poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 28.

Nie wiedziałam co robię. Nie miałam pojęcia jakim cudem w mojej pustej, aktualnie przepitej główce, pojawił się tak idiotyczny pomysł. Tyle, że teraz tego nie kontrolowałam.
O dziwo, Kevin odwzajemnił mój pocałunek. Wow, świetny kumpel w stosunku do Justina.
Nieco bardziej odwróciłam się w jego stronę, kładąc jedną dłoń na jego klatce piersiowej i mocniej wpijając się w jego usta.
Znów to odwzajemnił.
Po chwili poczułam, że mam nagłą potrzebę wybuchnięcia śmiechem. Zakończyłam więc nasz pocałunek, odsuwając się od chłopaka, po czym po prostu zaczęłam się głośno śmiać. Sama chyba nie wiedząc dlaczego.
Kevin złapał się za głowę, gwałtownie wstając.
-Kurwa mać, jesteś dziewczyną mojego kumpla - mruknął cicho, przygryzając wargi.
-I co z tego. - Parsknęłam śmiechem, wzruszając ramionami. Brunet westchnął, lekko zirytowany, podchodząc do mnie. Chłopak kucnął przede mną, patrząc na mnie uważnie.
-To, że po pierwsze, mamy swoje zasady - nigdy, przenigdy, pod żadnym pozorem nie masz prawa tknąć laski swojego kumpla, nigdy - wygłosił mi ich zasadę, która jego obecnym tonem głosu brzmiała niczym przykazanie. -I po drugie, jeśli Justin by się o tym dowiedział, oboje bylibyśmy martwi - dodał. Szczerze mówiąc kompletnie nie ruszyły mnie jego słowa.
-To będzie nasza, mała tajemnica. Spokojnie. - Uśmiechnęłam się, kładąc dłoń na jego ciepłym policzku.
-Chanel, przestań - odparł ostro, zabierając moją dłoń z jego twarzy. Kevin wstał, wkładając dłonie do kieszeni i odwracając się tyłem do mnie.
Po chwili zauważyłam jak wyjmuje z jednej z kieszeni zapaliczkę i paczę papierosów. Przygryzłam dolną wargę, zeskakując z murku i podchodząc do niego. Przy okazji dwa razy potykając się o własne nogi, jednak szczęśliwie nie lądując na chodniku.
-Po..-zaczęłam, jednak mój język plątał się niesamowicie. -Poczęsto - kontynuowałam, jednak wciąż za cholerę nie umiałam wypowiedzieć słowa "poczęstowałabyś". - Kurwa, daj szluga - skwitowałam, dochodząc do wniosku, że to wypowiada się o wiele łatwiej.
Brunet, pomimo zdenerwowania na mnie za moje zachowanie, zaśmiał się i wyjął z paczki drugiego papierosa, podając mi go.
-Przecież ty nie palisz - dodał, wypuszczając z ust dym.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz raz. - Wzruszyłam ramionami, mówiąc niewyraźnie. Żeby nie powiedzieć bełkocząc. Włożyłam do ust fajkę, natomiast Kevin nachylił się nade mną, odpalając mojego papierosa.
Złapałam szluga dwoma palcami, zaciągając się, po czym wyjęłam go z ust, wypuszczając dym.
-Chanel, ty naprawdę nigdy nie paliłaś? - Zaśmiał się, patrząc na mnie z podziwem.
-Papierosów nie, nauczyłam się na jaraniu zioła. - Uśmiechnęłam się. Czułam nieprzyjemne drapanie w gardle, jednak mimo wszystko nie przestałam palić.
Po chwili zauważyłam Justina idącego w naszą stronę. Uśmiechnęłam się, widząc swojego chłopaka. Był tak cholernie przystojny.
-Sory, że tak długo - powiedział, podchodząc do nas. - Chanel, ty palisz? - Spojrzał na mnie zdziwiony, uśmiechając się.
-A co, nie mogę? - Zaśmiałam się, po raz kolejny wypuszczając z ust dym.
-Tego nie powiedziałem. - Zawtórował mi i podszedł do mnie, obejmując mnie w pasie.
Zerknęłam na Kevina, który ewidentnie był zmieszany. Chyba męczył go ten pocałunek. A ja? Ja miałam to gdzieś. Przynajmniej teraz.
Po chwili wyrzuciłam papierosa, przydeptując go. Objęłam Justina obiema dłońmi w pasie, kładąc głowę na jego klatce piersiowej.
Chłopak przytulił mnie do siebie, jednocześnie przytrzymując mnie, żebym ponownie nie straciła równowagi.
-Muszę siku - wymamrotałam, przymykając powieki.
-Tam dalej są toalety - odparł, a ja podniosłam na moment głowę, szukając ich wzrokiem. Rzeczywiście były. Z kilometrowymi kolejkami.
-Ale tam są kolejki, a ja muszę teraz - jęknęłam, niczym małe, marudzące, a do tego bełkoczące dziecko. -Chodź ze mną gdzieś w tamte krzaki - dodałam, wskazując ręką na "las" znajdujący się za murkiem.
-Naprawdę chcesz iść w ten las? - Zaśmiał się, a ja kiwnęłam twierdząco głową, uśmiechając się pusto.
-Dobrze, to chodź. - Złapał mnie za rękę. - Przekaż reszcie, że zaraz przyjdziemy - zwrócił się jeszcze do Kevina, na co ten jedynie kiwnął głową.
Objęłam mocniej Justina, idąc za nim w kierunku krzaków. Stanęliśmy przed murkiem, a ja uświadomiłam sobie, że za cholerę nie dam rady przez niego przejść. Byłam zbyt pijana. Szatyn parsknął śmiechem, domyślając się, że nie jestem w stanie przeskoczyć.
-Chodź tutaj. - Zaśmiał się, podnosząc mnie i "przerzucając" przez murek, który po chwili również sam, bez problemu przeskoczył.

Zachwiałam się, stojąc już na nogach po drugiej stronie, jednak całe szczęście Jus mnie przytrzymał.
-Jezu, jestem pijana w trzy dupy - mruknęłam, trzymając się kurczowo Justina, aby nie wyłożyć się o pierwszy, lepszy patyk pod nogami.
-Nie da się nie zauważyć, kochanie. - Zaśmiał się.
Szliśmy już przez pięć minut, wchodząc coraz głębiej w las.
-Chanel, stój. Przecież tutaj już nie ma ludzi - powiedział, trzymając mnie za ręce,abym nie szła dalej.
-Nieprawda, ktoś może mnie zauważyć. - Zrobiłam minę małej dziewczynki.
-Nikt cię tu nie zobaczy - odparł, uspokajając mnie.
-Nie, idziemy dalej - zdecydowałam, ciągnąc go dalej za rękę.
Po kolejnych pięciu minutach wyszliśmy zza krzaków na jakąś łąkę. Czy cholera wie, co to było.
-No tutaj już na pewno nikt cię nie zauważy.
Stałam przez chwilę w miejscu, intensywnie się nad czymś zastanawiając.
-Justin..-zaczęłam niepewnie, robiąc słodką, niewinną minę. - Bo mi się chyba odechciało - dodałam i parsknęłam śmiechem.
-Chcesz mi powiedzieć, że przyszliśmy tutaj na marne? - Spojrzał na mnie, a ja kiwnęłam twierdząco głową, spuszczają ją.
-Jesteś niemożliwa. - Parsknął po chwili śmiechem, a ja podniosłam głowę, upewniając się, że nie jest na mnie zły.
-Dobra wracajmy. - Zaśmiałam się, łapiąc go za rękę i idąc w kierunku, z którego przyszliśmy.
-Zaczekaj. - Chłopak pociągnął mnie za rękę, przywracając na poprzednie miejsce. -Tutaj jesteśmy sami, możesz zrobić to, co chciałaś zrobić wcześniej. - Przyciągnął mnie do siebie.
-Ale co? - Zachichotałam. Justin ujął jedną moją dłoń, cały czas dmuchając ciepłym oddechem w moją szyję. Położył moją dłoń na swoim kroczu, a ja pomimo tego, że byłam kompletnie pijana, poczułam jak delikatnie się rumienię.
-Przecież sama chciałaś. - Uśmiechnął, się, drugą dłoń kładąc na moim policzku i delikatnie musnął go opuszkami palców.
Ups, chyba jestem w dosyć jednoznacznej sytuacji. Zaczęłam zastanawiać się, co takiego chciałam wcześniej zrobić.
I przypomniałam sobie.
Kucanie przed nim i odpinanie mu spodni.
Zaśmiałam się, chcąc zabrać swoją dłoń, jednak Justin przytrzymał ją, oplatając ją swoją dłonią.
-Chanel - mruknął w moją szyję, na której cały czas czułam jego ciepły oddech. -Ty to zaczęłaś, a teraz znów mnie tak po prostu olewasz - kontynuował, składając jeden, krótki pocałunek na mojej szyi.
Pijana była jeszcze głupsza.
Przygryzłam swoją dolną wargę, po czym cicho wypuściłam powietrze z ust.
-Ja nic nie zrobiłam. - Parsknęłam śmiechem. - I chcę już wracać, proszę - jęknęłam irytująco.
Justin westchnął odchylając lekko głowę do tylu.
-Jesteś okropna. - Pokręcił głową, patrząc na mnie, po czym złapał mnie za rękę, ciągnąc mnie w kierunku, z którego przyszliśmy.
***
-Co jest? - Mike spojrzał na Kevina, który siedział na murku z piwem dłoni i wzrokiem wbitym w ziemię.
-Nic. - Wzruszył ramionami, kłamiąc.
-Stary, widzę, że coś nie gra. Stało się coś? - Nie dawał za wygraną.
-Co byś zrobił gdyby któryś z nas, to znaczy ja, Justin czy Conor, przelizał twoją dziewczynę? - spytał, udając, że jest to pytanie czysto hipotetyczne.
-Zabiłbym. - Zaśmiał się, biorąc łyk gorzkiego, alkoholowego napoju. Chyba dopiero teraz coś sobie uświadomił. -Ej..ale dlaczego pytasz? - dodał, patrząc podejrzliwe na kumpla.
Kevin przełknął ślinę, spuszczając nerwowo głowę.
-Z ciekawości. - Wzruszył ramionami, przyjmując obojętny ton głosu, udając, że nic się nie stało.
Mike stanął przed brunetem, wkładając dłonie do kieszeni i przyglądając mu się podejrzliwe.
Wiedział kiedy kłamie.
-Całowałeś się z Chanel? - spytał prosto z mostu.
-Że co? Nie, oczywiście, że nie. Durne pytanie. - Prychnął, podnosząc głowę i śmiejąc się ironicznie. Wstał, wsuwając dłonie do kieszeni i odchodząc na bok.
-Kurwa, nie rób ze mnie idioty. Nie potrafisz kłamać.
-Jestem pojebany - warknął sam na siebie, kopiąc puszkę leżącą na ziemi. - Ale to ona mnie pocałowała.
-Czyli jednak. Wow, szczerze mówiąc nie spodziewałbym się tego po Chanel, ale widząc w jakim stanie jest dzisiaj, chyba nic nie powinno mnie dziwić.
-Nie powinienem jej na to pozwolić i przede wszystkim, nie powinienem odwzajemniać pocałunku. Kurwa, po co ja to w ogóle zrobiłem.
-Olej to. Justin się o tym nie dowie, zapomnij.
-Wiesz jak się dziwnie teraz czuje w ich towarzystwie, kiedy są razem? Jak jakiś pieprzony zdrajca, czy coś w tym stylu.
-Jak Bieber pieprzy inne to jest dobrze, więc Chanel chyba też ma prawo trochę się zabawić. - Parsknął śmiechem, dopijając piwo do końca i wyrzucając puszkę.
-Ona jest dla niego za dobra - powiedział cicho, przygryzając wargę.
-Stary, tylko mi nie mów, że ty coś do niej masz. - Spojrzał na niego karcąco.
-Kurwa, nic takiego nie powiedziałem. Jest śliczna i sympatyczna i tyle. Po prostu jest naprawdę fajną dziewczyną, a Justin robi z nią to samo, co ze wszystkimi innymi jego laskami, które się przewijały przez nasze towarzystwo.
-Bo ty jesteś święty. - Zaśmiał się ironicznie. - Jesteś dokładnie taki sam.
-Możliwe, ale..-zaczął, ale zwątpił w słowa, które chciał wypowiedzieć. - Ona po prostu nie zasługuje na takie traktowanie, to naprawdę fajna dziewczyna, a on pieprzy inne przy każdej nadarzającej się okazji -dodał.
-Po prostu nie wpieprzaj się w ich sprawy - skwitował.
-A tobie to nie przeszkadza? Myślałem, że lubisz Chanel.
-Bo lubię. - Wzruszył ramionami, biorąc łyk alkoholu. -Ale nie mam zamiaru wpierdalać się w ich sprawy.
-"Ich spawy" - zacytował go. - Fakt, że ona jest w nim zakochana, a on robi ją w chuja nazywasz "ich sprawami"?
-Kurwa, nie przesadzaj - warknął w końcu, będąc już zirytowany wywodami Kevina. - Nie pierwsza i zapewne nie ostatnia, którą Bieber się bawi, więc nie wiem o co w ogóle te twoje spiny. Jakoś poprzednich jego lasek tak zawzięcie nie broniłeś.
-Bo - zaczął, jednak ugryzł się w język.
Naprawdę chciał powiedzieć "Bo na Chanel mi zależy"?
-Mówiłem ci już, ona jest po prostu zbyt dobra. Poza tym - dodał od razu, chcąc nieco zmienić temat - pierwszy raz wybrał sobie tak młodą dziewczynę. Ile ona ma lat? Szesnaście, tak?
-Siedemnaście - poprawił go, wzdychając i siadając na murku.
-W każdym bądź razie, to jest jeszcze nastolatka, naprawdę nie sądzisz, że jest za młoda na to wszystko?
-Na co? Na picie? Jaranie? Ćpanie? Czy może na pieprzenie? - parsknął śmiechem.
-Na wszystko z wymienionych - warknął, a to, jak bardzo Kevin miał to gdzieś doprowadzało go do jeszcze większej irytacji.
-Kurwa, nie przesadzaj - prychnął. - To już naprawdę duża dziewczynka. A tak poza tym, to sam bym ją chętnie przeleciał. - Zaśmiał się.
Kevin skarcił go wzrokiem.
-No nie mów, że ty nie - dodał, widząc minę kumpla.
-Nie zapędzaj się, to dziewczyna Justina - odpowiedział, tym samym wymijając się od odpowiedzi na zadane pytanie.
-Nie zapominaj, że to ty ją przelizałeś - prychnął. - Poza tym, myśli i wyobraźnia to nie to samo co czyny, więc spokojnie, za to Justin mnie nie zabije. - Parsknął śmiechem.
-Ciekawe czy jest dobra w łóżku i czy dobrze obciąga - mówił, udając "rozmarzonego".
-Kurwa, zamknij pysk - warknął gniewnie Kevin.

W tym momencie, dosłownie z lasu - zza krzaków wyszli Chanel z Justinem. Dziewczyna cały czas była cholernie ubawiona i ledwo trzymała się na nogach.
Chłopak pomógł jej przejść na drugą stronę, sam również tam zeskakując. Złapał mocno dziewczynę w pasie, nie pozwalając jej upaść na chodnik.
-Co wy tam robiliście? - Uśmiechnął się Mike, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Nie chcesz wiedzieć - odparła, parskając śmiechem i opierając głowę o ramię Justina.
-Okej - odpowiedział, po czym cicho się zaśmiał. Brunetka puściła chłopaka i chwiejnym krokiem odeszła w kierunku murku i usiadła, a raczej położyła się na nim.
Justin wyjął z kieszeni spodni telefon i zerknął na jego wyświetlacz.
-Kurwa - warknął do siebie. Kevin i Mike spojrzeli na niego pytająco.
-O szóstej miałem odwieźć ją do domu, już trzecia. - Podrapał się po głowie.
-Naprawdę sądzisz, że ona wytrzeźwieje w trzy godziny? - spytał retorycznie Mike.
-Właśnie problem w tym, że wiem, że nie i nie wiem co teraz - odparł zirytowany.
-Nic, zawieź ją do siebie,  a do domu odwieziesz ją jak wytrzeźwieje.
-Kurwa, nie o to chodzi. Obiecałem jej, że będzie w domu, zanim wstaną jej rodzice. Nie chcę, żeby kolejny raz miała awanturę - mówił, a oboje - Kevin i Mike - wręcz wytrzeszczyli na niego oczy.
-Od kiedy się o nią troszczysz? - Mike spojrzał na niego zdziwiony.
Justin wyraźnie się zmieszał. Sam nie wiedział dlaczego w ogóle go to interesuje i - jak to powiedział Mike - się o nią troszczy.
-Co? Wcale się o nią nie troszczę - prychnął nerwowo. - Po prostu jej starzy robią już niezłe akcje i jak tak dalej pójdzie, to w końcu całkiem ją ode mnie odciągną - usprawiedliwił się.
-Nie no, okej, przecież nic nie mówię.
***
Wstałam, przechodząc do pozycji siedzącej. Złapałam się za głowę, łapiąc równowagę.
 Cholera, czułam się okropnie. Zdecydowanie za dużo wypiłam.
-Justin - jęknęłam.
Chłopak od razu do mnie podszedł, kucając przede mną. Położył jedną dłoń na moim kolanie, natomiast drugą podniósł mój podbródek, bym na niego spojrzała.
-Co jest, kotek? - spytał, widocznie zauważając, że czułam się coraz gorzej.
-Źle się czuję, chcę wracać do domu.
Justin westchnął, oblizując wargi.
-Chcesz wrócić do domu w takim stanie? - spytał, odgarniając troskliwie kosmyk włosów z mojej twarzy.
-Nie chcę do domu. Zabierz mnie do ciebie, proszę - mruknęłam, czując, że robię się coraz bardziej senna.
-A co z twoimi rodzicami? Chanel, będziesz mieć kłopoty - odparł.
-Nie chcę do nich wracać, chcę do ciebie, proszę - po raz kolejny poprosiłam chłopaka o to samo. Byłam na tyle pijana, że nie obchodziły mnie konsekwencje.
-Dobrze, chodź - odpowiedział, nie zastanawiając się dłużej. Podniósł się, pomagając mi wstać.
-Jezu, albo ten cholerny chodnik się rusza albo ja nie jestem już w stanie nawet chodzić. - Parsknęłam śmiechem, co od razu odwzajemnił Justin.
-Chodź tutaj. - Zaśmiał się i wziął mnie na ręce, podchodząc do chłopaków.
-My będziemy się już zbierać, Chanel źle się czuje - powiedział, a ja mocniej wtuliłam się w jego tors.
-Odwozisz ją do domu? - spytał Kevin.
-Nie, zabieram ją do siebie. Dobra, to widzimy się jutro - skwitował.
-Jasne, do jutra - odparł Mike.
***
Justin wszedł do domu, wchodząc z Chanel na rękach. Dziewczyna już spała. Nogą pchnął drzwi, wchodząc do swojej sypialni i powoli podchodząc do łóżka.
Jak najdelikatniej potrafił położył śpiącą dziewczynę na miękkiej pościeli, po czym naciągnął kołdrę, przykrywając nią Chanel.
Brunetka lekko się rozbudziła, łapiąc dłoń Justina.
-Śpij skarbie - szepnął, gładząc jej palce.
-Nie chcę spać sama, chodź do mnie. - Delikatnie go do siebie przyciągnęła.
Szatyn oblizał wargi, puszczając na moment Chanel i wstając. Zdjął z siebie koszulkę, po czym delikatnie wszedł na łóżko, kładąc się tuż obok dziewczyny, która momentalnie mocno się w niego wtuliła.
Jus objął ją w pasie, splatając ich dłonie.
-Kocham cię - wymamrotała, nie otwierając nawet oczu. Chłopak już chciał otworzyć usta i powiedzieć, że on również ją kocha, jednak nie zdążył, gdyż Chanel postanowiła kontynuować. -Ale tak naprawdę i bardzo mocno - dodała. -Jeszcze rok temu byłam z Travis'em i wiesz, wtedy wydawało mi się, że kocham go najmocniej na świecie. Tyle, że to, co czułam do niego jest niczym w porównaniu do tego, co czuję do ciebie, naprawdę - w dalszym ciągu mamrotała pod nosem, jednak jej słowa były całkowicie szczere. -Jesteś dla mnie wszystkim. - W tym momencie jej głos zadrżał. -I dlatego tak strasznie boję się, że mnie zranisz.
Justin zauważył łzę spływającą po jej policzku i od razu ją otarł, czując w sercu coś czego nie czuł nigdy, przenigdy wcześniej. Nie potrafił nazwać tego uczucia, jedyne co wiedział to to, że widok teraz płaczącej Chanel łamie mu serce.
Co było dla niego totalnie chore. Nie w jego stylu.
-Nie płacz - szepnął, głaskając po włosach niczym małą dziewczynkę. - Ja też cię kocham.
-I nie zranisz mnie, prawda? - szepnęła, pociągając nosem.
Chłopak się zawahał, a głos utkwił mu w gardle. Banalne pytanie i banalna odpowiedź - z pozoru.
-Nie - mruknął bardzo cicho, lekko zachrypniętym głosem i przymknął powieki,tuląc ją do siebie.
To wszystko staje się coraz bardziej popieprzone.
***
Irytujące, zdecydowanie zbyt jasne promienie słoneczne wpadały do pokoju przez okno znajdujące się w sypialni.
Nie mojej sypialni. Cholera, znowu.
Leniwie otworzyłam oczy, przymrużając je. Zdążyłam już zorientować się, że nie jestem u siebie i że...
-Boże, rodzice. - Złapałam się za głowę, rozbudzając się dosłownie w sekundę. Spojrzałam w dół, na siebie.
Byłam ubrana, miałam na sobie każdą część garderoby z wczoraj. Spojrzałam na bok, na śpiącego obok mnie Justina. Nie miał koszulki. Delikatnie położyłam dłoń na kołdrze i lekko ją uchyliłam. Miał na sobie spodnie, więc tak po prostu do niczego nie doszło?
Byłam pijana w cholerę, a Justin nie zaciągnął mnie do łóżka?
Nie zrobił tego.
Uśmiech niekontrolowanie wkradł się na moje usta, jednak nie utrzymał się na nich długo. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że rodzice, a przynajmniej mama, zorientowała się, że znów uciekłam.
Wstałam gwałtownie z łóżka i lustrowałam pokój wzrokiem w poszukiwaniu mojej torebki. W końcu dostrzegłam przedmiot, którego szukałam na komodzie obok. Pospiesznie wyjęłam z niej swojego iPhone'a, odblokowując go.
Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy nie zobaczyłam żadnych nieodebranych połączeń od mamy. Żadnych. Zero.
Co jest nie tak do cholery?
Odłożyłam telefon, zakładając ręce na piersi i przygryzając wargę. Zastanawiałam się jak to możliwe, że mama orientując się rano, że nie ma mnie w domu, nie zadzwoniła, a raczej nie zaczęła do mnie wydzwaniać.
A może w ogóle nie zorientowała się, że nie ma mnie w domu? Ale jak do cholery? Przecież gdybym nie zeszła na śniadanie, to przyszłaby mnie obudzić.
Nie wiedziałam jak to wszystko rozumieć, ale wiedziałam jedno. Pękał mi łeb.
-Ał - jęknęłam, przykładając dłoń do czoła, kiedy poczułam ucisk w czaszce. Do tego cholernie chciało mi się pić.
Kac. Pieprzony kac.
 Ziewnęłam, czując, że wciąż jestem śpiąca. Podeszłam do okna, zasłaniając rolety i wyrzucając z pokoju te pieprzone promienie słoneczne, które tak bezczelnie mnie obudziły.
Delikatnie położyłam się na swoje wcześniejsze miejsce. Skoro mama nie dzwoniła, to znaczy, że nie wie, że mnie nie ma, co oznacza, że myśli, że jestem teraz w szkole, co z kolei oznacza, że pieprzę to wszystko i kładę się dalej.
Spojrzałam na Justina. Leżał na brzuchu, wtulony w poduszkę, niczym małe dziecko. To może dziwnie i zabawnie zabrzmieć, ale dopiero teraz zorientowałam się jak dużo tatuaży ma. Jego jedna ręka od nadgarstka, aż po ramię niemal cała była nimi pokryta. Podobało mi się to, wyglądał cholernie seksowanie.
Podziwiałam go, że ma ich aż tyle, ja bałabym się zrobić chociażby jeden, malutki.  Myśl wbijania i jeżdżenia igłą po skórze naprawdę nie brzmi zachęcająco. Panicznie boję się bólu, jak dziecko.
Wsunęłam swoją jedną dłoń pod kołdrę, kładąc ją na jego plecach i delikatnie sunąc po nich palcami.
Nie chciałam go obudzić, więc starałam się robić to najdelikatniej jak tylko potrafiłam.
-To gilgocze. - Usłyszałam jego cichy głos i dostrzegłam uśmiech na jego ustach, choć jego oczy wciąż były zamknięte.
Gnojek udawał, że śpi.
Uśmiechnęłam się, przygryzając wargi lekko zawstydzona. Chciałam wyjąć swoją dłoń, jednak Justin mi przerwał.
-Nie przestawaj, to miłe - odparł, mając na ustach wciąż ten sam, słodki uśmiech. Zaśmiałam się, ponownie kładąc palce na jego plecach.
Sunęłam dłonią coraz wyżej, aż najechałam na zadrapania. Dosyć głębokie.
Dzięki ci Boże, że Justin miał teraz zamknięte oczy, bo przysięgam, że zrobiłam się totalnie czerwona.
-Em - mruknęłam, przesuwając bardzo delikatnie palcami po czerwonych liniach na jego skórze. Justin zaśmiał się, widocznie wiedząc o co mi chodzi.
-Przepraszam za to - mruknęłam cicho, uśmiechając się pod nosem. Ja naprawdę nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że wbijam te cholerne paznokcie tak mocno.
 -Nie szkodzi, wierz mi. - Uśmiechnął się, otwierając w końcu oczy i przekręcając się na bok, sprawiając tym samym, że leżeliśmy twarzą w twarz. Wysunęłam dłoń spod kołdry, kładąc ją na pościeli.
-Nie chcesz, żebym odwiózł cię już do domu?
-Nie, na razie nie - odparłam od razu, a na samą myśl powrotu do domu się wzdrygnęłam.
-A co z twoimi rodzicami? - spytał, wsuwając dłoń pod kołdrę i kładąc ją na moje biodra, tym samym lekko przyciągając mnie do siebie.
-Mama do mnie nie dzwoniła, nie wiem jak to możliwe, że nie zorientowała się, że nie ma mnie w domu. Przecież ma w zwyczaju budzić mnie do szkoły, kiedy sama nie wstanę.
-Może jej nie ma?
-Tak z samego rana? Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia, ale korzystam z tego, że mam luz. - Uśmiechnęłam się.
-Luz tak? Czyli nigdzie się nie wybierasz? Jesteś moja? - mruknął, zadziornie się uśmiechając i wsuwając swoją dłoń pod moją koszulkę.
-Nie, to znaczy, że mam czas na to, żeby zjeść śniadanie, które oczywiście ty mi zrobisz. - Parsknęłam śmiechem i wyrwałam się z jego objęć, wychodząc z łóżka.
-Zwariowałaś? - spytał niemalże poważnie, patrząc na mnie na wariatkę. Powiedział to w taki sposób, że naprawdę uwierzyłam, że mówi to serio.
-Ale, że co? - spytałam kompletnie zdziwiona.
-Wracaj do łóżka, w tej chwili - odparł i w końcu się uśmiechnął, a ja od razu parsknęłam śmiechem, uspokajając się.
Cholera, on naprawdę jest dobrym aktorem.
-Nope - odparłam, wzruszając ramionami i podeszłam do drzwi.
W tym momencie Justin wręcz zerwał się z  łóżka, jak mniemam w celu złapania mnie. Pisnęłam jak mała dziewczynka, zaczynając uciekać.
Zbiegłam po schodach, czując, że on jest dosłownie tuż za mną. Przez cały ten czas się śmiałam, po prostu nie mogłam przestać.
W pewnym momencie zostałam mocno szarpnięta. Justin wręcz brutalnie pchnął mnie w swoim kierunku, łapiąc na tyle mocno, że nie było mowy o wyrwaniu się.
-Gdzie się wybierasz? - Zaśmiał mi się do ucha, ciągnąc mnie w jakimś kierunku.
-Puść mnie. - Parsknęłam śmiechem, nieudolnie próbując wyrwać się z jego mocnych objęć.
-Idziemy wziąć prysznic i nie chcę słyszeć żadnej dyskusji, moja panno - przyjął "ostry" ton głos, otwierając nogą drzwi łazienki.
-Ale tato, ja jestem czysta - odparłam, kontynuując tą jego gierkę, po czym zachichotałam pod nosem.
-To się okaże. - Zaśmiał się, dosłownie wciągając mnie do łazienki.
-Nie, Justin. Naprawdę, teraz mnie puszczaj. - Parsknęłam, widząc, że on naprawdę ma zamiar "wrzucić" mnie pod prysznic.
Totalnie mnie olał.
Wciągnął mnie do dużej kabiny prysznicowej i zamknął ją za nami. On naprawdę miał teraz zamiar odkręcić wodę.
-Nie, stój! - niemal pisnęłam ze śmiechem i złapałam jego rękę.
-Skarbie, mówiłem ci, żebyś nie protestowała, tylko grzecznie wzięła ze mną prysznic - powiedział udając poważnego i po prostu odkręcił tą cholerną wodę. W dosłownie dwie sekundy moje ciuchy były kompletnie zmoczone.
-Boże, Justin, jestem cała mokra. - Zaśmiałam się.
-Już? - uśmiechnął się zadziornie, przypierając mnie do ścianki kabiny. - Jeszcze nawet cię nie dotknąłem - dodał, napierając na mnie jeszcze mocniej.
Nie mogłam powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Cholera, czy on zawsze musi łapać mnie za słówka i odbierać wszystko dwuznacznie?
-Moje ubrania - jęknęłam zdesperowana, jednak z moich ust wciąż nie schodził uśmiech.
-Mam na to radę, po prostu je zdejmij. - Posłał mi swój cwany uśmiech.
-A ty?
-Co ja?
-Będziesz brał prysznic w spodniach? - mruknęłam, przygryzając swoją dolną wargę, po której aktualnie spływała kropla wody.
-Słusznie - szepnął mi do ucha, sprawiając, że przez moje ciało przeszły ciarki. Położyłam swoją jedną dłoń na jego mokrym brzuchu, zjeżdżając nią do jego spodni, a dokładniej guzika i rozporka.
Jego mokre wargi przylgnęły do mojej szyi, co spowodowało, że mój oddech gwałtownie przyspieszył.
Palcami uporałam się z obiema zapięciami jego spodni, sprawiając tym samym, że luźno leżały na jego biodrach.
Justin lekko odsunął mnie od ściany, chcąc mieć do mnie lepszy dostęp, a mianowicie - by móc zdjąć ze mnie swoją koszulkę, spod której już teraz wyraźnie prześwitywał mój czarny stanik.
Posłusznie podniosłam ręce, pozwalając mu na to, co chciał zrobić.
-Kurwa, z dnia na dzień jesteś coraz bardziej seksowna - mruknął, oblizując swoje wargi i od razu ponownie przypierając mnie do zimnej ściany kabiny.
Jego dłonie momentalnie przylgnęły do moich piersi, a usta do mojej szyi, składając na niej mokre pocałunki.
-Boże - cicho jęknęłam, wsuwając swoje palce w jego mokre włosy.
-Wystarczy "Justin", ale jak wolisz. - Cicho zaśmiał się w moją szyję, wsuwając jedną dłoń pod zapięcie mojego stanika na plecach.
W dosłownie mniej niż pięć sekund nie miałam już na sobie stanika i przysięgam na wszystko, że podobało mi się to.
Objął dłońmi moje piersi, w tym samym czasie ssąc skórę na mojej szyi. Byłam pewna, że zrobił mi kolejną malinkę. Byłam też pewna, że muszę wyglądać jak kretynka z tak mocno "posiniaczoną" szyją. Cholera, przecież te poprzednie jeszcze się nie zagoiły.
Moje idiotyczne rozmyślenia zostały przerwane przez ciarki przechodzące przez moje ciało. Nie wiem jak to się stało, że nawet nie zorientowałam się, kiedy jego jedna dłoń z moich piersi, powędrowała pod moje spodnie. A dokładniej na moje krocze.
Poczułam ten cholerny przepływ gorąca przez moje ciało, nawet nie potrafiłam już zaciskać warg, w celu uciszenia samej siebie.
Dotykał mnie przez bieliznę, a mimo to już teraz sprawiał, że miałam wrażenie, że za chwilę po prostu dojdę, dosłownie. W takim bądź razie nie wyobrażałam sobie co poczułabym bez bielizny.
Nie sunął swoją dłonią jakoś delikatnie, cholera nic z tych rzeczy. Robił to mocno, wręcz gwałtownie. Ten chłopiec naprawdę wiedział co robi.
-Justin - jęknęłam, zaciskając paznokcie na jego ramionach.
-A jeszcze nie dawno nie pozwoliłaś mi się tknąć. Teraz już widzisz co traciłaś? - Cicho się zaśmiał, całując miejsce na mojej szyi, na której przed chwilą zrobił malinkę.
Gdyby nie fakt, że nie byłam w stanie nic z siebie wydusić, to zapewne zaczęłabym się śmiać.
Teraz naprawdę nie byłam w stanie.
 Po chwili podniósł swoją dłoń, kładąc obie ręce na moich biodrach.
-To ci już chyba nie będzie potrzebne - mruknął, po czym zdjął moje jeansy. Przygryzłam dolną wargę, dochodząc do wniosku, że chyba czas na mały rewanż.
-I wzajemnie. - Uśmiechnęłam się, robiąc z jego spodniami dokładnie to samo, co on z moimi. Położyłam dłonie na jego torsie i swoimi krokami zmusiłam go, aby się cofnął i oparł o znajdującą się naprzeciw mnie ścianę prysznica. Nie dając mu dojść do słowa, wpiłam się w jego mokre wargi.
Całkiem ogólnie mówiąc, naprawdę nie sądziłam, że prysznic może być tak miły.
Powoli ugięłam jedną nogę i przytknęłam swoje kolano do jego krocza. Jego reakcja...nie będę kłamać, cholernie mi się podobała.
Jego jęk stłumiony przez moje usta był dla mojego mózgu sygnałem w stylu "hej, naprawdę potrafię wywołać to u niego, swoim jednym, małym ruchem?"
Potrafiłam. I właśnie to, tak bardzo mi się podobało.
Zaczęłam po prostu pocierać swoim kolanem o jego bokserki, które, cóż, robiły się coraz bardziej..pełne.
Jego jedna dłoń wylądowała na moich włosach, zaciskając się na nich, natomiast druga, wręcz brutalnie wbijała się w moje biodro. Nie zaprzeczę, że to po prostu trochę bolało, ale to był ból, który mi się podobał.
Tak, wiem, że brzmię jak masochistka.
Pocierałam coraz mocniej, czym sprawiałam coraz większą przyjemność jemu. Co z kolei naprawdę mi się podobało.
-Kurwa, chodź tutaj - niemal jęknął po chwili, gwałtownie łapiąc mnie za biodra i odwracając tak, że znów to ja znajdowałam się pod ścianą, a on stał przede mną.
Nie czekał na żadną reakcję z mojej strony, na żadne słowo, pozwolenie, na nic. Po prostu niemal zdarł ze mnie bieliznę. Cholera, dobrze, że na nic nie czekał.
Położyłam dłonie na jego biodra i zsunęłam jego czerwone bokserki jak najniżej potrafiłam. Spojrzałam na wyraz jego twarzy i wiedziałam, że on naprawdę nie ma zamiaru czekać ani sekundy dłużej.
Mocno złapał mnie za biodra podnosząc na odpowiednią wysokość, a ja zawiesiłam ręce na jego karku.
Znów na nic nie czekał, po prostu we mnie wszedł. Cholernie gwałtownie. Na tyle, że w pierwszych kilku sekundach po prostu poczułam ból. Cicho syknęłam, mając nadzieję, że tego nie usłyszał, nie chciałam dramatyzować.
-Przepraszam - powiedział, delikatnie ze mnie wychodząc.
-Jest okej - mruknęłam, wsuwając palce w jego kompletnie przemoczone włosy.
Tym razem zrobił to delikatniej, wolniej, chociaż czułam chociażby po jego drżących ramionach, że miał ochotę na wiele więcej.
-Mocniej - szepnęłam mu wprost do ucha, trącając je nosem. Nie musiałam powtarzać tego drugi raz.
Zaczął poruszać biodrami szybciej, a ja dosłownie szarpnęłam go za włosy, przyciskając go do siebie mocniej.
-Kurwa Chanel - jęknął, wykonując coraz szybsze i mocniejsze ruchy.
Nie obchodzi mnie, że to jedyny facet, z którym spałam i nie mam żadnego porównania. I tak wiem, że to pieprzony Bóg Seksu. Doprowadzał mnie do szaleństwa.
Jego twarz znajdowała się tuż przy mojej, jęczał mi wprost do ucha, na przemian z szeptaniem mi do niego cholernie zbereźnych rzeczy.
Dźwięk wciąż lejącej się na nas z góry wody, mieszał się z naszymi jękami, które stawały się coraz głośniejsze.
I ja naprawdę dziwiłam się, że wtedy u Mike'a chłopcy usłyszeli nas z dołu?
Czułam, że to już kwestia kilkudziesięciu sekund, byłam już naprawdę bliska końca.
Ostatnia fala gorąca przechodząca przez moje ciało. Doszliśmy. Oboje. Nasze głośne oddechy przenikały się wzajemnie.
-Kurwa. - Usłyszałam po chwili jego głos, który przyjął dziwny ton. Wyczułam w nim coś na kształt strachu.
-Co się stało?
-Nie wyjąłem go.
Panika. To chyba dobre słowo na określenie uczucia, jakie w tym momencie mnie ogarnęło.



_______________________________________________________
Boże, tak strasznie was przepraszam. Wiem, że rozdział miał być już dawno, cholera ja miałam już go nawet napisanego. Tyle, że bum - mój laptop się zbuntował. Był w serwisie. Nie miałam jak dodać rozdziału, za co strasznie was przepraszam.
Przyznam, że dostałam go już dzisiaj popołudniu, ale chciałam przedłużyć rozdział. Za to, ile musiałyście czekać, należy wam się coś długiego.
Pierwotnie skończył się w momencie, kiedy Chanel zasnęła pijana, więc widzicie - trochę go przedłużyłam.
Chciałam strasznie podziękować wszystkim osobom, które pisały mi na ask'u, że się o mnie martwią, bo nie wiedzą co się ze mną dzieje. To cholernie miłe, dziękuję wam.
Oczywiście nie obyło się też bez hejtów typu "zakłamana suko, miałaś dodać rozdział już dawno" ale naprawdę stałam się już na to odporna.

Co do samego rozdziału.
Naprawdę myślicie, że ten zły Justin zniknął? Że magicznie się zmienił? To poczekajcie na kilka następnych rozdziałów :)
Co do ostatniej sceny. Większość z was uwielbia takie sceny, więc..chyba będziecie zadowolone, a końcówka...dramaturgia, zawsze okej.

Kocham was bardzo mocno. Jeszcze raz przepraszam i do następnego, który postaram się dodać jak najszybciej <3



59 komentarzy:

  1. Jezu ! Cudo :>
    Nowy rozdział jest mega

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeej , świetny rozdział *_*
    Czekam na kolejny kochanie <3
    @pojebalosie

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowny.. *.* nieprzejmuj się tymi wyzwiskami pomimo że domyślam się że Ciebie to boli, ale ja czekam na kolejny bo piszesz genialnie <33

    OdpowiedzUsuń
  4. ja pierdole *.* po prostu mnie zabiłaś, dosłownie... rozdział jest BOSKI I ZAJEBISTY a nawet lepszy, ale na chwilę obecną lepszego słowa nie znajdę :D a czytałam końcówkę, hm, z pięć razy? haha... no cóż nic nie poradzę, że z natury jestem zboczona xd i... nie wyjął go??? :O o kurwa...
    wiesz co? ja serio się martwiłam ._. nie chodziło, że nie dodawałaś rozdziału, bo każdy ma swoje życie, tylko nie wiedziałam co się z tobą dzieje ._.
    ciesz się że nie widziałaś mojej reakcji na pojawienie się nowego, bo byś ogłuchła od razu :D
    Kocham Cię i czekam na następne <33

    OdpowiedzUsuń
  5. nie rozumiem.....czego on nie wyjął? O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwww bd prawdopodobnie dzidziuś *.* i niech bd w tedy bd jeszcze bardziej zajebiscie <3 a rozdział geeenialny !! ; 3

      Usuń
    2. Nie wyjął penisa :D

      Usuń
    3. serio się nie domyśliłeś/aś czego nie wyjął??? O losie!

      Usuń
  6. Super rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  7. O.MÓJ.BOŻE. genialny rozdział, czytałam go dwa razy ahskdhksjsjsjsj kocham cie dziewczyno ahdkssksjhs
    mam nadzieje, że Chanel dowie się, że Justin ja zdradza i bedzie drama XD lubie to ahaha czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. jejciu nie może być w ciąży, błagam Cię, we wszystkich opowiadaniach tak jest! Do ginekologa musi iść po tabletkę! Ma na to 72h, błagam Cię, mamy XXI w. Kurde jak on mógł nie wyjąć i być tak nieodpowiedzialnym!!! Jestem z Ciebie dumna, jesteś super to opowiadanie jest zajebiście wciągające. Pewnie, że uwielbiam sceny "łóżkowe" jak i dominującego Justina. I dobrze, że się nie przejmujesz hejtami! Ci co kochają to czekają :*** Buziaki

    @aniakomi

    OdpowiedzUsuń
  9. ZABIŁAŚ MNIE TYM ROZDZIAŁEM. < 3 Kocham to. A ta ostatnia scena.. Boże oni nie mogą mieć dzidziusia. Niech idzie do ginekologa po tabletkę, serio. Hahaha. ; D Ja tu normalnie zaraz Ci sama napiszę ciąg dalszy . < 3 A wracając do pocalunku Chanel to nie spodziewałam się, no ale jak Justin ją zdradził to co ? No cóż czekam na ciąg dalszy ! Nie mogę się doczekać ! I Ty nas nie przepraszaj ! Bo każdemu mogło coś wypaść. < 3 KC !

    OdpowiedzUsuń
  10. On sie czaczyna o nia troszczyc !!! :D i ta ostatnia scena.... Wow!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny <33
    eej , ale napisalas odblokowałam swojego iphona' to skąd ona miała telefon xd ?

    OdpowiedzUsuń
  12. taak. Justin zaczyna się troszczyć o Chanel, ale to tylko 'gra pozorów' - przynajmniej takie mam wrażenie. chyba, że faktycznie Jus zaczyna się zmieniać w 'lepszego' człowieka. haha xd ta ostatnia scena - jkbakjhfcdshlkhclsud *_____* i ta drama. o mamusiu! hahaha jak Chanel będzie w ciąży to... ohohoh - będzie się działo.

    @saaalvame

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham to opowiadanie i wgl w kazdym rozdziale tyle emocji a teraz JEZU *_* <33!

    OdpowiedzUsuń
  14. Super rozdział kocham cię <33 ;) pozdrawiam channel nie grzeczna hehe :)

    OdpowiedzUsuń
  15. jvkdcfnjkxncjkxn , cudowny rozdział a jak bedą mieć dziecko to hahahah chyba pęknę ze śmiechu jezu kocham to to jest idealne jesteś cholernie zdolna . Kocham mocno i też się Ciebie martwiłam :( <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Jezu cudne!!!!!!! A ta końcówka matko kocham!!!! Czekam na nexta!!!!! Też sie o ciebie martwiłam!!!! :*****

    OdpowiedzUsuń
  17. shdjfgshd jesteś geniuszem kocham to *o*
    nie mogę się juz następnego doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  18. o boze... nie wyjal go z niej xd taaak Justin sie zmienil przynajmnuej ja tak mysle ^^ koncowka cudowna nie spodziewalam sie takiej musze przyznac :-) ciekawe co dalej <3 mam nadzieje ze z lapkiem bedziej juz wszystko okej i dodasz nowy rozdzial.jak tylko go napiszesz <3 xxx

    OdpowiedzUsuń
  19. jesteś najlepsza, serio, rozdział jak zawsze świetny, nie mogę się doczekać kolejnego!

    OdpowiedzUsuń
  20. AAAAAAAAA końcówka!!!!! Kiedy następny??? czekam!!!! :******

    OdpowiedzUsuń
  21. o matko. a jak oni będą mieli dziecko?? OMG!! Czekam na następne!!! <333333333

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny !!! Czekamy na następny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. OMB, kocham to opowiadanie tak jak ciebie <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Zajebiste opowiadanie i rozdzial xx czekam na nastepny!

    OdpowiedzUsuń
  25. Cudowny rozdział <3 kocham to :) http://ask.fm/problempokonany
    Zapraszam na tą stronkę :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Boże, to opowiadanie jest wprost idealne, uwielbiam je... skaczę jak idiotka ze szczęścia, kiedy widzę nowy rozdział, mam nadzieję, że kolejny będzie jak najszybciej, życzę weny do pisania! Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  27. o masakra, to jest cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Cudowny rozdziaał*.* naprawdę bardzo mi się podoba. Jestem ciekawa czy Justin się dowie o pocałunku..:)Nie mogę się doczekac nn <3

    OdpowiedzUsuń
  29. O matko, dziewczyno!
    Jeden z najlepszych polskich blogów!
    Już myślałam, że to jakieś kolejne tłumaczenie, a tu bum, sama je piszesz :)
    Naprawdę masz talent i z przyjemnością będę odwiedzać Twojego bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. ciekawa jestem czy dowiedzą się o swoich zdradach :D
    Jesteś boska, ten blog jest boski, ogólnie wszystko jest BOSKIE :)
    wchodzę tu codziennie patrząc czy się coś zmieniło :)
    uzależniłam się przez ciebie ! :>>

    OdpowiedzUsuń
  31. Supeeer blog jestes najlepsza , czekam na NN ;D

    OdpowiedzUsuń
  32. Ale piekne to opowiadanie , no napewno różni sie od innych bo niektórzy wzorują sie na filmach takich jak ''LOL'' , ''trzy metry nad niebem'' a ty nie ;d

    OdpowiedzUsuń
  33. Czekam na następny! Jesteś cudowna <3

    OdpowiedzUsuń
  34. Kocham to opowiadanie i ciebie! :3 czekam na 29! :3

    OdpowiedzUsuń
  35. o boże ..genialny rozdział :> I ta końcówka ...mmmm już nie mogę doczekać się następnego ..duużo wenki życzę kochana <33

    OdpowiedzUsuń
  36. Najlepsze opowiadanie! Pisz szybciutko. <3 Kocham cię i życzę weny :3

    OdpowiedzUsuń
  37. Najlepsze <3 Błagam dodaj już 29! :3

    OdpowiedzUsuń
  38. Kocham to opowiadanie i Ciebie również ♥ Nie mogę się doczekać 29 <3

    OdpowiedzUsuń
  39. Przez wakacje przestałam czytać opowiadania, które czytałam, ale twojego opowiadanie nie potrafię " nie czytać ". Akcja jest bardzo ciekawa, opowiadanie jest bardzo dobrze napisane . - I LOVE IT. ♥ A co do rozdziału , to końcówka bardzo szokuuująca i dramatyczna.. ; p

    OdpowiedzUsuń
  40. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Cudowne! Kocham historię Chanel i Justina *.* Czekam na nn <3 Życzę weny,skarbie ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. najlepsze boże knjsajdoiqajmdiaw *.*

    OdpowiedzUsuń
  42. hdgadaudbabs*.*

    OdpowiedzUsuń
  43. o mój boże ;o Świetny ! ;o

    OdpowiedzUsuń
  44. Ta końcówka jest najlepszą końcówką z końcówek. Kurwa, obiecałam sobie, ze nie wstawie tu tego komentarza, bo to już 2 co do tego rozdziału, przepraszam. Napisałam Ci już na asku więc tu też muszę, bo aktualnie staram się nie zasnąć czekając, pewnie jak zawsze, NA WSPANIAŁY NOWY ROZDZIAŁ! <3

    OdpowiedzUsuń
  45. Wspaniały rozdział ach i jeszcze jedno robisz śliczne przeróbki zdjęc

    OdpowiedzUsuń
  46. jesteś genialna w te klocki

    OdpowiedzUsuń