się, udając, że się nie lubimy, w czasie kiedy kochaliśmy się do szaleństwa.
-Wiesz gdzie możesz wsadzić sobie tego palca? - powiedziałam, chyba zapominając o przemyśleniu najpierw tych słów.
-Cóż, sugerujesz mi, że chcesz powtórzyć zabawę z przymierzalni? - powiedział i uśmiechnął się zadziornie. Wybuchłam śmiechem, jednocześnie zawstydzając się.
-No więc? - kontynuował, cały czas się uśmiechając, po czym odłożył na bok wszystkie karty, uznając najwyraźniej, że są one najmniej ważne.
Podszedł do mnie, po czym pchnął mnie na łóżko, tak, że się położyłam. Sam natomiast złapał mnie za uda i klęknął pomiędzy moimi nogami.
-Jesteś nienormalny - powiedziałam z uśmiechem.
-Coś ty powiedziała? - Udał urażonego. - Pożałujesz - dodał, po czym zaczął mnie łaskotać.
Miałam łaskotki prawie wszędzie, dlatego byłam na to tak bardzo czuła.
-Nie, proszę cię, przestań! - krzyczałam przez głośny śmiech. Już po kilku sekundach miałam dosyć, jednak on nie przestawał.
-No błagam! Bo cały motel mnie usłyszy!
W tym momencie przestał mnie łaskotać i nachylił się nad moim uchem.
-O tak, jeszcze cię usłyszą. Wszyscy będą znać moje imię, które jeszcze dzisiaj będziesz głośno krzyczeć - mruknął mi do ucha, uśmiechając się zadziornie.
-Głupek. - Zaśmiałam się.
-Ale mnie kochasz - odparł, patrząc mi w oczy.
-Bardzo. - Uśmiechnęłam się.
Zaczęliśmy się całować. Tak cholernie zachłannie, jakbyśmy nie robili tego od tygodnia i byli cholernie spragnieni siebie.
Jego język właśnie lądował w moich ustach, kiedy usłyszeliśmy dźwięk dzwoniącego telefonu.
-Kurwa no - jęknął zirytowany, lekko się ode mnie odsuwając.
-Odbierz, nigdzie nie ucieknę. - Zaśmiałam się.
-No mam taką nadzieję. - Zawtórował mi, po czym cmoknął mnie ostatni raz w nos, schodząc ze mnie.
Podniosłam się, siadając po turecku. Chłopak natomiast podszedł do komody, na której leżał jego nowy iPhone.
-Halo? - spytał, przykładając telefon do ucha.
-Kto to? - spytałam cicho, na co Justin wzruszył ramionami.
Po chwili zauważyłam jak chłopak momentalnie pobladł, a w jego oczach pojawił się gniew.
-Czego chcesz? - warknął oschle.
Obserwowałam go z ciekawością.
-Co was tak z tatusiem naszło na czułości? - Zaśmiał się z ironią, a dla mnie wszystko było już jasne.
To musiała być jego mama.
Sama poczułam lekki ścisk w żołądku, dlatego nawet nie wyobrażałam sobie jak musi czuć się Justin.
-O co wam do cholery chodzi, hm? Macie mnie głęboko w dupie przez całe życie, a nagle kurewskie bum i przypominacie sobie, że macie syna. Co, potrzebujecie mnie do czegoś?
Pomimo chłodu w jego głosie, wiedziałam, że ranią go te słowa.
-Mam w to uwierzyć? - Parsknął ironicznie. - Nie chcę waszego, pieprzonego adresu, nie chcę się z wami spotykać, nie chcę mieć z wami nic wspólnego! - wyrzucił z siebie, po czym nacisnął na wyświetlaczu czerwoną słuchawkę i rzucił telefon z powrotem na komodę.
-To była twoja mama, tak? - spytałam po chwili ciszy.
-Ta - odparł, po czym usiadł na fotelu. - Wiesz co powiedziała? - Parsknął. - Że chciałaby, żebym ich z tobą odwiedził. Chce cię poznać i porozmawiać ze mną. Zabawne - dodał.
-Justin, to w końcu jakby nie patrzeć twoi rodzice. Może zrozumieli swój błąd i chcą go naprawić - powiedziałam, wstając z łóżka.
-Po dwudziestu latach ich olśniło, tak? Dotarło do nich, że rodzice to ktoś więcej, niż osoby, które wysyłają ci hajs? - Pokręcił głową.
Podeszłam do niego, siadając okrakiem na jego kolanach i kładąc dłonie na jego kark.
-Może tak? Może już wcześniej - tak jak mówił twój tata - chcieli się do ciebie odezwać, ale się bali, że zachowasz się właśnie tak, jak się teraz zachowujesz. Że ich odrzucisz.
-Chanel, a czego oni oczekiwali? Że powiem "hej, co z tego, że zjebaliście mi życie, nic się nie stało, bądźmy rodziną"? Proszę cię.
-Nie. Może oczekiwali, że przyjmiesz ich wyciągniętą do pojednania dłoń. - Spojrzałam na niego uważnie.- Pojedźmy jutro do nich, proszę - dodałam.
Pragnęłam tego, jak niczego innego.
Jego szczęścia.
Chciałam zobaczyć jak przytula swoich rodziców. Chciałam widzieć w jego oczach radość i łzy wzruszenia.
Chciałam, żeby w końcu poczuł się przez nich kochany. Zasługiwał na to.
-Nie, ja...
-Proszę. - Przerwałam mu. - Jeśli nie chcesz tego zrobić dla siebie, to zrób to dla mnie.
Przez chwilę panowała cisza.
-Cholera, to nie fair. Przecież wiesz, że w takiej sytuacji nie mogę ci odmówić.
-I o to chodzi. - Uśmiechnęłam się lekko.
-Pieprzona cwaniara. - Odwzajemnił gest.
-No, to by było na tyle. - Zaśmiałam się. - A teraz buziak - dodałam ze śmiechem.
*No więc. Scena na specjalne życzenie kilku osób z ask'a. Najprawdopodobniej ostatnia (i chyba najdokładniej opisana) tego typu w tym opowiadaniu, tak więc
enjoy :) Ostrzegam tylko, że idę totalnie na całość i jeśli ktoś nie ma ochoty tego czytać, to niech po prostu ominie to i przewinie dalej. Czytacie to na własną odpowiedzialność, mówię serio*
-Chanel, ile można siedzieć do cholery w łazience? - Justin zapukał w drzwi. Leżałam w wannie, trzymając w jednej dłoni kieliszek z winem.
-Jak nie przestaniesz marudzić to spędzę tu całą noc - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Pozwoliłabyś mi chociaż wykąpać się z tobą, nudzę się tu sam - odparł pół żartem, pół serio.
Zaśmiałam się pod nosem.
-Jeszcze maksymalnie pół godziny, cierpliwości, kochanie - odparłam, po czym wzięłam łyk czerwonego wina i ułożyłam wygodniej głowę.
Usłyszałam jak chłopak westchnął zawiedziony, odchodząc od drzwi.
Cóż, pozwólcie, że wtajemniczę was w mój plan. Postanowiłam jakoś poprawić mu humor, rozweselić go, umilić mu czas.
Boże.
Rozumiecie?
No więc po kolei. Zamknęłam się w łazience, chcąc się wykąpać, odprężyć, przygotować i - spojrzałam na kieliszek w mojej dłoni - nie oszukujmy się, wstawić, aby mieć więcej odwagi.
Dzisiaj zamierzałam iść już konkretnie na całość. Dlatego potrzebowałam małej dawki pewności siebie.
Chciałam podziękować mu w najlepszy z możliwych sposobów za cudowne urodziny.
Dopiłam ostatni łyk wina, po czym odłożyłam kieliszek na szafkę przy wannie. Cholera, ja naprawdę wypiłam sama całą butelkę wina. Czułam się idealnie zrelaksowana i "kopnięta" dawką odwagi.
I o to chodziło.
Wyszłam z wanny, ocierając mokre ciało ręcznikiem i stając przed lustrem.
Przez myśl przeszło mi, że może mogłabym właśnie w takim stroju już wyjść - owinięta ręcznikiem, Jednak po chwili zdałam sobie sprawę, że to zły pomysł.
Po pierwsze - byłoby mi niewygodnie.
Po drugie - opcja z seksowną bielizną jest dużo bardziej kusząca.
Wytarłam ciało do suchości, po czym włożyłam na siebie przygotowaną wcześniej czerwoną, koronkową bieliznę.
Przygryzłam wargę i uśmiechnęłam się pod nosem, wyobrażając sobie jego seksowną minę, kiedy wyjdę w tym stroju z łazienki.
Cholera, już nie mogłam się doczekać.
Rozpuściłam swoje włosy, które wcześniej spięłam, aby ich nie zmoczyć i przejrzałam się w lustrze.
Było dobrze. Wszystko tak, jak chciałam.
To miała być najlepsza noc w całym, jego, pieprzonym życiu.
Ostatni raz wypuściłam powietrze z ust, po czym uśmiechając się, podeszłam do drzwi, wychodząc powoli z łazienki.
-Boże, w końcu, już myślałem, że...- zaczął i odwrócił się w moim kierunku. W jednym momencie się zamknął.
Właśnie tak wyobrażałam sobie jego minę, kiedy mnie zobaczy. To zdziwienie i podniecenie, które w jednym momencie w niego uderzyły.
-Wow - wydukał po chwili i uśmiechnął się łobuzersko, lustrując mnie wzrokiem.
Oblizałam swoje usta, starając się zrobić to jak najseksowniej tylko potrafiłam, po czym podeszłam do niego powoli, łapiąc go za rękę i prowadząc w kierunku łóżka.
-Jeśli śnię, to mam nadzieję, że nie obudzę się prędko - odparł, wciąż mając na ustach ten zadziorny uśmiech.
A ja przez cały czas milczałam, utrzymując swoją tajemniczość i tym samym, potęgując jego podniecenie.
Pchnęłam go lekko na łóżko. Tak, że opadł na nie, siadając.
-Kurwa, to mnie coraz bardziej kręci - powiedział ściszonym, podnieconym głosem i złapał mnie za uda.
-E,e - pokiwałam głową, po czym zdjęłam z siebie jego dłonie. - Kochanie, dzisiaj zabawimy się w moją grę. - Pogłaskałam go po rozgrzanym policzku, po czym wyjęłam zza pleców drugą dłoń, w której trzymałam opaskę. - Zamknij oczy, skarbie. - Uśmiechnęłam się uwodzicielsko i przygryzłam dolną wargę.
Serce zaczynało bić mi coraz szybciej.
Cholera.
Siedział przede mną cały rozpalony, a to dopiero był początek zabawy.
Zawiązałam na jego oczach przygotowaną opaskę, upewniając się, że nic nie widzi. Dzisiaj to ja rządziłam.
Jego oddech stawał się coraz głośniejszy. Widziałam, że podniecam go tym, co robię.
-No więc - szepnęłam, powoli siadając na nim okrakiem. - Wydaję mi się, że teraz mogę zaczynać - dodałam i osunęłam się lekko w dół, upewniając się, że dotykam pupą jego krocza.
Wiem, że to lubił. Zdążyłam dowiedzieć się w tych sprawach wielu rzeczy o nim.
Zaczęłam powoli, ale bardzo precyzyjnie poruszać biodrami. Tak, jakbyśmy się kochali, tyle, że przez ubrania.
Dłonie położyłam na jego ramionach, odchylając głowę i zaczynając całować delikatnie jego szyję.
Przez cały czas nie przestawałam poruszać biodrami. Ocierałam się o jego krocze, starając się trafiać w jego najczulsze punkty.
-Kurwa, od kiedy anioły potrafią się tak dobrze pieprzyć? - jęknął podnieconym głosem, delikatnie się uśmiechając.
-Jeszcze nieraz cię zadziwię - odpowiedziałam z uśmiechem, w przerwie między pocałunkami składanymi na jego szyi.
Czułam jak krocze, o które się ocierałam stawało się coraz bardziej nabrzmiałe i przyznam się bez bicia - podniecało mnie to jak cholera.
Justin położył swoje dłonie na mój tyłek, a ja ponownie je zdjęłam.
-Na razie tylko ja się bawię. - Cicho się zaśmiałam, wsuwając dłonie pod jego koszulkę, podnosząc ją powoli do góry.
Każda sekunda trwała wieczność. Miałam taką cholerną ochotę powiedzieć "dobra, koniec zabawy", zrzucić z niego i z siebie wszystkie ubrania i zacząć się w jednym momencie pieprzyć.
Ale nie.
Dzisiaj wszystko ma być idealne.
Zdjęłam jego koszulkę, wyrzucając ją na bok, po czym położyłam dłonie na jego umięśnionym torsie.
Przez cały ten czas równomiernie poruszałam biodrami i tyłkiem.
W pewnym momencie chłopak chwycił mnie za włosy i przyciągnął moją twarz bliżej swojej.
-Chcę cię pieprzyć - jęknął mi wprost do ucha. - Teraz. Tak kurewsko mocno - dodał, niemalże dysząc.
To był dla mnie odpowiedni znak, że mogę przejść do drugiego etapu.
Był podniecony jak cholera, rozgrzany, a wybrzuszenie w jego spodniach zdawało się być już maksymalne.
Czas na dalszą część zabawy.
Zeszłam z jego kolan, robiąc pół kroku do tyłu i nachylając się nad nim. Położyłam dłoń na jego kolanie, celowo sunąc nią do góry, aż w końcu łapiąc za jego krocze.
-Połóż się, kochanie - szepnęłam mu do ucha, puszczając po kilku sekundach jego spodnie.
Czułam się coraz bardziej podniecona. Nie potrafię nawet opisać tego, jak bardzo miałam ochotę przejść już do sedna, ale byłam wytrwała. Zacisnęłam wargi, po czym oblizałam je.
Spojrzałam na Justina, który posłusznie zrobił to, co mu kazałam i niczym bezbronny chłopiec czekał na to, co dalej z nim zrobię.
Ten widok dodał mi wytrwałości.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Podeszłam do niego, nachylając się i chwytając pasek jego spodni. Pociągnęłam, sprawiając, że jednym ruchem, pozbyłam się pierwszej przeszkody.
Zaraz po nim poszedł guzik i rozporek. Złapałam za luźno leżące już spodnie, zaczynając powoli je zsuwać.
-Kurwa, dojdę, zanim w ogóle w ciebie wejdę - mruknął, a ja jedynie cicho zachichotałam.
To chyba byliśmy w podobnej sytuacji.
Usiadłam okrakiem na leżącym chłopaku, a jego dłonie od razu powędrowały na moje pośladki. Był spragniony dotyku.
Tym razem już nie zabrałam jego rąk.
Nachyliłam się nad nim, całując go zachłannie w usta. Delikatnie uniosłam jedno kolano, przesuwając je i układając w końcu na czerwonych bokserkach Justina. Zaczęłam poruszać nim powoli w przód i w tył, ocierając o jego - i tak już - nabrzmiałe krocze.
Wsunął dłonie pod moje majtki, zaciskając palce na moich, nagich pośladkach na tyle mocno, że byłam przekonana, że zostawia na nich czerwone ślady.
Ale kogo to obchodzi?
-Przelecę cię dzisiaj tak, że zapamiętasz to do końca życia - syknął podnieconym głosem do mojego ucha.
Cóż, więc mieliśmy te same plany.
W pewnym momencie wyprostowałam się, odpinając i zdejmując z siebie stanik, po czym wyrzuciłam go na ziemię.
Przyszedł czas na etap trzeci.
Na ten, na który musiałam schlać się winem, żeby się odważyć.
Powoli schodziłam coraz niżej. Wsunęłam palce pod gumkę jego bokserek, po czym niewiele czekając zsunęłam je.
Położyłam dłoń na jego podbrzuszu, wręcz żółwim tempem osuwając ją na dół, co chyba było już przekroczeniem granic cierpliwości Justina. Chłopak złapał moją dłoń i wręcz siłą "zepchnął" ją na swojego penisa.
Delikatnie objęłam go dłonią, wykonując posuwiste, na początku powolne ruchy.
To nie było dla mnie niczym nowym, robiłam to już kilka razy. Nie z tego powodu musiałam się wstawić. Ten "powód" natomiast zbliżał się wielkimi krokami.
-Kurwa - zaklął pod nosem, przeczesując dłonią swoje włosy. - Szybciej - jęknął, a ja momentalnie dostosowałam się do jego polecenia. W końcu o to mi chodziło. Miał dzisiaj umierać z pieprzonego podniecenia.
Poruszałam dłonią jeszcze przez około pół minuty, dochodząc do wniosku, że czas posunąć się dalej. Posunęłam się jeszcze trochę niżej, tak, aby było mi wygodnie.
Złapałam ponownie za jego penisa tylko po to, aby włożyć go do swoich ust.
-Ja pierdole - usłyszałam maksymalnie podniecony głos chłopaka, a jego dłoń momentalnie wylądowała na moich włosach.
Robiłam to wcześniej jeden, jedyny raz w życiu, ale wtedy byłam na haju, więc to kompletnie się nie liczy.
-Tak kochanie, właśnie tak - szepnął, nadając mi pewne tempo moich ruchów.
Weźmiecie mnie za idiotkę, jeśli przyznam, że wcześniej trochę czytałam o tym jak to robić?
Ugh, nieważne.
Wkładałam w to całe, swoje zaangażowanie i miałam nadzieję, że jest mu naprawdę dobrze.
Momentami wręcz ciągnął mnie za włosy, ale to nie był zły ból. To był przyjemny ból, podniecający.
Wiązanka przekleństw padająca z jego ust, na zmianę z proszeniem mnie, abym nie przestawała, dawały mi stuprocentową pewność, że robiłam to naprawdę dobrze.
W końcu doszedł. W moich ustach. Byłam na to przygotowana, poniekąd o to mi chodziło. Czytałam, że to podnieca facetów.
No wiecie, kiedy kończą w ustach laski.
Połknęłam zawartość swoich ust, po czym lekko się podniosłam.
-Kurwa, to było niesamowite - szepnął. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo szybko. - Ale teraz moja kolej - powiedział i gwałtownie, niespodziewanie mocno mnie złapał, przewracając na plecy, a sam znajdując się na mnie.
Jednym ruchem zrzucił z oczu opaskę i przywarł do mnie, mocno wpijając się w moją szyję i schodząc coraz niżej. Całował mój dekolt, moje piersi, mój brzuch i podbrzusze.
Byłam spragniona jego pocałunków i pieszczot.
W kilka sekund pozbył się moich majtek, po czym klęknął pomiędzy moimi nogami. Nachylił się nade mną, pieszcząc ustami moją szyję. Jedną rękę położył na moim kroczu, a ja już teraz poczułam przechodzącą przeze mnie falę gorąca. Pragnęłam go w sobie jak cholera.
Najpierw tylko masował, ale to był tylko wstęp do tego, co zamierzał zrobić.
Po chwili poczułam jego palce w sobie i niekontrolowanie głośno jęknęłam. Poruszał się we mnie coraz szybciej, głębiej i gwałtowniej, sprawiając, że byłam bliska dojścia. Czułam jak moje mięśnie zaciskają się wokół jego palców, co potęgowało przyjemność.
Pieprzył mnie palcami i był w tym kurewsko dobry.
Jęczałam tak głośno, że niewątpliwie mógł słyszeć mnie cały motel, ale miałam to gdzieś. Moje paznokcie na jego plecach już niemal docierały do krwi.
W pewnym momencie wyjął ze mnie swoje palce, sięgając po portfel leżący na szafce przy łóżku.
Miałam ochotę na niego nawrzeszczeć, żeby się pospieszył. Byłam tak cholernie podniecona, że cała się trzęsłam.
Otworzył zębami opakowanie prezerwatywy, po czym założył ją na penisa.
Złapał mnie mocno za uda, rozchylając je do granic możliwości, po czym wszedł we mnie. Na tyle gwałtownie i głęboko, że podniecenie pomieszało się w jednej sekundzie z bólem.
-O mój Boże - jęknęłam, zaciskając w jednej z dłoni z całej swojej siły kołdrę.
To było nie do opisania. To trzeba przeżyć do jasnej cholery.
Pragnęłam czuć w sobie i ani mi się śniło go wypuszczać.
Poruszał się coraz szybciej i mocniej, sprawiając, że oboje kompletnie odlatywaliśmy. Miałam ochotę krzyknąć "posuwaj mnie mocniej", ale uświadomiłam sobie, że zabrzmiałabym jak dziwka.
Chociaż, czy w słowach, że kobieta powinna być dla swojego faceta damą za dnia i dziwką w nocy, nie ma prawdy?
Nie wiedziałam już co mam ze sobą zrobić. Czułam pieprzoną rozkosz i miałam ochotę wykrzyczeć to całemu światu.
-Boże, Justin!
-Mówiłem, że wszyscy tutaj poznają moje imię. - Zaśmiał się cicho, nie przestając się poruszać.
Po pewnym czasie wiedziałam, że jestem już totalnie bliska końca. Wszystkie mięśnie w moim ciele zaczynały się zaciskać, tylko po to, by w szczytowym momencie się rozluźnić, żebym mogła totalnie odlecieć.
Kilka jego ostatnich posunięć i niemal jednocześnie doszliśmy.
Chłopak opadł na mnie, podpierając się rękami.
-Kurwa - wyjąkał, dysząc. - Najlepszy seks w życiu.
Mój cel został zaliczony w stu dziesięciu procentach.

*Oh God. Za napisanie tego spłonę w piekle, to pewne*

-Nie stresuj się tak - odparłam, zerkając na niego w samochodzie. Widząc jaki teraz jest zestresowany, byłam z siebie nader dumna, że w nocy pozwoliłam mu się kompletnie odprężyć.
Bał się i wcale mu się nie dziwiłam. Nie widział się z rodzicami od dwóch lat. Miał do nich ogromny żal i chyba nie wiedział czego ma się spodziewać po tym spotkaniu.
-Nie stresuję się - odparł i westchnął, zmieniając bieg. - Cholera, czego oni ode mnie chcą? Na pewno mają w tym jakiś interes. Jeszcze nie wiem do czego, ale do czegoś na pewno im jestem potrzebny.
-Przestań. - Przewróciłam oczami. - Jeśli będziesz tak sceptycznie nastawiony, to na pewno nic dobrego z tego spotkania nie wyjdzie.
Justin już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale po chwili z powrotem je zamknął. Martwiłam się o niego. Bałam się, że ma rację i jego rodzice naprawdę tylko czegoś od niego oczekują. Wiem jak mocno by go to zabolało i jak bardzo by się zawiódł.
Modliłam się, aby wszystko poszło w dobrym kierunku.

-To chyba tutaj - powiedział, podjeżdżając pod wysoką bramę.
Ten dom był ogromny, przepiękny, wyglądał jak...pałac. Cóż, trzeba przyznać jedno. Jego rodzicom nie brakowało pieniędzy.
-Jesteś pewny? - spytałam.
-Na to wskazuje adres. Zresztą, to do nich podobne. Zawsze uwielbiali luksusy. - Wzruszył ramionami.
Kiedy Justin podjechał bliżej, brama automatycznie się otworzyła.
-Chyba na nas czekają. Urocze, nie? - Zaśmiał się z ironią i wjechał do środka.

Wysiedliśmy z samochodu i od razu usłyszeliśmy dziecięcy krzyk.
-Justin! - Zauważyłam jak podbiega do nas mały, na oko pięcioletni chłopiec. Był przesłodki.
Spojrzałam na chłopaka, widząc jak na jego usta wkrada się szczery uśmiech.
-Cześć, mały - powiedział i wziął na ręce malca.
-Tęskniłem za tobą - odparł słodkim głosem, kompletnie rozczulając moje serce.
-To mój kuzyn, kochanie. Spokojnie, nie mam dziecka na boku. - Justin spojrzał na mnie z uśmiechem.
Parsknęłam śmiechem, przewracając oczami.
-Nawet o tym nie pomyślałam.
-Oly, to jest Chanel.
-Twoja dziewczyna? - spytał, brzmiąc bardziej jak "tfoja dziefcyna".
Oboje z Justinem się zaśmialiśmy.
-Nie, moja przyszła żona - odparł dumnie i cmoknął chłopca w policzek.
To był najsłodszy widok na świecie.
W tym momencie malec przysunął się bliżej do Justina i szepnął mu coś, co usłyszałam do ucha.
"Ładna".
Justin zaczął się śmiać.
-Przepiękna - odparł, na co Oly zawstydził się i schował twarz w klatkę piersiową Justina.
Było przecudownie i słodko.
Właśnie.
Było.
-Justin. - Usłyszeliśmy przyjazny, kobiecy głos i oboje spojrzeliśmy w tamtym kierunku.
-Cześć - powiedział oschle. - Mamo - dodał jakby z ironią.

_______________________________________________________

43 komentarze:

  1. Mam do powiedzenia tylko jedno GENIALNE !
    Już się nie mogę doczekać kolejnego xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. przeszłaś samą siebie w tym rozdziale, podoba mi się to!!!! nie moge doczekać się następnego rozdziału :))

    OdpowiedzUsuń
  3. NIE MA JAK DODAWAĆ ROZDZIAŁ O 4 W NOCY XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział... Kocham. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. BSKSKSKDJDKAOSJSBJSKWKSJSJS JEZU TO OPOWIADANIE JEST CUDOWNE, BŁAGAM NIE KOŃCZ GO. WOLE JE BARDZIEJ OD DANGERA I NAPRAWDĘ NIE ROZUMIEM DLACZEGO NIKT NIE ZACZĄŁ GO TŁUMACZYĆ NA ANGIELSKI

    OdpowiedzUsuń
  6. tak bardzo uwielbiam Twoje opowiadanie.. nie chce byś je kończyła, ale to Twoja decyzja

    OdpowiedzUsuń
  7. jeju cudowny, prosze nie koncz tego opowiadania;((((((((((
    to moj ulubiony blog!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. wow :D to było coś <3 Słodka scena z kuzynem Justina. Czekam na nn xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie się boję że prędko zakończysz te opowiadanie zwłaszcza po tym fragmencie w którym napisałaś że to już najprawdopodobniej ostatnia taka scena :c a rozdział niesamowity i taki kurcze brak mi słów

    OdpowiedzUsuń
  10. Nienawidzę cię, tak cudownie piszesz że odbiera mi mowę. Normalnie nic więcej nie dam rady napisać : *

    OdpowiedzUsuń
  11. Boję się tego spotkania Justina z jego rodzinką :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Jezus Maria! co za rozdział! :O w dalszym ciągu nie mogę dojść (ekhem!) do siebie po TEJ scenie.. *___* no, ale cóż - bywa. XD
    rozdział był oczywiście genialny, więc nie będę się jakoś specjalnie nad tym rozwodzić. ale... któregoś pięknego dnia za kończenie w takim momencie to Ci coś zrobię :(
    boję się tego spotkania Justina z rodziną :( dobrze, że jest przy nim Chanel <3
    nie mogę się już doczekać kolejnego :*

    @saaalvame

    OdpowiedzUsuń
  13. Czuje jakieś co nie miłe. Nagle rodzice? Coś tu śmierdzi. Rozdział jest świetny.

    OdpowiedzUsuń
  14. świetny rozdział, czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Boże, ten blog jest idealny! kocham moment, w którym Justin jest taki słodki, dla tego malca ^.^ a jeśli chodzi o scenę łóżkową? Oj będziesz się smażyć xd Genialna <3 ale czemu ostatnia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, przynajmniej będzie tam wielu znajomych (w piekle) haha xd
      Ostatnia, ponieważ wielkimi krokami zbliżamy się do końca ;)

      Usuń
  16. Jejku jak ja kocham to opowiadanie <3 dzień w którym zakończysz go pisać bd najgorszym dniem mojego życia ;c

    OdpowiedzUsuń
  17. O nie tylko nie do końcaaa. Jeszce nie koniec. Błagam
    Ciekawa jestem co wydarzy się, u rodziców Justina.
    I fajnie, że między Chanel, a Justinem jest tak dobrze i fajnie.
    Mam nadzieję, że to będzie jeszcze długo trwało i
    tak już oboje dużo wycierpieli. Znowu mnie zaintrygowałaś,
    z resztą jak zawsze. Czekam na następny i weny życzę :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie ♥♥♥
    person-who-changed-my-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. N I E S A M O W I T Y! *.* przeszłaś poprostu samą siebie! Trochę się obawiam tego spotkania z rodzicami Jusa ,ale i tak nie mogę doczekać się nexta! <3 kocham Cię i tego bloga! <33

    OdpowiedzUsuń
  19. omg to jest boskie <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mogę ! Kocham to opowiadanie. Jest dużo lepsze od Dangera ! Kocham Cię za to, że piszesz tego fanfica ! Za pewną część z tego rozdziału na pewno masz już zarezerwowane miejsce w piekle ;) , ale się opłacało. Mam nadzieję, że szybko natchnie Cię wena i dodasz rozdział, bo nie mogę się doczekać spotkania Justina z rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie kończ! Błagam Cię zrób jeszcze z (conajmniej ;3) 20 rozdziałów !!!
    Jak ja kocha. Justina i Channy <3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  22. świetny rozdział zresztą jak zawsze. uwielbiam twoje opowiadania ♥ . Podoba mi się sposób w jaki Justin w końcu traktuje Chanel mam nadzieje że to nie jest tylko chwilowe :). jestem teraz ciekawa co bd z rodzicami Justina. Czekam nn ♥ :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Teraz zostanę zhejtowana, bo Justina jako artysty nie lubię, przepraszam. Ale lubię czytać tego typu opowiadania (jeszcze chwila i powstanie książka xD) od 2 dni czytam Twoje rozdziały i jestem w szoku ;) umiesz pisać ;* I mam nadzieje, ze opowiadanie skończy sie zajebiscie. Bo jakoś lubię tego Justina takiego jakim jest tutaj opisany, który ma prawo do szczęścia. Czekam na następne rozdziały :*

    OdpowiedzUsuń
  24. To najlepsze opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  25. Awrrrrrrrrr ,
    <3 to jest najlepiej opisana erotyczna scenka kochamm <3

    OdpowiedzUsuń
  26. uwielbiam Twoje opowiadanie, uzależniłam się od niego. czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  27. CHCEMY NOWY ROZDZIAŁ :( KOCHAM CIĘ SKARBIE BARDZO! ♥

    OdpowiedzUsuń
  28. Haha, spokojnie kochanie, nie stresuj się tak. Od razu do piekła nie pójdziesz haha ;D Ale przypominając sobie tę scenę w samochodzie, wiele rozdziałów wcześniej, była porównywalna do teh ;P
    A co do samego rozdziału, no jestem strasznie ciekawa, co wyniknie z tego spotkania Justina i Chanell z jego rodzicami. Po przeczytaniu Twojego aska, aż się zaczynam obawiać o Chanel hehe. No byłoby bardzo ciekawie i ciekawe, jak Justin by zareagował ;D
    Piszesz fantastycznie, zresztą to widać po Twoich oddanych czytelniczkach, na przykład mnie. Kocham wszystlie Twoje opowiadania, a powiem Ci, że opowiadanie o dziewczynie, która została zgwałcona przez Justina po jego koncercie, było drugim które przeczytałam i bardzo głęboko zapadło mi w pamięć.
    No co mogę więcej powiedzieć. Po prostu dziękuję :)
    black-tears-jb.blogspot.com
    my-heaven-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Jestes najlepsza "pisarka" <3
    kocham Cie

    OdpowiedzUsuń
  30. zajebisty rozdział, tak bardzo nie chcę żeby to ff dobiegało końca

    OdpowiedzUsuń
  31. hefuefwiowonohwdho jak ja to kocham to nawet nie wiesz <33 Świetna robota :D

    OdpowiedzUsuń
  32. OMG to jest genialne ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  33. Wow ! Genialny, cudowny...naprawde nie wiem jak opisac ten rozdzial haha :) Perf ♥

    OdpowiedzUsuń
  34. Ohh... najpierw skomentuje ta akcje w sypialni...

    Mrr... nie sadzilam, ze ona jest do tego zdolna... co J zrobil z tej grzecznej dziewczynki? :p

    I mam nadzieje, ze to spotkanie z rodzicami nie jest zadna pulapka... :c

    Czekam z niecierpliwością na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  35. Omg idealny :) czrkam na nn

    OdpowiedzUsuń