niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 21.

Weszłam z mamą do domu w kompletnym milczeniu. Żadna z nas nie odezwała się przez całą drogę samochodem do domu. Ja bałam się cokolwiek powiedzieć, a mama zapewne nad tym wszystkim myślała. Tak bardzo chciałabym poznać jej myśli, chciałabym wiedzieć czy w środku chociaż trochę "mięknie".
Zdjęłam buty i przeszłam kilka kroków, podchodząc do schodów. W pewnym momencie się zawahałam i ponownie odwróciłam się w stronę mojej mamy.
-Powiesz tacie? - spytałam niepewnie, trzymając kurczowo poręcz schodów.
-O tym, że spotykasz się z tym ćpunem czy o tym, że byłaś w szpitalu? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Dobrze wiedziała o czym mówię i o co mi chodzi, więc to było raczej pytanie retoryczne.
-O tym, że spotykam się z Justinem - odpowiedziałam, nie chcąc komentować określenia "ćpun", żeby nie doprowadzić do kłótni.
Przez chwilę mama milczała, odkładając torebkę na komodę. Po chwili westchnęła cicho, przerzucając w końcu swój wzrok na mnie.
-Uważasz, że powinnam mu o tym powiedzieć? - Spojrzała na mnie wyczekująco, a jej wzrok przyprawiał mnie o ciarki.
-Nie chcę, żebyś mu o tym mówiła - odparłam cicho, czując ten nieprzyjemny ucisk w brzuchu. Gdyby mój ojciec dowiedział się o Justinie..Boże, to byłby już definitywny koniec. Znam go i wiem, że nie ma na świecie chyba drugiej tak stanowczej osoby jak on.
-Umówimy się, dobrze? Ja nic nie powiem ojcu, ale ty obiecasz mi, że nigdy więcej nie zobaczysz się z tym chłopakiem.
Już uchylałam usta, żeby coś odpowiedzieć, jednak po chwili ponownie je zamknęłam, uświadamiając sobie, że powinnam zmienić strategię.
-Dobrze..będę go unikać i więcej się z nim nie spotkam, ale nie mów tacie o tym wszystkim - odpowiedziałam, mając nadzieję, że brzmię jak najbardziej przekonująco. Kłamałam i było to zdecydowanie największe kłamstwo jakie kiedykolwiek przeszło przez moje usta.
Mama spojrzała na mnie jeszcze uważniej, robiąc kilka kroków w moim kierunku. Patrzyła mi w oczy, jakby chcąc wyczytać z nich prawdę. Modliłam się, aby one mnie nie zdradziły.
-Nie wiem czy mogę ci jeszcze zaufać. Wcześniej miałam cię za odpowiedzialną dziewczynę i ufałam ci dużo bardziej niż chyba powinnam, a teraz? Kiedy dowiaduję się, że okłamywałaś mnie i spotykałaś się z kimś, z kim kategorycznie zabraniałam ci chociażby rozmawiać?
Przełknęłam głośno ślinę, czując jak dłonie coraz bardziej mi drżą.
-Przepraszam, teraz wiem, że to było głupie, bardzo głupie..- odpowiedziałam, czując, że mój głos lekko się złamał. Z każdym kolejnym kłamstwem byłam w tym coraz lepsza, ale wciąż wiele brakowało mi do perfekcji.  - Przysięgam ci, że już nigdy więcej się z nim nie spotkam. Dobrze wiesz jaka byłaby reakcja taty, gdybyś mu powiedziała. Uważasz, że tak bym zaryzykowała? - dodałam już nieco pewniej, starając się panować w pełni nad swoim głosem.
Mama jeszcze chwila tak stała, wpatrując się w mnie uważnie, po czym westchnęła w końcu cicho, łapiąc się za czoło.
-Chanel, zrozum, że martwię się o ciebie i robię to dla ciebie. Jeszcze mi za to podziękujesz. Może nie teraz, ale za rok czy dwa, kiedy spotkasz innego chłopaka, który będzie dla ciebie dużo bardziej odpowiedni. Uświadomisz sobie jaki błąd popełniłabyś spotykając się z tym kryminalistą - powiedziała, a ja choć zachowywałam skruszoną minę, miałam ochotę rozpocząć awanturę. Ona nic nie rozumiała, zupełnie nic.
-Może masz rację..i rozumiem, że się o mnie martwisz. Jeszcze raz przepraszam. Chciałabym, żebyś znów mi zaufała.
-Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć - odparła, ponownie na mnie patrząc.
-Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby je odbudować - powiedziałam i podeszłam do mamy bliżej. - Przepraszam - dodałam jeszcze raz i przytuliłam ją.
-Wiesz, że cię kocham, prawda? Jesteś moim jedynym dzieckiem, moją ukochaną córeczką i nie pozwolę cię skrzywdzić - powiedziała ściszonym głosem, a ja poczułam w brzuchu nieprzyjemne ukłucie. Kochałam ją tak bardzo, a wciąż ją okłamywałam. To, co robiłam było okropne, ale wiedziałam, że nie ma innego wyjścia.
-Też cię kocham, mamo - odparłam już jak najbardziej szczerze, po czym odsunęłam się od niej, lekko się uśmiechając.
-Dobrze, a teraz pójdę zrobić ci coś porządnego do jedzenia, żebyś znowu mi nie zemdlała. Już ja cię nauczę zdrowo jeść, zobaczysz. Będziesz wielbić brokuły - powiedziała i cicho się zaśmiała, co ja od razu odwzajemniłam.
-Już się boję! - Zaśmiałam się, robiąc krok w tył. -To ja już pójdę do pokoju - dodałam.
-Idź skarbie, idź - odparła, uśmiechając się i sama przechodząc do salonu. Odwróciłam się na pięcie, po czym szybkim krokiem przeszłam po schodach do góry, udając się do swojego pokoju.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam, było wyjęcie telefonu z kieszeni. Umówiliśmy się z Justinem jeszcze w szpitalu, że napiszę mu jak tylko będę "wolna".
Już jestem. Było ciężko, ale chyba opanowałam sytuację.
Wysłałam wiadomość, po czym zabrałam laptopa z komody i położyłam go na łóżko, otwierając go i włączając.
Bardzo ciężko? Co jej powiedziałaś? 
Odczytałam wiadomość, siadając po turecku na łóżku. Westchnęłam cicho, zabierając się za odpisywanie.
Musiałam jej obiecać, że nigdy więcej się z tobą nie spotkam. Inaczej powiedziałaby o wszystkim ojcu i wtedy byłoby dużo gorzej. Całe szczęście ją udobruchałam i wydaję mi się, że uwierzyła w moje słowa.
*
Chanel, nie chcę, żebyś miała przeze mnie kłopoty, ale nie jestem w stanie z ciebie zrezygnować, przepraszam.
*
Nie przepraszaj mnie...sama podjęłam taką decyzję i muszę być przygotowana na to, że będzie ciężko, ale ja też z ciebie nie zrezygnuję.
*
 Możemy dzisiaj w nocy się spotkać? Uda ci się wymknąć?
*
Tak, tata jest na jakimś wyjeździe służbowym, a mama na pewno nie wpadnie na to, że wymykam się w nocy przez okno. O której?
*
O 24 będę czekał na ciebie pod twoim domem, dobrze?
*
Okej, na pewno będę.
*
Kocham cię, pamiętaj o tym, kochanie.
W tym momencie na moje usta niekontrolowanie wkradł się uśmiech. Przygryzłam dolną wargę, wpatrując się w treść esemsa, jakbym chciała się nim nacieszyć, bo zaraz miał zniknąć.
Też cię kocham.
Odpisałam w końcu i walnęłam się na łóżku, wpatrując się uśmiechnięta w sufit. Tak bardzo bałam się tego, co będzie dalej. Okej, teraz udało mi się chociaż trochę uśpić czujność mamy, ale co dalej? Jak długo mam wymykać się z domu w nocy? Nie miałam pojęcia jak to wszystko dalej się potoczy, ale nie chciałam o tym myśleć. Chciałam żyć chwilą, tym co jest teraz.
*
Upewniając się około dwudziestu razu, że mama na pewno śpi, otworzyłam okno i zwinnym ruchem zeskoczyłam z parapetu. Można powiedzieć, że już się w tym wyćwiczyłam. Jakkolwiek dziwnie to brzmi.
Będąc już na dole, poprawiłam bluzkę, którą miałam na sobie i odgarnęłam na bok swoje włosy. Za każdym razem, kiedy wiedziałam, że za chwilę zobaczę cię z Justinem, przechodziły mnie dreszcze. Nikt inny nigdy nie działał na mnie tak, jak on.
Wystarczyło, że zrobiłam kilka kroków, a już po chwili poczułam znajome mi perfumy. Chłopak objął mnie od tyłu, kładąc dłonie ma boje biodra i delikatnie przykładając usta do mojego policzka. Lekko się uśmiechnęłam, kładąc swoje dłonie na jego.
-Hej - powiedziałam i cicho się zaśmiałam, odwracając się w jego stronę. Chłopak spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami, delikatnie się uśmiechając. Przyciągnął mnie lekko do siebie, kładąc jedną dłoń na mojej talii i musnął delikatnie moje wargi.
-Hej - odpowiedział dopiero, kiedy odsunął się ode mnie i zaśmiał się. Justin od razu złapał jedną moją dłoń, splatając ją ze swoją. -Wiesz, muszę najpierw coś załatwić, więc musimy gdzieś pojechać, ale to nie będzie trwało długo, dobrze? - powiedział po chwili, patrząc mi w oczy.
-Jasne - odparłam od razu, uśmiechając się. Nie wiedziałam co i gdzie chce załatwić, ale skoro to tylko chwila, to nie widziałam problemu. Szatyn odwzajemnił uśmiech, przesuwając kciukiem po wierzchu mojej dłoni. -To chodź - dodał  i pociągnął mnie lekko za sobą, prowadząc w kierunku samochodu.
Wsiadłam do auta, zapinając pas i wygodnie się opierając.
-Tylko błagam cię, nie jedź za szybko. - Zaśmiałam się, spoglądając na chłopaka, wkładającego kluczyki do stacyjki.
-Nie lubisz szybkiej jazdy? - Uśmiechnął się zadziornie, nie patrząc na mnie i przekręcając kluczyk.
-Nie za bardzo - odpowiedziałam z uśmiechem, odgarniając włosy za ucho.
-Postaram się, skarbie. - Zaśmiał się, odpalając silnik i tym samym ruszając.
*
Na miejsce dojechaliśmy po około piętnastu minutach. Spojrzałam przez szybę na miejsce do którego przyjechaliśmy. Szczerze? Nie było zbyt "przyjemne". Przypominało tą dzielnicę, na której na początku śledziłam Justina. Zastanawiało mnie, co Justin chce tutaj załatwić.
Niepewnie wysiadłam z samochodu, rozglądając się na boki. To miejsce wywoływało gęsią skórkę. Po chwili poczułam jak dłoń Justina obejmuje moją i od razu poczułam się bezpieczniej.
-Chodź, to tylko pięć minut i stąd spadamy - powiedział, jakby czytając mi w myślach, po czym zaczął iść w jakimś kierunku, lekko ciągnąc mnie za sobą.
Przez chwilę szliśmy w ciszy, kiedy doszliśmy do jakiegoś budynku. Zdecydowanie nie wyglądał na miłe, przyjemne miejsce.
-Poczekaj tutaj, dosłownie dwie minuty i wracam - powiedział po chwili, łapiąc obie moje dłonie i odwracając się w moją stronę.
W mojej głowie pojawił się "znak" ostrzegawczy.
-Co? Nie zostawiaj mnie, boję się być tutaj sama - odparłam od razu, jakby mocniej ściskając jego dłonie.
-Niunia, to tylko maks. pięć minut. Za chwilę wracam, nie bój się - powiedział, kładąc jedną dłoń na mojej twarzy i gładząc kciukiem mój policzek.
W tym momencie obok nas przeszedł chłopak w kapturze, na którego sam widok przeszły mnie ciarki. Tylko mocniej utwierdziłam się w przekonaniu, że nie spędzę tutaj sama ani minuty.
-Nie, nie zostawiaj mnie tutaj - dodałam w pełni pewna swoich słów, patrząc mu w oczy.
-Chanel, nie chcę, żebyś szła ze mną do góry - odarł już nieco bardziej stanowczo niż wcześniej. To co takiego tam było, że nie chciał, żebym tam szła?
-A co tam takiego jest? - spytałam, zabierając swoje dłonie i krzyżując je na piersi. Patrzyłam wyczekująco na chłopaka, mając nadzieję otrzymać jakąś konkretną, nie wymijającą odpowiedź.
-Dragi. Naprawdę chcesz tam iść? - odpowiedział, a mnie aż zszokowała jego szczerość i bezpośredniość.
-Ee..- zaczęłam arcygłupim dukaniem. -Wolę iść tam z tobą niż zostać tu sama - dodałam po chwili, już nieco pewniej.
Justin popatrzył na mnie przez moment, po czym westchnął cicho.
-Jesteś uparta, kotek - odparł lekko się uśmiechając, co ja chyba nawet niekontrolowanie odwzajemniłam. -Ale dobrze, chodź - dodał po chwili i złapał moją dłoń, wchodząc do pomieszczenia. Mocniej ścisnęłam jego dłoń, idąc tuż za nim. Co chwilę rozglądałam się na boki, jednak nie widziałam zupełnie nic przyciągającego uwagi, jakby tutaj kompletnie nikogo nie było. Przez myśl przeszło mi czy Justin aby na pewno jest pewny, że to tutaj, ale już po chwili miałam ochotę wyśmiać samą siebie, za tak idiotyczną myśl.
Weszliśmy po jakichś schodach do góry, podchodząc w końcu do jakichś drzwi. Jus bez żadnych oporów nacisnął na klamkę i wszedł do pomieszczenia. Od razu zauważyłam chłopaka siedzącego na czarnej, skórzanej kanapie. Słyszałam cichą muzykę, rozchodzącą się po pomieszczeniu. To przypominało taki mały klub. Rozglądając się, zauważyłam, że jest tu więcej, choć nie tak dużo, ludzi. Po mojej prawej stronie znajdował się min bar, przy którym siedziało dwóch innych chłopaków. Prawie w ogóle nie było stolików, były za to skórzane fotele i małe kanapy. W jednym rogu zauważyłam dziewczynę siedzącą okrakiem na chłopaku, którzy zdawali się nie zdawać sobie sprawy, że nie są tu sami. Mój wzrok ponowne utkwił na chłopaku, którego zobaczyłam na samym początku. Jak widać, nie bez powodu. Justin zaczął iść właśnie w jego kierunku. To miejsce zdecydowanie mi się nie podobało.
-Siema- odezwał się po chwili Jus, podchodząc do chłopaka. "Na oko" był mniej więcej w wieku Justina. Był brunetem o mocno ciemnych, wręcz czarnych oczach.
-Siema - odezwał się, wstając i witając się z chłopakiem "męskim" uściskiem dłoni.
-A piękna dama to? - spytał brunet, patrząc na mnie w dziwny sposób, który przyprawiał mnie o ciarki. Sama nie wiem czemu, niekontrolowanie mocniej ścisnęłam dłoń Justina. Chłopak chyba wyczuwając moje dziwne odczucia, przysunął mnie nieco bardziej do siebie.
-Chanel - odparł krótki, najwyraźniej nie mając zamiaru nas poznawać, co - jeśli mam być szczera - w pełni mi odpowiadało.
-Luke. - Chłopak wyciągnął dłoń w moim kierunku, uśmiechając się w specyficzny sposób. Niepewnie wyciągnęłam swoją dłoń, podając ją brunetowi. - Miło poznać - dodał, trzymając przez chwilę moją dłoń. Uśmiechnęłam się jedynie blado, z powrotem, chowając swoją dłoń do kieszeni bluzy. Justin jakby lekko odciągnął mnie za siebie, najwyraźniej również nie będąc zadowolony z zachowana bruneta.
-Dobra, wiesz po co przyszedłem. Dawaj i spadam - odezwał się po chwili Jus, mierząc chłopaka wzrokiem.
-Dzisiaj nie zostaniesz na dłużej? - spytał, sięgając przy tym po coś do kieszeni.
-Nie, nie mam czasu - odparł, obserwując dokładnie każdy ruch bruneta. Chłopak wyjął z kieszeni małą, torebkę foliową z białym proszkiem w środku. Poczułam nieprzyjemne ukłucie. Wiedziałam po co Jus tu przyszedł, ale myśl, że właśnie stoję przed dilerem i że tak po prostu przyglądam się czemuś tak nielegalnemu, przyprawiała mnie o ciarki. Justin od razu wyciągnął dłoń i zabrał od bruneta swoją własność, wkładając ją do swojej kieszeni.
-Na pewno nie zostaniecie? - spytał jeszcze, przerzucając swój wzrok na mnie i uśmiechając się w ten parszywy sposób.
-Nie - odparł oschle. - Dobra, spadamy, nara - dodał jeszcze, po czym nie czekając nawet na jakąkolwiek odpowiedź, odwrócił się, udając się do wyjścia. Posłusznie szłam za chłopakiem, chcąc szczerze mówiąc jak najszybciej opuścić to miejsce.

-Okropne miejsce - mruknęłam cicho, kiedy wsiadaliśmy już do samochodu.
-Mówiłem, żebyś poczekała na mnie na zewnątrz- odparł, siadając na swoim miejscu. Zapięłam pas, wypuszczając cicho powietrze z ust.
-Dlaczego to robisz? - spytałam, kiedy chłopak odpalił silnik i odjechał.
-Co? - spytał, zerkając na moment na mnie i wkładając dłoń do kieszeni spodni.
-Ćpasz - odparłam, uważnie mu się przyglądając.
-Bo to lubię. - Zaśmiał się, wyjmując paczkę papierosów z kieszeni. -A ja zawsze robię to, co lubię. Trzeba korzystać z życia - dodał. Chciałam coś odpowiedzieć. Coś w stylu "ale przecież ćpanie jest złe", ale stwierdziłam, że tylko go tym rozbawię.
-Możesz wyjąć mi jeszcze z kieszeni zapalniczkę? - spytał po chwili, trzymając jedną dłoń na kierownicy, a w drugiej paczkę papierosów. Mruknęłam twierdząco.
-Masz w tej kieszeni? - spytałam, kładąc dłoń na jego udzie.
-Mhm - odpowiedział, skupiając swój wzrok na drodze. Będąc tak naprawdę nieco skrępowana takim "obmacywaniem" go, wsunęłam dłoń do jego kieszeni, która okazała się nieco głębsza niż myślałam.
-Nie mam jej tu - odparłam, sunąc dłonią po jego nodze.
-Musi być, poszukaj głębiej - mruknął. Naprawdę krępowałam się to robić, bo trzymałam dłoń niesamowicie blisko jego krocza. Sunęłam dłonią niżej, lekko schodząc na bok. W tym momencie Justin lekko osunął się po fotelu na dół, a na jego ustach pojawił się cwany uśmiech. Od razu wyjęłam swoją dłoń, czując jak moje policzki za chwilę zrobią się czerwone.
-Nie ma jej tam, na pewno - odparłam szybko.
-Wiem, że jej tam nie ma. Mam ją w ręce, ale to było przyjemne - powiedział, uśmiechając się cwanie, na co ja aż uchyliłam usta, patrząc na niego z zapewne niesamowicie głupią miną.
-Jaki z ciebie gnojek! - powiedziałam po chwili, z lekkim oburzeniem, jednak uśmiechając się. Moje policzki zapewne już teraz pokryły się rumieńcami, co doprowadzało mnie do szału.
Chłopak tylko się zaśmiał, osuwając nieco niżej na fotelu i przytrzymując na moment kierownicę kolanem. Justin wyjął z paczki papierosa, którego już po chwili włożył do ust i odpalił, zaciągając się. Na całe szczęście uchylił okno po swojej stronie, dzięki czemu nie byłam zmuszona wdychać tego dymu.
-Zapal sobie - powiedział, wyjmując papierosa z ust i wypuszczając z nich dym.
-Nie, dzięki - odparłam od razu, nawet tego nie rozważając.
-Dlaczego nie? - spytał, nie dając za wygraną.
-Bo nie palę. - Wzruszyłam ramionami.
-Zawsze możesz zacząć - mruknął, wdychając do płuc dym papierosowy.
-Po co? Nie chcę - odpowiedziałam, zerkając na niego.
-No jak chcesz, zmuszać cię nie będę - odparł, uśmiechając się.

Chłopak zatrzymał samochód, że tak powiem - na jakimś kompletnym zadupiu. Wokół nie było kompletnie nikogo.
-Chodź na tylne siedzenie - mruknął, odpinając swój pas, a ja wręcz uchyliłam usta, wpatrując się w niego jak idiotka. Justin spojrzał na mnie i zaśmiał się, widząc moją minę.
-To chyba nie zabrzmiało za dobrze. - Parsknął śmiechem. - Posiedzimy tam tylko, spokojnie - powiedział, kładąc dłoń na moim kolanie. - No chyba, że masz ochotę na coś więcej, to ja jestem "za" - dodał, uśmiechając się zadziornie i sunął dłonią po moim kolanie.
Parsknęłam śmiechem, przewracając oczami i zdjęłam jego dłoń, wysiadając z samochodu. Chłopak po chwili zrobił to samo co ja, wychodząc z samochodu.
-Zaczekaj - mruknął, podchodząc do bagażnika i wyjmując z niego poduszkę i koc. Pierwsza myśl - po co mu w samochodzie poduszka i koc..? Druga myśl - Chanel, nie chcesz tego wiedzieć.
Wzdrygnęłam się, czując jak chłodne powietrze wywołuje u mnie dreszcze.
Chłopak wsiadł do tyłu pierwszy, opierając poduszkę o drzwi po drugiej stronie i kładąc koc na bok.
-Chodź - powiedział, siadając. Weszłam do samochodu, zamykając za sobą drzwiczki i przysunęłam się do Justina. - Siadaj - dodał, robiąc mi miejsce pomiędzy jego nogami. Przysunęłam się, siadając między nogami chłopaka, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Szczerze? Było mi cholernie wygodnie. Justin rozłożył koc, okrywając nim  mnie i tym samym siebie, po czym położył dłonie na moim brzuchu. Mogłabym teraz po prostu zasnąć. Naprawdę, było mi dużo wygodniej niż na swoim łóżku i zdecydowanie przyjemniej. Czułam zapach jego perfum, który dosłownie mnie "otulał".
-Wygodnie? - mruknął mi do ucha, przechylając lekko głowę na bok.
-Mhm - odparłam, przymykając powieki.
-To dobrze - szepnął, całując mnie w czubek głowy.
Przez chwilę po prostu leżeliśmy w takiej ciszy, którą przerwał Jus.
-Będzie ciężko z twoimi rodzicami. - Westchnął.
-Bardzo ciężko..- odparłam, wypuszczając cicho powietrze z ust.  - Boję się, że mama uniemożliwi mi jakikolwiek kontakt z tobą.
-Pozwolisz na to?
-Oczywiście, że nie..ale co teraz? Ona nie pozwoli mi się z tobą spotykać.
-Ukradnę cię jeśli będzie trzeba - szepnął, podnosząc jedną moją dłoń i delikatnie ją całując.
Nie potrafiłam zrozumieć jednego. Jak można być tak cholernie słodkim, a jednocześnie momentami zachowywać się jak ostatni skurwiel?
Kiedy chłopak położył z powrotem moją rękę na mój brzuch, położyłam swoje dłonie na jego, splatając nasze palce.
-Gdybym miała te pieprzone osiemnaście lat, po prostu bym się wyniosła z domu. Wtedy, nie mogłaby mi nic zrobić - powiedziałam i westchnęłam cicho. - Teraz będzie bardzo ciężko - dodałam, czując jak mój głos lekko się łamie.
-Damy radę - mruknął, mocniej mnie obejmując.
*
Po raz kolejny byłam nieprzytomna w szkole. Niesamowicie niewyspana. Zasypiałam praktycznie na każdej lekcji, modląc się o dzwonek. Zapewne zapytacie jak Cher przyjęła wiadomość, że wróciłam do Justina. Cóż...powiedzmy, że uważa mnie za kompletną idiotkę. Przywykłam.
Wychodząc ze szkoły, zauważyłam dobrze znaną mi już osobę. Szczerze? Zirytowałam się i to bardzo. Przyspieszyłam kroku, chcąc po prostu ją wyminąć.
-Chanel, zaczekaj. - Dziewczyna powiedziała, podchodząc do mnie. Tak, to znów była tamta blondynka. Naprawdę nie miałam ochoty wysłuchiwać jej pieprzenia.
-Znowu ty? Przepraszam, ale nie mam ochoty z tobą rozmawiać - odpowiedziałam nieco chamsko i odsunęłam się, jednak dziewczyn zagrodziła mi drogę.
-Widzę w tobie siebie sprzed kilku miesięcy..- powiedziała, patrząc mi w oczy. - Zachowywałam się dokładnie tak samo jak ty. Nie słuchałam nikogo, dalej brnęłam w ten chory związek. Ty robisz to samo i popełniasz najgorszy błąd w życiu.
Przewróciłam teatralnie oczami, zakładając ręce na piersi.
-Nie chcę być niemiła, ale to, że tobie nie wyszło z Justinem, nie daje ci uprawnień do nachodzenia mnie.
-Dziewczyno, zrozum, że on się tobą bawi! Jesteś jego kolejną zabawką, która niedługo mu się znudzi i wybierze sobie nową. Ale wiesz co zrobi przedtem? - mówiła, patrząc na mnie uważnie. - Wciągnie w ten cały syf. Jesteś taka młoda. Naprawdę chcesz zniszczyć sobie życie?
-To, że ty zaczęłaś ćpać i pić, nie znaczy, że ja zrobię to samo. Mam swój rozum - warknęłam oschle.
-Paliłaś może trawkę? Poczęstował cię już nią, hm? - spytała, a ja uświadamiając sobie jaka jest odpowiedź na to pytanie zamilkłam. -Ja zaczęłam dokładnie od tego samego. Później namówił mnie na coś mocniejszego, aż w końcu zaczęłam powoli się uzależniać. Teraz chodzę na odwyk. Tego chcesz? Chcesz spieprzyć sobie życie w wieku szesnastu lat?
Przekręciłam głowę na bok, zaciskając zęby.
-To nie twoja sprawa. Czemu w ogóle tak się do mnie przyczepiłaś?
-Bo mi cię żal, bo wiem, że on zrobi z tobą to samo co ze mną. Wierzysz w te jego wszystkie wyznania miłości? Mi też to mówił, a później z premedytacją zaśmiał mi się  w twarz, mówiąc, że cały czas kłamał.
-To, że nie kochał ciebie nie znaczy, że nie zakochał się w mnie. I odpieprz się w końcu ode mnie - warknęłam i szybkim krokiem wyminęłam dziewczynę.
Miałam jej już dosyć i miałam nadzieję, że to było nasze ostatnie spotkanie.
*
-Chanel, będę musiała wyjechać jutro na dwa dni do cioci Margaret. Prosiła mnie, żebym pomogła jej załatwić kilka spraw. - Usłyszałam od mamy, jedząc obiad. Wbiłam widelec w kurczaka, zerkając na nią.
-Okej, dam sobie sama radę, to tylko dwa dni, nie jestem już dzieckiem - odparłam, przez pierwszą chwilę nawet nie uświadamiając sobie, że to oznacza, że przez dwa dni będę mogła spokojnie, bez wymykania się, spotykać się z Justinem. To, dotarło do mnie dopiero po chwili.
-Nie o to chodzi czy dasz sobie radę, raczej o to, czy nie nadużyjesz mojego zaufania - powiedziała i spojrzała na mnie uważnie.
Przygryzłam dolną wargę, mając nadzieję, że w moim głosie nie będzie dało się wyczuć kłamstwa.
-Przecież obiecałam. Proszę, zaufaj mi - powiedziałam, odkładając widelec na bok i patrząc na mamę. Modliłam się, żeby brzmieć przekonująco. Przez moment milczała, jakby intensywnie nad czymś myśląc.
-Obiecujesz, że nie spotkasz się z tym chłopakiem, kiedy mnie nie będziesz?
-Obiecuję. Chcę zerwać z nim kontakt jak najszybciej, żeby było mi łatwiej. Możesz spokojnie jechać.
-Dobrze, zaufam ci, proszę nie zawiedź mnie. - Na te słowa poczułam się okropnie. Tak bardzo nie chciałam jej okłamywać, to było okropne.
-Dziękuję. - Uśmiechnęłam się blado.


-Chcesz powiedzieć, że będziesz mieć dwa dni wolną chatę? - powiedziała podekscytowana Cher, kiedy rozmawiałam z nią wieczorem przez telefon.
-Yep, dokładnie tak - odparłam, bawiąc się kosmykiem swoich włosów.
-Wiesz co to oznacza? - spytała, brzmiąc tak, jakby było to pytanie retoryczne, choć ja, szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, co ma na myśli.
-Nie? - odpowiedziałam, co zabrzmiało bardziej jak pytanie.
-Domówka Chanel, domówka! - odpowiedziała, a ja lekko się skrzywiłam. To nie był dobry pomysł, zdecydowanie.
-Domówka? Nie, na domówki się chodzi, a nie je organizuje - powiedziałam, kręcąc głową.
-No błagam cię, zaszalej choć raz w życiu - powiedziała, niemal błagalnie, a mi na myśl nasunęło się tylko jedno.
-Jak raz w życiu zaszalałam, to straciłam dziewictwo z Justinem...dobra, nieważne - dodałam po chwili, uświadamiając sobie, że mogłam jednak ugryźć się w język i tego nie mówić. -Naprawdę nie uważam, żeby to był dobry pomysł.
-Chaaneel, no prooszę. - Przyjęła błagalny ton głosu, chcąc zapewne mnie zmiękczyć. Sama nie wiedziałam co robić.
-A jak moi rodzice się dowiedzą? Przecież oni mnie zabiją, a w najlepszym wypadku dostanę szlaban do trzydziestki.
-Dlaczego od razu przyjmujesz czarne scenariusze? Nikt się nie dowie. Na drugi dzień pomogę ci wysprzątać cały dom na błysk i po sprawie.
Na chwilę zamilkłam intensywnie zastanawiając się nad tym pomysłem. Z jednej strony - był bardzo ryzykowny, z drugiej - coraz bardziej mi się podobał.
-No dobra - odpowiedziała w końcu, dalej nie wiedząc, czy za chwilę nie będę żałować tych słów. Cher wręcz pisnęła do telefonu.
-Świetnie! Jutro w szkole zaprosimy ludzi, a później do ciebie przyjdę i wszystko przygotujemy! - powiedziała podekscytowana.
-Okej. - Uśmiechnęłam się blado.
Jeśli to się wyda, to będę w jeszcze większych kłopotach niż jestem już teraz.
_______________________________________________________________
Miałam dodać wcześniej - wiem i przepraszam.
Rozpisywać się nie będę, bo bardzo chce mi się spać.
Pierwsza sprawa:
"Belieberki!
Potrzebna Wasza pomoc!
Chcę zrobić duży materiał o najfajniejszych dziewczynach, jakimi są polskie Beliebers. Pilnie potrzebne mi są historie Waszej fascynacji Justinem oraz przygody związane z łódzkim koncertem. Będziecie miały super pamiątkę i satysfakcję. Proszę, zgłaszajcie się na mojego e-maila (madziab0705@wp.pl), wpisując jedynie swoje imię, a ja w odpowiedzi powiadomię Was o szczegółach przedsięwzięcia.
Jeśli pomożecie zrealizować mi ten pomysł, to gwarantuję, że zebrany materiał trafi do samego Justina Biebera.
Magda.:)"
Dodawać chyba nic nie muszę :)

Druga sprawa. Do polecenia:

http://how-to-love-jb.blogspot.com/
http://i-need-a-new-outlet.blogspot.com/
http://followingmydreamsinlondon.blogspot.com/
http://love-is-not-dangerous.blogspot.com/
 http://koszmar-duszy.blogspot.com/
 http://similarstoryoftwoworlds.blogspot.com
 http://blind-way.blogspot.com/
http://you-need-the-trust-that-my-love.bloblo.pl/
Jeśli któryś pominęłam to przepraszam, ale dostałam ich teraz sporo i mogłam któryś przeoczyć.
Zajrzyjcie, może akurat któreś z tych opowiadań przypadnie wam do gustu i dziewczyny zdobędą czytelników ;)

Idę w końcu spać, kocham<3







26 komentarzy:

  1. Świetny rozdział ;) Szczerze mówiąc coraz bardziej zaczynam wierzyć byłej Justina. Chłopak nie mógł się tak strasznie zmienić w tak krótkim czasie. Mam tylko nadzieję że mylę się co do niego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się ;). jakoś nie wierzę w nagłą zmianę Justa, ale chciałabym, żeby tak było. fajny rozdział, czekam na NN / laura.

      Usuń
  2. świetny ,z niecierpliwiościa czekam na nowy

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Zgadzam się z poprzedniczką co do nagłej zmiany Justina. Chanel powinna się chociaż zastanowić nad tym co jej mówiła jego była. Coś czuję,że będzie fajna afera z tą domówką ;D Czekam na następny rozdział. Weny! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział. W sumie to ja też nie jestem przekonana do tak nagłej zmiany Jusa. Coś napewno się wydarzy. Już nie mogę się doczekać!
    @dangerous_696

    OdpowiedzUsuń
  5. boże..cudowny! ejj..Justin zakocha się w niej tak naprawde? fajnie by było gdyby Justin cierpiał z powodu Chanel ale takNAPRAWDE.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że Justin jednak coś czuje do Chanel. Ale mam takie przeczucie, że jednak jeszcze będą jakieś zgrzyty pomiędzy nimi. Ale rozdział świetny i ta domówka. Już nie mogę się doczekać następnego. Ciekawe co tam się stanie. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podoba mi się akcja tego bloga. Zapowiada się interesująco, a sam ten rozdział jest niesamowity, podoba mi się, że Chanel wymknęła się z domu i byli razem. Ta sytuacja w samochodzie na tylnych siedzeniach i przed tym budynkiem. Podoba mi się coraz bardziej. Masz świetne pomysły i warto było czekać na ten rozdział ;) Czekam z niecierpiliwością na następny rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział , ja naprawdę mam nadzieje że Justin naprawdę ją pokochał i jej nie wykorzysta ;) Chciałabym żeby tak było . Czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. nie sądziłam, że mama Chanel tak po prostu jej zaufa, no ale...
    ach, Justin <3 ciekawe, czy ta Jego przemiana to tak na poważnie, czy tylko udaje? ;3
    czekam na NN i mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny *___* nadal nie ogarniam czy uczucia justina do chanel są prawdziwe czy nie i zżera mnie to od środka. martwię się o channel i boję się jak wszystko się potoczy. czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zwykle świetny rozdział ;)
    Masz super pomysły , ta akcja w samochodzie i to z tym kupnem tych dragów no i ta domówka.. ;)
    Właśnie,ciekawe co sie będzie działo na tej domówce ;)
    Cały czas się zastanawiam jak to jest z tymi uczuciami Justina do Chanel..;)
    Czekam na nn ;*
    Kocham Cię <3
    P.S Kocham tą akcje z zapalniczką ; D !

    ten blog jest ahjrbnviehvnukbuie *.*

    OdpowiedzUsuń
  12. boze.. jak ty świetnie piszesz!!!! jak będziesz pisała książkę to mam nadzieje ze nas o tym poinformujesz?:D
    kocham to opowiadanie nie moge sie doczekać nn :D

    OdpowiedzUsuń
  13. ja zrobila bym to samo co Chanel :D dla talkiego faceta?
    Tylko mam nadzieje ze moze jednak na koncu nie zostawi jej tak jak te blondynke ;/ czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  14. Idealnie *.* Jestem tak strasznie ciekawa czy Jus faktycznie kocha Chanel albo chociażby się w niej zakochuje. To by było przykry jeśli to nieprawda. :< I domóweczka.. Czuję, że szykuje się coś wielkiego! Czekam :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Cześć :) Informuję, że zostałaś przeze mnie nominowana do The Versatitle Blogger. Po więcej informacji zapraszam na rollin-with-love.blogspot.com :) świetny blog, pozdrawiam @ForeverBelieb12 :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudowne :) Szczerze, to myślałam, że Justin będzie trochę bardziej czuły teraz w stosunku do Channel a tu tak na luzie. Zaczynam myśleć, że on tak na prawdę udaję tą całą "miłość" do niej :)
    Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  17. Poleciła mi tego bloga taka dziewczyna i zaczęłam go czytać chyba dwa dni temu. Dzisiaj, właśnie teraz po szkole skończyłam. Zakochałam się w tym opowiadaniu i nie mogę doczekać się co będzie dalej <3 Jeżeli informujesz o nowych rozdziałach to proszę informuj mnie na twitterze @karola121610 :) Oraz zapraszam na moje dwa opowiadania : http://prawdziwamiloscjb.blogspot.com/ , http://katesmithandjustinbieber.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. JDJXJJXKSLSKXNS *-*

    OdpowiedzUsuń
  19. kiedy dodasz cos na drugiego blog?? Czekamy juz okolo 2 miesiace -.-

    OdpowiedzUsuń
  20. dawaj następny jisdhfnkaldjifuh

    OdpowiedzUsuń
  21. Jejku dzisiaj skończyłam czytać całego bloga. Cudoooooo ♥ Świetnie piszesz ;)
    @Danger12345678

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem strasznie ciekawa czy Jus naprawde się zmienił czy nadal gra w tą swoją gierke i tylko chce wykorzystać Chanel

    OdpowiedzUsuń
  23. on ją tak robi w ciula, że czytając to tak bardzo wkurzam się na głupotę głównej bohaterki że aż nie wytrzymuje haha :D mam nadzieje, że ten kutas jakim teraz jest JB zmieni się w późniejszych rozdziałąch :D
    @ilovelaugh96

    OdpowiedzUsuń