czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 55.

Cała się trzęsłam. Ledwo utrzymywałam w dłoni telefon, z nerwów bolał mnie brzuch, a w głowie panował totalny mętlik.
Byłam już tak bardzo słaba, zmęczona.
-Mamo, proszę pomóż mi - wyszeptałam cichym, łamiącym się głosem. Po moich policzkach spływały łzy, jedna za drugą. Byłam rozsypana psychicznie, nawet nie wiedziałam co robię.
Po drugiej stronie usłyszałam ten kojący głos. Ten sam, który uspokajał mnie za każdym razem, kiedy byłam smutna. Głos należący do osoby, która oddałaby za mnie własne życie.
-Skarbie, Boże w końcu się odezwałaś, co ci jest? Co on ci zrobił? Skrzywdził cię? Powiedz mi gdzie jesteście - mówiła na jednym tchu, sama zaczynając płakać na sam dźwięk mojego głosu w telefonie.
-Ja go tak bardzo kocham - wydusiłam z siebie i zatkałam usta dłonią, wybuchając niepohamowanym płaczem.
Za nic w świecie nie mogłam obudzić Justina.
-Nie mów tak, on jest potworem, krzywdzi cię, nie kochasz go, tylko to sobie wmawiasz, słyszysz? - powiedziała, próbując uspokoić i siebie i mnie. - Proszę, powiedz gdzie z nim jesteś, zabierzemy cię od niego, wrócisz i ci pomożemy. Zapomnisz o tym koszmarze i wrócisz do normalności - kontynuowała, a ja nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa.
Siedziałam skulona w kącie pokoju, zagłuszając swój płacz. Pierwszy raz od ucieczki z Justinem zaczęłam poważnie myśleć nad powrotem do domu.
Nad...
zostawieniem go.
-Ja..-zaczęłam, usiłując przestać płakać.

-Kocham cię, nie zostawiaj mnie.
-Nie umiałbym już żyć bez ciebie, jesteś dla mnie wszystkim, nie możesz ode mnie odejść.

Moje serce pękło na milion kawałków. Nie mogę, nie mogę mu tego zrobić. Nie zostawię go.

-Mamo, ja nie mogę, nie chcę żyć bez niego, kocham go, nie odejdę - szepnęłam w końcu, ocierając dłonią nos. Byłam pewna tego, co mówię. On był dla mnie całym światem. Nieważne ile razy mnie skrzywdził, dla mnie i tak będzie moim kochanym Justinem. Miłością mojego życia.
-Nie możesz z nim zostać. - W tym momencie moja mama się rozpłakała, łamiąc mi tym samym sercem. Nigdy nie chciałam słyszeć jej płaczu, tym bardziej spowodowanego przeze mnie.
-Mamo, nie płacz - odparłam, chociaż sama nie przestawałam szlochać. - Wrócę za rok, przysięgam. Jestem bezpieczna, on..on mnie nie krzywdzi - skłamałam, wiedząc, że nie mogę powiedzieć prawdy.
-To dlaczego zadzwoniłaś prosząc o pomoc? Chanel, błagam cię, powiedz prawdę i powiedz gdzie jesteś. Wiem, że on cię zastrasza, ale uwierz mi, że jeśli tylko nam pomożesz, to cię od niego uwolnimy.
-Nic, nieważne. Powiedz tacie, że bardzo was kocham, do zobaczenia - odpowiedziałam szybko, wiedząc, że jeśli będę to przeciągać to w końcu się rozkleję i ulegnę. A tego zrobić nie mogłam.
Rozłączyłam się, odkładając komórkę na bok i jeszcze mocniej przyciągając kolana do siebie.
Nienawidziłam siebie tak bardzo mocno. Nie mogłam na siebie patrzeć. Czułam do siebie obrzydzenie.
-Jak mogłam to zrobić - szepnęłam sama do siebie, przykładając twarz do kolan.
W tym momencie usłyszałam jak Justin się rozbudza. Spanikowana złapałam za jego komórkę i szybkim ruchem odłożyłam ją z powrotem na komodę.
Nie mógł się dowiedzieć, że zadzwoniłam do mamy.
-Chanel, co tam robisz? - spytał zaspanym głosem, podnosząc się z podłogi.
Kochałam go, ale drżałam ze strachu. Nie rozumiałam tego. Nie pojmowałam jak jedna osoba może jednocześnie kojarzyć nam się z bezpieczeństwem i miłością i ze strachem.
-Nie mogę spać - odparłam, ocierając szybko swoje policzki z łez i uspokajając zapłakany głos.
Chłopak zapalił lampkę znajdującą się przy łóżku, oświetlając nieco pokój. Widziałam jego smutną twarz. Jego oczy przepełnione żalem i smutkiem.
Justin podszedł do mnie, klękając obok. Podniósł mój podbródek, chcąc, abym na niego spojrzała.
-Zapomnijmy o tym, dobrze? - spojrzał mi prosto w oczy.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. On nie znał całej, pieprzonej prawdy. Było coś, o czym nie wiedział.
Miałam dwa wyjścia. Mogłam milczeć i zapomnielibyśmy o tym co się stało, wybaczając sobie wzajemnie.
Ale nie potrafiłam.
Nie umiałam patrzeć na niego, wiedząc, że nie mówię mu wszystkiego, że go oszukuję. Moje serce i sumienie na to nie pozwalało.
A to, było silniejsze od strachu. Chociaż dobrze wiedziałam do czego był zdolny, to nie potrafiłam milczeć.
-Ja cię zdradziłam - powiedziałam na jednym tchu, patrząc cały czas w jego ciemne oczy.
-To nieważne. Proszę cię, abyśmy o tym zapomnieli, udawali, że nic się nie stało.Wybaczam ci to - odparł, a ja coraz bardziej drżałam.
Cały czas miałam szansę ukryć przed nim całą prawdę.
Tylko nie umiałam.
-Spałam z innym - dodałam i spuściłam głowę, nie potrafiąc dłużej patrzeć mu w oczy. Jego dłoń momentalnie puściła mój podbródek.
Panowała idealna cisza, żadne z nas nawet nie drgnęło przez kilka sekund.
Byłam w stanie znieść teraz wszystko, co chciał mi zrobić. Czułam, że na to zasłużyłam.
Po chwili chłopak wstał, a ja zaczęłam płakać.
Jakie to żałosne. To jedyne, co potrafiłam.
Usłyszałam głośny huk. Szklana ramka leżąca wcześniej na komodzie, wylądowała na panelach rozbita na małe kawałeczki.
-Dlaczego płaczesz? - Zaśmiał się histerycznie. - Kiedy cię pieprzył też płakałaś? - spytał z pogardą, a ja automatycznie zaczęłam płakać coraz bardziej.
Justin podszedł do mnie, kucając.
-A może przez cały czas kiedy cię posuwał mówiłaś mu jak bardzo mnie kochasz? - dodał.
Nie odezwałam się ani słowem. Nie miałam nic na swoje usprawiedliwienie. Gardziłam sobą.
-Dlaczego to zrobiłaś?! Dlaczego do cholery!? - podniósł głos, po czym ujął mocno twarz, boleśnie wciskając palce w moją skórę.
-Przepraszam - wyjąkałam przez łzy. To jedyne co przeszło mi przez gardło.
-Przepraszam - zakpił, puszczając gwałtownie moją twarz. Wstał, zakładając ręce na głowę i robiąc kilka kroków przed siebie.
-Jesteś teraz z siebie dumna? Zadowolona? Zemściłaś się? O to ci chodziło? - pytał retorycznie, zaciskając zęby ze złości.
Podniosłam się z podłogi idąc za nim.
-Nie, naprawdę - wydukałam przez łzy.
-Zamknij się! - wrzasnął na mnie, a ja jak idiotka jedynie rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Przepraszam, kocham cię - jęknęłam, a po kilku sekundach poczułam piekący ból na policzku od uderzenia.
Chłopak gwałtownie odwrócił się w moją stronę i wymierzył mi policzek.
Nawet nie chciałam się bronić, uciec, protestować. Zasłużyłam na to.
Przyłożyłam dłoń do skóry, zasłaniając twarz włosami.
Powoli podniosłam głowę i spojrzałam na Justina. Miał łzy w oczach. Nie wiedziałam w nich złości, szału, pogardy, tylko smutek. Pieprzone łzy.
Przez kilka, krótkich sekund patrzyliśmy sobie w oczy, po czym on nagle mnie wyminął, podchodząc do drzwi. Nie odwróciłam się.
Słyszałam tylko jak wkłada w pośpiechu buty i wychodzi, trzaskając za sobą drzwiami.
Zostawiając mnie samą. Z myślami. Z bólem. Ze strachem i nienawiścią do siebie.
Podbiegłam do łóżka, rzucając się na nie i chowając twarz w poduszkę.
Płakałam przez ponad godzinę, umierając ze strachu o Justina.
Aż zasnęłam.
*
Obudził mnie ostry ból głowy. Delikatnie podniosłam się na rękach, rozglądając się po jasnym pokoju.
Przetarłam zaspane, opuchnięte od płaczu oczy i wstałam z łóżka.
Nie było go. Nie wrócił na noc do hotelu.
Zadrżałam ze strachu na samą myśl o tym, że mogło mu się coś stać.
-Justin, jesteś tutaj? - Zapukałam w drzwi łazienki, jednak byłam praktycznie pewna, że nie usłyszę żadnej odpowiedzi, ponieważ było za cicho.
Nacisnęłam powoli klamkę, wchodząc do środka. Pusto.
Bałam się o niego. Nie miałam pojęcia gdzie poszedł i kiedy wróci. Boże, byłam przerażona.
Podeszłam do lustra, spoglądając w swoje odbicie.
Wyglądałam jak cień siebie. Rozmazany makijaż, opuchnięte oczy, rozczochrane włosy, kolejny siniak na policzku.
W jednym momencie puściły mi nerwy i po prostu znów się rozpłakałam.
Kiedyś byłam cholernie pozytywną, szczęśliwą, pełną życia dziewczyną z milionem marzeń i perspektyw na przyszłość.
Dziś jestem smutną, melancholijną dziewczyną na skraju depresji.
I ja sama wybrałam sobie to życie.
Miało być pięknie. Mieliśmy razem uciec, codziennie udowadniać sobie jak bardzo się kochamy, być szczęśliwi, przetrwać wszystko i upewnić się, że nasza miłość jest na zawsze.
A jak jest?
Kłócimy się, ranimy siebie nawzajem, a każdego dnia boję się czy znów mnie nie uderzy.
A jednocześnie wciąż go kocham. Wciąż jest dla mnie całym światem. Wciąż widzę w nim osobę, za którą wskoczyłabym w ogień i bez namysłu oddała swoje życie za niego.
Stałam się cholernie słaba.
Jestem pieprzonym wrakiem człowieka.
Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania, wchodząc do kabiny prysznicowej i odkręcając ciepłą wodę. Miałam nadzieję, że ona ukoi ból i zmyje ze mnie obrzydzenie.
Osunęłam się w dół, siadając i przyciągając kolana do siebie.
Łzy mieszały się z wodą spływająca po mojej twarzy.
-Chcę umrzeć - szepnęłam do siebie i schowałam twarz w swoje kolana, szlochając.
Naprawdę tak myślałam. Naprawdę nie miałam już sił by żyć.

Rozczesałam swoje wilgotne włosy, będąc już gotowa do wyjścia z łazienki. Nie czułam się umyta. Czułam się brudna, czułam na sobie dotyk tamtego faceta, który nigdy nie miał prawa mnie dotknąć.
A ja nigdy nie wybaczę sobie, że mu na to pozwoliłam.
Wzięłam głęboki oddech, starając się wziąć w garść. Musiałam.
W momencie kiedy wychodziłam z łazienki, do pokoju nagle wpadł Justin. Z jednej strony poczułam na jego widok niesamowitą ulgę, natomiast z drugiej wiedziałam, że coś się stało i to z każdą sekundą coraz bardziej mnie przerażało.
-Zbieraj się, szybko - rzucił na jednym tchu, sam rzucając na łóżko walizkę i zaczynając wrzucać do niej wszystkie nasze rzeczy, jakie leżały w pokoju.
-Justin, co się dzieje? Co ty robisz? - spytałam, będąc w kompletnym szoku. Nie wiedziałam co się dzieje.
-Pieprzone gliny. Są w hotelu i węszą, musimy stąd spadać i mamy na to maksymalnie kilka minut - odparł.
Nigdy nie widziałam go tak przerażonego. On nigdy niczego się nie bał, a teraz jego oczach widziałam ogromny strach.
-Nie wiem jak tu dotarli i jakim sposobem nas znaleźli, ale są w błędzie jeśli myślą, że wygrali. Nie zabiorą mi cię, nie pozwolę im kurwa - mówił, nie przestając nas pakować.
Ja natomiast stałam w bezruchu. Patrzyłam w jeden, martwy punkt. Namierzyli nas przez mój wczorajszy telefon do mamy.
To jest ten moment. Teraz mogę wszystko odkręcić, zamknąć, uciec od tego.
Wystarczy, że oddam się w ręce policji, a oni zabiorą mnie do Phoenix, do rodziców.
I to wszystko się skończy...
-Chanel. - Z zamyślenia wyrwał mnie spokojny głos Justina. Chłopak podszedł do mnie, patrząc mi prosto w oczy.  - Chyba nie chcesz z nimi jechać, prawda? Nie chcesz, żeby mi cię zabrali? - spytał, a jego oczy się zeszkliły.
Serce zaczęło bić mi szybciej, a nogi powoli się pode mną uginały.
-Nie możesz - powiedział niemalże szeptem. - Nie możesz mnie zostawić - dodał, a po jego policzku spłynęła jedna łza.
Zrobił krok do przodu, kładąc delikatnie dłoń na mojej twarzy.
-Kocham cię, nie chcę żyć bez ciebie. Jeśli odejdziesz, ja umrę, dosłownie - mówił, patrząc mi prosto w oczy. Jego smutne oczy i łzy łamały moje serce na pół.
Co miałam zrobić? Jak miałam postąpić?
Z jednej strony go kochałam, a z drugiej nienawidziłam.
W jednym momencie sprawiał, że moje życie było bajką, a w drugim robił z niego piekło.
-Błagam cię, nie możesz mnie zostawić - dodał, po czym mocno mnie przytulił. -Zabiję się, jeśli ciebie nie będzie już obok mnie.
Te słowa uderzyły we mnie z podwójną siłą.
Nie przeżyłabym wiedząc, że on sobie coś zrobił.
Musiałam podjąć szybką decyzję.
Odejść od niego, wrócić do domu i zacząć żyć bez niego lub znów z nim uciec, mieć przy sobie cały swój świat, ale wiedzieć, że będę jeszcze przez niego cierpieć.
-Justin - zaczęłam niepewnie i delikatnie się od niego odsunęłam. Chłopak spojrzał mi w oczy ze strachem. Bał się mojej decyzji.
-Musimy się pospieszyć, bo inaczej zaraz nas złapią - odparłam szeptem.
*
Spięłam włosy w wysokiego koka, mając na sobie szeroką bluzę Justina. Musiałam szybko, niepostrzeżenie opuścić hotel wyjściem ewakuacyjnym, prześlizgnąć się na parking i wejść do samochodu Justina.
Bałam się jak cholera. Moje nogi się trzęsły, a żołądek podchodził do gardła. Jeśli policja mnie rozpozna i mnie złapią to to będzie koniec.
Koniec wszystkiego.
Spuściłam głowę, schodząc szybko bocznymi schodami.
Justin miał dojść do mnie za chwilę. Tak było bezpieczniej, kiedy nie szliśmy razem.
Niemalże zbiegałam ze schodów, modląc się, aby policji nie było jeszcze przy tylnym wyjściu. Wiedziałam, że za chwilę zamkną wszystkie wyjścia i już nie będzie ucieczki.
Mocnym pchnięciem otworzyłam drzwi, wychodząc na zewnątrz. Widziałam z daleka trzy policyjne radiowozy, które stały pod głównym wejściem hotelu. Jeszcze nigdy tak bardzo się nie bałam, przysięgam.
Nie mogłam biec, aby nie zwrócić na siebie uwagi i nie wzbudzić podejrzeń, chociaż miałam szczerą ochotę przebyć drogę do samochodu sprintem. Wszystko działo się tak szybko. W mojej głowie panował mętlik, nie umiałam racjonalnie myśleć. Serce sprawiało wrażenie, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi.
W końcu drżącymi dłońmi nacisnęłam na przycisk znajdujący się przy kluczyku, po czym szybko wsiadłam do samochodu, wkładając według poleceń Justina kluczyk do stacyjki, aby było szybciej, kiedy on już przyjdzie.
Z nerwów przegryzłam wargi do krwi. Martwiłam się. Z każdą, kolejną, mijającą sekundą miałam w głowie coraz czarniejsze scenariusze. Co jeśli policja go złapała?
W tym momencie moje serce omal nie stanęło, kiedy ktoś gwałtownie otworzył bagażnik.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam, że to Justin. Chłopak wrzucił do niego nasze walizki, po czym wszedł do samochodu.
-Ktoś cię widział? - spytał nerwowo, odpalając silnik.
-Nie, chyba nie - odpowiedziałam, zapinając pas. Cały czas trzęsłam się ze strachu. - Zaczekaj! - powiedziałam szybko, przypominając sobie o czymś.
-Co jest?
-Daj mi twój telefon - odparłam. Bałam się jego reakcji, kiedy dowie się, że rozmawiałam z mamą, ale nie mogłam pozwolić na to, byśmy wzięli tą komórkę ze sobą. Znów by nas namierzyli.
-Po..-zaczął, jednak chyba zorientował się co zrobiłam. Wyjął z kieszeni swój telefon, po czym uchylił szybę i wyrzucił go przez nią. - Chciałaś ode mnie odejść? - Spojrzał na mnie z żalem. - To ty ich tu sprowadziłaś?
Poczułam się jak zdrajczyni.
-Nie, nie zrobiłam tego umyślnie. Chciałam tylko porozmawiać chwilę z mamą. - Spuściłam głowę. Przez moment jeszcze staliśmy w miejscu, a każde z nas milczało.
-Nie rób tego więcej - odparł w końcu, po czym wyjechał z parkingu.
*
Jechaliśmy kilka godzin, zatrzymując się w końcu w motelu jednej z małych, mijanych miejscowości. Musieliśmy odreagować, wyspać się, na spokojnie porozmawiać i ułożyć nowy plan.
Weszliśmy do małego, aczkolwiek niesamowicie nastrojowego i przytulnego pokoju. Justin położył walizki na podłodze, po czym zamknął za nami drzwi i przekręcił w nich klucz.
Zrobiłam kilka kroków, po czym usiadłam na łóżku, spuszczając wzrok i patrząc na swoje uda.
-Połóż się, wyśpij i odpocznij, dobrze? - Przykucnął przy mnie, odgarniając kosmyk włosy z mojej twarzy. -Kiedy wstaniesz porozmawiamy - dodał, po czym wstał i udał się do łazienki.
Zdjęłam buty i położyłam się na łóżku, otulając puchatym kocem. Przysunęłam poduszkę do swojej twarzy, nie chcąc, aby Justin usłyszał, że znów płacze.
Przymknęłam wilgotne powieki, przypominając sobie ostatnią awanturę. Już nawet nie wiem ile razy mnie uderzył. Ile razy przez niego cierpiałam i płakałam. Krzywdził mnie zarówno fizycznie jak i psychicznie, a ja i tak nie potrafiłam odejść.
Bo go kochałam. Byłam psychopatką.
Albo masochistką.
*
Obudziłam się w środku nocy. Nawet nie wiem dlaczego.
 Justin leżał obok mnie śpiąc. Wysunęłam jedną dłoń spod kołdry i położyłam ją na policzku chłopaka, delikatnie je gładząc.
Był taki ciepły. Kochany.
-Kocham cię, mimo wszystko - szepnęłam, po czym zaczęłam jak najciszej i delikatniej potrafiłam wychodzić z łóżka.
Wiedziałam, że już nie zasnę. Na palcach podeszłam do drzwi, wkładając buty i wychodząc z pokoju.
Potrzebowałam świeżego powietrza, samotności, spaceru. Musiałam to wszystko przemyśleć.

Szłam leśną, ciemną ścieżką w nieznanym kierunku i wiecie co? Nawet nie czułam strachu. Tak po prostu, nie bałam się.
W mojej głowie chyba po prostu nie było już miejsca na ten strach. Znajdowało się w niej zbyt wiele zmartwień i trosk.

Błagam cię, nie możesz mnie zostawić. Zabiję się, jeśli ciebie nie będzie już obok mnie.

Wciąż słyszałam jego błagalny głos. Nie potrafiłam pozbyć się tego dźwięku.
Boże, tak bardzo miałam już dość. Ta miłość mnie zabijała, odbierała chęci do życia. Byłam naiwna myśląc, że wszystko będzie po naszym wyjeździe różowe i łatwe.
On mnie oszukał, wmawiając mi to.
Mówił, że będzie dla mnie wsparciem, w czasie kiedy to przez niego wpadam w depresję.
Po moich policzkach spływały słone łzy, których nie potrafiłam już nawet kontrolować. Były silniejsze ode mnie.
Nie wiedziałam jak długo moja psychika jeszcze to wytrzyma.
Weszłam na drewniany most, pod którym znajdowała się rwąca rzeka. Wzięłam głęboki wdech, po czym oparłam się o poręcz.
-Mogę teraz to wszystko skończyć - szepnęłam sama do siebie, patrząc w dół. Było dosyć wysoko, a nurt w rzece silny.
-Uciec od bólu i strachu - dodałam i po prostu stawiając nogę na wyższej desce oparcia. Niemalże czułam chłód wody na swojej twarzy.
Stanęłam na tyle wysoko, że wystarczyło puścić teraz poręcz, aby spać.

Skacz. Skocz i skończ to gówno.

Jakoś głos w mojej głowie w kółko mi to powtarzał. Namawiał mnie, abym to zrobiła.
Powoli zaczęłam puszczać jedną rękę, czując jak coraz trudniej złapać mi równowagę. Wręcz już czułam jak się przechylam i spadam.
-Może tak będzie najlepiej. - Nie przestawałam. Całkiem zabrałam jedną rękę, próbując zebrać się w sobie i po prostu jednym, szybkim ruchem puścić się całkiem i po prostu spaść.
-Nie mogę! - krzyknęłam i złapałam się z powrotem, schodząc na dól i siadając na moście. - Nie potrafię - dodałam i rozpłakałam się jak małe dziecko.
*
Weszłam do pokoju cała we łzach. Zdjęłam buty, rozebrałam się do bielizny i delikatnie położyłam się do łóżka, tak, aby nie zbudzić Justina, który nie zorientował się, że wyszłam wcześniej.
Jednak to mi się nie udało.
-Gdzie byłaś? - szepnął zaspany.
-W łazience - odparłam, starając się przyjąć normalny ton głosu.
Chłopak podniósł się, nachylając nade mną. Położył dłoń na moim mokrym policzku.
-Dlaczego płakałaś, kochanie? - spytał, ocierając moje łzy i odgarniając moje włosy. - Już mnie nie kochasz? Chcesz wrócić do domu? - dodał z niemalże przerażeniem w głosie, a ja zamarłam.
Nie znałam odpowiedzi na drugie pytanie.
Po prostu w jednym momencie się rozpłakałam. Justin od razu zareagował. Mocno mnie w siebie wtulił, gładząc po włosach i uspokajając.
-Kocham cię, bardzo cię kocham - wyszeptałam przez łzy. - Tylko już sobie nie daję rady - dodałam, tuląc go tak mocno, jak tylko się dało.
To był mój Justin. Ten, którego kochałam. Który mnie przytulał, całował, obejmował, pocieszał, wspierał i przede wszystkim - kochał.
-Sh, już dobrze, cichutko - uspokajał mnie, niczym małą dziewczynkę. - Wszystko będzie już teraz dobrze, zobaczysz, zapomnijmy o wszystkim, co było i zacznijmy od nowa, teraz może być tylko lepiej, obiecuję - dodał, a ja...a ja mu wierzyłam.
Chciałam wierzyć.
Potrzebowałam wierzyć.
Nieważne ile razy już się na tym przejechałam.
-Nie odbiorą mi ciebie, nie pozwolę ci odejść, już nigdy.

nigdy

-Bardzo cię kocham, wiesz? - szepnął, a ja lekko się od niego odsunęłam. 
-Wiem, ja ciebie też. Przetrwamy to wszystko. - Położyłam dłoń na jego policzku, patrząc mu w oczy.
-Razem - dodał, po czym delikatnie pocałował mnie w usta, wkładając w to całe, swoje uczucia.

Tej nocy się kochaliśmy. To był najczulszy i najdelikatniejszy seks jaki kiedykolwiek uprawialiśmy. Okazaliśmy sobie całą, naszą miłość. To nas do siebie mocno zbliżyło, potrzebowaliśmy tego po ostatnich wydarzeniach. 
Potrzebowaliśmy znów się w sobie mocniej zakochać.

__________________________________________________________________

Polecam - you-part-of-me.blogspot.com



81 komentarzy:

  1. Genialne! To jest tak niesamowite, że nie mogę opisać tego słowami. Czekam na kolejny xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział super, :) czekam na nn <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprostu nie mam słów jakie to niesamowite!!! *.*
    Dobrze ,że policja ich nie złapała i Chanel nie skoczyła z tego mostu!Ciekawe co teraz bedzie. Tak bardzo bym chciała żeby już pomiędzy nimi było dobrze i się nie krzywdzili.
    Kocham to! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyno ! Jest to najlepszy blog jaki kiedykolwiek czytałam. Wszystko co się dzieje w tej historii jest wspaniale. Uzaleznilam się od tego bloga.
    i-wanna-be-with-you-baby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku ale sie ciesze że Justin i Chanel sie pogodzili i nie złapała ich policja ! Czekam na nn , życzę weny i powodzenia ! <3 xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dobrze, że ona nie skoczyła, nie przeżyłabym tego :/
    Tak samo , jak to, że Justin zabiłby się gdyby od niego odeszła

    Cudoooowny blog <3

    zapraszam do siebie na for-you-4ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. omfg super chcialabym zeby Chanel skoczyla albo zeby Justin zobaczyl to jak chciala skoczyc i sie poplakal :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Słodkie było to kiedy policja przyjechała i Jus zaczął pakować Chanel stała i Jus zaczął płakać i mówić że ona nie odejdzie <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu obiecał jej kurwa że jej nigdy nie walnie i znów!!!!!! Boże błagam cie niech on jej nie bije

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta końcówka nAjlepsza :) zakochać się w sobie mocniej <3

    OdpowiedzUsuń
  11. końcówka ojejujeju

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Chanel to idiotka a Ty nie potrafisz zmienić fabuły bloga ciągle dzieje się to samo. Już od kilkunastu rozdziałów można domyślić się tego co będzie dalej. Na początku blog był interesujący a teraz jedna wielka klapa. Ciągle to samo aż nudzisz tym co piszesz. Bez przerwy ja bije a ona ryczy i tak wkoło uwierzył że nie chce już się tego czytać. Nie pisze tego żeby cię zdenerwować czy zniechęcić do pisania po prostu przez te nudy tracisz czytelników. Weź wkońcu czymś zaskocz a najlepiej Chanel niech wróci do domu czy coś, każdy by był zainteresowany tym co zrobi Justin i co będzie dalej. A teraz to jest chujowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli cię to nudzi to absolutnie każe ci tego czytać. To jak z serialem - kiedy zaczyna cię nudzić, przestajesz go oglądać. Proste.

      Usuń
    2. Ty jesteś jakaś pierdolnięta czy jak? Chujowa to jesteś ty. I jakoś nie widzę żeby traciła czytelników. Co za ludzie popierdoleni...

      Usuń
    3. No właśnie, nikt ci nie każe tego czytać ;/
      Ona nie traci czytelników, a jak komuś się fabuła nie podoba to jego problem...
      Ja szczerze mówiąc czytałabym nawet jęsli fabuła byłaby nudna ( ale nie jest <3) bo kocham twój styl pisania;3

      Usuń
  14. Fajny trochę znów to samo ale może w następnym coś zacznie się bardziej dziać. Mam jednak nadzieję że ich znajdą i zabiorą Chanel a Justin się zmieni. Życzę wenki. Do następnego:*

    OdpowiedzUsuń
  15. nie przejmuj sie negatywnymi komentarzami, twoj blog jest naprawde swietny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. jesteś niesamowita, przyznaję się że jeszcze poprzedniego rozdziału nie zdążyłam przeczytać a ty już dodajesz następny! ale obiecuję że szybko nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super !!!! Nie spodziewałam się

    OdpowiedzUsuń
  18. JEJKU KOCHAM, KOCHAM!!
    Jestem strasznie ciekawa jaki masz pomysl na nastepny rozdziql i rozwoj sytuacji. kc. ! :3

    OdpowiedzUsuń
  19. Tym razem dużo nie napiszę, ale mam nadzieję że ci to wystarczy.

    ''Potrzebowaliśmy znów się w sobie mocniej zakochać'' Popłakałam się.

    OdpowiedzUsuń
  20. Piekny rodzial! Tyle w nim emocji... troche nie podobala mi sie scena, gdy chciala popelnic samobojstwo, moglaby byc lepiej opisana.

    Oby teraz bylo troche wiecej szczescia w ich zyciu. <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny rozdział, czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jezu najcudowniejsze opowiadanie !!
    Nie mogę uwierzyć , że on znów to zrobił ,znów ja uderzył i doprowadził do takiego stanu , że chciała popełnić samobójstwo. Ten rozdział jest po prostu cudowny a ty genialna i kochana , że tak szybko go dodałaś i tak wspaniale napisałaś. KOCHAM !! Czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  23. jaka ona jest głupia....

    OdpowiedzUsuń
  24. cudowny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. genialny rozdział <3 (jak każdy :*)
    nie myślałam, że Chanel może być w aż takim stanie, że będzie chciała popełnić samobójstwo.. :( nie wyobrażam sobie jak ona wytrzymuje to, co robi Justin :( jest cholernie silna.. :)
    już czekam z utęsknieniem na następny <3

    @saaalvame

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam wrażenie, że wszystko skończy się jedną wielką tragedią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź nie niszcz mi marzeń o.O.

      Usuń
  27. Myślałam że bd chciała wrócić do domu ufff szkoda że nie opisałaś +18 hhahhahahah czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  28. Cudowny rozdział <3 Kocham to opowiadanie i nie wiem jak można sądzić,że fabuła jest cały czas ta sama dla mnie nie jest.Dla mnie to opowiadanie jest cudne,a ja uwielbiam takie fabuły opowiadań.....Jesteś wspaniała ♥♥♥♥ Dziękuję,że piszesz to opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jejku niesamowity rozdział <33 Jestes genialna, kiedy Chanel szla przez ten parking sama miałam tą adrenaline haha KOCHAM ♥

    OdpowiedzUsuń
  30. nawet nie wiem co mam napisać to jest po prostu....boskieee *_* <3

    OdpowiedzUsuń
  31. masz niesamowity talent, cieszę się że to opowiadanie nie jest takie jak wszystkie o "złym justinie" :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Rany! Ale się porobiło :(
    Już myślałam, że serio chce go zostawić po tym wszystkim co razem przeszli, po jej zdradzie i w ogóle. Ale została :)
    Ciekawa jestem bardzo, jak potoczy się ich ta cała roczna wyprawa :D

    @ameneris

    OdpowiedzUsuń
  33. Po prostu ZAJEBISTY. Najpierw dramacik a później happy end
    Jesteś kochana i kocham twojego bloga jest fenomenalny <3
    #Kocham <33

    OdpowiedzUsuń
  34. świetny ;0 kckc zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  35. Wow... Nie wiem co napisać... Super rozdział!!!! Czekam nn <3 ;*

    OdpowiedzUsuń
  36. Ojeeejku * __ *
    Ten rozdział jest cudowny ; )
    Kocham twój blog normalnie <3
    Kurczę, ona powinna od niego odejść, zacząć nowe życie i się nim cieszyć. Jak on może ją tak krzywdzić ? : c
    Niech ją w końcu znajdą !
    Wgl, szacun za to że umiesz tak cudownie pisać ! <3

    OdpowiedzUsuń
  37. Jedna osoba wyżej miała troszkę racji w sprawie nudnej fabuły . Ja też nie pisze tego żeby Cię obrazić tylko rzeczywiście ostatnio dzieje się prawie to samo , Justin bije Chanel ona bez przerwy płacze , jak zaczynałam czytać w tym rozdziale wątki , w których Chanel płakała to odechciewało mi się czytać . Na prawdę uwielbiam tego bloga , jest zdecydowanie moim ulubionym ale w ostatnich dwóch rozdziałach był sam praktycznie sam płacz Chanel i teraz mi się to nie fajnie czytało . To nie był w żadnym wypadku hejt czy coś w tym stylu , po prostu chciałam wyrazić swoje odczucia na temat tego i poprzedniego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ty byś nie płakała gdyby chłopka którego kochasz cię wyzywał i bił ???
      TO po prostu realistyczne..
      ______________________________________________________
      P.S. Kocham ! kOCHAM ! kOcHaM !

      Usuń
    2. Zgadzam się z dziewczyna u góry bo jest teraz w koło to samo i chce podziękować że chociaż jedna poparła moje zdanie. Nie chciałam nikogo urazić ani obrazić ja po prostu wyraziłam własne zdanie. A co do tego pytania to siedzialabys przy chłopaku który ciągle cię bije? Pewnie odpowiedź że tak bo miłość jest najważniejsza ale aż tak ważna że dasz się zabić? Bo chyba to wszystko idzie w tym kierunku.

      Usuń
  38. cudowny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  39. jeju, czy tylko ja sie poplakalam jak to czytalam? :(

    OdpowiedzUsuń
  40. Według mnie fabuła jest bardzo dobra. To że teraz dzieje się że Justin prawie ciągle ją bije a ona płacze to nie znaczy że będzie tak do końca będzie. "Żeby było lepiej najpierw musi być gorzej". Nie każdemu musi się się podobać tak jak teraz jest ale ja wieże że to że ona od niego ucieknie w końcu przyjdzie z czasem. Każdy ma prawo do swojego zdania a według mnie ten blog jest naprawdę świetny i jest najlepszy jaki czytałam <3
    ______
    Cytując nie miałam na myśli że teraz jest źle dla mnie jest wspaniale <333

    OdpowiedzUsuń
  41. Szkoda mi Chanel. Widać, że jest zagubiona i nie wie co ma zrobić. Ten blog jest genialny. Czekam na nn i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Blog jak i fabuła sa genialne Kocham i czekam na kolejny ;**

    OdpowiedzUsuń
  43. super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Uwielbiam to opowiadanie ;D

    OdpowiedzUsuń
  45. W koncu ! Cudowny , fantastyczny powrot w wielkim stylu ! Dwa najnowsze rozdzialy sa fenomenalne ! Prosze, nie rob juz nigdy takiej dlugiej przerwy :) @befuddled_angel

    OdpowiedzUsuń
  46. Jaki idealny *____* Tyle emocji <33

    OdpowiedzUsuń
  47. Świetnie wyszedł Ci ten rozdział. Jejku, tyle się działo, że brak mi słów... Prawie zostali złapani, wahania Chanel, łzy Justina, Chanel chcąca się zabić, potem spokojna noc w motelu... WOW.

    OdpowiedzUsuń
  48. to chyba najlepsze ff jakie czytam:)

    OdpowiedzUsuń
  49. jejku dziewczyno, aż mi łzy poleciały w pewnym momencie :')

    OdpowiedzUsuń
  50. Nie moge przestac plakac, co Ty ze mna robisz :* dziekuje za wszystko, dzieki Tobie wychodza na wierzch moje wszystkie skrywane zawsze uczucia <3

    OdpowiedzUsuń
  51. Kurcze,masz talent do pisania.! Kochamy cie
    czekamy na next ;))

    OdpowiedzUsuń
  52. końcówka rozdziału jest tak bardzo cudowna, ogólnie to ff jest najlepsze *__* czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością <33

    OdpowiedzUsuń
  53. asdfghjkl już nie mogę doczekać się nowego asdfghjkl
    Myślałaś może o wróceniu do dalszego pisania Twojego pierwszego ff? w sensie tego Your world is my world? bo było to jedno z najlepszych opowiadań jakie w życiu czytałam i fajnie by było czytać dalsze losy bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
  54. uwielbiam to fanfiction, piszesz cudownie, kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  55. Czekamy na następnyy!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  56. Wiesz co? To było jedno z moich ulubionych ffs, ale teraz to robi się coraz nudniejsze. Nie chcę, żebyś przestała pisac, bo uwielbiam twój styl, ale te pomysły na rozdziały są wręcz tragiczne. Kiedyś ffs typu ''Danger'' były okej, ale tu ciągle dzieje się to samo. Justin cały czas ją bije, potem przeprasza i tak w kółko. Gdzie podziała się jakaś miłość, czemu on w końcu nie może przestać, być choć trochę romantyczny? Tak byłoby lepiej, a nie non stop to samo, przemoc, ona chce wracać, zostawiać go, a on obiecuje, że się zmieni, a i tak gówno z tego wychodzi. Nie przyjmuj tego jako jakąkolwiek krytykę czy coś, ale może troszeczkę coś zmieni. Czekam na następny i dużo weny Ci życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  57. Zgadzam się z osobą na górze. Niby miała być taka miłość,że nie mogą się od siebie oderwać, mimo tego,że Justin ma niepohamowane wybuchy złości, ale im dalej w to brniesz, tym bardziej mnie to nudzi. Nie sądzę,żeby cokolwiek mnie już w tym zaskoczyło, przewiduję,że w następnym rozdziale znów ją pobije i znowu sobie wybaczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wierzę że autorka zaskoczy nas w najmniej oczekiwanym momencie :-)

      Usuń
  58. Piękne. Tylko wszystko toczy się ciągle tak samo on ją bije a ona mi wybacza.., ale i tak jest piękne. Do następnego

    OdpowiedzUsuń
  59. boże jak ja bym chciała żeby Justin zaczął się leczyć i żeby już nie bił Chanel, za każdym razem płacze razem z nią. Kocham to opowiadanie i ciesze się że piszesz już systematycznie.

    OdpowiedzUsuń
  60. Po tym jak Chanel zadzwoniła do mamy mówię "tak! w końcu się coś zmieni w tym opowiadaniu, akcja nabierze nowego tempa i w końcu będzie coś nowego" a tu się okazuje, że ona woli zostać z kolesiem który ją niszczy. Dobrze, że chociaż ma tego świadomość.
    Czytam to dalej bo serio mam nadzieję, że coś się wydarzy bo jak na razie czuję jakbyś wpadła w błędne koło, a szkoda bo masz fajny styl pisania.

    OdpowiedzUsuń
  61. A więc tak wiem że pewnie o tak tego nie przeczytasz bo pisals bloga juz dawno. Jednak ja przez wszystkie rozdzialy zastanawialam sie czy napisac ten komentarz czy. Nie. Teraz sie do tego odwazylam. A wiec tak mam nadzieje (chyba jak kazdy kto czyta albo przyczytal ) ze oni beda razem. W koncu zaraz epilog.
    Justin jest totalnym chamem w tym opowiadaniu. I tak to nie zmienia faktu. Ze go kocham ;)
    A Chanel ? Czyję się jakbym to ja nią była i przezywała, uciekała z Jusem.
    Masz wielki talent.
    ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń