Leżałam w szpitalu już drugi dzień. Zapewne spytacie jak się czułam. Fizycznie? Całkiem okej, zresztą to akurat było mi już wszystko jedno. Psychicznie? Umierałam. Płakałam prawie cały czas. Za każdym razem, kiedy się uspokajałam, przypominałam sobie, że moje dziecko umarło. Wiem jak wielką idiotką jestem. Jestem tego świadoma. Teraz, kiedy usłyszałam słowa mojej mamy "Gdybyś mi powiedziała, nie pozwoliłabym ci na to. Byłoby ciężko, ale pomogłabym ci, dałybyśmy radę. Razem" dałabym wszystko, przysięgam wszystko, żeby cofnąć czas. Nie zrobiłabym tego drugi raz i wiem, że do końca swojego życia nie zapomnę tego, co się stało. Nigdy nie wybaczę sobie tego, co zrobiłam i to już zawsze będzie za mną chodzić.
Starałam się teraz nie płakać, uspokoić się. Za chwilę miała przyjść Lea. Musiałam jej powiedzieć, musiałam jej wszystko wyjaśnić. Dzwoniła do mnie, pisała, martwiła się, a ja nie mogłam jej dłużej okłamywać, pękłam.
Tak strasznie się bałam spotkania z nią. Bałam się jej reakcji. Znienawidzi mnie? To by nie było zaskoczeniem. Sama siebie nienawidzę.
Zastanawiałam się co teraz robi Justin. Śpi? Odsypia całonocną imprezę? Leczy kaca?
To takie w pewien sposób...zabawne. On nawet nie wie, że mógł zostać ojcem, że nosiłam w sobie jego dziecko. Jedno było pewne. On nigdy się o tym nie dowie, nigdy mu się do tego nie przyznam.
W tym momencie zobaczyłam jak drzwi zaczynają lekko się uchylać. Przełknęłam głośno ślinę, lekko się podnosząc i wygodniej usadawiając na łóżku, opierając się o poduszkę.
Oblizałam swoje wargi, nerwowo łapiąc swoje palce. Robiłam to zawsze, kiedy się stresowałam.
Blondynka nieśmiało weszła do sali, a po jej minie szczerze mówiąc nie mogłam rozpoznać niczego. Nie wiedziałam czy jest zła, smutna, zszokowana czy może wszystko naraz. Jej wyraz twarzy zupełnie nic mi nie mówił.
Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi, po czym podeszła do mnie powolnym krokiem.
-Hej - mruknęła cicho, siadając obok.
-Hej - odparłam niepewnie, automatycznie spuszczając wzrok.
Przez moment żadna z nas nie odezwała się ani słowem. Jedyne co, to czułam jej wzrok na sobie. Nie wiedziałam o czym teraz myśli, a ta cisza między nami mnie dobijała.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś? Myślałam, że mi ufasz - szepnęła w końcu słabym głosem. Czułam jakby ona chyba nie wierzyła w to wszystko co się stało. Chociaż chyba ja sama w to wszystko nie wierzyłam. To było jak zły sen, z którego marzyłam by się obudzić.
-Bo ci ufam - odpowiedziałam tak samo cicho, podnosząc głowę i niepewnie na nią patrząc. Jej wzrok na mnie sprawiał, że czułam się jeszcze gorzej sama ze sobą.
-To dlaczego mi nie powiedziałaś? - Spojrzała na mnie jakby z wyrzutem.
-Bo się bałam - odparłam po chwili zawahania. - Bałam się tego, że nie pozwolisz mi tego zrobić i że będziesz zła.
-I miałaś świętą rację - powiedziała od razu, a ja poczułam kolejny raz jak wyrzuty sumienia mnie zjadają.
Spuściłam głowę, nawet nie wiedząc co odpowiedzieć. Miałam ochotę się rozpłakać. Znów. Wszystko mi się zawaliło, cały mój świat. Kochałam kogoś, kogo nie mogę kochać, zabiłam swoje, własne dziecko, a rodzice raz na zawsze stracili do mnie zaufanie. Między nami już nigdy nie będzie tak, jak kiedyś. Za bardzo ich oszukałam i zraniłam swoich zachowaniem.
Oni zasługują na lepszą córkę. Nie powinnam w ogóle się urodzić.
-Gdybym tylko wiedziała w życiu nie pozwoliłabym ci tego zrobić. Pomogłabym ci jak tylko się da, nie byłabyś sama - dodała po chwili.
-Ale teraz jest już za późno, nie cofnę czasu - szepnęłam, a po moim policzku niekontrolowanie spłynęła łza.
-Chanel..-Lea od razu podeszła bliżej, siadając na łóżku i przytulając mnie. - Nie płacz. Masz rację, czasu nie cofniesz. Trzeba żyć dalej, wszystko się ułoży - dodała, a ja zamiast się uspokajać, płakałam coraz mocniej. To mnie przerosło. Nie miałam już sił na nic.
-Proszę cię tylko o jedno - szepnęłam w końcu, pociągając nosem i lekko odsuwając się od dziewczyny. - Nie mów nic Justinowi. On ma nigdy nie dowiedzieć się o tym, co się stało. Nigdy ma nie poznać prawdy.
-Jesteś tego pewna? Nie uważasz, że on powinien wiedzieć? - Spojrzała na mnie uważnie.
-Tak, jestem tego pewna. Nie chcę mieć z nim już nic wspólnego.
Lea cicho westchnęła, przyglądając mi się jakby z troską.
-Dobrze, skoro tego właśnie chcesz - odparła, wypuszczając powietrze z ust. - I nie płacz więcej, proszę - dodała znów mocno mnie przytulając. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam wsparcia.
*
Niepewnie weszłam do domu zaraz za rodzicami. Czułam się przy nich tak...źle. Niezręcznie, okropnie, po prostu źle.
Ze szpitala wypuścili mnie po pięciu dniach, chociaż ja miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Każdy dzień wyglądał dla mnie tak samo. Tak samo beznadziejnie. Nic już mnie nie obchodziło. Po prostu wszystko nagle straciło sens.
Zdjęłam buty, chcąc od razu udać się do swojego pokoju. Chciałam położyć się do łóżka i najlepiej przespać resztę życia. Kiedy tylko stanęłam na pierwszym stopniu schodów usłyszałam wołanie z salonu.
Serce momentalnie podeszło mi do gardła, a dłonie zaczęły drżeć. Byłam gorzej niż przerażona. W czasie pobytu w szpitalu praktycznie w ogóle nie rozmawiałam z rodzicami. Chyba oni bali się tej rozmowy tak samo jak i ja.
Przełknęłam głośno ślinę, wchodząc do salonu.
-Usiądź. - Mój tata wskazał na fotel, który stał naprzeciw kanapy na której siedzieli rodzice.
Byłam niesamowicie zestresowana.
Posłusznie spełniłam jego prośbę, siadając na wyznaczonym miejscu. Złączyłam kolana, kładąc na nich dłonie i nerwowo bawiąc się palcami.
-Zdajesz sobie sprawę co zrobiłaś, prawda? - Pierwsza odezwała się moja mama, mając całkowicie poważną, opanowaną minę. Miałam wrażenie, że przygotowywali się do tej rozmowy, bo dla nich również była ona trudna.
-Tak - szepnęłam, po czym odchrząknęłam, czując jak mój głos się łamie.
-Teraz jeszcze to do ciebie nie dociera. Dotrze kiedyś, kiedy będziesz już dorosłą mężatką i zdecydujesz się na dziecko. Wtedy uświadomisz sobie, że takiego samego, kochanego maluszka jakiego właśnie trzymasz teraz na rękach, kiedyś umyślnie się pozbyłaś. Dopiero wtedy tak naprawdę zrozumiesz - powiedziała, momentalnie powodując, że w moich oczach zebrały się łzy.
Jej słowa uderzyły do mnie doszczętnie, łamiąc moje i tak już połamane serce na kolejne części.
-Nie chcę cię dobijać, nie o to nam chodzi - dodała. - Chcieliśmy z tobą porozmawiać w innym celu.
Spuściłam na moment głowę, szybko ocierając z policzków łzy, które nachalnie wypłynęły z moich oczu.
-Więc o co chodzi? - spytałam niepewnie, podnosząc głowę.
-Wiesz, że straciliśmy do ciebie jakiekolwiek zaufanie? - W końcu odezwał się mój ojciec. Zacisnęłam wargi, spuszczając wzrok.
-Wiem o tym - odpowiedziałam cicho, niemal szeptem. - Przepraszam was za to, przepraszam za wszystko, co zrobiłam.
-Jednym słowem nic nie naprawisz. Za dużo razy nas oszukałaś, za dużo głupot narobiłaś, nie możemy ci więcej na to pozwolić - dodał stanowczo. Nie miałam pojęcia co ma na myśli. Co chcąc zrobić? Uziemić mnie do trzydziestki? Zamknąć mnie w pokoju i zorganizować indywidualne nauczanie?
-Oddaj swój telefon - dodał ostro. Nie chciałam nawet dyskutować. Czułam, że nie mam nawet do tego prawa. Posłusznie wysunęłam z kieszeni swoich spodni iPhone'a i położyłam na na stół przed sobą.
-A teraz idź do góry. Przynieś nam swojego laptopa - dodał tak samo stanowczym tonem jak wcześniej. Nie miałam zamiaru się z nim kłócić. Zresztą, było mi wszystko jedno. Mogliby mnie nawet zamknąć w pustym pokoju bez klamek.
Wstałam z fotela, udając się do przedpokoju, po czym weszłam po schodach do góry. Wchodząc do pokoju zebrało mi się na płacz. Przypomniałam sobie moment, kiedy brałam te pieprzone tabletki, kiedy zrobiłam najgłupszą rzecz w całym moim życiu.
Zacisnęłam zęby, starając się nie rozkleić. Płacz nic tutaj już nic nie zmieni. Zabrałam swojego laptopa z biurka, po czym od razu wyszłam, zbiegając na dół.
Chciałam mieć już za sobą rozmowę z rodzicami. Chciałabym, żeby powiedzieli mi, że mam szlaban do końca życia i tyle.
Posłusznie położyłam przed nimi laptopa, wracając na fotel.
-A teraz idź się spakuj. - Usłyszałam i momentalnie zamarłam.
-Słucham? - niemal wydukałam, otwierając szerzej oczy. Nie miałam pojęcia o czym oni mówią. Spakować? Jak to do cholery?
-To, co słyszałaś - odparł mój tata, chowając laptopa do torby i odkładając ją na bok. - Idź do swojego pokoju i spakuj się. Masz pół godziny na spakowanie się i przygotowanie do wyjazdu - odparł, cały czast utrzymując ostry, stanowczy ton.
-O czym wy mówicie? Jaki wyjazd? - Spojrzałam na nic, czując coraz większy stres. Nie chciałam wyjeżdżać. Cholernie nie chciałam nigdzie jechać.
-Zabieramy cię stąd. Zostając tutaj mogłabyś znów wplątać się w złe towarzystwo. Tam, gdzie jedziesz będziesz bezpieczna.
-Bezpieczna? - powiedziałam wręcz drwiąco. - A tutaj nie jestem? Przysięgam, że nie wyjdę z domu choćby do końca wakacji, ale nie każcie mi nigdzie wyjeżdżać, proszę - dodałam.
-Nie Chanel. Nadużyłaś naszego zaufania i musisz liczyć się z konsekwencjami. Teraz proszę cię ostatni raz, żebyś poszła do góry i zaczęła się pakować, bo twój czas ucieka.
Miałam łzy w oczach. Gdzie oni mnie zabierali?
-Na jak długo? - szepnęłam, czując łzę na moim policzku.
-Do końca wakacji, a później pomyślimy nad przeniesieniem cię do szkoły w tamtej okolicy.
Słucham?
-Nie chcę tam jechać, proszę..-szepnęłam jeszcze raz. Widząc tatę, wiedziałam, że jest i będzie nieugięty. - Mamo..- wyszeptałam desperacko, patrząc na nią z łzami w oczach. Widziałam, że jest jej mnie szkoda, ale nie mogła nic zrobić.
-Idź się spakować - powiedziała cicho.
Straciłam nadzieję na to, że odwiodę ich od tego pomysłu. Byłam przerażona i załamana. Nie wiedziałam gdzie wyjadę i myśl, że będę tam siedzieć do końca wakacji, a może i nawet do końca liceum mnie przerażała.
Powoli wstałam, bez słowa wracając do swojego pokoju. Łzy niekontrolowanie spływały po moich policzkach. Nie potrafiłam ich zahamować. Telefon i laptopa zabrali mi zapewne po to, żebym nie mogła już na miejscu poinformować Justina gdzie jestem. Oni myśleli, że ja wciąż się z nim spotykam, a ja nawet nie wyprowadzałam ich z tego błędu. I tak by mi nie uwierzyli.
Weszłam do swojego pokoju, po czym zamknęłam za sobą drzwi, od razu się o nie opierając. Rozpłakałam się na dobre, czując, że zamiast być choć trochę lepiej, jest jeszcze gorzej. Tu miałam przynajmniej Lea'ę i Cher. Kogoś, kto by przy mnie był, a tam? Nie będę mieć nikogo. A wiecie co jeszcze mnie bolało? Że będę z dala od Justina...Wiem, dobrze wiem jak wielką idiotką byłą, ale nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo stęskniłam się za jego widokiem. Chciałabym chociaż zobaczyć jego uśmiech, tylko tyle.
Pociągnęłam nosem, starając się uspokoić, choć szczerze mówiąc kompletnie mi to nie wychodziło. Wolnym krokiem podeszłam do szafy, wyjmując zza niej dwie walizki.
Co miałam zrobić? Pozostało mi jedynie zrobić to, co mi każą i zacząć się pakować. Byłam w sytuacji bez wyjścia. Nie miałam nic do gadania.
*
Justin siedział na kanapie, trzymając nogi na stole i papierosa w dłoni. To nie była żadna nowość. Potrafił spędzać tak całe dnie, wieczorami ewentualnie zahaczał o jakieś imprezy. Nie miał ochoty na nic innego, wszystko go irytowało. Drażnił go fakt, że w jego głowie wciąż siedziała jedna osoba, którą usilnie starał się z niej wyrzucić.
Wziął kolejnego bucha szluga, mocno się zaciągając. Moment, kiedy dym wnikał głęboko do jego płuc trochę go odprężał.
Czuł się przybity i nienawidził tego.
Zastanawiało go tylko dlaczego tak trudno było mu zapomnieć o Chanel. Co takiego miała ta dziewczyna, czego wszystkie, jego, poprzednie nie miały?
Nie rozumiał tego.
Chciał przestać w końcu zachowywać się jak nie on i wrócić do życia. Do imprez, do zabawy, do tych wszystkich dziewczyn, które były na każde, jego skinienie.
W pewnym momencie usłyszał otwierające się drzwi wejściowe. Nawet nie zareagował, słysząc po chwili znajomy stukot szpilek po panelach.
-Masz zamiar spędzić tak resztę życia? - Usłyszał, jednak nawet nie spojrzał w tamtym kierunku, biorąc kolejnego bucha.
-Najbliższą przyszłość na pewno - odparł, wypuszczając powoli z ust dym.
Lea zdjęła swoje szpilki stawiając je w progu, po czym podeszła do chłopaka, siadając tuż obok niego na kanapie i zakładając nogi na stół. Zabrała z jego dłoni papierosa, sama wkładając go sobie do ust i zaciągając się.
-Boże, jakie to gówno mocne - powiedziała, lekko się krzywiąc i wypuszczając z ust dym.
-Kradniesz mi szlugi i jeszcze narzekasz - mruknął bez jakichkolwiek emocji, po czym wyjął z kieszeni paczkę papierosów, zabierając drugą fajkę.
Odpalił zapalniczką szluga, wkładając go sobie do ust i zaciągając się nim jak najmocniej się dało.
-Jesteś przybity. Wiesz, kiedy widziałam cię takiego ostatni raz? Kiedy w przedszkolu Alice wyrzuciła kwiatka, którego jej dałeś. - Lea spojrzała na Justina mówiąc jednocześnie żartobliwie i całkiem poważnie.
-Była głupią suką - odparł obojętnie.
-Mieliście po sześć lat. - Lea parsknęła cicho śmiechem, odwracając głowę w jego kierunku.
-I tak była suką. - Wzruszył ramionami, wydmuchując dym. - Chociaż w ósmej klasie tak czy tak ją przeleciałem - mówił kompletnie bez jakiegokolwiek przejęcia.
Lea odwróciła się w jego kierunku.
-Serio Bieber, serio? To ile ty miałeś lat jak pierwszy raz coś ten teges? - spytała, wkładając do ust papierosa.
-Piętnaście - odpowiedział, nieco bardzo osuwając się po kanapie na dół i wygodniej się usadawiając.
-Boże. - Pokręciła głową, znów przenosząc swój wzrok przed siebie.
Po chwili blondynka zaczęła śmiać się pod nosem.
-Co? - Justin spojrzał na nią, nie wiedząc o co jej chodzi.
-I zrobiłeś to tylko dlatego, że w przedszkolu na nią leciałeś, a ona wyrzuciła twojego kwiatka? - Parsknęła śmiechem.
Szatyn lekko się uśmiechnął.
-Może. Chociaż i tak nie lubiłem tej suki - odparł, na co oboje po chwili zaczęli się śmiać.
Siedzieli w ciszy przez pięć minut, aż w końcu Lea postanowiła przejść do sedna sprawy. Nie przyszła tutaj bez powodu.
-Ale Chanel nie jest suką, nie?- powiedziała już poważniej, biorąc kolejnego bucha. Szczęka Justina lekko się zacisnęła. -Nie chcę cię wkurzać i tak dalej. Chcę po prostu uświadomić ci, że się w niej zakochałeś i powinieneś zrobić wszystko, żeby ją do tego przekonać. Ona cię kocha, a odrzuca cię tylko dlatego, że ci nie ufa.
-Ona mnie nie obchodzi - odparł oschle. -I proszę cię nie wyjeżdżaj mi tu z tekstem, że się zakochałem, bo ja nawet nie wiem co to uczucie oznacza. - Zaśmiał się.
-Oj Justin. - Westchnęła, biorąc ostatniego bucha i gasząc papierosa w popielniczce. - Mnie nie oszukasz. Znam cię od dziecka, zawsze wiedziałam, kiedy kłamiesz.
Szatyn po chwili zrobił to samo ze swoim papierosem, z powrotem opierając się o kanapę.
-Ta, dlatego w piątej klasie to ty mnie podkablowałaś u rodziców, że kłamię i wcale nie byłem w szkole, tylko na wagarach - powiedział lekko się uśmiechając.
Lea momentalnie parsknęła śmiechem.
-Ej, bo ja zawsze byłam uczciwa! - usprawiedliwiła się, udając przejętą.
-Ta. - Parsknął ze śmiechem.
-A pamiętasz jak obroniłam cię w ósmej klasie przed dyrektorem w szkole? Gdybym się za tobą nie wstawiła, to by cię wywalili - dodała. - Więc ty na mnie nie narzekaj.
-Pamiętam, nie martw się. - Parsknął śmiechem.
-I doradziłam ci wtedy co masz zrobić, żeby wszystko naprawić, prawda? - Spojrzała na niego.
-Yep - przytaknął.
-No widzisz braciszku, czasem warto mnie posłuchać. Zapamiętaj te słowa. - Uśmiechnęła się, opierając się o jego ramię i lekko wtulając w jego klatkę piersiową.
-Ta - odparł po chwili niepewnie, obejmując Lea'ę ramieniem.
*
-Jestem gotowa - powiedziałam niepewnie, schodząc po schodach. - Tato, gdybyś mógł tylko znieść moje walizki z góry, są dla mnie za ciężkie - dodałam, odchrząkując.
-Dobrze, a ty już się szykuj, zaraz wyjeżdżamy - odpowiedział, wymijając mnie i wchodząc do góry.
Założyłam ręce na piersi, odwracając się w stronę mojej mamy, stojącej w progu.
-Dlaczego każecie mi tam jechać? - spytałam cicho, patrząc na nią z wyrzutem.
-To dla twojego dobra - odpowiedziała krótko, odwracając wzrok.
Dla mojego dobra. Nie wydaję mi się.
Doszłam do wniosku, że żadne moje prośby i sprzeciwy nic mi tu nie dadzą. Jedyne, co mi pozostało to pogodzić się z tym, co postanowili rodzice i modlić się, żeby po wakacjach pozwolili mi wrócić do Phoenix.
Włożyłam buty, zawieszając na ramie torbę i zakładając ręce na piersi.
-Mogę chociaż wiedzieć gdzie mnie zabieracie?
-Dowiesz się na miejscu - odparła krótko, również wkładając buty. Miałam już dość wszystkiego. Nie chciałam nigdzie jechać, słyszycie? Chciałam tylko zamknąć się w moim pokoju.
W tym momencie po schodach zszedł tata, niosąc moje obie walizki.
-Otwórz już samochód. - Ojciec rzucił mi kluczyki do auta. Otworzyłam drzwi, wychodząc na zewnątrz, gdzie stał już wóz taty.
Nacisnęłam na przycisk na kluczykach, po czym stanęłam przy aucie, zakładając ręce na piersi. Choćbym nie wiem jak bardzo starała się powstrzymać, to i tak mi się to nie udawało. Spojrzałam na dom Justina, mając ochotę się rozpłakać.
Tęskniłam.
Za jego uśmiechem.
Za jego czekoladowymi oczami.
Po prostu za nim.
Oblizałam swoje wargi, jednocześnie je zaciskając. Z całych sił starałam się opanować i nie rozbeczeć. Myśl, że będę gdzieś daleko od niego bez możliwości zobaczenia go chociaż z daleka mnie zabijała.
-I właśnie dlatego musisz wyjechać. - Usłyszałam po chwili moją mamę, która najwyraźniej widziała, że wpatruje się w dom Justina. - Wsiadaj do samochodu, tata zapakuje twoje walizki do bagażnika - dodała.
Pojedyncza łza niekontrolowanie wypłynęła z mojego oka. Nie pozwoliłam jej nawet na spłynięcie po policzku, od razu starłam ją wierzchem dłoni, pociągając nosem i wiedząc, że muszę wziąć się w garść.
Odwróciłam się na pięcie, otwierając drzwi i wchodząc do auta.
Nie będę płakać.
Nie będę.
Nie.
*
Przez pierwsze dwie godziny drogi się trzymałam, jednak później wymiękłam i zasnęłam. Przez cały ten czas w mojej głowie panował totalny chaos. Myśli mnie zabijały i wyciskały ze mnie łzy, chociaż usilnie starałam się je powstrzymywać.
Wiecie, który moment był najgorszy? Kiedy złapałam się za brzuch i poczułam taką..pustkę. Poczułam, że tam nie ma już mojego dziecka i to było straszne.
Obudził mnie głos mojej mamy, która otworzyła drzwi od mojej strony.
-Chanel, jesteśmy na miejscu, chodź - powiedziała, a ja momentalnie się rozbudziłam. Jedyne, czego teraz chciałam, to dowiedzieć się gdzie jestem. Gdzie spędzę najbliższe półtora miesiąca o ile nie rok swojego życia.
Wyszłam z samochodu rozglądając się. Z racji tego, że było ciemno, ciężko było mi rozpoznać gdzie się znajduję.
Zaraz, chwila. Kojarzę to miejsce.
-Jesteśmy w Mastfor?* - spytałam, rozglądając się.
-Tak, dokładnie tak - odparł mój ojciec, wyjmując z bagażnika moje walizki.
Mastfor. Malutkie miasteczko, w którym mieszka ciocia Kaylie. Była rozwódką i mieszkała tu sama, co szczerze mówiąc zawsze mnie dziwiło, bo ja bym tu oszalała.
-To tutaj mam mieszkać? Ciocia wie? - spytałam.
-Oczywiście, że wie. Zgodziła się bez problemu, a teraz już chodź.
Lubiłam ciocię, lubiłam Mastfor, ale myśl, że Justin jest tak daleko i nie będę mieć możliwości zobaczenia go, sprawiała, że miałam ochotę się rozpłakać.
*
Przez godzinę rozmawiałam w salonie z rodzicami i ciocią. Jasno powiedzieli mi, że kompletnie odcinają mi kontakt ze światem. Nie oddadzą mi ani telefonu ani laptopa. Według nich pobyt tutaj miał mi pomóc zapomnieć, odizolować się, ale ja czułam, że będzie jeszcze gorzej. Oszaleję będąc tutaj sama.
Lubiłam ciocię, naprawdę. Była świetną babką i dziwiłam się, że po rozwodzie nikogo sobie nie znalazła. Tylko to nie zmieniało faktu, że nie chciałam spędzać tutaj tyle czasu. Nie miałam pojęcia co zrobię ze sobą przez cały ten czas.
Leżałam na łóżku w pokoju, który przygotowała dla mnie ciocia, patrząc w sufit. Nie mogłam nawet pożegnać się z Lea'ą czy Cher. Bali się pewnie, że jeśli uprzedzą mnie wcześniej, to przekażę Justinowi gdzie ma mnie szukać.
Nie wiedzieli, że ja i Justin to już przeszłość. On pewnie teraz dobrze się bawi, zaliczając panienki i pijąc do upadłego. Odzyskał stare życie za którym tak tęsknił.
A może to wszystko naprawdę wyjdzie mi na dobre? Może tutaj uda mi się zapomnieć i wrócić do zdrowia psychicznego?
Przekręciłam się na drugi bok, wtulając się w kołdrę.
-Śpij aniołku - szepnęłam, przymykając powieki pełne łez. Nigdy nie wybaczę sobie tego, co zrobiłam i nigdy, przenigdy nie zapomnę o moim dziecku.
______________________________________________________________
Niespodzianka. Znów :)
Mam tylko nadzieję, że to docenicie. Kocham Was.
*Mastfor to wymyślona nazwa, fikcyjne miasteczko.
Boskie <333 ajdjsahfds
OdpowiedzUsuńJesu! Jestem druuga! Swietny ! Jak zawsze! Kocham cie ! Pisz dalej czekam :3 :* :3 :*
OdpowiedzUsuńkocham to opwiadanieeee <333
OdpowiedzUsuńbardzo ciesze sie ze robisz nam takie niespodzianki :)
powodzenia i weny xx.
Hdskjsduxychdsduz omg kolejny rozdział ! Dzięki, dzięki, dzięki ! <3 jak zwykle cudowny itp. Bardzo lubię punkt widzenia Justina ;) Teraz tylko czekam na ich spotkanie ;)
OdpowiedzUsuńCały czas mnie zachwycasz. Nie umiem wyrazić jak bardzo kocham to opowiadanie i w jaki sposób ono wpływa na moje życie. Wchodzę CODZIENNIE tutaj i patrzę czy przypadkiem czegoś nie dodałaś. Ja się po prostu od tego uzależniłam. Każdej możliwej osobie polecam Twojego bloga. Jesteś wspaniała, wspaniale piszesz i tak, będę Ci to powtarzać do końca życia! Chcę żeby Justin zaczął znów starać się o Chanel. On musi się dowiedzieć gdzie ona jest! No po prostu musi. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ksdjfsdjhfksjgfue. Twoja najwierniejsza fanka na dobre i na złe.
OdpowiedzUsuńswietny jak zwykle zreszta kocham cie <3
OdpowiedzUsuńBoże jesteś najlepsza... Podzieliłabyś się trochę swoim talentem, a nie sama zbierasz pochwały. Pf. :)
OdpowiedzUsuńCuudowny rozdział. To było słodkie kiedy Lea i Justin tak sobie wspominali, ale i tak było najlepsze jak powiedział, że ta laska była suką, bo wyrzuciła tego kwiatka od niego, a później w ósmej klasie ją z zemsty przeleciał.. Ok, Justin.. to jest bardzo normalne. :D
Jejku, ale nam niespodziankę zrobiłaś.. "oo rozdział za tydzień", "hmm, myślę, że tak w następnym tygodniu". Jak mogłaś? Ja tu się psychicznie nastawiałam, że będę musiała przeżyć weekend bez nowego rozdziału, a ty mi tu z 41 dzisiaj wyjeżdżasz. Dziękuje <3 Jestem ciekawa co zrobi Justin, kiedy się dowie, że Channel wyjechała.. i, co najważniejsze, nie będzie miał pojęcia dokąd...hm.
Czekam na następny i dziękuje za dzisiejszy. Piękna niespodzianka. <3 Elwira.
Dokładnie, jesteś najlepsza. Kocham takie niespodzianki. A jednak wyjechała. Myślałam, że może jeszcze coś wymyśli, ucieknie cokolwiek, ale jednak nie. Ale przeczuwam, że szybko tam wróci. Jestem ciekawa jak to teraz będzie. Dziękuję za niespodziankę i życzę weny. :)
OdpowiedzUsuńGenialny! Doceniamy, doceniamy :) czytajac to mialam caly czas w glowie: justin do cholery wygladnij przez okno i zobacz ze chanel wyjezdza. Ale dupa. :)
OdpowiedzUsuńaesrdtcfvyghb omgg dziękuje dziękuje dziękuje ♥
OdpowiedzUsuńgenialny rozdział, jesteś świetna ♥
Mega rozdział *.*
OdpowiedzUsuńBiedactwo :c I co teraz ?
OdpowiedzUsuńCiekawe , czy będą jej szukać...
Świetny rozdział , czekam na nn ;*
Jezu kraja mi się serce jak ona mówi o swoim dziecku .... Chciałabym żeby się urodziło
OdpowiedzUsuńJeju cudo.... :****
OdpowiedzUsuńBOZE JESTES ŚWIETNA!!! <3 NAJLEPSZE OPOWIADANIE
OdpowiedzUsuńNiespodzianki ci wychodzą :D rozdział jak zwykle świetny. I dziękuję zze tak szybko dodalas<3 ily
OdpowiedzUsuńOo nie sadzilam ze tak szybko dodasz. ! Uwielbiam Cie <3 chociaz mialam nadzieje ze Chanel nie wyjedzie. ;/
OdpowiedzUsuń2 razy pod rząd byłam w szoku. Co 2 dni rozdziały jesteś mega <3<3<3
OdpowiedzUsuńHsbdjdyskdbkbdjsie ijeee kurde.. bylam pewna ze dopiero w przyszlym tyg bedzie a tu taki suprajs. Dieki Ci bardzo ze dodalas ! Rozdzial genialny. ;)
OdpowiedzUsuńwłaśnie miałam się kłaść i patrzę, a tu rozdział! zaskoczylas mnie! dziękujemy! ciekawe co bedzie potem.. przecież ona nie moze tam zostać jeszcze po wakacjach! oby wreszcie chodz trochę się to wszystko ułożyło...
OdpowiedzUsuńJak zwykle pozytywne zaskoczenie,rozdział cudowny:)
OdpowiedzUsuńcudowny, nie mogę doczekać się kolejnego *o*
OdpowiedzUsuńjesteś wspaniała ♥
OdpowiedzUsuńCzekam na następny kocham ♥
OdpowiedzUsuńSfmpfsxbp, jejku, dziękuję <3
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały.
To słodkie jak tak sobie wspominali :)
Świetny, czekam nn :*
Rozpieszczasz nas! Rozdział jest niesamowity, jest w nim tyle emocji, nie mogłam powstrzymać łez... Tak bardzo żal mi Chanel, ona nigdy nie zapomni o tym, że zabiła własne dziecko. Justin ją kocha to pewne, ale to przecież niczego nie zmienia. Można kogoś kochać a nadal go ranić a Jus niewątpliwie będzie to dalej robił, wątpię żeby potrafił nad sobą zapanować w napływie złości. Nie sądzę aby wyjazd do Mastfor pomógł Chanel zapomnieć o nim, o prawdziwej miłości nie da się zapomnieć nigdy. Z jednej strony tak pięknej a z drugiej tak bardzo toksycznej.
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ;)
Pozdrawiam <3
Cudowny rozdział! Taki emocjonalny i smutny! Kurcze! Tak to napisałaś, że kurwa samej mi się beczeć chce! A przecież to fikcja :'(
OdpowiedzUsuńNie wiem co napisać tyle myśli w głowie. Bez kitu! Ta kwestia z rodzicami, ten tekst do niej o dziecku. Kurwa! Seriously?! Musiała jej to matka powiedzieć? Dodatkowo ją dobić? Ja pierdole! Bezlitosna! Jakby Chanel i tak nie była dość dobita.
I ten wyjazd...ja bym chyba zwariowała bez kontaktu ze światem na jakimś wypizdówku :P Nie wiem. Może faktycznie wyjdzie jej to na dobre. Tylko Ty to wiesz hi hi ;)
No i ciekawa jestem co na to wszystko Justin. Kiedy skapne się, że jej nie ma. Co wtedy zrobi, hmmm...
I ciekawa jestem czy dowie się jednak o tym, że Chanel była w ciąży.
I zgodzę się z poprzedniczką...ach, rozpieszczasz nas :D
Lubię to! I dziękuję w swoim imieniu :*
@ameneris
<3
Niesamowite<3 Jejku ale mi szkoda Chanel a ta jej matka musiała ją jeszcze dobić jakby miała mało problemów na głowie -,- Rozdział jak zwykle cudowny, ryczałam jak głupia gdy to czytałam. Smutne, ale niestety takie jest życie nic z tym nie zrobimy.
OdpowiedzUsuńPS. Najlepszy blog ever! :D <3
Oooooo.... To jest.... WOW.
OdpowiedzUsuńNIESPODZIEWALAM SJE TEGO... :D
X.O.X.O.
PS. Your forever.
Świetnyy <33 Aż płacze taki jest prawdziwy ;')
OdpowiedzUsuńZajebisty !!!
OdpowiedzUsuńNo i co z tego, że straciła dziecko.. ? (jestem bezuczuciowa, tak wiem, wiem...) Mówi, że bedzie nim tęsknić i takie duperele, a to była tylko malutka kulka w dole brzucha. Przeżyje. Nawet usg nie widziała...
Koniec tego tematu...
Lea nic nie powiedziała Justionowi ?? Dobra przyjaciółka. :D Dotrzymuję chociaż słowa. Coś mi się zdaję że ktoś mu jednak powie... Ja chce żeby ktoś mu powiedział.. Fajnie by było. Jestem ciekawa jego reakcji. Wogóle jestem ciekawa reakcji Lei, Justina, i Cher... Będzie zdziwienie.
Ej, ale Ci rodzicę są pojebani nawet jej sie pożegnać nie kazali. To było chamstwo.
Czekam na następny
Pozdrawiam @Roxy_Wachowiak ♥ ♥ ♥
PS: Niespodzianka Ci się udała z pewnością. Dziękuję <3
Kocham to I tyle
OdpowiedzUsuńbssdfndskfjdsj jejku Kocham!!!!!!!! PISZ PISZ PISZ!!!!! Czekam na nn <33333333333
OdpowiedzUsuńanbsadbashdj *-* jesteś CUDOWNA <3
OdpowiedzUsuńale mi zrobiłaś niespodziankę :D
poryczałam się !...;( oni muszą jakoś się spotkać :>
OdpowiedzUsuńPowiedz ze ktos tu do niej przyjedzie... No ja chce Justina !!!! :'(
OdpowiedzUsuńKOCHAM CIĘ ZA TE NIESPODZIANKI, PRZYCHODZĘ ZŁA TE SZKOŁY, WŁĄCZAM LAPKA SPRAWDZAM CZY PRZYPADKIEM NIE DODAŁAŚ ROZDZIAŁU A TU NIESPODZIANKA, DZIĘKUJĘ, OD RAZU LEPSZY DZIEŃ <3
OdpowiedzUsuńCO DO ROZDZIAŁU - JEST BOSKI I WGL TAK TO WSZYSTKO OPISAŁAŚ, ŻE CHCE MI SIĘ PŁAKAĆ + JUSTIN MUSI SIĘ DOWIEDZIEĆ, ŻE ONA TU JEST !! MUSI !! FEHJFUIREHFRUEIHFG
Wspaniała jesteś <3. My Ciebie też kochamy! <3 <3 <3. A rozdział taki wzruszający.. ech mam nadzieję, że Justin ją uwolni i razem uciekną <3. Do następnego :*.
OdpowiedzUsuńszkoda ze wyjechała
OdpowiedzUsuńJestes wsaniala <3
OdpowiedzUsuńBiedna chanel :/ wszystko bd dobrze :))))
OdpowiedzUsuńKocham Cie jestes wspaniala i nie mowie tego od tak sobie ;**
OdpowiedzUsuńCUDOWNY brak slow aby go opisac *_*
OdpowiedzUsuńciekawy rozdzial, czekam na nn :) x
OdpowiedzUsuń@_xoxo_shawty_
Hej:D rozdzial swietny :D
OdpowiedzUsuńCzekam z na nastepny!:)
Aaaa uwielbiam to
OdpowiedzUsuńPiękny <33
OdpowiedzUsuńKiedy nn ??
OdpowiedzUsuńKochaaaam <33333
OdpowiedzUsuńKiedy bd nn ?
OdpowiedzUsuńCzekan na kolejny, zaajefajnie piszesz, powodzenia <33
OdpowiedzUsuńCudowny!!! :) jestem po prostu w szoku, że tak często dodajesz rozdziały. Kiedy Ty masz na to czas na pisanie? :O Ja osobiście bardzo to doceniam <3
OdpowiedzUsuńO.MÓJ.BOŻE to opowiadanie jest niesamowite <3 rozdział świetny
OdpowiedzUsuńJeju dziewczyno ty jestes wspaniała :* blog jest wspanialy ciekawa jestem co bedzie dalej jak to się potoczy <3 czekam na nastepny rozdzial KOCHAM <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńPerfect <3
OdpowiedzUsuńJeju ja już chce następny rozdział! IPPP!!! Odwaliło mi na punkcie twojego opowiadania i po kilka razy dziennie sprawdzam czy na pewno nie dodałaś nowego :D
OdpowiedzUsuńBRAK MI SŁÓW BY OPISAĆ CO CZUJĘ PO PRZECZYTANIU TEGO ROZDZIAŁU *.* UWIELBIAM, KOCHAM, WIELBIĘ ETC. <3
OdpowiedzUsuńWOW O.O Więc jednak ją wywieźli... Miałam nadzieje, że tylko ją postraszą i ostatecznie zostanie na miejscu. No bo jak Jus ja teraz znajdzie? Huh, pewnie coś wymyślisz :) Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńKOCHAM CIĘ DZIEWCZYNO!!! <3 Wspaniała niespodzianka, aww <3 Ja chce takie codziennie ;D Rozdział jest świetny, bardzo dużo w nim emocji, biedna Chany. To będzie z nią do końca życia, Justin powinien się dowiedzieć o tym! Ciekawe kiedy się spotkają, hmm. Pozdrawiam i mam nadzieję na więcej takich niespodzianek ;)
OdpowiedzUsuńboże, jesteś tak bardzo wspaniała<3 wspaniale piszesz, omg i w ogóle dbasz o czytelników. ale byłoby fajnie gdyby justin i chanel do siebie wrócili, nie mogę się doczekać następnego
OdpowiedzUsuńSwietny rozdzial <3 idealny pod kazdym wzgledem. tak bardzo mi szkoda chanel ;(
OdpowiedzUsuńKocham Cie ;******* ojewfkbjvhcjsB taka niespodzianka i to juz po raz kolejny a rozdzial jak zawsze doskonaly <3
OdpowiedzUsuńO.o uwielbiam takie niespodzianki <333 mozesz robic je czesciej ;D rozdzial cudowny , nie moge sie doczekac spotkania Justina z Chanel KOCHAM CIĘ JESTEŚ NIESAMOWITA :****** <33333
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz.
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle zaskakujący, oby Jus się dowiedział o niej ..
Czekam na kolejny :)
<3 <3 <3 <3 <3 <3 dziekuje za niespodzianke ;**
OdpowiedzUsuńRozdzial perfekcyjny
JEZUUUUUUUUUUU UWIELBIAM CIĘ ♥
OdpowiedzUsuńTwoje niespodzianki sprawiają że się uśmiecham :) Dziękuję :*
OdpowiedzUsuńWstaje rano do szkoły oczywiście wkurzona bo na 7 wchodzę patrzę nowy rozdział i cały dzień odrazu lepszy. Dziękuje za to opowiadanie. Niewiem dlaczego ale mam nadzieje że Justin się dowie o tym dziecku. Mam przeczucie że Chanel z tamtąd ucieknie, albo Bedzie na Tylko wakacje. Życzę ci dużo dużo weny byś miała jeszcze dużo pomysłów do tego opowiadania żeby było jeszcze na minimum 20 rozdziałów. Liczę na to że jak już zakonczysz to opowiadanie to zaczniesz pisać kolejne albo dokonczysz drugiego bloga. Jak dla mnie to opowiadanie jest najlepsze w Polsce :)
OdpowiedzUsuńcos mi sie wydaje ze ciocia stanie sie przyjaciolka chanel i zacznie ja wspierac i jakos za jej posrednictwem chanel spotka sie z justinem ;***
OdpowiedzUsuńRozdzialswietny ;***
Szkoda, że nie ma jakiejś sceny z Janel ; < Ale rozdział świetny; P Jestem ciekawa jaka będzie ta ciocia ;D
OdpowiedzUsuńkochaaaaaaam <3
OdpowiedzUsuńŚwietny nie mogę doczekać się NN kocham twoje opowiadanie życzę weny i przysylam Buziaczki ;*** :))
OdpowiedzUsuńKOCHAM KOCHAM~~~DZIĘKUJĘ ZA TO!!!
OdpowiedzUsuńŚWIETNE! xx
OdpowiedzUsuńChanel musi powiedziec justinowi o ciazy ;// no prosze cie on powinien to wiedziec ;*** Masz wielki talent, za kazdym razem idealnine wcielasz sie w role bohaterow <3
OdpowiedzUsuńdziękuję, że to piszesz :)
OdpowiedzUsuńkocham
Wiesz co...?
OdpowiedzUsuńJa tego nie ogarniam...
Jak można być tak kochaną osobą jak ty...?
Ja już po prostu nie potrafię komentować tych rozdziałó,bo żadne słowa nie będą odpowiednikiem Twojego geniuszu...
Jeszcze raz dziękuję...;-*
the-other-side-jb.blogspot.com
dziękuję za tak wspaniały rozdział, jesteś świetną pisarką <3
OdpowiedzUsuńDziękuje ♥
OdpowiedzUsuńWyjechała? Oh, boże...
o jeeeejku nie wierzylam ze dodalas!!! dziekuje!
OdpowiedzUsuńPiekny blog ;* az placze naprawde masz wielki tralent, potrafisz wzruszac ludzi
OdpowiedzUsuńDziekuje za wszystko <3 i cudowna niespodzianka
OdpowiedzUsuńMiło nas zaskoczyłaś :) a nawet zaskakujesz w ostatnim czasie z dodawaniem rozdziałów :D nadal brak mi słów na te opowiadanie - jest za wspaniałe!
OdpowiedzUsuńOoo jejku *.* Aż sama mam łzy w oczach .... Jestem ciekawa jak to wszystko dalej się ułoży ; ) Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału ;)
OdpowiedzUsuńPs. Oby więcej było takich niespodzianek ;-***
Twoje opowiadanie jest najlepsze *__* bronx, danger chowaja sie przy nim
OdpowiedzUsuńjuz sie nie moge doczekac nowego rozdzialu
O booże , prawie się poryczałam ! < 3 Jeejku, Justin musi się o wszystkim dowiedzieć i ją stamtąd zabrać ! Nie wytrzymam do następnego ;* Jesteś cudowna dziewczyno , twój blog jest najlepsze z najlepszych ; ) Pamiętam jak pierwszy raz weszłam na tego bloga , nie spodobało mi się to że Jasmine jest główną bohaterką. Ale gdy to przeczytałam, OMG ! Jesteś GENIALNA <3 ; *
OdpowiedzUsuńI niech ktoś spróbuje powiedzieć, ze zaniedbujesz bloga ............... lfgihweruiohe kocham Cię, dziękuję, rozdział oczywiście boski i już nie mogę się doczekać spotkania Cher i Justina ........sex u cioci ? hmmmm
OdpowiedzUsuńNo boże ! Przecudowne opowiadanie ! Kocham cię ! Pisz dalej !!! ♥♥♥
OdpowiedzUsuńKOCHAM TO!
OdpowiedzUsuńCHCIAŁABYM CIĘ TERAZ TAK MOCNO PRZYTULIĆ.. :') <3
Teraz pozostalo tylko czekac jak zareaguje na wyjazd Chanel Justin :)
OdpowiedzUsuńMasz naprawdę wielki talent którego nie jedna osoba Ci zazdrości:) sposób w jaki wszystko opisujesz,jest wręcz magiczny:) co do rozdziału to jak zwykle genialny:)
OdpowiedzUsuńa więc jestem! hahaha. ta niespodzianka była taka niespodziewana :3 byłam na tel czytając ten rozdział, dlatego dopiero teraz daję kom.
OdpowiedzUsuńwspółczuję chan choć sama sobie zadała ten cios.. ale ból psychiczny jest najgorszy. wiem jak to jest. byłoby cudnie jakby chanel urodziła to dziecko, ale nie w wizji tego opowiadania. nie wyobrażam sobie reakcji justina gdyby chan powiedziała mu, że jest z nim w ciąży. lol.
to jest takie życiowe. nikt nic nie widzi, a po fakcie jest już za późno. lea jest taka kochana.. daj mi kogoś takiego :). rozmowa z rodzicami.. taaaa jakież to niespodziewane z ich strony. ale no kurde. zabrać nastolatce tel i dostęp do neta to jak w pewnym sensie odebrać to co najważniejsze! widocznie rodzice nie znają granic. i myślą, że dobrze robią zostawiając ją bez ich opieki. nigdy nie zrozumiem tej decyzji. chcą pilnować dziecka nie będąc w pobliżu.. przecież ciotka sama sobie nie poradzi. trzeba było lepiej pilnować chanel, a wywożąc ją pozbywają się "problemu" -.- ale zapowiada się ciekawie.
awwwwwwwwww bieber i lea awwwwwwwwww. ale oni uroczy :3 jak można mając 15 lat... ok przecież to justin tak. hahah od urodzenia jak widać taki był i to się nie zmieniło. myślałam, że justin akurat wyjrzy przez okno o zobaczy, że chanel wyjeżdża.. teraz już nic nie wiem (a może wiem) hahaah. jednocześnie nie chce go widzieć i pragnie go przytulić. ta miłość jest całkowicie chora. ale to jest właśnie sens tego opowiadania :) "śpij aniołku" te słowa na końcu złamały moje serce. wiesz dobrze jak sprawić abym się wzruszyła :')
kocham się za tą niespodziankę i czekam na więcej takich :D hahah i stwierdzam, że to jest najgorszy mój kom ever, ale nie mogłam nic nie napisać więc masz moje wypociny kochanie :>
po 2 dniach? kolejna niespodzianka boże ghsfdghdfaghfdhg tak docenimy to bardzo, kocham to fanfic, rozdział swietny jak zawsze, nie moge się doczekać nn, czekam z niecierpliwością shfdahgfdhgas kocham cie
OdpowiedzUsuńKocham Cie i twoje niespodzianki <3 jesteś wspaniała xx tak mi szkoda Chanele :/ chce żeby ona i Justin wrócili znowu do siebie, mimo tego wszystkiego tęsknię za nimi razem ;p do następnego xoxo @mrraau
OdpowiedzUsuńKochaam<3
OdpowiedzUsuń<333333333
OdpowiedzUsuńKiedy nn ? <3
OdpowiedzUsuńMasz talent Kocham Cię <3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuńDziewczyno masz talent, Boże kocham Cię, Dzień bez rozdziału to dla mnie dzień stracony, nawet nie wież jak kocham Cię i ten blog *_*<3:*
OdpowiedzUsuńBooże jest już nastepny Kckckck
OdpowiedzUsuńOMG <3xoxoxoxo
OdpowiedzUsuńProsze dodaj już następny to uzależnia :P
OdpowiedzUsuńTooo uzależnia :*****
OdpowiedzUsuńKocham Cię i czekam na następny, masz talent <3 :*
OdpowiedzUsuńSzkoda ze wyjechała. mam nadzieje ze wyszystko się ułoży<3 czekam na nn
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział tylko Jannel tesknie <3
OdpowiedzUsuńBoźe świetny rozdział , według mnie rodzice Chanel dobrze zrobili . Dostała nauczkę teraz niech ten skurwiela Justin ją dostanie ! Nie moge sie doczekać nowego <3
OdpowiedzUsuńBoże boskie <3 Jednak mimo wszystko mam nadzieje że nie zapomni o Justinie ;< mimo wszystko chce żeby byli razem, żeby on otworzył oczy, bo boli mnie to wszystko ;c
OdpowiedzUsuńD.O.C.E.N.I.A.M.Y! ♥ Rozdział super jak zawsze na prawde :D
OdpowiedzUsuńKOCHAM <33! I wgl już 41 rozdział :)
OdpowiedzUsuńCUDO już nie moge doczekać się kiedy Justin i Chanel się spotkają i wgl XD
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z grobu i czekam na następny KC ♥!
OdpowiedzUsuńDziewczyno! Ty przyprawiasz mnie o zawroty głowy! Nad niczym nie mogę się skupić bo ciągle myślę o twoim opowiadaniu.
OdpowiedzUsuńCiekawe czy Justin się dowie? I co zrobi? Takie myśli zaprzątają mi głowę. Do następnego :)
piękne bo przecież nie ma nic cudowniejszego jak śmierć nienarodzonego dziecka wiem że to tylko opowiadanie ale boli jak cholera. I przykro mi że piszę z anonima ale zapomniałam hasła do konta.
OdpowiedzUsuńA jednak wyjechała no to bania z pogodzeniem się z Jusem troszke za póżno opłakuje swoje nienarodzone dziecko mogła bardziej przemyśleć co robi
OdpowiedzUsuń