czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 26.

Wciąż stałam w tym samym miejscu. Wciąż trzymałam się za policzek. Wciąż nie umiałam wydusić z siebie żadnego słowa i wciąż nie wierzyłam w to, co się przed chwilą wydarzyło. Do oczu cisnęły mi się łzy. Nie z bólu, ponieważ uderzenie nie było jakieś wyjątkowo mocne, choć nie mogę zaprzeczyć, że boli. Chciało mi się płakać przez ból psychiczny, który ogarniał mnie coraz mocniej. Jak on to mógł zrobić? Jak mógł mnie uderzyć? Jak mógł do cholery podnieść na mnie rękę?
Po moim delikatnie czerwonym policzku spłynęła łza. Szybko otarłam ją wierzchem dłoni, nie chcąc zostać tu ani chwili dłużej. Nie chciałam..a może bałam się stanąć z nim za chwilę twarzą w twarz. Ignorując pieczenie policzka, podeszłam do kanapy i zabrałam ją z kanapy, po czym szybkim krokiem wyszłam z salonu, kierując się do przedpokoju.
-Chanel, zaczekaj - usłyszałam po chwili za sobą, a serce momentalnie mi przyspieszyło. Jego ton głosu nie wydawał się być ostry, wręcz przeciwnie. Był łagodny. Mimo to, chciałam po prostu jak najszybciej stąd wyjść.
Czym prędzej podniosłam swoje szpilki z podłogi, wkładając je na stopy.
-Chanel - powtórzył, łapiąc mnie za łokieć i ciągnąc w swoim kierunku. Nie chciałam nawiązywać z nim kontaktu wzrokowego, więc spuściłam głowę, usiłując mu się wyrwać.
-Spójrz na mnie - nie dawał za wygraną, łapiąc mnie mocniej i przerywając tym samym moją szamotaninę. W końcu się poddałam. Podniosłam głowę, przestając usilnie się wyrywać. Spojrzałam w jego oczy, które sprawiały, że wymiękałam.
-Puść mnie i daj mi stąd wyjść - powiedziałam cicho. Znów chciało mi się płakać. I to bardzo. Starałam się powstrzymywać łzy cisnące się do oczu, żeby nie pokazywać mu swojej słabości.
-Przepraszam, nie chciałem cię uderzyć - powiedział łagodnym tonem, delikatnie przykładając dłoń do policzka, w który wcześniej mnie uderzył. Przejechał po nim opuszkami palców, prawie niewyczuwalnie.
-Gdybyś nie chciał, to byś tego nie zrobił - warknęłam, nie chcąc ulec jego czułym słówkom i przeprosinom, które były dla mnie już jedną, wielką niewiadomą. Nie potrafiłam rozszyfrować, kiedy mówił szczerze, a kiedy nie. -Jak w ogóle mogłeś podnieść na mnie rękę? Jesteś chory - dodałam, czując, że wracają mi siły. Zdjęłam jego dłoń ze swojego policzka i zrzuciłam ją. O dziwo, nawet nie próbował mnie przytrzymać, po prostu mnie puścił. Zrobiłam krok w tył, odwracając się i łapiąc powoli za klamkę, z zamiarem wyjścia z domu.
-Chanel - usłyszałam za sobą cichy szept i delikatny dotyk dłoni na swojej talii. Przymknęłam powieki spod których w końcu wypłynęły słone łzy. Zacisnęłam wargi. - Proszę, nie wychodź. Przepraszam, nie chciałem cię skrzywdzić - dodał, niemal szeptem, robiąc mały krok w moim kierunku i stając tuż za mną. Położył swoją drugą dłoń, po drugiej stronie mojej talii, powoli przesuwając obie dłonie na mój brzuch. - Wiesz, że cię kocham, prawda? Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie? - kontynuował, dmuchając ciepłym oddechem w mój odsłonięty spod włosów kark.
-To dlaczego to zrobiłeś? - szepnęłam, pociągając nosem.
-Poniosło mnie, przepraszam. Przysięgam, że nigdy więcej tego nie zrobię, nie mógłbym - odpowiedział, obejmując mnie i przechylając swoją głowę tak, aby móc dotknąć ustami mojej szyi.
-Przysięgasz? - szepnęłam cichym, drżącym od płaczu głosem, znów pociągając nosem.
-Przysięgam kochanie - odpowiedział, odwracając mnie w swoją stronę i pewnym ruchem wtulając w siebie. Ufałam mu.
Rozpłakałam się na dobre, mocząc łzami jego koszulkę. Będąc w jego objęciach czułam się bezpiecznie. Jakkolwiek ironicznie to w tej sytuacji może brzmieć.
Chłopak gładził mnie po włosach, mocno w siebie wtulając. Nie wiem jak długo staliśmy w takiej pozycji. Może minęło kilkanaście sekund, a może kilka minut. Nie mam pojęcia, chyba straciłam rachubę czasu.
Justin lekko odsunął mnie od siebie, obejmując dłońmi moją twarz. Starł kciukiem pojedynczą łzę, spływającą jeszcze po moim policzku.
-Nie chciałem zrobić ci krzywdy - szepnął, a ja...dałabym sobie rękę uciąć, że zauważyłam w jego oczach szklanki, a w jego głosie usłyszałam drżenie. Nie wiedziałam, że on w ogóle jest zdolny do okazywania takich uczuć.
-Wiem - odparłam od razu, robiąc pół kroku w przód i wtulając się w jego tors, obejmując go w klatce piersiowej dłońmi. - Kocham cię - dodałam, przymykając powieki.
-Ja ciebie też. Bardzo - szepnął, obejmując moje ramiona i składając pocałunek na mojej głowie.
*
-Boję się wrócić do domu - powiedziałam niepewnie, siedząc na kanapie w jego objęciach.
-Nie wracaj, zostań ze mną - odparł, odgarniając z karku moje włosy. Gdyby to było takie proste.
-Justin, dobrze wiesz, że nie mogę. Jeśli nie wrócę dzisiaj na noc mama wezwie policję, mogę być tego pewna. Co wtedy? Pierwszym miejscem w jakim będą mnie szukać jest twój dom. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała zostać, muszę wrócić do tego pieprzonego domu - westchnęłam. Wyłączyłam mój telefon, bo nie chciałam widzieć przybywających, nieodebranych połączeń od mamy. Nie była głupia, zorientowała się już, że uciekłam przez okno. Wciąż pisała i dzwoniła, a ja..ja po prostu wyłączyłam telefon.
-Dlaczego nie chcesz uciec ze mną za granicę? - spytał, jakby to, co mówił było takie proste i oczywiste.
-Proszę cię, jak ty w ogóle sobie to wyobrażasz? Przecież to nierealne. Będziemy się ukrywać? Jak jacyś kryminaliści? Wiesz, to nasze ukrywanie się musiałaby potrwać jeszcze ponad rok, do moich osiemnastych urodzin.
-Zostawisz rodzicom wiadomość, żeby cię nie szukali, że nie chcesz wracać - powiedział, a ja parsknęłam, kręcąc głową.
-I myślisz, że to przejdzie? Że powiedzą "dobrze kochanie, to nic, że nie jesteś pełnoletnia i nie skończyłaś szkoły, wyjedź sobie". Proszę cię.
-Wiesz, że oni zrobią wszystko, żeby cię ode mnie zabrać? - spytał retorycznie, wtulając twarz w moją szyję.
-Wiem, ale im się nie uda. Przecież nie zamkną mnie w domu na rok - odparłam, choć jeśli mam być szczera, to nawet tego nie mogłam być pewna.
*
-Pójdę z tobą - oznajmił, kiedy staliśmy przed moim domem. Nogi mi się trzęsły. Nawet nie wyobrażam sobie jaką za chwilę będę mieć awanturę w domu.
-Zwariowałeś? Będziesz jeszcze. Muszę iść sama - westchnęłam, a w moich oczach zaczęły zbierać się łzy, czego nie dało się nie wyczuć w moim głosie.
-Chodź do mnie - powiedział i przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej, obejmując mnie. - Będzie dobrze - dodał cicho, całując mnie w czubek głowy. Nie chciałam go puszczać, zostawiać i odchodzić. Nie wiedziałam co zrobią moi rodzice. Tak strasznie bałam się, że uniemożliwią mi jaki kontakt z Justinem. Kochałam ich, ale w tym momencie szczerze ich nienawidziłam. Dlaczego mi to robią? Dlaczego nie potrafią zaakceptować Justina? Po prostu dać mi święty spokój? To było chore.
-Muszę już iść - szepnęłam, delikatnie zachrypniętym głosem. Chłopak lekko mnie od siebie odsunął, ujmując dłońmi moją twarz.
-Coś wymyślimy, obiecuję, że to niedługo się skończy i wszystko będzie tak, jak być powinno. - Pogładził kciukiem mój policzek. -Ufasz mi?
Kiwnęłam twierdząco głową, czując jak łzy napływają mi do oczu.
-Skarbie - powiedział szeptem, ponownie mnie w siebie mocno wtulając. -Tylko nie płacz, proszę - dodał, gładząc mnie po włosach.
Też tak macie? Słowa "nie płacz" sprawiają, że wybuchacie płaczem?
-Kocham cię. Bardzo mocno, pamiętaj o tym. - szeptał w moje włosy, a ja starałam się przestać płakać.Cierpliwie czekał aż się uspokoję, nie przejmując się tym, że kompletnie moczę jego koszulkę swoimi łzami. Dopiero po chwili sama delikatnie się od niego odsunęłam.
Justin ponownie ujął moją twarz, ocierając z moich policzków pozostałości po łzach.
-Uśmiech proszę - powiedział, sam uśmiechając się w sposób, który tak bardzo kochałam. Nie mogąc się powstrzymać, zaśmiałam się przez łzy.
-Od razu lepiej - dodał, wciąż się uśmiechając. Otarł resztki łez z mojej twarz i lekko się do mnie przybliżył, całując mnie w czoło.
-Jeszcze wszystko się ułoży, zobaczysz - powiedział. Wierzyłam mu.
Lekko się uśmiechnęłam, odsuwając od niego. 
-Wiem, ufam ci - odparłam. -Ale teraz muszę już iść - dodałam.
Chłopak złapał jedną z moich dłoni i przyciągnął mnie do siebie, całując w usta. Nie namiętnie. Delikatnie, uroczo.
Po chwili się od siebie odsunęliśmy, wciąż nie puszczając swoich dłoni. Zrobiłam kilka kroków w tył, powoli puszczając jego dłoń.
-Będzie dobrze. - Uśmiechnął się, kiedy odsunęłam się na tyle, że nasze dłonie zostały całkowicie "rozerwane".
Odwzajemniłam gest, odgarniając włosy za ucho i wciąż idąc do tyłu, w stronę domu. Ostatni raz mu pomachałam, po czym odwróciłam się na piecie idąc w kierunku drzwi. Tak bardzo się bałam.
Stojąc już przy drzwiach i dotykając klamki, odwróciłam się, sprawdzając , że Justin wrócił do samochodu i już po chwili odjechał. Póki co przeniósł się do swojego drugiego domu, co jak dla mnie było dobrym pomysłem. W końcu mama nie wie o tamtym domu i tam nigdy nie będzie mnie szukać.
Przymknęłam powieki, robiąc głęboki oddech. Dam radę. Muszę.
Powoli nacisnęłam na klamkę, wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi. Niemal natychmiast w przedpokoju pojawiła się mama.
-Boże, Chanel gdzie ty się podziewałaś?! - krzyknęła, a ja w jej głosie oprócz niesamowitej złości wyczuwałam zmartwienie. Co miałam odpowiedzieć? Dobrze wiedziała gdzie byłam, więc jej pytanie było raczej retoryczne. Zignorowałam ją, zdejmując buty i idąc w kierunku schodów.
-Chanel! - wrzasnęła po raz kolejny, łapiąc mnie za nadgarstek, uniemożliwiając odejście. Zacisnęłam wargi, wypuszczając powietrze nosem. Odwróciłam się na pięcie w jej stronę, krzyżując ręce na piersi.
-Tak, uciekłam przez okno. Tak, byłam u niego. Tak, jestem z nim szczęśliwa. Pasuje?! - powiedziałam podniesionym tonem. Jej wzrok był wbity we mnie. Wyraźnie zamurowała ją moja bezpośredniość i szczerość.
-Spędziłaś z nim noc?! - krzyknęła na mnie po raz kolejny, łapiąc się po chwili za czoło. Prychnęłam ironicznie.
-Nie, po prostu mnie przenocował, bo jemu w przeciwieństwie do ciebie na mnie zależy - skłamałam, nie chcąc dolewać oliwy do ognia. Ba, gdybym przyznała się do uprawiania z nim seksu, mama chyba by zemdlała.
-Jak możesz coś takiego mówić? - powiedziała już dużo spokojniej, ściszając głos. - Jesteś moją jedyną córką, kocham cię nad życie. Jak możesz mówić, że mi na tobie zależy? - dodała niemal rozpaczliwie.
-Gdyby ci na mnie zależało, nie robiłabyś wszystkiego, żeby zniszczyć moje szczęście - syknęłam pogardliwie przez zaciśnięte zęby.
W tym momencie doznałam szoku. Z salonu wyszedł tata. Boże, on naprawdę cały czas tutaj był? Słuchał tego? Wie o wszystkim?
Serce omal mi nie stanęło,a nogi dosłownie się pode mną ugięły.
Ojciec podszedł do mnie pewnym krokiem, po prostu łapiąc mnie za przedramię i wręcz ciągnąc po schodach do góry.
-Puść mnie! - pisnęłam, usiłując się wyrwać. Nigdy, przenigdy nie był na mnie tak wściekły. Tata dosłownie zaciągnął mnie do mojego pokoju, dopiero tam mnie puszczając. Złapałam się za lekko obolałą rękę.
-Nie wyjdziesz z tego pokoju, póki nie przeprosisz mamy i nie przysięgniesz na Boga, że nigdy więcej nie spotkasz się z tym chłopakiem - powiedział ostro, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-W takim razie będziecie mnie tu musieli trzymać do końca życia - odpowiedziałam cicho, ale całkowicie pewna swoich słów.
Ojciec pokręcił głową, patrząc na mnie w sposób, w jaki nigdy wcześniej na mnie nie patrzył. Podszedł do mnie, stając tuż przede mną i wyciągnął rękę.
-Oddaj telefon - odparł stanowczo. Nie zareagowałam, gotowało się we mnie. - Słyszysz co do ciebie mówię?! - wrzasnął, a ja aż podskoczyłam. Ze złości oddychałam coraz głośniej i szybciej. Szybkim, gwałtownym ruchem wyjąłem z kieszeni moich spodni iPhone'a, rzucając go tacie na rękę.
-O kontakcie telefonicznym z nim, już możesz zapomnieć - skwitował, chowając mój telefon do swojej kieszeni.
-Tyle, że i tak mogę spotkać się z nim w każdej chwili - parsknęłam ironicznie.
-Doprawdy? Czyżby przez okno? - spytał retorycznie z ironią, spoglądając na okno. Od razu spojrzałam w tamtym kierunku. Nie było w nim pieprzonej klamki, przez co otworzenie go, było niemożliwe. Nie sądziłam, że posuną się tak daleko.
-Nie wierzę, że to zrobiłeś - pokręciłam głową, czując, że zaraz wybuchnę złością i płaczem jednocześnie.
-A ja nie wierzę, że tak bardzo się na tobie zawiedliśmy - odparł, odchodząc. Stojąc w drzwiach jeszcze raz na mnie spojrzał.
-Kiedyś nam za to podziękujesz - skwitował, wychodząc i zamykając za sobą drzwi. Nie wytrzymałam. Wybuchłam, krzycząc ze złością. Zabrałam z parapetu dużą poduszkę i rzuciłam nią w zamknięte drzwi.
-Nienawidzę was! - wrzasnęłam, czując jak w moich oczach zbierają się łzy. Zrobiłam krok do tyłu, opierając się o ścianę i powoli osuwając się po niej na podłogę. Przyciągnęłam kolana do twarzy, spuszczając głowię i dociskając ją do swoich nóg. Nie potrafiłam opanować płaczu.
-Co ja takiego zrobiłam? - szepnęłam sama do siebie, wciąż płacząc i pociągając nosem. - Ja tylko się zakochałam.
*
Wczoraj moim jedynym wyjściem z pokoju było pójście do łazienki w celu wzięła prysznica. W ogóle nie wychodziłam z pokoju, siedziałam w nim zamknięta, nie potrafiąc przestać płakać. W tym momencie tak strasznie nienawidziłam swoich rodziców.
Justin na pewno pisał, dzwonił, a ja? Ja nie mogłam nawet napisać mu, że jestem kompletnie uziemiona.

Wstając rano od razu czułam jak źle muszę wyglądać. Oczy popuchnięte od płaczu, nie miały nawet szans na wrócenie do normalności, bo po każdym uspokojeniu się, ponownie wybuchałam płaczem. Tak bez końca. Wyszłam z łóżka, czując się fatalnie. Fizycznie i psychicznie. Jedyna rzecz, która mnie pobudzała, to fakt, że po szkole może przyjedzie po mnie Justin.
Wybrałam ubrania, udając się z nimi do łazienki. Spojrzałam w lustro i nie dowierzałam własnym oczom. Wyglądałam gorzej niż się spodziewałam. Chyba nie ma takiej warstwy pudru czy korektora, który ukryłby te popuchnięte powieki.

Schodziłam na dół pełna obaw, ale ciesząc się chociaż z tego, że tata jest w pracy. Specjalnie zeszłam tak późno, aby móc od razu wychodzić. Nie chciałam siedzieć w domu, z mamą. Sytuacja była zbyt napięta. Weszłam do przedpokoju, kładąc torbę na bok i siadając na szafce. Wkładając na stopy trampki, dostrzegłam, że mama również zaczyna się ubierać.
-Gdzie ty idziesz o tej porze? - spytałam oschle, wiążąc sznurówki.
-Odwożę cię do szkoły - odparł sztucznie "miło".
-Że co?
-Nie martw się, nie tylko cię odwiozę, ale również po ciebie przyjadę po lekcjach. - Uśmiechnęła się ironicznie, biorąc do rąk kluczyki do samochodu.
Oni naprawdę nie żartowali. Blokują mi każdy, możliwy kontakt z Justinem. Czułam, że zaraz się rozpłaczę, ale mimo wszystko starałam się być silna.
-Jesteście chorzy - warknęłam, otwierając gwałtownie drzwi i wychodząc.

Cała droga do szkoły przebiegła w milczeniu. Ja siedziałam, starając się nie wybuchnąć ani złością, ani płaczem, a mama prowadziła w ciszy samochód.
Dopiero kiedy zatrzymała się pod szkołą, a ja chciałam już wychodzić, odezwała się.
-Chanel, zaczekaj - powiedziała, a ja wróciłam z powrotem na miejsce, odwracając się w jej stronę.
-Co? - spytałam oschle.
-Zrozum, że robimy to, bo chcemy dla ciebie dobrze. Chronimy cię przed nim, bo wiemy, że jesteś młoda i naiwna. Skarbie, on to wykorzystuje, wie jak głupia potrafi być zakochana nastolatka. Chcesz, żeby zniszczył ci życie? Żeby ściągnął cie na samo dno, na które on już schodzi? Naprawdę tego chcesz? Wiem, że teraz możesz nas nawet nienawidzić, ale jeszcze kiedyś nam za to podziękujesz, zaufaj mi - po raz kolejny wygłosiła swój monolog. Szczerze? Nie ruszyło mnie to. Parsknęłam ironicznym śmiechem.
-Gówno wiesz - warknęłam wysiadając z samochodu i trzaskając z całej siły drzwiczkami.  Założyłam ręce na piersi, idąc w stronę szkoły.
*
Przez cały czas nie odzywałam się do nikogo. Zlewałam wszystkich, a zwłaszcza Cher i Katy. Chciałam być sama. Kolejny wf spędzaliśmy na trybunach na boisku.
Usiadłam samotnie na jednym z siedzeń, rzucając na drugie swoją torbę, natomiast nogi kładąc na siedzenie przede mną. Chciało mi się płakać, ale w momencie kiedy Cher i Katy usiadłby obok mnie miałam dużo większą ochotę je uderzyć i wybuchnąć złością. Tak trudno było pojąć, że nie mam ochoty na niczyje towarzystwo?
-Chanel, unikasz nas cały dzień, nie odzywasz się, chodzisz wściekła, a jednocześnie momentami masz łzy w oczach. Nie damy ci spokoju, póki nie powiesz nam co się stało. Naprawdę się martwimy. - Cher spojrzała ze mną z prawdziwą, szczerą troską.
Zamiast zacząć na nie wrzeszczeć i kazać się wynosić, ja po prostu...rozpłakałam się.
-Chanel - powiedziała i mocno mnie do siebie przytuliła, razem z Katy.
Znałam je krótko, ale wiedziałam, że są godne zaufania i naprawdę zaczęło im na mnie zależeć. Płakałam przez dobre pięć minut, a dziewczyny starały się mnie uspokoić. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam wypłakać się w czyjeś ramię.
-Co się stało? - blondynka spytała troskliwie, głaszcząc mnie po włosach.
-Oni mnie nienawidzą - wydusiłam przez łzy, pociągając nosem.
-Kto?
-Rodzice - odparłam, powoli się uspokajając i ocierając łzy ze swoich policzków.
-Chanel, co ty mówisz. Oni cię kochają - odparła szatynka, wciąż obejmując mnie jedną ręką.
-To dlaczego robią wszystko, żeby zniszczyć moje szczęście? Dlaczego nie potrafią zrozumieć, że go kocham i nie potrafię tak po prostu o nim zapomnieć. To, czego oni ode mnie oczekują jest chore. Oni są chorzy - odpowiedziałam, biorąc głęboki oddech i opanowując swój oddech.
-Twoi rodzice wiedzą o Justinie? - spytały zdziwione, a ja cicho westchnęłam, wiedząc, że będę musiała opowiedzieć im wszystko od początku.

Kiedy skończyłam opowiadać, byłam już spokojna, a łzy całkowicie wyschły.
-Teraz rozumiecie? Ja nie chcę go stracić, ale kompletnie nie wiem co mam zrobić - szepnęłam.
-Oni się o ciebie martwią. Wiedzą, że Justin pije, ćpa i ma problemy z prawem. Postaw się na ich miejscu - pozwoliłabyś swojej córce spotykać się z takim chłopakiem? - powiedziała Cher, a ja zamilkłam, nie wiedząc co odpowiedzieć. To naprawdę było skomplikowane.
-Sama widzisz- dodała.
-Ale ja go kocham, bardzo. Zrozumcie to w końcu.
-Rozumiemy - odparła Katy.
-Nikt poza mną, a nim nie wie jak jest naprawdę. Nikt nie wie jaki on dla mnie jest, jak się o mnie troszczy, mówi, że mnie kocha. Wszyscy widzą w nim tylko te złe rzeczy. Cholera, każdy ma wady.
-To jak "love story" rodem z Romeo i Julii - powiedziała blondynka ze skupieniem wsłuchując się w moje słowa. Cicho się zaśmiałam. Pierwszy raz od wczoraj.
-Tak, coś w tym stylu. - Zaśmiałam się.  - Dziewczyny, to jest pierwszy chłopak, do którego czuje coś takiego. Mam siedemnaście lat, nieraz byłam zauroczona jakimś chłopakiem, ale nigdy nie czułam tego, co czuję teraz. On jest dla mnie jak tlen. Potrzebuję go, żeby żyć. Rozumiecie? Chcę cały czas mieć go przy sobie. Nawet nie wiecie jakie to było cudowne uczucie obudzić się obok niego - opowiadałam i na wspomnienie poranka, delikatnie się uśmiechnęłam.
-Chanel - powiedziała Cher, a z jej ust nie schodził lekki uśmiech. Spojrzałam na dziewczyny.
-Czyli wtedy to nie był jedyny raz, kiedy z nim spałaś, hm? - spytała, a ja lekko zawstydzona spuściłam głowę.
-Do przedwczoraj był - odparłam, przygryzając dolną wargę.
-Jak było? - spytała Katy, opierając swój podbródek na dłoni, a z kolei łokieć opierała o oparcie siedzenia. Uśmiechała się w sposób "widzę jaka jesteś szczęśliwa, to takie słodkie."
-Cudownie - odpowiedziałam jednym słowem, uśmiechając się i odgarniając włosy za ucho. 
-Cóż, spodziewałam się jakichś szczegółów, ale to kiedy indziej - odparła Cher, na co wszystkie się zaśmiałyśmy. Spuściłam głowę, wpatrując się w swoje uda. Dziewczyny nagle zamilkły, a ja poczułam czyjeś dłonie na swoich oczach.
-Tęskniłaś? - usłyszałam tuż przy swoim uchu. Nawet nie wyobrażacie sobie co w tym momencie poczułam. Miałam ochotę zacząć skakać z radości i jednocześnie rozpłakać się ze szczęścia. Szybko zdjęłam dłonie ze swojej twarzy i wstałam, odwracając się. Stał przede mną. Znów. Uśmiechał się i patrzył na mnie. Justin. Mój Justin.
-Justin! - pisnęłam i weszłam na wyższą część trybun, na której stał chłopak i dosłownie rzuciłam mu się w ramiona. Mocno go przytuliłam, mając wrażenie, że nie przytulałam go od kilku miesięcy. Tak strasznie mi tego brakowało.
Zacisnęłam powieki, obejmując go z całych swoich sił i napawając się jego zapachem.
W końcu lekko się od niego odsunęłam, jednocześnie będąc na tyle blisko, że chłopak mógł bez problemu mnie pocałować.
Miałam teraz w ramionach cały mój świat. Naprawdę nie potrzebowałam niczego więcej.
-Skąd wiedziałeś, że jestem akurat tutaj? - spytałam, gdy w końcu nasze usta się rozłączyły.
-Ja wiem wszystko. - Zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie jesteśmy tu sami. Odsunęłam się od Justina, łapiąc go za rękę i razem z nich schodząc z powrotem niżej, do dziewczyn.
-Cher już znasz, a to jest Katy. Katy, to Justin -przedstawiłam ich sobie, a uśmiech nie schodził z moich ust. Jus posłał jej jeden ze swoich najsłodszych uśmiechów i uścisnął delikatnie jej dłoń. W tym momencie nawet nie poczułam zazdrości. Jedyne co czułam, to ogromną radość.
-To my chyba zostawimy was samych. - Zaśmiała się Cher.
Kiwnęłam głowa, uśmiechając się i czekając, aż dziewczyny sobie pójdą.
Chłopak usiadł na jednym z siedzeń, sadzając mnie na swoich kolanach. Położyłam dłoń na jego kark, natomiast on objął mnie w pasie.
-Chyba nawet nie muszę pytać dlaczego nie dawałaś znaku życia. Zabrali ci telefon? - spojrzał na mnie i troskliwie odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy. Cicho westchnęłam, kiwając twierdząco głową.
-Ale to nie wszystko. Wiesz co jeszcze zrobili? Wykręcili klamkę z okna w moim pokoju, więc otworzenie go jest niemożliwe, a do tego mama oznajmiła mi, że teraz codziennie będzie zawozić i odbierać mnie ze szkoły. Przecież to jest chore.
-To nic i tak znajdę sposób, żebyśmy mogli się spotykać, zobaczysz - powiedział pełen przekonania w swoje słowa i wtulił głowę w mój dekolt, mocno mnie przytulając.

They don’t know about the things we do
They don’t know about the I love you’s
But I bet you if they only knew
They will just be jealous of us
They don’t know about the up all night's
They don’t know I’ve waited all my life
Just to find a love that feels this right
Baby they don’t know about
They don’t know about us.


____________________________________________________________________________________________

Myślałam, że ten blog będzie miał z 50 rozdziałów, w czasie kiedy, w mojej głowie rodzi się milion nowych pomysłów na nie.
Zdradzić wam nieco z najbliższych rozdziałów?
W opowiadaniu już za tydzień są wakacje. Rodzice coś wymyślą. Chanel będzie przebiegła. To, co miało być karą i próbą "nawrócenia" jej, okaże się czymś wręcz przeciwnym.
A i pewnie zabijam was rozmyślaniem na temat "Justin ją kocha czy wciąż udaje?" :)

A i jeszcze jedno - http://justinandkalsey.bloblo.pl/ - cóż za interesujący ten ostatni rozdział, czyż nie? Niesamowicie mi coś przypomina :)
Kocham Was bardzo mocno.

45 komentarzy:

  1. jak zwykle zajebisty *.*

    i jeszcze ta piosenka one direction, tak doskonale pasująca... dobrze, że piszesz dalej, nie warto się poddawać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh dziewczynoo! Wiesz jak ja się już niecierpliwiłam na tej rozdział! tyle czekałam! kilka razy dziennie tutaj byłam.Bardzo cie kocham naprawde !! <3 Dzięki ze cos wkoncu napisalas <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, super super <3
    Kocham Ciebie i ten blog ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. oo matko ! kocham cię dziewczyno ! pisz,pisz ;* <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Aww ta ostatnia scena byla slodka <3 kocham kocham kocham !! straaaasznie nie moge doczekac sie nastepnego rozdzialu ^_^ dziekuje jeszcze raz ze wrocilas xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. ostatnie zdanie asdfgfsadfghgfs

    OdpowiedzUsuń
  7. KSJSJIEIEUEHED KOCHAM ICH ! <333333 I CIEBIE ZA TAKI TALENT. O Boże, ale Chanel dowie sie o tej zdradzie Justina ?

    OdpowiedzUsuń
  8. boze rozdział jest ekstra !! masz talen dziewczyno :* kocham cie <3 czekam na nn *.*

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeej,w końcu<3 nie mogłam się doczekać!;D rozdział jak zwykle świetny,czekam z niecierpliwością na następny!;D


    A ta co kopiuje Twoje opowiadanie mam nadzieję,że w krótce zakończy swoją"karierę" i usunie bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tego bloga! Codziennie sprawdzam, czy jest nowy rozdział;D czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  11. zajebiste jest to opowiadanie :PP
    kocham po prostu i tak zabijasz nas tym czy on ją kocha czy nie xd :P kiedy nowy rozdział ??

    OdpowiedzUsuń
  12. BOZE! gakshakhsgdsh wchodzę sobie tutaj z nadzieją, że dodalas rozdział i automatycznie na mojej twarzy pojawił się uśmiech <3 To jest jeden z moich ulubionych opowiadań, aw kocham to, tylko dziwi mnie to, że ona tak szybko mu wybaczyła, jest faktycznie trochę naiwna.. no i zastanawiam się nad tym, ehm ona zapomniała o tej dziewczynie co mu sms wysłała? to trochę dziwne... czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
  13. Aaaa. fjasdfisdfsadjfasdkf .
    Ja bym na jej miejscu, dawno go zostawiła !
    Co z tego, że się zakochała ??
    Pfff.. xDDD ;D
    Kochanie, kocham Cię <3333
    Zajebiście piszesz ;]]]
    A jak tam pomysły na blogu o Mils i Jussie ? ;D
    Też jestem wielką fanką <3333

    Zapraszam do siebie, kotek ;*** :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże jak ja się cieszę, że dalej piszesz to opowiadanie. Wiadome, że Juss jej nie kocha, mam nadzieję, że szybko się o tym przekona. <333 Czekam nn :** Kocham cie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. nadal nie ogarniam Justina.. on ja kocha czy nie???

    OdpowiedzUsuń
  16. rodzice Chanel są nienormalni! -,- a ta ostatnia scena... *_____* słodko <3 hahah i jeszcze piosenka 1D <3 Boże, cud, miód i orzeszki hahah ;d
    czekam już na NN z niecierpliwością <3

    @saaalvame

    OdpowiedzUsuń
  17. *o* vxfjkirwxnkp - innego słowa nie znajdę :D.
    Ja wcale się nie dziwię Chanel... I owszem, zabijasz nas. :)
    Kocham, kocham, kocham i czekam <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Strasznie lubię to opowiadanie :)
    Szkoda tylko, że rozdziały są tak rzadko :(

    OdpowiedzUsuń
  19. WSPANIAŁY BLOG, WSPANIAŁE OPOWIADANIE, WSPANIAŁY ROZDZIAŁ, WSPANIAŁA NOTKA POD ROZDZIAŁEM, TY JESTEŚ WSPANIAŁA. I UGH, PEWNIE WSZYSTKO CO ROBISZ JEST WSPANIAŁE, ALE CO TAM. UGH, KOCHAM CIĘ. I UWAGA....JESTEŚ WSPANIAŁA <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Boże, jak ona mogła mu takie coś wybaczyć? Nie rozumiem jej, kiedy powiedziała, że go kocha, po tym jak ją uderzył, myślałam, że laptopa rozjebię xd
    Zapraszam do siebie:
    http://past-always-comes-back.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Masz rację, zabijasz mnie -.- xD

    "- Wiesz, że cię kocham, prawda? Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie?"

    Już nie wiem, co o tym myśleć... Chanel jest na zabój zakochana, to widać... Ale nie jestem przekonana, co do Justina... Chociaż na jej miejscu pewnie zachowywałabym się tak samo. No i czy on mówi w końcu prawdę? Raczej kłamię, ale mogę się mylić. Szczerze? Nie mam pojęcia. Jesteś bardzo mało przewidywalna.
    bfgewvfbrhjgebthgbtyghyr dziewczyno, co Ty ze mną robisz, no!?
    ale i tak KOCHAM CIĘ ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ten rozdział na tym ( http://justinandkalsey.bloblo.pl/ ) blogu jest... ughhh... wkurzyłam się -.- jak tak można?

      Usuń
  22. Hej Super Rozdział <3 Czekam na Nn. ;) Ja dopiero zaczynam pisać i ZAPRASZAM : http://love-is-not-always-safe-jb.blogspot.com Jak ci się spodoba byłabym wdzięczna gdybyś posyłała link opowiadania dalej. <3
    Z góry przepraszam za SPAM <3

    OdpowiedzUsuń
  23. sahsahfdjj'kfdsjsafhsafhja BOSKI !!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Po raz pierwszy komentuje Twoje opowiadanie bo byłam do tyłu z rozdziałami...
    Dziewczyno...uważam że masz niesamowity talent...potencjał...i dar.
    Uwielbiam Twój styl pisania i pomysły...każde Twoje opowiadanie jest inne...niesamowite.
    Widać że pisanie sprawia Ci ogromną przyjemność bo każde zdanie,każde słowo jest dokładnie przemyślane.
    Chciałam Ci jeszcze podziekować za Twoje dwa pozostałe opowiadanie...a zwłaszcza za to o Miley i Justinie...doprowadziłaś mnie do łez...
    Mam nadzieję że dalej będziesz prowadzić swoje blogi ponieważ są one niesamowite...To o Chanel jest inne niż wszystkie i przez to jeszcze cudowniejsze !
    Jeśli lubisz wzruszające historie to radzę Ci przeczytać to: http://escape-from-love.blogspot.com/p/rozdziay.html i wybrać opowiadanie 2.
    Jeszcze raz chciałam Ci podziękować za to że swoją pasją szczęśliwiasz innych...

    OdpowiedzUsuń
  25. Jejku, czekam na moment, aż okaże się, czy on na serio coś do niej czuje! Ta ciekawość mnie połyka! Choć patrząc dwa rozdziały wstecz, sądzę, że nadal ma ją w poważaniu ;c
    Jesteś świetna! Fantastyczny rozdział! Mam ogromną nadzieję, że szybko dodasz kolejny ♥

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak się cieszę ze dalej piszesz !!! Świetne jak zawsze ;) Czekamy na następny z niecierpliwością !!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Piszesz niesamowicie! Chanel jest taka naiwna, głupia wręcz. Zdradził ją, zgwałcił, uderzył, a ona? Dalej go kocha.. to po prostu smieszne jaka ona jest naiwna i głupiutka. Justin zachowuje sie jak palant, mimo wszystko czasami jest slodki, ale mi sie wydaje, ze uddaje, zeby zatrzymac przy sobie Chanel. Do tego dziewczyna kloci sie caly czas z Cher, a potem znowu ze soba gadaja, jakby nigdy nic. Rodzice Chanel i tak są dobrzy, jak na to wszystko co wyrzadzila im corka. Dobrze zrobili zabierajac jej telefon i wykrecajac klamki. Rozumiem byc zakochaną, ale Chanel jest po prostu chora z 'milosci' jest jak zaczarowana..naiwna, łatwa.. mam nadzieje, ze zmieni się...mam nadzieje, ze Jus sie zmieni. piszesz bardzo realistycznie, wręcz idealnie wcielilas sie w role zakochanej nastoletniej buntowniczki. Niesamowity talent.

    OdpowiedzUsuń
  28. AWWSBCORBWPFBSYA UWIELBIAM !
    i jeszcze na zakończenie dałaś tekst "They don't know about us" <3
    nie mogę się doczekać kolejnego :*

    @lalalovvv

    OdpowiedzUsuń
  29. jejku nie wierzę, że ten ktoś po prostu skopiował twój rodział. twoje godziny pracy, siedzenie doo późna. Tysiące myśli ta osoba zamknęła trzech kliknięciach: zaznacz, kopiuj, wklej. Żałosne ;P a rozdział oczywiście jak zawsze doskonały to zdecydowanie drugie (bo zaraz po Danger's Back) moje ukochane opowiadanie. Zaczęłam czytać dwa dni temu i po prostu siedziałam po nocach,by tylko nie przerywać czytać. Wciąga na maksa. Chciałabym cię tak mocno przytulić i podziękować! <3 :) wydajesz się ciepłą i przesympatyczną osobą :) normalnie jak moja wymarzona siostra <3

    OdpowiedzUsuń
  30. Cudowne<3
    Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham za to, ze to piszesz. Gdy widzę, że jest nowy rozdział to po protu wariuje z radości. To jest perfekcyjne.
    "Justin ją kocha czy wciąż udaje?" - tak zabijasz mnie tym. W jednej chwili myślę, że on serio ją kocha i nie udaję a potem jednak myślę, że udaje, zwłaszcza po takim tekście.
    Ale nie zdradzaj wolę mieć niespodziankę w rozdziale.
    Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  31. kocham uwielbiam kocham uwielbiam kocham uwielbiam kocham uwielbiam CIĘ!!!! f

    OdpowiedzUsuń
  32. zapomniałam dodać żebyś nie przejmowała się tamtym blogiem, Ty tutaj rządzisz!! Masz Nas, stałe i wierne czytelniczki kochające Ciebie i Twoje opowiadanie!!

    OdpowiedzUsuń
  33. Super opowiadanie ! <3
    Zapraszam do mnie http://beyourself6969.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  34. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger. Zasady znajdziesz na moim blogu:
    http://justinpamelalove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  35. Twoje opowiadanie zaczęłam czytać... 2 dni temu? Jakoś tak. I przyznam szczerze, że dwa czy trzy pierwsze rozdziały to dla mnie osobiście była udręka. Wybacz, ale po prostu były jak dla mnie nudne, miały za dużo opisów. Mam nadzieję, że się za to nie obrazisz.
    Nie poddawałam się jednak i czytałam dalej, a to dlatego, że cholernie podoba mi się Twój zwiastun! Jest boooooski. I muszę przyznać, że wcale nie żałuję, że nie zrezygnowałam z Twojej historii :D Jest świetna! Po prostu te pierwsze rozdziały nie za ciekawe, ale reszta... naprawdę super! Podoba mi się jak kreujesz Justina i Chanel, widać zmianę, jaka w niej zaszła. Fabuła mnie naprawdę wkręciła i powiem Ci, że Twój blog stał się jednym z moich ulubionych :) Tak, więc, z niecierpliwieniem czekam na następny rozdział! I cieszę się, że masz wiele pomysłów i mam ogromną nadzieję, że opowiadanie nie skończy się na 50 rozdziałach :D
    A co do do nowego wyglądu bloga - bardzo mi się podoba :) Wydaje mi się jednak, że lepiej by się czytało, gdyby literki były czarne, a nie zielone, ale tak, czy siak - jest fajnie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  36. boże jakie to świetne, czekam na nn sagdfsgdfgsadaaf

    OdpowiedzUsuń
  37. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger.
    Więcej informacji na blogu : http://do-not-say-anything.blogspot.com/. Zapraszam i pozdrawiam. ;*

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozdział jak zwykle cudowny. Nie chce tu słodzić, ani nic tylko taką mam opinię. Dla mnie każdy rozdział jest pisany z pasją i po przeczytaniu go serio widać, że masz talent.Jestem ciekawa co będzie dalej z naszą parą. Najbardziej mnie zastanawia czy Justin ją jeszcze zdradzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Djhgsgshshbh ! Kocham to i jeszcze piosenka 1D. <3

    OdpowiedzUsuń
  40. Detka_BiberPl20 lipca 2013 22:21

    cudowne jak zawsze ale justin go frajer zdradził ją i jeszcze ma czelnośc mówić że ją kocha po tym wszystkim wrrrrr

    OdpowiedzUsuń
  41. czytam czytam jest zajebiste nawet jak czytam to 3 raz serio wcześniej nwm czemu nie zostawiałam komentarzy ale teraz to robie kocham je o ciebie <3

    OdpowiedzUsuń
  42. nie chcę cie hejtować bo to nie w tym rzecz, ale nie podoba mi się to że on ją uderzył a ona mu tak po prostu wybaczyła,
    wSZYSTKO JEST GENIALNE ALE TO....;/

    OdpowiedzUsuń
  43. Szkoda mi ich choć boje się że Jus nadal bawi się uczuciami Chanie

    OdpowiedzUsuń