sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 22.

Dzisiejszy dzień w szkole wyglądał mniej więcej tak: Cher zapraszała na domówkę kogo popadnie, a ja jedynie biegałam za nią i kazałam jej się ogarnąć. Naprawdę, wolałam nie myśleć co byłoby gdyby rodzice dowiedzieli się o tym, że pod ich nieobecność zorganizowałam domówkę. Zwłaszcza mama. Przysięgłam jej, że już nigdy jej nie okłamię.
To bolało. Wiem, że to dziwne, ale bolało mnie okłamywanie jej. I nie chodziło już tutaj o tą głupią domówkę, a o Justina. Z jednej strony potrafiłam zrozumieć jej troskę, ale z drugiej wiedziałam, że nie jestem i choćbym nie wiem jak się starała, nie będę w stanie ot tak odpuścić sobie Justina. On przez ten, tak naprawdę krótki okres czasu, stał się dla mnie niesamowicie ważny. To już nie jest zauroczenie. Ja się zakochałam. Byłam idiotycznie, beznadziejnie i bezgranicznie zakochana w tym pierdolonym skurwysynie, który jednocześnie był najsłodszym i najukochańszym facetem na ziemi. 
A tak wracając na ziemię.
-Cher, zabiję cię - powiedziałam, siadając po turecku na trawie i odgarniając włosy z twarzy.
-No co? - spytała, wzruszając ramionami i siadając naprzeciw mnie.  - Musiałam zaprosić kilka fajnych osób, żeby impreza była udana.
-Kilka osób? Dziewczyno, ty do cholery zaprosiłaś pół szkoły - odparłam, patrząc na nią z lekkim wyrzutem. 
-Oj no wyluzuj, tylko tych fajnych, więc nie martw się - uspokoiła mnie. -Musisz zadzwonić do Jay'a, bo nie ma go dzisiaj, a głupio byłoby go nie zaprosić.
-Nie wiem czy to dobry pomysł zapraszać Jay'a na domówkę..- powiedziałam niepewnie, przypominając sobie nie tak dawną sytuację, kiedy się upił.
-Czemu? Nie lubisz go? 
-Nie chodzi o to, ale Justin tam będzie i..- nie dokończyłam, ponieważ Cher od razu mi przerwała.
-Justin!? - spytała, a ja nie miałam pojęcia skąd to zdziwienie w jej głosie.
-To chyba oczywiste - odpowiedziałam spokojnie, wzruszając ramionami. - Co w tym dziwnego, że będzie tam mój chłopak? - dodałam, a analizując w głowie słowa "mój chłopak", zrobiło mi się jakoś ciepło na sercu i miałam ochotę się uśmiechnąć. 
-Boże, to jest dla mnie dziwne..- zaczęła niepewnie. - To znaczy chodzi mi o to, że kiedyś unikałam tego chłopaka jak ognia, a teraz tak po prostu moja przyjaciółka z nim chodzi i on sobie tak po prostu przyjdzie na tą samą domówkę co ja.
Zaśmiałam się pod nosem, opierając się o drzewo.
-W końcu poznasz go tak "naprawdę" i zobaczysz jaki on jest. Może wtedy w końcu zmienisz zdanie co do niego - odparłam, wyjmując z torby iPhone'a i odblokowując go. 
-Może..dobra, nieważne. W każdym bądź razie wpadnę do ciebie tak o 18 i zaczniemy wszystko przygotowywać, okej?
-Mhm, jasne - odpowiedziałam, nawet nie skupiając się na tym, co mówi dziewczyna, ponieważ w tym momencie odczytywałam wiadomość, którą dostałam od Justina "Tęsknie za tobą, ta szkoła trwa za długo. Wolałbym, żebyś teraz była ze mną."
Uśmiechanie się do telefonu jest średnio normalne, ale to było samoistne. 
*
Wchodząc do domu, rzuciłam torbę w kąt i zdjęłam buty, ciesząc się "wolnością". Mama pojechała już rano, więc byłam sama. Chyba potrzebowałam tego spokoju i luzu. 
Weszłam do salonu, włączając tv, po czym udałam się do kuchni, nalewając sobie do szklanki soku.

Usiadłam na kanapie przed telewizorem, wyjmując z kieszeni swoich spodni telefon. Cały czas zastanawiałam się nad tym, co powiedziała Cher.
Z jednej strony cholernie głupio byłoby nie zaprosić Jay'a, ale z drugiej bałam się, że może dojść do jakiegoś "spięcia" pomiędzy nim, a Justinem. Kłótnia, czy nie daj Boże bójka była ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam na mojej domówce.
Mimo wszystkich moich wątpliwości, stwierdziłam, że czułabym się cholernie nie fair w stosunku do Jay'a olewając go. Wybrałam numer chłopaka, przykładając telefon do ucha. 
-Hey - powiedziałam po chwili, słysząc głos bruneta. 
-Hey - odparł nieco niepewnie, wyraźnie zdziwiony moim telefonem. Jednocześnie wyczuwałam, że się uśmiechał. - Stało się coś? No wiesz, że dzwonisz - dodał.
Przygryzłam dolną wargę, wiedząc, że teraz nie ma już odwrotu. 
-Nie, nic się nie stało, tylko dzwonię, żeby cię o coś spytać. - Uśmiechnęłam się. - Masz może dzisiaj wieczorem czas? Robię domówkę i fajnie byłoby gdybyś wpadł - dodałam, wstając i podchodząc do okna. 
-Oh, serio? - spytał, jakby zaskoczony moją propozycją. On chyba sądził, że po tamtej akcji dalej jestem  na niego zła, a przecież wcale tak nie było. - To znaczy, jasne, wpadnę. 
-Świetnie. - Uśmiechnęłam się sama do siebie, bawiąc się firanką. -Dwudziesta.
-Będę na pewno i dzięki za zaproszenie - powiedział, a ja oczami wyobraźni widziałam jak się uśmiecha. Nie zaprzeczę, że jego uśmiech jest słodki. 
-To do później, pa - powiedziałam i odczekując na odpowiedź chłopaka, nacisnęłam czerwoną słuchawkę. 
-Byleby się nie pozabijali. - Westchnęłam, mówiąc sama do siebie i wybierając tym razem numer Justina. 
-Słucham skarbie. - Usłyszałam po chwili i niekontrolowanie się uśmiechnęłam.
-Masz teraz czas? - spytałam, odchodząc od okna i idąc w kierunku przedpokoju. Weszłam po schodach na górę, wchodząc do swojego pokoju.
-Dla ciebie zawsze. - Zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. 
-To przyjdź do mnie - powiedziałam, wyjmując z szafki krótkie, jeansowe spodenki. 
-Do ciebie? Do domu? - spytał wyraźnie zdziwiony moją propozycją. W końcu on nie wiedział o tym, że nie ma moich rodziców. 
-Mhm. Nie ma moich rodziców, zresztą chciałam ci coś powiedzieć - odparłam, biorąc do ręki spodenki i luźniejszą, beżową bokserkę. 
-Wolna chata? - powiedział, a ja wyobrażałam sobie ten jego zadziorny uśmiech, który teraz zapewne widniał na jego ustach. Zaśmiałam się, siadając na łóżku. 
-Nie wyobrażaj sobie za dużo - powiedziałam, uśmiechając się sama do siebie. - Ale w każdym bądź razie. Przyjdziesz?
-Jasne, za jakieś piętnaście minut będę. 
-To do zobaczenia. - Uśmiechnęłam się na samą myśl, że się z nim zobaczę.
-Do zobaczenia, skarbie - odparł słodko, po czym nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Odpięłam swoje rurki zdejmując je i na ich miejsce, wkładając szorty, po czym przebrałam koszulę w kratkę na wcześniej przygotowaną bokserkę. Wyszłam z pokoju, zbiegając na dół, udając się do salonu i z powrotem kładąc się na kanapie. 

-Cześć kotek. - Uśmiechnął się, kiedy tylko otworzyłam mu drzwi, a ja od razu odwzajemniłam gest.
-Hey - odpowiedziałam, wpuszczając go do środka. Chłopak wszedł do domu, po czym od razu pocałował mnie na przywitanie. 
-Dzisiaj możemy na legalu. - Zaśmiałam się, odgarniając włosy za ucho, a zauważając ten cholerny, zadziorny uśmiech Justina, który mówił dosłownie wszystko, szybko się poprawiłam. - Możemy się spotkać - dodałam. Szatyn  od razu podszedł do mnie i korzystając z tego, że stałam pod ścianą, lekko mnie do niej przyparł. 
-Oczywiście. Nic innego nawet nie przeszło mi przez myśl - mruknął mi w usta, a ja uśmiechnęłam się nieśmiało, spuszczając wzrok. Jus od razu się zaśmiał, podnosząc mi dłonią podbródek i dając mi buziaka w usta, po czym odsunął się ode mnie, wkładając dłonie do kieszeni. Rumieniłam się przy nim średnio piętnaście razy dziennie.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że wciąż stoimy w przedpokoju. 
-Chodź do pokoju - powiedziałam od razu, idąc przodem w kierunku salonu. 
-Chcesz coś do picia? - spytałam, kiedy chłopak siadał na kanapie. 
-Nie, dzięki. - odpowiedział, a ja usiadłam obok niego. Justin od razu objął mnie ramieniem, przysuwając do siebie.
Uwielbiałam zapach jego perfum. Był uzależniający. Jakbym mogła się nim naćpać. 
-Co miałaś mi powiedzieć? - spytał po chwili. 
-Moja mama wróci dopiero pojutrze, więc stwierdziłam, że dzisiaj można by zrobić domówkę. 
-Niegrzeczna Chanel - mruknął cicho, z uśmiechem na ustach.
-Spadaj! - Zaśmiałam się. 
-Lubię to - szepnął mi do ucha, sunąc nosem po moich włosach i cicho się zaśmiał.
-Tsa, dobra. - Zaśmiałam się, bawiąc się materiałem swojej bluzki. - Wracając do tematu. Przyjdziesz, prawda? - spytałam, patrząc na niego.
-Jasne - odpowiedział, uśmiechając się. On miał zdecydowanie najsłodszy uśmiech na świecie. Niepodważalnie.
Tak sobie myślę. Jak zareagowałaby moja mama, gdyby dowiedziała się, że chłopak, którego nienawidzi i z którym zabroniła mi się widywać, teraz tak po prostu siebie w salonie w naszym domu. Byłabym martwa.


-Mogę cię o coś spytać? - powiedziałam niepewnie. Oglądaliśmy w telewizji jakiś film, chociaż tak naprawdę moje myśli skupiały się na czymś zupełnie innym. Nie mam pojęcia dlaczego, w pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się nad tym wszystkim, co mówiła tamta blondynka.
-Jasne - odpowiedział, przerzucając swój wzrok na mnie.
Nie wiedziałam czy powinnam, ale teraz chyba nie było już odwrotu.
-Ta dziewczyna, to znaczy tamta blondynka, która była wtedy u mnie pod szkołą - dlaczego zerwaliście? - spytałam niepewnie, patrząc na niego. To chyba nie było najtrafniejsze pytanie. Chłopak z powrotem przeniósł wzrok na telewizor, a jego szczęka zacisnęła się, ukazując wyraziste kości policzkowe.
-Czemu o nią pytasz? - spytał, nawet na mnie nie patrząc.
-Z ciekawości? - odpowiedziałam, co zabrzmiało nieco jak pytanie retoryczne. Skoro już zaczęłam temat, to chciałam się czegoś dowiedzieć.
-Co w tym dziwnego, że zerwaliśmy? To tak jakbym pytał cię, dlaczego zerwałaś z jakimś swoim poprzednim chłopakiem.
Tak, tylko mój poprzedni chłopak nie nachodzi cię i nie mówi, żebyś zerwał ze mną wszelkie kontakty, więc coś chyba jest na rzeczy.
-Ale dlaczego ona tak cię nienawidzi? - ciągnęłam temat.
-Bo jest tępą, mściwą suką - odpowiedział, a wyraz jego twarzy wskazywał zirytowanie, a nawet złość.
Dobrze pamiętałam ich kłótnię przed domem. Ona mówiła prawdę co do tego jak ją potraktował. Justin mi się do tego nie przyznał.
-A na pewno nie było tak, jak ona mówiła? Że się nią tylko zabawiłeś? - spytałam, na co chłopak gwałtownie podniósł się z kanapy, a moje serce gwałtownie przyspieszyło. Podniosłam wzrok, patrząc na niego.
-Czemu się tak jej kurwa uczepiłaś? - powiedział podniesionym głosem, wkładając dłonie do kieszeni.
-Nie uczepiłam, po prostu chcę poznać prawdę, to takie dziwne? - odparłam również wstając i podchodząc do niego. Stanęłam naprzeciw niego, zakładając ręce na piersi.
-Nie wierzysz mi? - wręcz syknął, robiąc krok w moim kierunku i tym samym zmniejszając odległość między nami do minimum.
Te słowa brzmiały jak coś w stylu "Lepiej, żebyś odpowiedziała, że mi wierzysz."
-Tego nie powiedziałam - mruknęłam już nie pewniej, stwierdzając, że to prowadzi do kłótni, której nie chciałam.
-To po co drążysz temat? - spytał, patrząc mi głęboko w oczy, co sprawiało, że serce biło mi jeszcze mocniej.
-Dobra, już nic nie mówię. - Rozłożyłam ręce, chcąc odwrócić się i odejść, jednak szatyn złapał mnie za łokieć, z powrotem odwracając w swoim kierunku.
-Nie rób tego więcej. Nie zaczynaj tematu tej suki, dobrze? - powiedział, a ja czułam, że jego słowa są śmiertelnie poważne.  Kiwnęłam twierdząco głową, zabierając swoją rękę z jego uścisku.
-To dobrze. -Uśmiechnął się, całując mnie w czoło.
Ten człowiek był niestabilny emocjonalnie, zdecydowanie.
*
Odprowadzając Justina do drzwi, akurat usłyszałam pukanie.
Pierwsza myśl? "O kurwa, Jezu, a co jak to mama? Może specjalnie wróciła już dzisiaj, żeby mnie sprawdzić. Jezus Maria i co teraz!?"
Druga myśl "Chanel, ty tępa idiotko, mama by nie pukała."
Trzecia myśl "Zamiast tu stać jak kretynka, otwórz te drzwi, bo to pewnie Cher, która miała przyjść."
Przechodząc obok Justina, ubierającego buty, otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazała się, tak jak przypuszczałam, Cher.
-Hey. - Uśmiechnęła się, a ja odpowiedziałam, wpuszczając ją do środka. Dziewczyna dopiero teraz zauważyła Justina.
-Emm - mruknęłam, podchodząc do nich. - Cher to jest Justin, Jus to jest Cher. - Przedstawiłam ich sobie, chociaż w sumie wiedziałam, że dziewczynie wcale nie muszę go przedstawiać. Podali sobie dłonie, a ja widząc uśmiech Justina, poczułam lekkie ukłucie zazdrości. A Cher? Jej mina to było coś w stylu "Zaraz zejdę na zawał." Zaśmiałam się cicho, gdyż jej mina była naprawdę zabawna.
Nie uważacie, że to trochę zabawne? Tak po nim "jechała", mówiła jaki to on nie jest,a teraz słodko się do niego uśmiecha.
-Okej, będę się zbierać - dodał po chwili, podchodząc do mnie. Objął mnie jedną dłonią w talii, przyciągając do siebie i lekko nachylając, pocałował mnie krótko w usta.
-Do później - odpowiedziałam, uśmiechając się, kiedy szatyn już się ode mnie odsunął.
-Miło było poznać - zwrócił się jeszcze do Cher, podchodząc do drzwi.
-Mi również - odpowiedziała, uśmiechając się lekko. Justin spojrzał jeszcze na mnie z tym swoim zadziornym uśmiechem, po czym zniknął za drzwiami.
-Hipokrytka - powiedziałam po chwili z uśmiechem i skrzyżowałam ręce, przechodząc do salonu.
-Co? - spytała zdezorientowana, idąc za mną.
-Czepiasz się mnie, że tak mu ulegam i w ogóle, a sama na jego widok się prawie jąkasz.
-Wcale się nie jąkam! - usprawiedliwiła się, na co ja parsknęłam śmiechem. - No,ale dobra, muszę przyznać jedno - jest mega przystojny - powiedziała i westchnęła, siadając na kanapie.
-Wiem o tym. - Uśmiechnęłam się z miną trochę w stylu "I do tego jest mój." - Ale dobra, teraz zajmijmy się przygotowaniem domu. - Zaśmiałam się, łapiąc ją za rękę i "ściągając" z kanapy.
*
Było jakieś dwadzieścia po dwudziestej,a już teraz "zeszło się" z dwadzieścia osób. Z jednej strony - już teraz było fajnie, nie trzeba było jakoś specjalnie rozkręcać imprezy, ludzie sami zaczynali się bawić, ale z drugiej - z tych wszystkich osób, kiedykolwiek zamieniłam słowo może z połową.
-Zaprosiłaś jednak Jay'a? - spytała głośno, aby nie być zagłuszoną przez głośną muzykę, kiedy dokonywałyśmy ostatnich poprawek w salonie i chowałyśmy wszystkie rzeczy, które mogłyby się stłuc.
-No - odpowiedziałam, chowając do szafki wazon.
Na moment usiadłyśmy na kanapie, spoglądając na dobrze bawiących się znajomych.
-Powinnam cię zabić, ale ci odpuszczę, bo przynajmniej impreza się rozkręca dzięki tym wszystkim ludziom. Westchnęłam,po czym obie się zaśmiałyśmy.
Miałam lekkiego stracha, że coś się stanie, ale musiałam być dobrej myśli. Tyle osób robi domówki, a akurat ja miałabym mieć jakiś przypał.
*
-Dobrze, że przyszedłeś. - Uśmiechnęłam się, wpuszczając do środka Justina. Chłopak odwzajemnił gest i chociaż witaliśmy się już dzisiaj, ponownie pocałował mnie w usta. Odsuwając się od niego, zauważyłam, że do domu przez niezamknięte przeze mnie drzwi, wchodzi kilka kolejnych osób. Spojrzałam na nich, szczerze mówiąc nawet nie kojarząc ich ze szkoły.
-Czekaj, znam cię w ogóle? - spytałam jednego z chłopaków. - Zresztą, nieważne, wchodź. - Machnęłam ręką. Justin zaśmiał się, łapiąc mnie w pasie.
-Widzę, że impreza już się rozkręciła - mruknął, patrząc na mnie.
-Jak widać. To nic, że większej połowy z tych osób, nie znam. - Zaśmiałam się, na co szatyn mi zawtórował.
-Na domówkach zawsze tak jest - powiedział z uśmiechem. Odsunęłam się lekko od chłopaka, łapiąc go za rękę i idąc z nim w kierunku salonu, gdzie było w cholerę ludzi. Modliłam się tylko, żeby obyło się bez większych szkód.
Na pewno nie miałam zamiaru spieprzyć sobie tego wieczoru i się zamartwiać. Miałam zamiar świetnie się bawić i pieprzyć dzisiaj wszystkie zmartwienia.
*
Mój plan póki co szedł genialnie. Tańczyłam, śmiałam się, po prostu dobrze się bawiłam. W pewnym momencie Justin złapał mnie za rękę, idąc w kierunku przedpokoju i schodów. Myślałam, że chce odejść gdzieś do jakiegoś cichszego miejsca, żeby mi coś powiedzieć, jednak chłopak zaczął iść do góry.
-Gdzie ty idziesz? - spytałam głośno, ciągnąc go za rękę, aby odwrócił się w moim kierunku.
-Chodź do pokoju - odparł.
-Po co? - spytałam zdezorientowana.
-Zajarać - odpowiedział, chcąc iść dalej do góry, jednak ponownie pociągnęłam go za rękę, aby znów na mnie spojrzał.
-Trawkę? - Spojrzałam na niego pytająco, chociaż w sumie odpowiedź była oczywista.
-A co innego? - Zaśmiał się.
-Ale ja nie mogę - odpowiedziałam niepewnie, przygryzając wargę.
-Oj Chanel, przecież już raz to robiłaś i ci się podobało. - Zszedł stopień niżej, odwracając się całkiem w moją stronę i patrząc mi w oczy.
-Ale to już nie chodzi o to. Ja po prostu muszę kontrolować sytuację w domu.
-Od czego masz swoją przyjaciółkę? - Ponownie się zaśmiał.
-Ale..- zaczęłam, jednak chłopak zamknął mi usta pocałunkiem. Kiedy odsunął swoje usta od moich, spojrzał mi głęboko w oczy.
-Po prostu dobrze się baw - szepnął, ocierając swoim nosem o mój. Przygryzłam wargę, wiedząc, że nie powinnam.
Pieprzyć to. Pieprzyć zasady.
-No dobrze. - Uśmiechnęłam się, co chłopak od razu odwzajemnił, całując mnie jeszcze raz krótko w usta, po czym ponownie złapał mnie za rękę, prowadząc do góry.
Szatyn wszedł do mojego pokoju, zamykając za nami drzwi i tym samym sprawiając, że w pokoju zrobiło się dużo ciszej.
-Chodź - powiedział, ciągnąc mnie w kierunku łóżka. Oboje na nim usiedliśmy, a ja uważnie przyglądałam się poczynaniom Justina. Chłopak wyjął z kieszeni swoich spodni paczkę od papierosów, w której znajdowały się skręty.
-Na dwoje? - spytał, patrząc na mnie. Kiwnęłam twierdząco głową, wiedząc, że nie dałabym rady sama wypalić całego jointa.
Szatyn włożył blanta do ust, odpalając go zapalniczką, po czym zrobił głęboki wdech, zaciągając się. Justin przybliżył się do mnie, kładąc dłoń na moim podbródku. Dobrze wiedziałam, co chciał zrobić. Posłusznie uchyliłam usta, pozwalając mu wdmuchać do nich dym. Poczułam jak rozchodzi się on po moich płucach i szczerze mówiąc, to uczucie było cholernie przyjemne.
-Wiedziałem, że ci się to spodobało. - Zaśmiał mi się delikatnie w usta, muskając moje wargi.
*
Zeszliśmy na dół ubawieni po pachy. Bynajmniej nie tylko dlatego, że mieliśmy takie świetne humory. Wypalony joint robił swoje.
-Ładne schody masz w domu - palnął, kiedy schodziliśmy na dół, na co głośno parsknęliśmy śmiechem. Szłam przodem, natomiast on szedł z tyłu, obejmując mnie mocno w talii.
Wiecie co? Świat po marihuanie był niesamowicie piękny. Zapomniałam o wszystkich problemach i zmartwieniach, a bawiło mnie wszystko dookoła. Żyć nie umierać.
Weszliśmy do salonu, cały czas się obejmując.
-Wolałbym jednak wrócić do pokoju - mruknął mi w szyję stojąc za mną. Parsknęłam śmiechem, przekręcając nieco głowę na bok.
-Po co?
-Mam na ciebie ochotę - szepnął, przykładając do mojej szyi usta, przez co wyczuwałam jak się uśmiecha.
-A wiesz na co ja mam ochotę? - Zaśmiałam się, łapiąc jego dłonie i odwracając się w jego stronę. - Na taniec - powiedziałam, a szatyn parsknął śmiechem, mocno obejmując mnie w pasie i całując. Nie myślałam nawet o tym, że wokół jest masa ludzi i do tego ze szkoły. Miałam to gdzieś.
Pociągnęłam chłopaka na środek, zawieszając dłonie na jego szyję, mając niesamowitą ochotę potańczyć.

Po kilku przetańczonych piosenkach czułam, że muszę się czegoś napić. Susza w ustach po marihuanie była okropna.
Podeszłam z chłopakiem do stołu na którym były napoje i przekąski. Normalnie zaczęłabym panikować na widok Jay'a siedzącego tam z Cher. W końcu Justin + Jay = nienajlepsze połączenie.
Mimo to, teraz cały czas byłam niesamowicie rozbawiona.
Puściłam dłoń Justina, który zakomunikował mi, że idzie do łazienki, natomiast sama podeszłam do Cher i Jay'a i obojga ich objęłam, stając za nimi.
Oboje od razu odwrócili głowę w moim kierunku. Zaśmiałam się, puszczając ich i stając pomiędzy nimi.
-Jak się bawicie? - mruknęłam, a ton mojego głosu sprawiał, jakbym sama nie wiedziała co mówię.
-Piłaś? - spytała od razu Cher, przyglądając mi się ze skrzyżowanymi rękami.
-E-e - pokręciłam głową z rozbawieniem i oparłam obie dłonie o stół za mną, odchylając głowę do tyłu.
-Boże, jakie ty masz zaczerwienione oczy - powiedział po chwili Jay, przyglądając mi się. -Jarałaś zioło, nie? - spytał jeszcze.
-Bingo - powiedziałam z uśmiechem, odwracając się i nalewając sobie soku do plastikowego kubka.
-Skąd miałaś? I z kim jarałaś? - spytał.
-Od Justina - odparłam, po czym wzięłam łyk soku.
-Justin? Kto to?
-Jej chłopak - odpowiedziała za mnie Cher.- Chanel, nie powinnaś tego robić, przecież to narkotyki - dodała patrząc na mnie.
-Dupa nie narkotyki - powiedziałam, po czym parsknęłam śmiechem. - Nie przesadzaj - wzruszyłam ramionami. Zerknęłam na Jay'a, którego mina na słowa "jej chłopak" wyraźnie zrzedła.
W tym momencie podszedł do nas Justin. Chłopak uśmiechnął się, podchodząc do mnie i dając mi krótkiego buziaka w usta.
-A właśnie - Jay to jest Justin, Jus to jest Jay - przedstawiłam ich sobie, nie przestając się uśmiechać, w sumie nie wiedząc nawet z jakiego powodu.
-My się już chyba gdzieś widzieliśmy. - Justin spojrzał uważnie na chłopaka, podając mu dłoń.
-Tsa, możliwe - mruknął jedynie Jay, po chwili z powrotem chowając dłoń do kieszeni. Szatyn objął mnie jedną dłonią, całując mnie po policzku.
-Przestań. - Parsknęłam śmiechem, odsuwając go lekko od siebie. Chłopak zdawał się chyba nie zdawać sobie sprawy, że nie jesteśmy tu sami. Ja chyba zresztą też.
-Jay, chodź może potańczyć - powiedziała po chwili Cher, chcąc najwyraźniej zabrać chłopaka z dala od nas. Brunet jedynie kiwnął twierdząco głową, wymijając nas bez słowa i odchodząc z dziewczyną.
Aktualnie szczerze mówiąc mało mnie to wszystko obchodziło. Justin stanął przede mną, kładąc dłonie na stół za mną, tarasując mi tym samym wyjście.
-No chodź na górę - mruknął po chwili, sunąc nosem po mojej szyi.
-Nie. - Parsknęłam śmiechem.
-Proszę - powiedział, składając pocałunek na mojej szyi. - Proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę - powtarzał w kółko, uśmiechając się i co chwilę całując moją szyję.
-Nie i koniec. - Byłam nieugięta, jednak cały czas się uśmiechając i nie udając nawet, że nie podobały mi się jego pocałunki.
-Ale ja tak ładnie proszę. Bardzo bardzo bardzo bardzo ładnie. - Nie dawał za wygraną, a ja ponownie parsknęłam śmiechem.
-No dobra. - Zaśmiałam się w końcu, odpychając go lekko od siebie. Nie musiałam mu tego dwa razy powtarzać. Justin od razu uśmiechnął się zadziornie, łapiąc mnie za rękę i udając się w kierunku przedpokoju i schodów. Kątem oka zauważyłam jak Cher i Jay spoglądają na mnie. Zignorowałam to, idąc posłusznie za Justinem, który wręcz ciągnął mnie za sobą.
Cały czas towarzyszyła mi "faza" po wypaleniu skręta, więc mało obchodziło mnie wszystko dookoła.
Chłopak otworzył drzwi od mojego pokoju, puszczając mnie przodem, po czym zamknął drzwi od pokoju. Odwrócił się w moją stronę i zrobił krok w moim kierunku zadziornie się uśmiechając.
Przygryzłam dolną wargę i zaśmiałam się pusto, patrząc na niego. Justin podszedł do mnie, po czym objął mnie w talii, idąc do przodu i sprawiając tym samym, że ja się cofałam. W końcu za sobą napotkałam opór w postaci łóżka. Szatyn podniósł mnie w pasie, kładąc mnie tym samym na łóżko znajdujące się za mną. Sam natomiast klęknął między moimi nogami, kładąc łokcie na wysokości moich ramion. Uśmiechnął się zadziornie, po czym nachylił się nade mną, całując mnie. Z ust zjechał na policzek, niżej na szyję i obojczyki.
Od spalenia blanta minęły już jakieś dwie godziny, co oznaczało, że powoli zaczynało wracać mi rozsądne myślenie. Mimo to, nie miałam na razie ochoty tego przerywać.
Jego dłoń sunęła po moich brzuchu pod moją koszulką, a mnie przechodziły dreszcze z góry na dół, co było cholernie przyjemne. Objęłam go, kładąc dłonie na jego plecy i podciągając jego koszulkę.
Chłopak podniósł się, ściągając z siebie koszulkę i rzucając ją gdzieś na bok. Nie miałam pojęcia co mnie napadło, ale nagle naszła mnie ogromna chęć przejęcia kontroli. To nie było do mnie podobne. Popchnęłam go na łóżko, sama siadając na nim okrakiem i nachylając się nad nim. Sądząc po jego minie, nie tylko mnie zdziwiła to nagłe przejęcie przeze mnie kontroli. Zaśmiałam się, widząc jego lekkie zdziwienie.
-Nie poznaję cię - mruknął, uśmiechając się zadziornie i kładąc dłonie na dół moich pleców, w sumie, prawie że tyłek. Chcąc aby było mi nieco wygodniej, lekko osunęłam się w dół, naprawdę nie robiąc NICZEGO celowo.
-Kurwa - usłyszałam w tym momencie z jego ust ciche jęknięcie i zorientowałam się, że przesunęłam się wprost na jego krocze. To naprawdę nie było celowe. Wierzycie mi, prawda?
-Coś nie tak? - spytałam, udając idiotkę i uśmiechnęłam się.
-Nie wiem kim jesteś i co zrobiłaś z moją grzeczną Chanel, ale podoba mi się to - mruknął z zadziornym uśmiechem, a ja nachyliłam się nad nim, całując go w usta.
Uścisk dłoni chłopaka na moim tyłku delikatnie się wzmocnił, dając mi jednocześnie do zrozumienia, że to, co zrobiłam wcześniej bardzo mu się podobało i mogłabym zrobić to jeszcze raz.
Może i całkiem na trzeźwo nie byłabym taka odważna, ba, nawet na pewno by tak było, ale w tym momencie pieprzyłam wszystkie zasady.
Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i nie odrywając swoich ust od jego, przesunęłam się delikatnie z powrotem do przodu, ocierając się tym samym o jego krocze.
 Przez pocałunek czułam jak jego oddech przyspiesza, a ciche jęknięcie zostało stłumione przez moje usta. Nie, nie zaprzeczę, że dla mnie to też było przyjemne.
Przejechałam paznokciami po jego nagim torsie, odrywając w końcu swoje usta od jego. Chłopak momentalnie przewrócił mnie na łóżko, sprawiając tym samym, że ponownie to on był na górze. Od razu złapał za krańce mojej bluzki i podciągnął ją. Posłusznie lekko się podniosłam, pozwalając na zdjęcie z siebie ubrania. Sądząc po lekkiej nachalności jego czynów i przyspieszonego oddechu, mogę stwierdzić, że chyba troszkę się zapędziłam.
Justin oparł się ręką po moim boku, a drugą dłoń położył na moim udzie, lekko zginając moją nogę w kolanie. Szatyn nachylił się, zaczynając całować mój dekolt, jednocześnie mocno na mnie napierając, ocierając swoim krocze o moje udo.
To było przyjemnie. Cholernie i nieprzyzwoicie przyjemne. Wplotłam dłonie w jego włosy, przygryzając dolną wargę. Chłopak cały czas się o mnie ocierał, a ja widziałam jak jego podniecenie osiąga maks. W pewnym momencie zauważyłam jak szatyn kładzie dłoń na swoim rozporku, chcąc najwyraźniej zdjąć swoje spodnie.
Wiedziałam, że nieważne jak fajnie i przyjemnie było, to nie mogłam dopuścić do seksu. Od razu lekko się podniosłam, kładąc swoją dłoń na jego.
-Nie - powiedziałam od razu, zatrzymując go. Jus od razu spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Co? Dlaczego? - spytał, a jego głos lekko drżał przez przyspieszony oddech.
-Nie chcę tego robić - powiedziałam spokojnie, oblizując wargi. Chłopak spojrzał na mnie, jakby nie dowierzając w to, co mówię.
-Jaja sobie ze mnie robisz? - spytał, ja doszłam do wniosku, że chyba naprawdę trochę przegięłam.
-Przepraszam, nie wiedziałam, że to zajdzie tak daleko - usprawiedliwiłam się, podnosząc się nieco bardziej.
-Jesteś niemożliwa - wydukał po chwili, schodząc ze mnie i opadając obok mnie na łóżko. Przyłożył sobie jedną dłoń do twarzy, natomiast drugą, wciąż trzymał na swoim kroczu, nie trudno domyślić się czemu.
-Przecież ja teraz już nie dam rady - powiedział i przejechał dłonią po twarzy.
-No przepraszam. - Wzruszyłam ramionami, patrząc na niego.
-Powiedz to jemu.
-Co? - spytałam idiotycznie, bo dopiero po kilku sekundach zrozumiałam jego słowa.
-Nic. - Westchnął.
Przez chwilę chłopak leżał w tej pozycji nie odzywając się.
-Kurwa mać - jęknął po chwili, podnosząc się na łokciach i patrząc na mnie. - Chanel - zaczął cicho, kładąc jedną dłoń na moim brzuchu.
-Hm?
-A mogłabyś zrobić dla mnie chociaż coś innego? - mruknął, sunąc palcami po moim brzuchu.
-Ale co? - spytałam, sama nie wierząc później w moją głupotę.
-Mogłabyś skończyć to, co zaczęłaś..no wiesz, dłonią - powiedział, patrząc na mnie wręcz błagalnie, a ja momentalnie zrobiłam "oburzoną" minę.
-Chyba zwariowałeś! - powiedziałam zdegustowana, zrzucając jego rękę ze swojego brzucha.
-Kurwa - zaklął przeciągając ten wyraz i z powrotem opadając na łóżko. Zakrył twarz dłońmi, przejeżdżając po niej dłońmi.
Dobra, może to było trochę nie fair. Najpierw go napaliłam, a później zostawiłam z niczym, ale on chyba zwariował, że zgodzę się na to, co zaproponował.
-Nie, ja nie wytrzymam - powiedział po chwili i wstał z łóżka, wychodząc z pokoju.
Z początku nie miałam pojęcia gdzie poszedł. Dopiero po jakiejś minucie uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej jest to łazienka. Nie będę wnikać po co. Zresztą, chyba nie muszę.
Zaśmiałam się pod nosem, jednocześnie starając się o tym nie myśleć. Włożyłam na siebie bluzkę, wychodząc z pokoju i schodząc na dół. Czułam się już dużo "trzeźwiej". Przejechałam dłonią po twarzy, wymijając tańczących ludzi i wchodząc do salonu. Podeszłam do stolika i od razu zauważyłam podchodzących tam własnie Cher i Jay'a.
-Faza minęła? - spytała dziewczyna, podchodząc do mnie.
-Ta - odpowiedziałam lekko się uśmiechając. Jay stał z dłońmi w kieszeni, sprawiając wrażenie, jakby był na mnie zły.
-Jay, co jest? - spytałam, podchodząc do niego bliżej.
-Nic. - Wzruszył ramionami. Stanęłam przed nim, krzyżując ręce na piersi.
-Przecież widzę. Jesteś na mnie zły? - spytałam, patrząc na niego uważnie.
-Nie - odpowiedział oschle.
-To ja chyba pójdę pogadać z Katy - wtrąciła Cher, chcąc zostawić nas samych. Kiwnęłam głową, z powrotem przenosząc wzrok na Jay'a.
-Chodzi o Justina? - kontynuowałam, wiedząc, że jego odpowiedź była kłamstwem.
-O nic mi kurwa nie chodzi - odparł chamsko, chcąc mnie wyminąć i odejść, jednak złapałam go za rękę, odwracając z powrotem w moim kierunku.
-Jay do cholery, strasznie cię lubię i nie chcę, żebyś się na mnie o coś gniewał. Chłopak westchnął i spojrzał mi w oczy.
-Nie jestem zły. Po prostu to trochę boli, kiedy widzę cię z nim - powiedział, a mnie wręcz "przytłoczyła" jego szczerość.
-Oł - mruknęłam, nie wiedząc co powiedzieć.
-Dobra, nieważne. - Westchnął chcąc odejść, jednak ponownie go zatrzymałam.
-Zaczekaj. Jay, lubię cię i to bardzo, ale..po prostu tak wyszło. Jesteś świetnym chłopakiem, ale między nami nic nie będzie, przykro mi - powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
-Okej, rozumiem. - Uśmiechnął się blado.
-Proszę, nie bądź na mnie zły, dobrze? Za bardzo cię lubię, żeby się z tobą nie odzywać. - Uśmiechnęłam się.
-Nie jestem, też zdecydowanie za bardzo cię na to lubię - powiedział, na co oboje się zaśmialiśmy. Nie zastanawiając się dłużej przytuliłam chłopaka, chcąc pokazać mu, że to co mówię jest jak najbardziej szczere.
W pewnym momencie poczułam jak ktoś mocno pociągnął mnie za ramię, tym samym odsuwając od Jay'a. Od razu się odwróciłam i zobaczyłam Justina. Był wściekły.
-Widzę, że bardzo się lubicie - syknął.
-Nie szarp jej tak, ona nie jest przedmiotem - powiedział Jay, podchodząc do Justina tak, że stali teraz twarzą w twarz. I właśnie tego tak bardzo się bałam.
-A ty jej nigdy więcej nie dotykaj - syknął, patrząc chłopakowi prosto w oczy, chcąc dać mu do zrozumienia, że mówi śmiertelnie poważnie. Ze strachem przyglądałam się tej sytuacji. Atmosfera była cholernie napięta.
-Będę robił co mi się podoba - zakpił brunet, czym najwyraźniej podniósł ciśnienie Justina do maksimum. Szatyn złapał krańce koszulki chłopaka, a moje serce przyspieszyło jeszcze bardziej. Jeszcze chwila, a dojdzie do bójki.
-Justin, uspokój się - powiedziałam, odciągając go. Jay zrzucił z siebie dłonie Jus'a, patrząc na niego z pogardą.
-Co, boisz się, że Chanel kopnie cię w dupę i znajdzie sobie kogoś innego, że jesteś taki zazdrosny. -Chłopak ponownie zakpił.
-Przysięgam, że zaraz ci przypierdolę! - niemal wrzasnął, ponownie łapiąc go za koszulkę.
-Justin! - krzyknęłam odciągając go z całej siły. Szatyn popchnął tylko Jay'a i szybkim krokiem odszedł, idąc w kierunku drzwi. Zostawiając bruneta, pobiegłam za Justinem. Złapałam go, kiedy był już w przedpokoju, przy drzwiach.
-Zostań do cholery, przecież ja nic nie zrobiłam! - powiedziałam podniesionym tonem, łapiąc go za rękę. Jus złapał moje oba nadgarstki przyciągając mnie do siebie.
-Nigdy więcej tego nie rób - syknął. Spojrzałam mu w oczy, które teraz wręcz pałały wściekłością. Chciałam wyrwać swoje dłonie, jednak zbyt mocno je trzymał.
-Nie jestem twoją pierdoloną własnością, żebyś mi rozkazywał - powiedziałam pogardliwie.
-Owszem, jesteś - warknął, robiąc krok do przodu i przypierając mnie tym samym do ściany. - Jesteś tylko moja, rozumiesz? - kontynuował, chociaż jego ton głosu już nieco się zmienił. - I nie pozwolę, żeby jakikolwiek frajer próbował mi cię zabrać - dodał, już kompletnie spokojnym głosem. Patrzyłam w jego oczy, nie mogąc wypowiedzieć nawet jednego słowa. Chłopak puścił moje nadgarstki, na których zostawił lekko czerwony ślad po uścisku. - Bo cię kocham - skwitował, odgarniając kosmyk włosów z mojej twarzy.
-Też cię kocham, ale nie możesz tak się wściekać - wydukałam w końcu.
-Przepraszam, ale ty również więcej tego nie rób - powiedział i pocałował mnie w usta, kończąc tym samym naszą "kłótnię."
________________________________________________________
Tak strasznie przepraszam was za to opóźnienie! Przysięgam, że to nie była moja wina. Rozdział napisałam już wcześniej, dużo wcześniej, ale nagle nie było internetu i nie mogłam go dodać. Wkurzyłam się i to cholernie. Co chwilę sprawdzałam czy jest.
W końcu.
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Wyszedł w miarę długi :)
I jeszcze jedna sprawa - pod poprzednim rozdziałem było 20 coś komentarzy, a pod jeszcze wcześniejszym ponad 40. Miło byłoby, gdyby każdy z was zostawił po sobie komentarz, bo następny rozdział dodam jak będzie więcej komentarzy :) I miło byłoby, gdyby to była wasza szczera opinia, a nie jedno słowo - super.
Jeszcze raz was bardzo bardzo bardzo przepraszam<333


74 komentarze:

  1. Super.Dawaj szybko nn.Może być krótki ale często.Zapraszam do mnie na opowiadanie o JuJu
    http://www-loveee-meee-likeee-youuu-dooo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej. Rozdział jest zajebisty. Nie, nie. Zajebisty to mało powiedziane. Chanel mnie trochę zdziwiła. mhmm wiesz czym? XD ^^ zresztą Justin też... z tą akcją z Jayem. rozdział mi się bardzo podoba i cieszę się że Chanel jednak mu się nie dała . a to na końcu było takie slodkie no i... sama nie wiem. Coraz bardziej zadziwiasz mnie dziewczyno. Do nn ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i czy wspomniałam o tym że Cię kocham? Nie. no to teraz już wiesz <3 i bardzo ale to bardzo dziękuje za to że robisz mi zwiastun bo to czasochłonne ;) życzę weny <3

      Usuń
  3. przepraszam za nieskomentowanie wcześniejszego rozdziału ale nie przypadł mi do gustu, więc zostawiłam go bez opinii.. :) Za to ten rozdział jest niesamowity ! :)
    czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  4. o jeezuu myślałam ze sie zapadne pod ziemie jak chciał zeby mu 'zwaliła' wiadomo co, Jeeeeej *.* szooook xD fajnie no xD sie rozwija

    OdpowiedzUsuń
  5. Ejejej ! *.* sdghjfffgbf!!! Swietny ! Jejku juz nie moglam wytrzymac bez rozdzialu i bardzo sie ciesze ze dodalas ! ;* serio byl dlugi,ale i tak ciagle mi malo ;p wgl Chanel mnie zdziwila tym ze na legalu poszla jarac ;o jednym slowem CUDO!!! <3 Z niecierpliwoscia czekam na NN :-) Do 'zobaczenia' Aniolku ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. *_* Boski rozdział i dobrze,że długi : P
    Czekam na nn : *

    OdpowiedzUsuń
  7. Piszesz świetnie i to widać po rozdziałach. Ja się wcale nie gniewam, że wcześniej nie dodałaś tego :). Czekam na następny :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. ajkdshfhg o boże,dziewczyno,jesteś genialna,kocham Cię za tego bloga! już się nie mogłam doczekać,aż dodasz ten rozdział.;d

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jest niesamowity :D Podoba mi się ta akcja w pokoju jak palili trawkę i równocześnie ta "kłótnia".. Jakie to jest słodkie a za razem chore, nie to żeby coś, ale miłość Justina i Chanel. Bo on na prawdę ją trochę traktuje jak zabawkę. No ale cóż, opowiadanie jest niesamowicie wciągające. Jestem ciekawa co wydarzy się w następnym rozdziale :D

    OdpowiedzUsuń
  10. maaaaaaaaaaaatko, jaka Chanel jest głupia.
    głupie dziewcze no hahahaha ;d

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekałam cholernie na ten rozdział ! Jest coraz lepiej. Jesteś super, mega, kochana ! kasncdssdiwebwei . <3333333

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział jest mega i strasznie nie mogłam się go doczekać :D Justin trochę traktuje ją jak rzecz no ale cóż pewnie to się zmieni za jakiś czas. Oby to trwało jak najdłużej bo strasznie mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A MOGŁABYŚ DŁONIĄ DOKOŃCZYĆ .... PADŁAM ... MEGA !!! CZYTAM 9238774389210 BLOGÓW, ALE TWOJE I DANGER NIE POBIJĄ NICZEGO !! DZIĘKUJE I KOCHAM !!!

    OdpowiedzUsuń
  14. wooow! <3 Boże, jaki zajebisty rozdział! :) już myślałam, że Chanel się nie ocknie i znowu pomiędzy nią, a Justinem do TEGO dojdzie, ale... :) kocham jak piszesz i już się nie mogę doczekać NN <3

    OdpowiedzUsuń
  15. TAK TAK TAK :** jak ja kocham twój blog !! Ja chcę więcej !! Czekam na nn <33 Karola :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Uhuhuhu! Było już ostro ! :D
    Świetnie piszesz!!!
    Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  17. Kurwa Ale Zajebisty *_*
    Czekam na kolejny .!

    @sabinkaxo

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo podoba mi sie ten blog! tylko czy Justin traktuje TERAZ chanel na.powaznie?

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozdział super . Tak się pod jarałam że szok . Czekam na dalsze wydarzenia . Mam nadziej że bd bardzo ciekawe jak te . Chyba nie wytrzymam , musisz < proszę > dodawać częściej te rozdziały . Uwielbiam takich ludzi którzy mają wyobraźnie , ty ją masz . <3333

    OdpowiedzUsuń
  20. PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM!
    mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętasz kochanie. przez ostatni czas nie miałam czasu komentować i nie chodzi tu tylko o twojego bloga, ale po tym rozdziale i czytając to co pod nim napisałaś stwierdziłam, że muszę. mam nadzieję, że się nie gniewasz.
    party hard ^^ to lubię. domówki, imprezy itp. ale po co ten Jay?! nie lubię gościa -.- jest taki do dupy. awwwwwww, ten sms jest taki słodki i oczywiście z podtekstem :> chyba, że ja już jestem tak bardzo zboczona. KOCHAM chanel i justina jako parę *.* jak dobrze, że znów są razem. "zadziorny uśmiech" wiesz, że to uwielbiam :3 "Dzisiaj możemy na legalu." hahahah, no trzymaj mnie. kocham te drobne gesty jak przypieranie do ściany, sunięcie nosem po szyi czy włosach ^^. no i po co zaczęłaś temat tej laski chanel co? na co ci to było -.- plus bardzo dobrze, że ich kłótnie nie trwają zbyt długo. hahahahha, och cher :> to było do przewidzenia jak justin na cb zadziała. omomomom zajarali sobie zioło ^^ "Ładne schody masz w domu" ojj justin :). uparty bieber, uwielbiam go takiego. powiem ci, że wql nie przyszło mi do głowy, że będzie sex w tym rozdziale, ale sama zaczęłaś to prowokować, a potem zgasiłaś moje zaangarzowanie emocjonalne w tak perfidny sposób jak chanel zatrzymała justina -.- wredna jesteś. + omg! co się działo na tym łóżku!! dsfjdhashdkjgas. "szatyn kładzie dłoń na swoim rozporku" i oczywiście moja wyobraźnia robi swoje. "Jaja sobie ze mnie robisz?" to dokładnie opisuje moje uczucia względem cb w tym momencie! hah, ale wiesz, że cię kocham :* justin walił sobie konia ^^ ale byłoby znacznie ciekawiej jak chanel by mu pomogła. no i co ty tak temu idiocie słodzisz? przecież to było wiadome, że justim akurat zobaczy jak się przytulają, dobrze, że się nie pocałowali.. ich godzenie się jest takie ekscytujące "Bo cię kocham" awwwwwwwwww *.* słodkie.
    jeszcze raz przepraszam misia. postaram się komentować jak najczęściej będzie to możliwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba autorka wie co piszesz nie musisz wszystkiego komentowac. ysle ze nie o to jej chodzilo kiedy pisala zebysmy komentowali nie tylko "super"

      Usuń
    2. ona lubi takie komentarze. to jest tzw. analiza rozdziału i nie czepiaj się.

      Usuń
    3. Ejeje bez takich. Ja akurat UWIELBIAM komentarze Oli i bardzo miło mi się je czyta, zawsze się przy nich uśmiecham, albo śmieję. Ona i jej komentarze są cudowne :3

      Usuń
    4. Ej, tez nie lubie Jay'a. -,-

      Usuń
    5. awwww. kocham cię skarbie :*

      Usuń
  21. Uwaga bo wyżyję sie teraz na tobie. Jakie wy 'czytelniczki' stałyście się rozlelane ! Ja pierole, to frustrujące. Pod każdym rozdziałem piszecie " proszę zostaw komentarz (ale nie tylko jedno słowo), bo chce zobaczyc ilu was jest" . Po pierwsze widzisz chyba ile masz wejść prawda? wiec powinnas wiedziec ile mniej wiecej osob to czyta po drugie czasem nie mamy czasu aby pisac w chuj dlugie opinie na temat rozdzialow, ale zawsze ZAWSZE! musisz wiedziec ze nam sie podoba jesli jest napisane tylko "super" bo jesli by tak nie bylo to napisalibysmy o wiele dluzszy komentarz(np taki jak ten) i wiedzialabys ze jest cos nie tak . No to tyle na temat .
    A co do rozdziału to uwielbiam go ! Justin naprawdę jest niestabilny emocjonalnie :D jak moja byla nauczycielka od matmy haha :D
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kocham tego bloga,to opowiadanie i to jak je piszesz.Jesteś świetna! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i mam nadzieję,że też będzie taki długi.<3

    OdpowiedzUsuń
  23. W każdym rozdziale się coś dzieje przez co tak bardzo uzależniłam się od czytania tego opowiadania ;3 Agresja wrr... Z niecierpliwością czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  24. aaaaaaaaaaa zajebisty! nie moge sie doczekać nn. jak ty to robisz ze piszesz tak niesamowicie? to opowiadanie jest tak wciągające ze masakra! dodaj nn jak najszybciej sie da :D aaa wgl to sie juz wystraszyłam ze ona to z nim zrobi ale na szczęście nie uffff :D

    OdpowiedzUsuń
  25. abxidnwodnsksnsks zajebiste *.* fakt, ich miłość jest nadzwyczajna i niecodzienna, ale o to w tym chodzi. chociaż Jus mógłby nie wpadać w taką wściekłość. czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  26. O kurwa !
    Ale zajebisty rozdział *.*
    Scena na łóżku mnie rozwala ;D
    "masz ładne schody" jebłam..
    Mhmm niezła ta domówka ;>
    Zazdrosny Justin uhuhuh ;)
    Słodki i napalony...;3
    Masz świetne pomysły i megaa wyobraźnię !
    Czekam na nn <3
    Kocham Cię ;*

    OdpowiedzUsuń
  27. super rozdział <3 kocham tego bloga <3 i czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Ahahahah ale Chanel zrobila justina hahaha najpierw go ostro podniecila a pozniej go zostawila z TYM problemem xd nawet mu nie pomogla hahha no i dobrze :) rozdzial swietny i super, ze jest taki dlugi
    Ale sie jaram tym rozdzialem. :) dawaj szybko nastepny bo ja juz sie nie moge doczekac ...

    OdpowiedzUsuń
  29. ooo kutfaa , uwielbiam cie jestes niesamowita :) za kazdym razem jak czytam nowy rozdzial to mam przyspieszone bicie serca ;D czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Rozdial zajebisty. Nadal zastanawiam sie czy on ja naprawde kocha. :-D pisz kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  31. Oni są tacy słodcy. Ciekawe czy Justin na prawde ją kocha, czy to tylko wkręt.

    OdpowiedzUsuń
  32. Rozdział jak zawsze, zaskakujący, i skłaniający, tylko do wyczekiwania następnego, którego już się doczekać nie mogę.. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Genialny rozdział, bardzo mnie się podoba jak piszesz :D Ogólnie dużo akcji fajna fabuła. Uprzedzam jest to mój pierwszy i ostatni komentarz na blogu nie nawidze ich pisać więc sorry ale nie będę :D

    OdpowiedzUsuń
  34. boze... kocham kocham kocham !!!!! to jest najlepsze opowiadanie jakie czytałam!!!!!!!! dobrze ze nie nie zrobiła tego z nim! czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  35. Rozdział mega *.*

    OdpowiedzUsuń
  36. Fajnie to wszystko opisalas. (: juz myslalam, ze ona sie z nim przespi.... Ale jednak.... Ccialabym, zeby tak sie stalo. I nie mam pojecia, czy Justin udaje, czy nie.... Po prostu fantastyczne opowiadanie! Kiedy doszasz nastepny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja pierdole, kur*a mać! Moje emocje w tym momencie! Jak ty to robisz że tak zajebiście piszesz a po każdym rozdziale chciałoby się od razu kolejny czytać! Moment Cher i Justina Omomomomomom! Co to było! Ona go tak podnieciła i te jego gesty. No normalnie mnie to rozwaliło! Szczerze to spodziewałam się kłótni Jusa i Jay i mnie to nie zdziwiło ale dobrze że to się tak słodko skończyło.
    W ogóle to ona jest taka głupia a on ją jak jakąs zabawkę traktuję i jak zgodziła się zajarać to zioło! i Później tekst Justina "masz ładne schody" to mnie kompletnie rozwaliło! Nie no pisz kolejny szybko bo ja tu codziennie wchodzę żeby sprawdzić czy jest nowy! ROZDZIAŁ OGÓLNIE MEGA!

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja....omg....dziewczyno...ale ty masz zajebistego bloga! Po prostu on jest najlepszy , czytam bardzo dużo blogów ale twój jest zdecydowanie numerem jeden na mojej liście xD Co dziennie wchodzę i sprawdzam czy może nie dodałaś nowego rozdziału <333 Czekam na NN <33
    Jesteś boska :*

    OdpowiedzUsuń
  39. świetny rozdział, ciekawe czy on ją serio kocha czy nadal się nią będzie bawił. mam nadzieję, że nie będzie trzeba długo czekać na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  40. OMFG! Świetny rozdział! Trochę szkoda mi Jay'a... Mówiłam już że kocham jak Justin i Chanel się kłócą? Jeśli nie to mówię teraz :D Jest już pełno komentarzy, więc dodaj szybciutko kolejny rozdział :)
    PS. Zapraszam do czytania mojego bloga z opowiadaniem o Justinie. http://shared-story.tumblr.com/post/32062894404/game-on

    OdpowiedzUsuń
  41. Świetne opowiadanie. Masz wyobraźnie :)

    OdpowiedzUsuń
  42. A więc rozdział jest ciekawy. Ale zauważyłam jeden bardzo drażniący mnie błąd. Mianowice "większa połowa", nie ma większej połowy, połowy są równe. ;) Życzę sukcesów :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Rozdział świetny!! Po tym jak poszli do pokoju Chanel miałam wielką nadzieję, że "coś się wydarzy", no ale niestety... Akcja z Jay'em - mega!! Wog jak Chanel się zmieniła. Strasznie ulega Justinowi. Np. z paleniem trawki, pójściem do sypialni. Ale to daje temu ff charakteru. To opowiadanie jest niesamowite.
    @dangerous_696

    OdpowiedzUsuń
  44. super rozdział tylko czekam aż Justin się zmieni i będzie ją kochał tak na serio ba na razie wydaje mi się, że ją okłamuje i czekam na nn :*
    A tak btw to kocham to opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Genialny, Cudowny. Brak słów :) Już myślałam, że dojdzie do czegoś pomiędzy nimi tam u góry, a ta końcówka w rozdziale z Justin'em i Channel - cudo :D
    Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  46. Czy tylko ja uważam,że zły Justin jest lepszy od tego dobrego i miłego? Haha,coś zemną nie tak :o Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Świetny rozdzial! Mnie tylko ciekawi czy on naprawde ją kocha czy udaje... czy moze chce jej cialo, ale tak sam nie wie że ją kocha, a kocha i gdyby coś jej się stało to poruszylby niebo i ziemie by ją ratowac... ja i tak czekam az on ją moze... zdradzi , a ona bedzie chciala popelnic samobojstwo. Wtedy on zrozumie ze ja kocha, ale bedzie za późno. Taaak. Love story bez happy end'u awww :D

    OdpowiedzUsuń
  48. Kocham to opowiadanie, a Ty masz wielki talent <3 A te teksty Justina, hahah. Boże dziewczyno, o czym Ty myślisz. Haha. Pisz więcej, dużo, aknssbvcdftyujvfyujbv jak tylko możesz dodawaj. najlepiej dodaj 1234567876543 rozdziałów dziennie. To niemożliwe, ale ciągle mi mało. Kończysz rozdział, a ja chcę więcej i więcej. Mam nadzieję, że nie zabraknie Ci weny. Niecierpliwie czekam na nn <3 @karola121610

    OdpowiedzUsuń
  49. ten rozdział jest cudowny. to opowiadanie to jakaś petarda. a ciebie kocham. napalony justin. omg haha. szczerze, myślałam że zajdzie troche dalej a tu niespodzianka. i do tej pory, nadal, cały czas rozkminiam czy on ją już kocha na prawdę czy nie. ale ciągle sądze że jeeeeszcze troche :D czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  50. Jaki napalony Juju xoxo . juz jest prawie 60 komów , wiec mam nadzieje , że szybko dodasz kolejną notke ;)

    OdpowiedzUsuń
  51. Ten rozdział, no, nawet nie wiem jak to powiedzieć! Po prostu wueoskahsjbanxkaksuwiakjsnz
    @kidrauhleer :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Boże, jedno z najlepszych opowiadan jakie czytalam ;) codziennie sprawdzam czy nie dodalas nowego rozdzialu haha :D uwielbiam Cię i Twoje opowiadanie. Ten rozdzial jest taki ahggfhrgeffg *__* napalony Justin haha <3 Czekam na kolejny. Mam nadzieje ze szybko dodasz :*

    OdpowiedzUsuń
  53. Piszesz extra rozdziały :D Codziennie patrzę czy nie ma nowego. Akcja się rozkręca...
    Fajne by było jakby Justin ją zdradził czy coś haha xd Ale potem ona mu wybaczy ;D
    Czekam na nn i zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  54. Świetnie! Pierwszy raz dodaję na Twoim blogu komentarz, ale postaram się robić to częściej. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział. Nie przestawaj pisać, bo jesteś w tym fenomenalna i potrafisz zbudować napięcie. Z Twoim opowiadaniem jest jak z paczką chipsów - im jesz więcej, tym więcej chcesz. Po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Jezu, cudowne opowiadanie *.* Wczoraj zaczęłam je czytać i dzisiaj skończyłam całe opowiadanie *.* To takie wciągające *.* Postać Justina jest świetna *.* Ciągle się boję, że on tylko ją wykorzystuje.. ; o
    Świetnie piszesz, rób to dalej :D
    +nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  56. huhu, widzę, że justin mocno zazdrosny. ciekawe, czy on nadal udaje, czy naprawdę ją kocha... rozkmina mojego życia, hahaha. dawaj następny <3

    OdpowiedzUsuń
  57. Boskie , naprawdę . Niesamowicie piszesz , nie moge się doczekać następnego . Szczerze troche jestem zmieszana , bo nie wiadomo czy on ją kocha czy sie bawi , to daje emocje , dziekuje i czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  58. Super dzisiaj rano zaczelam czytac o wlasnie teraz skonczylam . Wyciągnęło mnie bardzo proszę cię dodaj dzisiaj albo jutro jakis rozdział ;);***
    Pozdrawiam/olaa

    OdpowiedzUsuń
  59. No to jak ma być szczera opinie to pisze: ZAJEBIŚCIE PO PROSTU JEDNO WIELKIE AWWWWWWH! <3 ZAKOCHAŁAM SIE OD PIERWSZEGO ROZDZIAŁU, POTEM DOSZEDŁ WĄTEK Z JUSEM KTÓRY PO PROSTU ROZKRĘCIŁ CAŁĄ HISTORIE DO TEGO DOSZEDŁ KŁOPOT Z RODZICAMI I TERAZ ZAZDROŚĆ JUSTINA <3 NO PO PROSTU MEEEEEGA! KOCHAM CIE ZA TO, ŻE PISZESZ TAK WSPANIALE ♥ dobra troche nadużyłam caps-locka ale co tam :D Kocham: @ughshawty ;) ♥

    OdpowiedzUsuń
  60. AAAAA ten blog jest po prostu zajebisty sorry za wyrażenie ale inaczej nie umiem tego opisać

    OdpowiedzUsuń
  61. Ja pierdole, no nie wytrzymam....
    Jak on ją wykorzystuje...
    A ta mu ulega... omg nie wierze że Justin sie zmienił, cały czas ją wykorzystuje

    OdpowiedzUsuń
  62. W A Ż N E ! Czy tylko u mnie nie ma 23 rozdziału? Mogłabym dostać do niego linka?
    ps. KOCHAM JANEL :)

    OdpowiedzUsuń
  63. ZAPRASZAM I BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZE, JEŚLI SIĘ SPODOBA :))
    http://as-long-as-you-love-me94.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń