piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 56.

Rzuciłam. Rzuciłam z całej, swojej siły szklaną butelką.
Później widziałam już tylko krew.
Była wszędzie.
A tamten mężczyzna leżał na ziemi, nie ruszając się.
Zaczęłam histerycznie płakać, przepraszając martwego mężczyznę i błagając o wybaczenie.
Nie chciałam.
Przysięgam na wszystko, do cholery, nie chciałam.
Zamknęłam powieki, mając nadzieję, że gdy je otworzę ten cały, okropny obraz zniknie.
I zniknął.
-Mamusiu - usłyszałam, jednak nie wiedziałam skąd dobiega ten głos. 
Należał do dziecka.
-Mamusiu, dlaczego mnie zabiłaś? - usłyszałam ponownie ten cienki głosik, jednak wciąż nie wiedziałam skąd dochodził.
Rozglądałam się na boki, jednak nikogo nie widziałam.
Byłam tu sama.
-Tamtego pana też zabiłaś, jesteś morderczynią.
Zaczęłam płakać. Szlochałam, nie przestając się rozglądać.
-Nie chciałam go uderzyć, to był wypadek - powiedziałam przez łzy.
-A ja? Dlaczego pozbyłaś się mnie? - głos dziecka wciąż mnie męczył.
-Musiałam, przepraszam - wyrzuciłam z siebie.
Przyłożyłam dłoń do brzucha i poczułam na niej coś mokrego. 
Podniosłam rękę, zauważając na niej krew. 
Mnóstwo krwi.
Z przerażeniem spuściłam wzrok, patrząc na swój brzuch.
To, co zobaczyłam było przerażające.
W moim brzuchu była ogromna dziura, z której w pewnym momencie po prostu...
wypadło maleńkie dziecko.
-Morderczyni  - usłyszałam jeszcze echo rozchodzące się po całej przestrzeni, po czym zaczęłam krzyczeć.

Obudziłam się z krzykiem, zlana potem, z twarzą mokrą od łez. 
-Już dobrze, to był tylko zły sen, shh, spokojnie. - Justin momentalnie się rozbudził, przytulając mnie. 
Wtuliłam się w niego z całej siły, próbując się uspokoić.
To był najgorszy koszmar w całym moim życiu.
Zabił mnie psychicznie.
-Jestem morderczynią, jestem pieprzoną morderczynią - mówiłam, cała się trzęsąc. Chłopak gładził mnie po włosach, uspokajając mnie.
-Nie mów tak, nie chciałaś uderzyć tamtego faceta, to był wypadek - usprawiedliwiał mnie.
-Naszego dziecka też nie chciałam zabić!? - Wyrzuciłam z siebie, odsuwając się od Justina i patrząc na niego z żalem.
Ale to był żal do samej siebie.
-Przez przypadek wzięłam te pieprzone tabletki, które je zabiły? To też był wypadek?! - krzyczałam jak opętana. 
Wyrzucałam z siebie cały swój  żal, smutek. Wszystko, czego nie potrafiłam już dłużej w sobie trzymać.
-Zabiłam go. Zabiłam naszego dzidziusia. On mógł się urodzić, mogliśmy go kochać, ale ja nie dałam mu na to szansy - mówiłam płacząc.
To było głupie, ale chciałam, żeby Justin znienawidził mnie za to tak samo mocno, jak ja nienawidziłam za to samej siebie.
-Ale jego już nie ma. - Justin odezwał się pierwszy raz od kilku minut i pociągnął nosem, ocierając go wierzchem dłoni.
Płakał.
Nie chciałam go zranić. Nie miał płakać. Miał mnie znienawidzić.
-Nie cofniemy czasu, nie przywrócimy mu życia, nie sprawimy, że on znów się pojawi, ale musimy żyć dalej. 
Milczałam. 
-Słyszysz? Musimy żyć dalej, zapomnieć, nie możemy zadręczać się tym do końca życia. - Złapał mnie za ramiona, tłumacząc. - Nie jesteś morderczynią. Nie jesteś złym człowiekiem. Przeciwnie. Jesteś pieprzonym aniołem, rozumiesz? Nigdy nie myśl o sobie inaczej, nigdy - dodał i ponownie mocno mnie przytulił. 
A ja wciąż płakałam.
To była trudna noc.
*
Obudziło mnie delikatne głaskanie po policzku.
Na tyle delikatne, że odnosiłam wrażenie, że ktoś dotykał mnie piórkiem.
Powoli zaczęłam się rozbudzać, otwierając swoje zmęczona nocnym płaczem oczy. 
-Dzień dobry księżniczko - usłyszałam głos, który tak kochałam i momentalnie się uśmiechnęłam. 
-Dzień dobry. - Otworzyłam oczy, delikatnie podnosząc się na rękach. Od razu zauważyłam na dużą tacę w rękach Justina, na której znajdowało się śniadanie.
Prawdziwie królewskie.
Jak na księżniczkę przystało.
-Ojejku, dziękuję. - Uśmiechnęłam się i od razu poczułam się głodna, widząc te wszystkie pyszne rzeczy. 
Chłopak postawił tacę na moich kolanach, kiedy znalazłam sobie wygodną pozycję, po czym odwrócił się, sięgając po ogromny bukiet czerwonych róż, których jakimś cudem wcześniej nie zauważyłam.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie. - Pocałował mnie w czoło, wręczając mi do ręki kwiaty.
Były piękne, ale czegoś nie rozumiałam.
Zmrużyłam oczy, nie mając pojęcia o co mu chodzi.
Najwidoczniej moja mina mówiła sama za siebie.
-Solenizantka zapomniała o własnych urodzinach? - Zaśmiał się, siadając na fotelu, przysuniętym do łóżka.
-Dzisiaj siedemnasty lipca? - Otworzyłam szerzej oczy, na co Justin parsknął śmiechem. 
Pokręciłam z rozbawieniem głową. 
Nie miałam pojęcia, że dziś moje urodziny. Jakoś nie miałam głowy, by o tym myśleć.
A on pamiętał. Zapamiętał, gdy kiedyś mówiłam mu kiedy mam urodziny.
-Dziękuję, to kochane, że pamiętałeś. - Posłałam mu szczery uśmiech. - W przeciwieństwie to mnie - dodałam, na co oboje się zaśmialiśmy. - 
-No to zostawiam cię sam na sam z tą masą jedzenia. - Uśmiechnął się, wstając. - Muszę coś załatwić. Wracam po ciebie za godzinę, wiesz masz dokładnie sześćdziesiąt minut na zjedzenie i przygotowanie się do wyjścia. - Nachylił się, cmoknął mnie w policzek i nie dając mi nawet dojść do słowa, włożył buty i wyszedł.
Uśmiechnęłam się.
Był idealny. 
*
-Powinnam czuć się zaniepokojona? Mam zawiązane oczy, nie wiem gdzie jestem, nie słyszę żadnych dźwięków cywilizacji i jestem prowadzona w nieznane miejsce przez kompletnie walniętego kolesia. - Powiedziałam żartobliwie, kiedy Justin prowadził mnie w jakieś miejsce. 
-E tam, nie zrobię ci nic, co nie byłoby przyjemne - odparł, a ja niemalże widziałam jego uśmiech.
Zaśmiałam się.
-Kochanie, daleko jeszcze? Nic nie widzę, źle się tak czuje, mam wrażenie, że zaraz upadnę - odparłam, nie przestając się uśmiechać. 
-Nigdy nie pozwoliłbym ci upaść - odparł, a ja dobrze wiedziałam, że nie miał na myśli tylko tego, że złapie mnie, kiedy się potknę.
Chodziło o coś dużo bardziej znaczącego.
-Ale cholera, jestem kompletnie niewychowany - powiedział, czym zbił mnie z tropu. - Jak mogłem pozwolić, żeby księżniczka chodziła o własnych nogach - dodał, po czym podniósł mnie z ziemi i wziął na ręce z taką łatwością, jakbym ważyła tyle, co piórko.
Zaśmiałam się, obejmując rękami jego kark, aby czuć się stabilniej. 
-A co będzie za pięćdziesiąt lat, kiedy roztyje się ze starości, a ty nie będziesz w stanie mnie podnieść, bo będę za gruba, nie wspominając już o twoim, starym, schorowanym kręgosłupie? - zadałam idiotyczne pytanie z rozbawieniem.
-Cóż, wtedy będę pchał cię na wózku inwalidzkim, mając nadzieję, że w połowie drogi nie zapomnę przez alzheimera, że jesteś moją żoną i nie zostawię cię samej w środku lasu, uświadamiając sobie, że jest późno i powinienem wracać do domu na kolację, którą poda mi moja, młoda, seksowna opiekunka - odparł z pełnym przekonaniem, na co ja uderzyłam go lekko w ramię, parskając śmiechem.
-To była zła odpowiedź! - powiedziałam, udając oburzoną na co oboje się zaśmialiśmy.
"Że jesteś moją żoną."
Żoną.
Jego żoną.
Wyobraziłam sobie siebie za dziesięć lat. Wciąż młoda, uśmiechnięta, szczęśliwa, siedząca w ogródku przy naszym, dużym domu, ze złotą obrączką lśniącą na palcu. Wyobraziłam jak podbiega do mnie mały chłopiec o czekoladowych oczach, który mocno się do mnie przytula, mówiąc "kocham cię mamusiu". A zaraz potem podchodzi do nas również Justin.
Starszy o dziesięć lat, ale wciąż piekielnie przystojny. Uśmiecha się, kuca obok nas, po czym nasz synek obejmuje swoją małą rączką również jego, mówiąc "ciebie też kocham tatusiu".
Samoistnie się uśmiechnęłam, wiedząc doskonale jak chce spędzić swoją przyszłość.
Z zamyślenia wyrwał mnie Justin.
-Jesteśmy na miejscu, skarbie - odparł, po czym delikatnie postawił mnie na ziemi.
Nie poczułam jednak trawy, ani nic w tym rodzaju. Stałam na czymś miękkim. 
-A teraz proszę cię, żebyś nie zdejmowała jeszcze opaski i jeszcze chwilę poczekała - dodał, całując mnie w czoło.
Westchnęłam, już nie mogąc doczekać się niespodzianki, jaką dla mnie przygotował. Tak cholernie chciałam już zobaczyć gdzie jesteśmy i co przygotował Justin.
Niecierpliwiłam się, ale wytrwale stałam w miejscu, nie odzywając się ani słowem.
Usłyszałam ciche westchnięcie Justina. Daje sobie rękę uciąć, że wyczułam w nim stres.
Cholera. On się stresował.
Czym?
Ja zaczęłam stresować się razem z nim.
Słyszałam jego kroki tuż obok mnie, jednak wciąż cierpliwie czekałam. Nie odezwałam się ani słówkiem. 
Chyba dlatego, że ze stresu nie byłam w stanie z siebie nic wyrzucić.
-Możesz powoli zdjąć opaskę - powiedział niepewnie.
Wzięłam głęboki oddech, zaczynając delikatnie ściągać z oczu opaskę. 
Serce waliło mi jak młotem.
To, co zobaczyłam było najbardziej zdumiewającym i najpiękniejszym widokiem w całym moim życiu. 
Zaparło mnie dech w piersi. 
Nie umiałam nic z siebie wydusić.
Nie wiedziałam nawet czy jeszcze oddycham.
-Chanel, Marie Swift, najpiękniejsza i najcudowniejsza kobieto na całym świecie, zechcesz za mnie wyjść? - wypowiedział te słowa śmiertelnie poważnie, a zarazem niesamowicie uroczo.
Miałam wrażenie, że świat nagle się zatrzymał.
Tuż przede mną znajdował się mężczyzna, którego kochałam najmocniej na świecie. Klęczał na jedno kolano, w dłoni trzymał czerwone pudełku, w środku którego znajdował się najpiękniejszy pierścionek jaki w życiu widziałam i pytał mnie o rękę.
Czy ja śniłam?
-Ja...Ale ja...mam tylko...- zaczęłam, dukając, jednak Justin bardzo dobrze wiedział co chciałam powiedzieć.
-Za rok. Po twoich osiemnastych urodzinach. Uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi i zostaniesz moją żoną? - spytał ponownie, a ja czułam, że byłam bliska rozpłakania się ze szczęścia i wzruszenia jednocześnie.
-Tak - wydukałam w końcu z siebie. - Tak, cholera jasna tak! - dodałam już dużo, dużo pewniej. - Wyjdę za ciebie, chcę zostać twoją żoną - dodałam, jakby miał nie zrozumieć tego, co odpowiedziałam wcześniej. 
Widziałam w jego oczach iskierki szczęścia. Chłopak ujął delikatnie moją dłoń i wsunął na serdeczny palec idealnych rozmiarów pierścionek, po czym wstał i gwałtownie oderwał mnie od ziemi i okręcił.
-Cholera, zgodziłaś się - powiedział, ciesząc się jak małe dziecko, które dostało pozwolenie na zakup ukochanej zabawki. - Naprawdę się zgodziłaś. - Postawił mnie w końcu delikatnie na nogi i momentalnie wessał się w moje usta.
Nie nachalnie.
Czule.

Dopiero kiedy emocje chociaż trochę opadły i na moment przystopowaliśmy z czułościami zobaczyłam w jak pięknym miejscu jesteśmy.
Wokół było pełno kwiatów, pode mną jasny, puchaty koc, a ja stałam pośrodku serca uformowanego z płatków róż rozsypanych na ziemi.
Był szampan chłodzony w lodzie, kolejny bukiet róż i duży koszyk piknikowy.
-Drugie śniadanie? - Zaśmiałam się.
-Niekoniecznie - odparł z tajemniczym uśmiechem, po czym gwizdnął poprzez palce.
Nie miałam pojęcia co robi, dopóki nie zauważyłam jak coś w koszyku się rusza. 
Przysięgam, że zastygłam.
Aż do momentu, kiedy z koszyka wygramolił się mały, przesłodki szczeniak. Był niesamowicie uroczy.
Najwyraźniej dobrze już wiedział co ma robić na znak Justina, ponieważ piesek podbiegł do mnie i usiadł przede mną, wlepiając we mnie swoje oczy umieszczone na słodkim pyszczku. 
Zauważyłam, że miał coś zaczepionego przy obroży. Kucnęłam, delikatnie wyjmując przypięte do niej pudełeczko. 
Pogłaskałam szczeniaka po mordce, dziękując mu w ten sposób za przyniesienie prezentu. 
Wstałam, czując jak Justin wlepia we mnie swój wzrok, obserwując każdy mój ruch i każdą, moją reakcję.
W małym pudełeczku znajdowało się zrobione z białego złota serduszko. Po jednej stronie było wygrawerowane  "Chanel", a po drugiej "Justin". 
Czułam jak po moim serce rozlewa się kolejna fala ciepła. 
Nie sądziłam, że mogę wzruszyć się jeszcze bardziej.
Delikatnie otworzyłam serduszko. Na jednej ze stron zauważyłam znany mi już symbol, który widniał już na moim naszyjniku. Literka C spleciona z literką J. Natomiast na drugiej znajdował się napis. 
"I ślubuję Ci miłość, wierność oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci."*
Nawet nie poczułam, kiedy z moich oczy spłynęły łzy.
Łzy wzruszenia.
-To jest...piękne - wyszeptałam, czując, że nie stać mnie na powiedzenie czegokolwiek więcej. 
Justin po prostu do mnie podszedł, delikatnie odpinając łańcuszek znajdujący się na mojej szyi, po czym do jego zawieszki dołączył również wspomniane serduszko.
Zapiął z powrotem mój łańcuszek, po czym mocno mnie przytulił. 
-Proszę, nigdy nie zwątp w prawdziwość tych słów. Kocham cię najmocniej na świecie - szepnął.
*
-Myślisz, że jeśli ładnie poproszę, to mi go odda? - spytałam, kiedy jechaliśmy samochodem.
Justin parsknął śmiechem, zmieniając bieg. 
-Nie chcę psuć twoich marzeń, kochanie, ale wydaje mi się, że nie. 
Zrobiłam minę małej, smutnej dziewczynki.
-A szkoda, bo psiaka ma przesłodkiego - odparłam, wzdychając. 
Mówiłam o szczeniaczku, którego Justin pożyczył od właścicielki naszego motelu, który pomógł mu w przygotowaniu niespodzianki dla mnie.
-Chcesz takiego? Kupię ci nawet dziesięć takich, jeśli tylko obiecasz, że to ty będziesz latać z nimi o piątej rano na dwór, żeby się wysiusiały, będziesz po nich sprzątać i karmić je tymi wszystkimi, psimi świństwami.
-Niee, wiesz, hm - zaczęłam. - Chyba jednak aż tak bardzo mi nie zależy - dodałam, wyobrażając sobie siebie, ledwo żywą, o piątej rano na dworze, czekającą aż pies z łaski swej się załatwi, tylko po to, by potem i tak nasikać mi na dywan.
Chłopak zaśmiał się, wjeżdżając na parking.
-Cóż, tak myślałem.

-Oszalałeś - odparłam, zakładając ręce na piersi.
-Hm, niech pomyślę - zaczął, udając, że nad czymś się zastanawia. - Nope - skwitował i wyszczerzył się, ukazując rząd swoich idealnych zębów.
Przewróciłam oczami i zaśmiałam się.
-Justin, dałeś mi dzisiaj tyle prezentów, że nie przyjmę ani jednego więcej - odparłam stanowczo.
Wiecie co usłyszałam? "A teraz przejdziemy się po sklepach i kupię ci wszystko, co tylko ci się spodoba". 
Zwariował.
-Obrażę się - odparł śmiertelnie poważnie. Z jego twarzy zniknął uśmiech.
Otwarłam usta, nie wierząc w jego determinację.
-No Justin, to szantaż!
-Trudno. - Wzruszył ramionami. - Cóż, dodam jeszcze, że jeśli się nie zgodzisz, to bardzo, bardzo mocno się obrażę i do motelu, uświadomię cię, iż jest to prawie sto kilometrów, będziesz wracać na nogach.
Patrzyłam na niego z otwartymi ustami. On naprawdę nie wyglądał jakby żartował.
-Ja..- zaczęłam. - No dobrze, kupię kilka rzeczy. Już okej?
W tym momencie Justin wybuchnął głośnym śmiechem. Aż kilka osób w centrum handlowym odwróciło się w naszym kierunku.
-Gdybyś tylko widziała swoją minę, kiedy powiedziałem, że będziesz wracać z buta - powiedział i był totalnie rozbawiony całą sytuacją.
Pokręciłam głową z rozbawieniem i niedowierzaniem.
On był niemożliwy.
-No już chodź, idziemy kupić ci jakąś seksowną bieliznę, w której dla mnie zatańczysz. - Cały czas się śmiejąc, pociągnął mnie za rękę w kierunku jednego ze sklepów. 
*
-Justin. - Zawołałam go, kiedy nie potrafiłam poradzić sobie w przymierzalni z zapięciem sukienki, którą przymierzałam. 
Chłopak wszedł do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
-Możesz mi pomóc? - spytałam, podnosząc swoje włosy do góry, aby mógł zapiąć moją sukienkę.
Owszem, położył dłonie na moich plecach, jednak na pewno nie w celu zasunięcia zamka.
Justin wsunął swoje dłonie, przesuwając je do przodu i kładąc w końcu na moje piersi. 
-Nie o to prosiłam. - Zaśmiałam się cicho. 
-Ale uznałem, że to będzie lepsze - odparł, uśmiechając się. 
Zaczął delikatnie masować moje piersi. Dobrze wiedział jak sprawić, żebym zmiękła. Zrobił dwa kroki do przodu. Oparłam się rękami o jedną ze ścian kabiny przymierzalni, przygryzając wargi.
Naparł na mnie, dotykając swoim kroczem mojego tyłka, przez co kompletnie "odlatywałam". Nienawidziłam go za to.

Kurwa.

Kochałam go za to.

-W przymierzalni jeszcze nigdy tego nie robiliśmy - szepnął mi do ucha, nie zdejmując dłoni z mojego biustu.
-I nie możemy zrobić - odparłam cicho, próbując zachować resztki zdrowego rozsądku. - Przecież to jest pieprzone miejsce - nie dokończyłam, ponieważ w tym momencie Justin przyparł do mnie mocniej, sprawiając, że czułam go coraz bardziej. 
W takich momentach rozum i pożądanie toczyły ze sobą wojnę, która - nie oszukujmy się - z góry była przesądzona. 
-Publiczne - dokończyłam, kiedy udało mi się złapać oddech. 
-Co z tego. - Cicho się zaśmiał. - Przecież oboje lubimy adrenalinę. Jesteśmy tacy sami pod tym względem. To nas kurewsko podnieca - dodał, po czym wysunął dłonie spod mojej sukienki i gwałtownie obrócił mnie w swoją stronę. 
Widziałam w jego oczach podniecenie, które zapewne widoczne było również w moich. Jego cwany uśmiech mówił jedno.
On już postanowił.
Po chwili wessał się w moją szyję. Skóra tam jest wyjątkowo wrażliwa, dlatego każdy jego pocałunek nakręcał mnie jeszcze bardziej. 
Całował, ssał, momentami lizał moją szyję, a ja odpływałam.
-Naprawdę nie możemy - szepnęłam, kiedy udało mi się choć na moment uspokoić oddech.
-Już dobrze. - Zaśmiał się. - Chcę tylko podarować ci jeszcze jeden prezent, który będziemy mogli dokończyć już w sypialni - dodał cholernie ponętnym, ściszonym głosem. 
Jego dłonie, które wcześniej znajdowały się na moich biodrach zaczęła wsuwać się powoli pod sukienkę, którą miałam na sobie. 
Dreszcze chodziły po mnie od góry do dołu, a w podbrzuszu czułam ten znany mi już ucisk. 
Jego delikatne palce błądziły coraz dalej. Najpierw gładziły moje uda, robiąc to tak cholernie dobrze, że nawet nie zorientowałam się, kiedy szybkim ruchem zsunęły ze mnie majtki.
Nie miałam nawet szans zaprotestować. 
Chociaż...
czy ja w ogóle chciałam protestować?
Byłam jakby sparaliżowana. Tylko w takim pozytywnym sensie. Czekałam z coraz większym podnieceniem na rozwój sytuacji, nawet nie drgając. 
Jedna ręka chłopaka umiejscowiła się na moim biodrze, natomiast druga wróciła na swoje wcześniejsze miejsce. 
Znów poczułam ciepłe, delikatne palce na wewnętrznej części ud, jednak tym razem pragnęłam ich już gdzie indziej.
Tak bardzo mocno i nieprzyzwoicie ich tam tak pragnęłam.
Droczył się ze mną, zmierzał do tego powoli, bardzo powoli, chociaż dobrze wiedział, że pragnęłam już tylko jednego.
Musiałam wykazał się anielską cierpliwością i opanowaniem, jednak opłacało się.
W końcu poczułam jego, pieprzone, idealne palce w sobie i miałam ochotę krzyczeć z podniecenia, jednak uświadamiając sobie, że jestem w cholernej przymierzalni, musiałam się zamknąć. 
Jego ruchy były precyzyjne, idealnie dopasowane, jakby czuł to co ja i dokładnie wiedział co i gdzie ma zrobić, aby było mi dobrze.
Wbiłam paznokcie w jego kark, zdając sobie sprawę, że sprawiam mu ból, ale nie mogąc przestać. 
Z moich ust wydobywały się kompletnie niekontrolowane jęki, które - sądząc po minie chłopaka - satysfakcjonowały go bardziej, aniżeli miałby odczuwać tą samą przyjemność, co ja.
-Ciszej kochanie. - Uśmiechnął się zwycięsko, nie przestając bawić się we mnie palcami. 
Jego upomnienie nie wystarczyło. Nie mogłam po prostu się zamknąć.
Znalazł na to inny sposób.
Gwałtownie wpił się w moje usta, całując mnie zachłannie, wręcz brutalnie. 
Ale podobało mi się to.
*
-Mam wrażenie, że wszyscy dookoła na nas patrzą, bo wiedzą co było w przymierzalni - odparłam idiotycznie, kiedy jakieś dwadzieścia minut później szliśmy przez galerię.
-Masz na myśli, że wszyscy wiedzą, że zrobiłem ci palcówkę w przymierzalni? - spytał retorycznie z wręcz zwycięską miną.
-Boże, zamknij się! - Walnęłam go lekko w ramię, od razu rozglądając się, czy aby na pewno nikt tego nie słyszał. 
Chłopak parsknął głośnym śmiechem. 
-Wyluzuj - powiedział i stanął w miejscu, ujmując moją twarz i dając mi soczystego buziaka w usta. 
Kochałam jego podejście do życia.
Uśmiechnęłam się, przewracając oczami. 
-No, z uśmiechem od razu lepiej - odparł, odgarniając mi włosy z twarzy. -A teraz poczekaj na mnie moment, skoczę tylko na chwilę do tamtego sklepu, kupię fajki i zaraz wracam - dodał.
Kiwnęłam głową, po czym założyłam ręce na piersi. Szłam przed siebie wolnym krokiem, patrząc w podłogę i uśmiechając się sama do siebie. 
To wszystko było wariactwem, ale chyba nie potrafiłam już inaczej. Podniosłam swoją dłoń i spojrzałam na przepiękny pierścionek widniejący na moim serdecznym palcu.
Był stworzony dla mnie. 
Już teraz wyobrażałam sobie siebie w białej, długiej sukni, mówiącej przed ołtarzem "tak".
Moje rozmyślenia zostały brutalnie przerwane, gdyż wpadłam na kogoś. Od razu podniosłam głową, zauważając, że mężczyźnie na którego wpadłam wypadła na podłogę czarna teczka.
-Bardzo pana przepraszam, zamyśliłam się - odparłam od razu i kucnęłam, pomagając pozbierać rzeczy.
-Nic się nie stało. - Usłyszałam przyjazny głos. Podniosłam głowę i spojrzałam na mężczyznę. 
Niesamowite. Strasznie mi kogoś przypominał.
-Jeszcze raz bardzo przepraszam - ponownie się usprawiedliwiłam.
-Naprawdę nie ma za co. - Uśmiechnął się.
Cholera, ten uśmiech też był znajomy. Jego rysy twarzy, uśmiech, oczy. Wyglądał jak...
-Justin? - W tym momencie zobaczyłam jak mężczyzna wpatruje się w osobę stojącą za mną.
Jus podszedł bliżej, a wyraz jego twarzy nie mówił mi zupełnie nic. 
-To wy się znacie? - spytałam, patrząc na nich obojga po kolei. Szatyn wpatrywał się w mężczyznę z przejęciem.
-I to bardzo dobrze - odpowiedział, po czym przerzucił swój wzrok na mnie, jakby otrząsając się z jakiegoś transu. - Chanel, to jest mój ojciec. 
Zamarłam.
_____________________________________________________________
*Umyślnie pominęłam "i uczciwość małżeńską".

74 komentarze:

  1. mega mi się podoba, cudowne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. komu by sie nie podobal! XD
      arabelle-fanfictions.blogspot.com

      Usuń
    2. komu by sie nie podobal!
      arabelle-fanfictions.blogspot.com

      Usuń
  2. Boze cudowne :(

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG KOCHAM CIĘ ! TEN ROZDZIAŁ JEST WSPANIAŁY. Ryczałam ( i nadal ryczę. To takie słodkie i ta końcówka. Nie kończ tego opowiadania, ja mogę je czytać w nieskończoność :D

    OdpowiedzUsuń
  4. omg co sie dzieje ; ) czekam na kolejny ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest genialne !!! A ten moment kiedy Jus się jej oświadczył był taki uroczy i wzruszający (prawie się po płakałam:'() . Jesteś wspaniała ;) czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  6. na to czekałam, jedyne ff gdzie występuje przemoc fizyczna wobec kobiety. bardzo dobrze mozna wyszukac sie watków psychologicznych, które uwielbiam ;) gratuluję i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu, aż się wzruszyłam na tym rozdziale <3
    Justin oświadczył się Chanel! <3 a ona się zgodziła - idealnie. (choć trochę się tego wszystkiego boję)
    w ogóle ten rozdział był cholernie słodki - chcę takiego faceta, jak Jus..
    a ta końcówka.. OMG. chcę kolejny rozdział jak najszybciej się da! <3

    @saaalvame

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakie to jest wspaniałe ! Nie mogę się już doczekać kolejnego. Jestes najlepsza : )
    http://i-wanna-be-with-you-baby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu nie spodziewałam sie tego ze sie zaręczą. Wow. Rozdział świetny. A z tą uczciwością małżeńską to juz nie jest taki zaskoczenie hahah. Ale cholera samo to ze oni bedą małżeństwem! Nadal w to nie wierze, bo nie wiedziałam ze ich związek dojdzie na tak wysoki poziom. A ta końcówka z ojcem justina...ciekawi mnie co dalej sie z nim potoczy,jak justin przedstawi tacie chanel itp. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. wowww <3 nie spodziewałam sie takiego obrotu sprawy

    OdpowiedzUsuń
  11. Cholera odpłynęłam przez ten rozdział. Jest tak kurewsko idealny jbfhewfbehfb ;) Ale jak to jego ojciec??
    Matko już się nie mogę doczekać następnego!!
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Poczatek mnie zmiazdzyl i plakalam jak opetana. Nareszcie jakis slodki i kochany rozdzial:) az tesknilam za tym chyba haha +dlaczego moja glupia podswiadomosc mi mowi ze to wlasniw z ojcem Justina pieprzyla sie chanel w tym klubie? Haha nie tylko tak pisze, mysle w sumie oby nie !! Do nastepnego skarbie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Hgshdhsgshxshsdhsg zanurowalo mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. "I ślubuję Ci miłość, wierność oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci." To powinno dac do myślenia chanel

    OdpowiedzUsuń
  15. Boje się tego co bedzie dalej. Już nawet nie chce myśleć co jeszcze Judtin może zrobic Chanel.

    OdpowiedzUsuń
  16. omg boooski rozdział dawaj nn :)))

    OdpowiedzUsuń
  17. O matko, popłakałam sie i dalej płaczę :) ten rozdział był taki idealny, ale boje sie, że to już wkrótce sie zmieni....z niecierpliwością czekam na kolejny :) pozdrawiam i życzę weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Omg! KOCHAM TO, KOCHAM CHANEL I JUSTINA KOCHAM TEN FF I KOCHAM CB ZA PISANIE TEGO! Przepiękny rozdział! <3 Cudowny po prostu! <3 haha a ta sytuacja w przymierzalni powala haha <3 @annie_pilch

    OdpowiedzUsuń
  19. Niesamowity. Brak mi slow, by to opisać. :o

    Kocham.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kurwa ! Zajebisty! Czekam na nn <3 Kocham cie dziewczyno , genialna jestes! <33 Pozdrawiam xoxo

    OdpowiedzUsuń
  21. O boze, piekny! *.*

    OdpowiedzUsuń
  22. zajebisty rozdział :o po tych złych chwilach czekałam wreszcie na takie romantyczne :3 Justin jest naprawdę cudowny (teraz). Już sie nie moge doczekac następnego, jakie Justin i jego ojciec mają relacje i jak zareagują! Jesteś genialnia :D

    OdpowiedzUsuń
  23. po tym wszystkim taka niespodzianka <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Jeeeej *_*
    Justin jest taaaaki słodki :D
    chociaż znając to opowiadanie, jeszcze pokaże pazurki :D
    Ale póki co jest idealnie <3

    OdpowiedzUsuń
  25. JEDEN Z NAJLEPSZYCH RODZIALOW JAKIE NAPISAŁAŚ! JAK ŚNIŁ JEJ SIĘ TEN SEN TO PRAWIE PŁAKAŁAM, TA NIESPODZIANKA JUSTINA BYŁA PERFEKCYJNA, ZUPEŁNIE SIĘ TEGO NIE SPODZIEWALAM I DO TEGO TA KONCOWKA.

    OdpowiedzUsuń
  26. OMFB!! Rewelacyjny!! Bardzo mi się podoba! Oświadczył się jej!!! *_*
    Kocham to!! <3 jesteś poprostu niesamowita! ;*

    OdpowiedzUsuń
  27. Woooow takiego obrotu sprawy to sie nie spodziewalam :ooo przeszłas sama siebie brawooo !!!!! Kocham Cie i to opowiadanie <3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  28. Oświadczył jej się :o jejku<3 takie słodkie :')

    OdpowiedzUsuń
  29. omg kocham to opowiadanie! Rozdział cudowny<3333

    OdpowiedzUsuń
  30. mega ;D to opowiadanie mogloby sie nie konczyc

    OdpowiedzUsuń
  31. Piszesz tak kurewsko dobrze, że mogłabym czytać w nieskończoność. Błagam cię dodaj szybko następny, bo już nie mogę się doczekać :))

    OdpowiedzUsuń
  32. O.MÓJ.BOŻE
    !!!
    <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3333333

    OdpowiedzUsuń
  33. Genialny rozdział ! Bardzo lubie to opowiadanie a ty nie przestajesz mnie zaskakiwać. Czekam na następny. Ja niestety dopiero zaczynam ale serdecznie zapraszam na mój blog www.lostinparadiisee.blogspot.com
    Buziaczki ; **

    OdpowiedzUsuń
  34. Jesu. Przebieralnia.hsahduaw <3 brak słów, genialna, nie kończ nigdy!

    OdpowiedzUsuń
  35. omg scena zaręczyn *_* awww świeeeetne

    OdpowiedzUsuń
  36. Umieściłaś w tym rozdziale drugą twarz Justina i dzięki temu ten rozdział jest taki uroczy ♥ wraz z pojawieniem się ojca nadchodzą nowe problemy?

    OdpowiedzUsuń
  37. Najlepszy rozdział, Boże, taki genialny *.*
    Ten moment gdy Justin pyta Chanel o rękę, matko, zaczęłam się ryć do monitora jak jakaś idiotka :D
    Ale coś tak czuję, że do ślubu i tak nie dojdzie :/ " Twoja wizja zakończenia na to nie pozwala" xD
    ...
    Ojciec Jussa?
    Jestem bardzo ciekawa jak przebiegnie ich pierwsza rozmowa.
    Czekam z niecierpliwością na nn :)
    kocham ♥

    OdpowiedzUsuń
  38. O Boże. To jest tak cudowne że aż normalnie nie wiem co napisać więc wybacz że tak krótko. Zatkało mnie : * : O

    OdpowiedzUsuń
  39. zaczyna się robić ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. OMG umieram jest totalnie genialny i cała akcja jaka się dzieje totalnie przejmująca jak dosłownie w we wszystkich rozdziałach <33

    OdpowiedzUsuń
  41. Świetny ;) 🙉🙈😲 KCKCKCKCKC czekam na nowy <333

    OdpowiedzUsuń
  42. Miazgaaaa!! Czekam na nastepny! Tylko szybko :D

    OdpowiedzUsuń
  43. kocham to opowiadanie, jest idealne:) ale myślę, że za często nam podpowiadasz w opisie i później domyślamy się co może dziać się dalej, zostaw nas lepiej w większej niepewności:) ale i tak uważam, że to wszystko co piszesz jest cudowne

    OdpowiedzUsuń
  44. świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Jejku , az sie poplakalam*.*

    OdpowiedzUsuń
  46. czekam na nn. proszę o nn. błagam o nn. JEZU KOCHAM TAK BARDZO UMRĘ.UMRĘ.UMRĘ BEZ NN. BŁAGAM!

    OdpowiedzUsuń
  47. O.o jestem bardzo zaskoczona :D
    chce new

    OdpowiedzUsuń
  48. O boże cudowny, na początku zaskoczyłaś mnie tym snem. A potem jak Justin się jej oświadczył to fghegkjreh <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  49. Swietny, zarabisty, genialny, idealny i we wszystkie inne wspaniale przymitniki. jejku *.* Nawet nie wiem co juz napisac, to bylo takie ...swajhbflgqmnbsu - o chyba to idzalnie opisuje jak genialny był ten rozdział ♥♥♥!

    OdpowiedzUsuń
  50. od samego początku czytam Twoje opowiadanie i z każdym rozdziałem jest coraz lepszy.. to jest najlepsze opowiadanie, które czytałam, również to opowiadanie, które pisałaś *Miley i Justin*.. tylko szkoda, że przestałaś tam pisać ;/ nie mogę się doczekać na nn

    OdpowiedzUsuń
  51. jezuuuu cudowny1 <3 kocham to opowiadanie! ostatnio było za dużo dramatów i teraz tak ohhh <3 podoba mi się :D CZEKAM NA NASTĘPNY

    OdpowiedzUsuń
  52. Jejkuu , to sie nie może źle skończyć !

    OdpowiedzUsuń
  53. Kochanie, czy Ty wiesz, co zrobiłaś? Czytałam ten rozdział, kiedy byłam z mamą w rossmanie na zakupach. Czytam sobie czytam, aż w końcu dochodzę do momentu, w którym Justin oświadcza się Chanell. I co? I nagle zrobiło mi się słabo, gorąco, nogi zaczęły się uginać. No jak Boga kovham, nie żartuję! Prawie zemdlałam haha. Nigdy w życuu bym się tego nie spodziewała. No nigdy! Agresywny Justin, ltóry nagle zmienia się w kohającego i troskliwego chłopaka? No nie mogę w to uwierzyć, chociaż wiem, że naprawdę ją kocha. A Chanell tak łatwo się zgodziła. Oby tego nie żałowała później, chociaż i tak wiem, że będzie. A ostatnia scen... Wow! Ojciec Justina? Ciekawe, jak zareaguje na swojego syna no i na jego dziewczynę. W ogóle ciekawe, jakie są ich relacje. I jeszcze jedno. Ten koszmar na początku rozdziału... Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby to mi się przyśniła ta krew na brzuchu... Brr, nie chcę nawet myśleć. To straszne, ale pięknie opisałaś.
    Kocham to i czekam na kolejny ;*
    black-tears-jb.blogspot.com
    my-heaven-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  54. jestem ciekawa jak sie dalej potoczy, serio :) kochana, masz talent do tego i kocham to czytac. no i zostalam mile zaskoczona nowymi rozdzialami!! naprawde, podziwiam cie za wytrzymalosc i talent

    OdpowiedzUsuń
  55. "Umyślnie pominelam "i uczciwość małżeńska"" wiesz jak popsuć mi humor:(

    OdpowiedzUsuń
  56. OMG OMG to mnie wykończy <33

    OdpowiedzUsuń
  57. jezu jakie swietne!!

    OdpowiedzUsuń
  58. Odpowiedzi
    1. Swietny pomysl z tym lancuszkiem :)

      Usuń
  59. Idealny jak wszystkie inne czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  60. Perfekcyjny rozdział <3 brakowało mi tego romatyzmu Justina lkdasdtagshbcn ♥

    OdpowiedzUsuń