poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 20.

-Gdzie ja jestem? - szepnęłam cichym, słabym, zachrypniętym głosem, rozglądając się po białym pomieszczeniu.
-W szpitalu. - Usłyszałam, choć nie mogłam zlokalizować głosu. - Zemdlałaś.
-Co mi jest? - spytałam, wciąż starając się dostrzec osobę odpowiadającą na moje pytania.
-Jesteś w ciąży. Gratulację.
Zamarłam, nie potrafiąc wydusić z siebie żadnego słowa.
-Chanel, słyszysz mnie? Chanel? - Głos stawał się coraz wyraźniejszy, a ja dopiero teraz zaczęłam orientować się, że to był tylko sen. Pieprzony sen.
-Chanel. - Usłyszałam ponownie, powoli uchylając powieki. Momentalnie oślepiło mnie jasne, białe światło. Otworzyłam nieco szerzej oczy, mogąc w końcu rozejrzeć się po pomieszczeniu. Szpital? Deja vu?
-Jestem w szpitalu? - spytałam, choć szczerze mówiąc chyba odruchowo. Jasne, białe pomieszczenie i lekarz stojący nade mną nie pozostawiały żadnych wątpliwości.
-Tak, zemdlałaś - odpowiedział, a ja poczułam jak moje serce przyspiesza. Bałam się, że za chwilę "znów" usłyszę "Jesteś w ciąży. Gratulację".
-A co mi jest? - spytałam niepewnie, czując niewidzialną gulę w moim gardle.
-Zrobiliśmy ci badanie krwi. Nie martw się, nie jest ci nic poważnego.
-A więc co mi jest?
Czy gdybym była w ciąży to uznałby to za "coś poważnego"?
-Dużo się stresujesz i czymś zamartwiasz ostatnimi czasy, hm? - powiedział, odkładając na szafkę przy łóżku kartę i siadając na krzesełku. Przyjrzałam mu się nieco bliżej. Był młody, trzydzieści pięć lat maksymalnie. Mężczyzna złączył dłonie, luźno kładąc łokcie na swoich udach.
-Trochę - odparłam, oblizując suche usta. "Trochę", jako określenie codziennego płaczu, tęsknoty, wpędzania się w doła, myśleniu o kimś, kto na to nie zasługuje i coraz głupszych myśli.
-Trochę? Dziewczyno, masz tylko szesnaście lat, a twój organizm otrzymuję dawkę stresów za dużą nawet jak na dwudziesto-kilko latka. - Spojrzał na mnie uważnie. Cicho westchnęłam, spuszczając wzrok i wlepiając go w białą kołdrę, którą byłam przykryta.
-Masz niedobór witamin i żelaza. Jesz coś w ogóle?
-Oczywiście, że jem! - Od razu się usprawiedliwiłam. To była prawda. Nigdy się nie odchudzałam, zawsze akceptowałam swoje ciało.
-Na pewno? Twój organizm jest bardzo osłabiony. - Spojrzał na mnie podejrzliwe. Nie wiedziałam jak udowodnić mu, że nie jestem kolejną ofiarą dzisiejszych reali, gdzie nie mając widocznych wszystkich kości, jesteś uznawana za grubą.
-Naprawdę. Nie odchudzam się, ja po prostu z natury mało jem i do tego niezbyt zdrowo.
-Pozostaje mi jedynie ci zaufać. - Uśmiechnął się, czym od razu wzbudził moją sympatię. Nie lubiłam lekarzy, ale on był naprawdę w porządku. - Musisz zmienić swoje nawyki żywieniowe i przede wszystkim przestać się tyle stresować. Masz młody organizm, który na własne życzenie wyniszczasz.
Jeśli dalej będziesz prowadzić taki tryb życia, omdlenia mogą się powtarzać. Będziesz mieć zawroty głowy i będziesz czuć się osłabiona.
Słuchałam tego, co do mnie mówi, choć w głowie tak naprawdę miałam tylko jedną myśl "Czyli nie jestem ciąży?"
-Mam nadzieję, że dotarło do ciebie to, co powiedziałem. - Zaśmiał się, wstając i zabierając kartę z szafki. Uśmiechnęłam się blado, bawiąc się kawałkiem materiału kołdry.
-Ale na pewno nie jestem w cią..- zaczęłam, kiedy facet był już przy drzwiach, ale ostatecznie ugryzłam się w język, czując, że nie powinnam o to pytać. Co on sobie o mnie pomyśli? Szesnastolatka w ciąży - kolejna gówniara, która imprezuje, na każdej imprezie śpi z innym, a na facebook'a wstawia żenujące półnagie zdjęcia z cyckami na wierzchu.
-Nie, nie jesteś w ciąży - odparł niespodziewanie, patrząc na mnie. - Zbadaliśmy cię również pod tym względem, rozważając taką możliwość. Nie martw się. - O dziwo uśmiechnął się, zamiast zrobić zdegustowanej miny. Czułam jak moje policzki robią się czerwone. Uśmiechnęłam się blado, od razu spuszczając głowę. Lekarz opuścił salę, a ja dopiero teraz zaczęłam zastanawiać się "gdzie do cholery jest Justin?"
*
Szatyn wychodząc z łazienki, dostrzegł lekarza wychodzącego z sali Chanel. Od razu przyspieszył kroku, chcąc z nim porozmawiać. Jak widać Chanel nie była osamotniona w swoich obawach. W głowie chłopaka istniały aktualnie tylko dwie myśli "A co jeśli pękła gumka?" i...."A co jeśli pękła gumka?" No dobrze,  była też ta trzecia myśl, którą Justin nieudolnie starał się ignorować "A co jeśli Chanel jest na coś chora?" Sam nie wiedział co przerażało go bardziej. I sam nie wiedział dlaczego ta trzecia myśl wzbudzała w nim tak duże emocje.
-Przepraszam. - Od razu zaczepił lekarza, który jeszcze przed momentem rozmawiał z nastolatką. -Co z Chanel? Chanel Swift. Był pan u niej przed chwilą.
-Jest pan kimś z rodziny? Bratem? - spytał, przyglądając się szatynowi.
-Nie, chłopakiem. To ja ją tu przywiozłem. Co z nią?
-Nic poważnego, bez obaw. Musi po prostu zdrowiej i więcej jeść i ograniczyć stres, bo inaczej takie sytuacje mogą się powtarzać. Proszę jej przypilnować, żeby o siebie zadbała.
-Oczywiście, przypilnuję - odpowiedział od razu, czując potrójną ulgę. Po pierwsze - gumka nie pękła, Chanel nie jest w ciąży. Po drugie - Chanel nie jest w ciąży, bo gumka nie pękła. No i po trzecie - to nic  poważnego. Chłopak lekko, nawet niekontrolowanie się uśmiechnął.
-Z racji tego, że jest niepełnoletnia, trzeba wezwać jej rodziców. Zadzwonił pan już do nich? - spytał, na co uśmiech momentalnie zniknął z ust Justina.
-Rodziców? Po co? Ja jestem pełnoletni.
-To nie o to chodzi. Potrzebujemy podpisu jej prawnego opiekuna, żeby móc ją wypisać.
-To naprawdę konieczne? - spytał, wyczuwając, że może być gorąco.
-Tak, nic z tym nie mogę zrobić - odparł.
-Kurwa mać - chłopak zaklął pod nosem, spuszczając na chwilę głowę.
-Słucham? - spytał, myśląc, że Justin coś do niego powiedział.
-Nie, nic, nieważne - odpowiedział od razu, podnosząc głowę. - Dobra, to mogę teraz do niej iść tak? A wy wezwiecie jej rodziców?
-Tak - odpowiedział twierdząco na oba zadane pytania. Justin jedynie kiwnął głową, rzucając ciche "dziękuję" i wymijając lekarza. Szatyn pociągnął za klamkę, wchodząc do środka.
*
Siedziałam maksymalnie znudzona na łóżku, sama nie wiedząc co ze sobą zrobić. W tym momencie zobaczyłam uchylające się drzwi. Szczerze mówiąc widok Justina wywołał u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony "Przywiózł mnie tutaj i czekał aż zrobią mi te wszystkie badania, to słodkie.", a z drugiej "Co ten skurwysyn tutaj robi i po jaką cholerę tutaj przylazł?"
Nie odezwałam się nawet słowem. Nie uraczyłam go nawet spojrzeniem. Od razu ponownie spuściłam wzrok, wlepiając go w kołdrę, która wydawała mi się teraz niesamowicie fascynująca.
-Chanel, skarbie jak się czujesz? - spytał, a ja poczułam w sercu to rozczulające ciepło.
-"Skarbie" - zacytowałam, parskając śmiechem i wciąż nie podnosząc wzroku. -Twój "skarb" - zakpiłam. - Czuje się dobrze, ale czułby się lepiej, gdyby nie musiał oglądać pewnej osoby - dodałam, sama nie wierząc, że potrafię być tak chamska i sarkastyczna.
Justin kompletnie zignorował moje słowa. Byłam ciekawa jego miny, ale nie chciałam podnosić głowy i na niego patrzeć.
-Jeśli sądzisz, że swoim sarkazmem mnie spławisz, to się mylisz. Nie ma nawet takiej opcji, że teraz stąd wyjdę. Nawet nie wiesz jak się przestraszyłem, kiedy tak nagle zemdlałaś - mówił "z troską" i usiadł na krzesełku, na którym wcześniej siedział lekarz.
-Doprawdy? Może przestraszył cię tak fakt, że mogę być w ciąży i będziesz tatusiem? - po raz kolejny zakpiłam, nie panując nawet nad swoimi słowami, co było dla mnie samej zaskoczeniem.
-Nawet o tym nie pomyślałem - odpowiedział  od razu, po czym wziął głęboki oddech. - Bałem się, że jest ci coś poważnego, że jesteś na coś chora.
-Jestem chora. Chora na ciebie, więc daj mi święty spokój i od razu wrócę do zdrowia - powiedziałam chamsko.
-Chanel...- W tym momencie położył delikatnie swoją dłoń na mojej. Nie mam pojęcia dlaczego, ale czując jego dotyk na swojej skórze, poczułam jak ogarnia mnie to przyjemne ciepło. -Kiedy w końcu zrozumiesz, że mi na tobie zależy? Owszem, zachowuję się czasami jak ostatni gnojek, ale naprawdę mi na tobie zależy i szczerze mówiąc nie mam już pojęcia jak ci to udowodnić - kontynuował, a wsłuchiwałam się jedynie w jego głos, który brzmiał teraz niesamowicie "delikatnie". Chyba nigdy jeszcze nie mówił do mnie w ten sposób.
-Chciałeś powiedzieć "jak chamski, arogancki, pierdolony skurwysyn z przerośniętym ego, traktującym wszystkich jak śmieci i nazywającym mnie szmatą". Tak, to chyba lepsze określenie ciebie - powiedziałam kpiąco, choć mój głos już wyraźnie zmienił ton. - I mnie nie dotykaj, kurwa - dodałam, zabierając swoją dłoń i krzyżując ręce na piersi.
-Masz rację. Taki właśnie jestem, ale wiesz co? Ten "chamski, arogancki, pierdolony skurwysyn z przerośniętym ego" się w tobie zakochał i nie ma pojęcia dlaczego, bo nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego - powiedział, a ja powoli odwróciłam głowę w jego kierunku. Patrzył na mnie swoimi czekoladowymi oczami, które wydawałbo się, że nie mogły kłamać.
Chciałam coś odpowiedzieć, powiedzieć coś ironicznego, wyśmiać go, zakpić, cokolwiek, ale jedyne co z siebie wydusiłam to:
-Skoro tak, to dlaczego on ciągle mnie rani? - spytałam, czując jak w moich oczach zbierają się łzy, choć sama nie wiedziałam dlaczego.
-Bo to pierdolony skurwysyn, który dopiero uczy się kochać - powiedział niemal szeptem, patrząc mi głęboko w oczy.
-A co jeśli nie będzie w stanie się tego nauczyć? - również maksymalnie ściszyłam głos, czując pojedynczą łzę spływającą po moim policzku.
-Będzie miał najcudowniejszą nauczycielkę na świecie, na pewno mu się uda - szepnął, ponownie łapiąc moją dłoń, "rozplątując" moje skrzyżowane ręce, natomiast drugą dłonią otarł łzę z mojego policzka. -Chanel, kocham cię - dodał nagle, a ja poczułam jak cały świat dookoła znika. Widziałam i słyszałam już tylko jego.
-Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale cię kocham - dodał i zaczął powoli się do mnie przybliżać. Moje serce biło już jak oszalałe, a dłonie drżały. Nie wiem nawet kiedy, nasze usta się zetknęły. Justin delikatnie musnął moje wargi, jakby nie będąc pewnym, czy to odwzajemnię. Ale czy ja byłam w stanie tego nie odwzajemnić...?
Nigdy nie czułam nic takiego przy pocałunku z kimkolwiek innym w całym moim życiu. To było jak magia. Jakby nagle wokół mnie rozbłysło milion fajerwerków.
A to, co wydarzyło się teraz, było już raczej jak bomba spadająca na nas znienacka.
-Chanel, dziecko nic ci...-W tym momencie odsunęliśmy się od siebie z Justinem i oboje spojrzeliśmy od razu w stronę drzwi.
Poczułam się mniej więcej tak, jak kiedy mama nakryła mnie kiedyś na wagarach. Nie, poczułam się zdecydowanie gorzej. Jakbym kogoś zabiła, a do mojego domu nagle wparowała ekipa antyterrorystyczna.
Moja mama wpatrywała się w nas chyba tak samo tępym wzrokiem, jak my w nią, no bynajmniej jak ja.
-Ja już lepiej wyjdę - ciszę przerwał Justin. Chłopak ostatni raz pogładził moją dłoń, wstając i wymijając moją mamę, która nie mam pojęcia czy bardziej lustrowała czy zabijała go wzrokiem. Kiedy chłopak opuścił salę, lekko podciągnęłam się na łóżku, siadając nieco wyżej. Sytuacja była wręcz beznadziejna, a miało być chyba tylko gorzej. Przygryzłam nerwowo wargi, chyba nigdy jeszcze nie czując takiego stresu i strachu jak w tym momencie. "Ogranicz stres" - dzięki stary, niezła rada, ale w moim życiu chyba nie wypali.
-Chanel, możesz mi to wytłumaczyć? - wydukała w końcu moja mama, z której twarzy mogłam wyczytać coś w stylu "Albo mi się to śni, albo ona upadła na głowę".
-Ja..to znaczy..- to zdecydowanie nie był najlepszy wstęp do wyjaśnień. Moja arcygłupia mina, również do najtrafniejszych nie należała.-Mamo to jest tak, że...-zaczęłam ponownie, jednak mi przerwano.
-Spotykasz się z tym bandziorem? - spytała w końcu bez ogródek, niemal zabijając mnie wzrokiem.
-Słowo "bandzior" już chyba wyszło z mody - powiedziałam kompletnie bezsensownie, chcąc chyba uniknąć w ten sposób odpowiedzi na pytanie.
-Chanel do cholery, nie denerwuj mnie! - podniosła głos. Okej, owijanie w bawełnę chyba nie przejdzie.
-Mamo, najpierw mnie wysłuchaj, a potem wpadaj w szał, dobrze? - powiedziałam w miarę spokojnie, patrząc na nią błagalnie. Mama spojrzała na mnie, biorąc głęboki oddech, jakby wyraźnie starając się uspokoić nerwy. Usiadła na krzesełku, wpatrując się we mnie wyczekująco. Wzięłam głęboki oddech, starając się znaleźć w głowie takie słowa, które będą odpowiednie.
-Przede wszystkim, nie nazywaj go "bandziorem", skoro nic o nim nie wiesz. Proszę cię, nie mów mi co o nim słyszałaś, bo to chyba najgłupszy argument jak możesz mi podać. Jego trzeba poznać bliżej, rozumiesz? To naprawdę dobry chłopak.
Uważacie, że częściowe ukrywanie prawdy, to również kłamstwo? Przecież nie mogę powiedzieć: Pije, pali, jara zioło, zapewne bierze narkotyki, a do tego wszystkiego uprawiałam z nim seks, czego szczerze mówiąc nawet nie pamiętam, bo tamtej nocy upił mnie niemal do nieprzytomności.
-Dobry chłopak? - spytała retorycznie. - Chanel, nie rób ze mnie idiotki. Nie mówię, że kierowanie się opinią innych jest dobre, ale to czyste fakty. Ten chłopak to agresywny ćpun.
Miałam ochotę czymś rzucić. Kocham moją mamę, ale w tym momencie miałam ochotę zacząć na nią wrzeszczeć.
-A skąd ty to możesz wiedzieć, hm?! - podniosłam głos. - Znasz go? Zamieniłaś z nim kiedykolwiek chociaż jedno, jedyne zdanie? Widziałaś go, jak ćpał? Zrobił ci coś kiedyś, że nazywasz go "agresywnym"?! - kontynuowałam.
-Nie muszę go znać, żeby wiele się o nim dowiedzieć. I wierz mi, nawet nie chcę go poznawać, więc wybij go sobie z głowy. Nie wiem od kiedy się z nim spotykasz i ile razy mnie okłamałaś, idąc do niego i nie chcę już tego wiedzieć. Chcę tylko, żebyś obiecała mi, że on stąd zniknie i nigdy więcej się z nim nie spotkasz.
-Prędzej obiecam ci, że kupię ci jednorożca - zakpiłam pod nosem, co niestety usłyszała moja mama.
-Co się z tobą dzieje, do cholery?! Wiedziałam już wcześniej, że się zmieniłaś i teraz mam tego powód. To on cię zmienił i będzie zmieniał dalej, jeśli cię od niego nie odciągnę.
-Co, zamkniesz mnie w pokoju? - zironizowałam.
-Może nie dasz mi innego wyboru - powiedziała, patrząc na mnie uważnie. Wiadomym jest, że nie brała tych słów tak dosłownie, ale wiedziałam, że jeśli będzie trzeba, zrobi wszystko, żeby mnie od niego odciągnąć.
-Mamo, nie przestanę się z nim spotykać, bo..-nie byłam pewna dokończenia zdania. - Bo go kocham - dodałam po krótkiej chwili zastanowienia.
-Kochasz go? - spytała już o wiele spokojniej. - Dziecko, masz szesnaście lat, ty nie wiesz co to miłość. Czym on ci tak zawrócił  głowie, hm?
-Byłaś w moim wieku, kiedy zaczęłaś być z tatą. Z tego co mówisz, wnioskuję, że go nie kochałaś, bo przecież w tym wieku to niemożliwe.
-To były inne czasy.
W tym momencie parsknęłam z ironią.
-Co mają czasy do uczuć? Obie wiemy, że nic. A ja go kocham, czy tego chcesz czy nie - skwitowałam stanowczo.
-A ja gwarantuję ci, że nigdy więcej się z nim nie zobaczysz, czy tego chcesz, czy nie - odparła i wstała z krzesełka, wychodząc z sali.
-Nienawidzę cię! - krzyknęłam, kiedy drzwi już się zamknęły.
*
Chłopak siedział w poczekalni, bawiąc się swoim telefonem, kiedy usłyszał trzask zamykających się gwałtownie drzwi. Spojrzał w tamtym kierunku, dostrzegając matkę Chanel. Justin wstał, widząc wzrok kobiety na sobie.
-Trzymaj się od niej z daleka - powiedziała, podchodząc do szatyna. -Zajmij się kobietami w swoim wieku, a moją córkę zostaw w spokoju.
-Chanel nie jest już dzieckiem i czas najwyższy się z tym pogodzić - powiedział, patrząc matce Chanel prosto w oczy i dając jej tym samym do zrozumienia, że jest śmiertelnie poważny.
-Ona ma tylko szesnaście lat - odparła, patrząc pogardliwie na chłopaka.
-A ja czterdzieści? - wyraźnie zakpił, chcąc chyba doprowadzić mamę nastolatki do jeszcze większej złości. - Dzielą nas cztery lata, nie dwadzieścia, więc proszę dzielnie przyjąć do wiadomości, że pani córka to już nie mała dziewczynka, bo nie zamierzam przestać się z nią spotykać.
-Jesteś bezczelny - głos kobiety wydawał się wyrażać coraz większą wściekłość. -Nie pozwolę, żeby ktoś taki jak ty się z nią spotykał. Już ją zmieniłeś i nie pozwolę, żebyś robił to dalej. Jeszcze raz powtórzę, trzymaj się od niej z daleka - skwitowała, po czym szybkim krokiem wyminęła szatyna.
Justin zaśmiał się pod nosem, oblizując wargi.
-Twoje niedoczekanie - mruknął już sam do siebie.
_____________________________________________________________
Jest.Prawie.Piąta.A.Ja.Zamiast.Spać.Dodaję.Rozdział.
Jestem nienormalna. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, bo specjalnie dla was siedzę do piątej, żeby móc wam go już dodać<3
Rozdział nieco krótki, ale pisałam go naprawdę z przyjemnością ;)
kocham;*<3

62 komentarze:

  1. O tak!
    Pierwsza jest ok. 5 a ja zamiast spać czytam twojego bloga! Ale szczerze? mam go to gdzieś bo KOCHAM tę historię

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział :). Czekamy do następnego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co chwile w nocy i nad ranem sprawdzałam czy nie dodałaś jakiegoś nowego rozdziału, dopiero teraz komentuje bo trudno o piątej w nocy skombinować jakiś komentarz. Kocham ro opowiadanie, po prostu kocham. Wyobrażam sobie wszystko co się tam dzieje. Czułam się jakbym to ja zamiast Chanel tam był, to jest cudowne. Czekam nn. <3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  4. wooow. ale on ją serio kocha czy nie? nie kminie tego dalej. czy po prostu nie chce sobie odpuścić takiej dupy...świetny czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  5. sdhdaglda kocham to opowiadanie, to jest misrzostwo <3 już nie wiem czy on ją serio kocha czy nie :o już nie mogę się doczekać, kiedy dodasz kolejny

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest świetny aaaa kocham tego bloga czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. JAk ja kocham to opowiadanie ♥
    Jest przecudowne ♥
    Czekam nn
    A rozdział zajebisty ☺

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny rozdział! *.* Uwielbiam tego bloga! Gdy tylko widzę, że coś dodałaś to mordka mi się cieszy :3 Czekam na więcej<3

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział cudowny ja już chce następny :D znowu będę cały czas się zastanawiała co będzie dalej

    OdpowiedzUsuń
  10. "-Gdzie ja jestem? - szepnęłam cichym, słabym, zachrypniętym głosem, rozglądając się po białym pomieszczeniu.
    -W szpitalu. - Usłyszałam, choć nie mogłam zlokalizować głosu. - Zemdlałaś.
    -Co mi jest? - spytałam, wciąż starając się dostrzec osobę odpowiadającą na moje pytania.
    -Jesteś w ciąży. Gratulację.
    Zamarłam, nie potrafiąc wydusić z siebie żadnego słowa."
    Rozdział 20 jak na sam początek, zapowiadał się ciekawie. Aż do momentu, gdzie przeczytałam słowa, że Chanel jest w ciąży. Jakoś odechciało mi się czytać. Powstało już tyle nudnych i dennych opowiadań, o ciąży która pod koniec łączy ze sobą jednak dwoje ludzi. Tak w duchu powtarzałam sobie uparcie, że jednak nie zrobisz jej kobietą ciężarną. Masz za fajny styl pisania, żeby psuć te opowiadanie ciążą. I nie zawiodłam się na tobie. Przeczytałam do końca, i stwierdzam że rozdział jest wyśmienity. Oczywiście znalazłam tam chyba ze dwie literówki, ale nie ma czym się przejmować. Każdemu się zdarza. Ale jeśli jednak przejęłabyś się nimi, to można oddać rozdział do bety, i później po dodaniu wszystko na 100% będzie dobrze.
    Życzę dużo weny, i oby nastęony rozdział pojawił się tak szybko, jak ten. :)
    Kahmunra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Kahmunra. Rozdział 20 był wyśmienity.
      Czekam na następby. <3

      Usuń
  11. Piszesz świetnie! Szkoda że Channel nie była w ciąży :(.

    OdpowiedzUsuń
  12. Woo kocham to i czekam na nn ;**

    OdpowiedzUsuń
  13. HAHA SZKODA ZE CHAN NIE BYŁA W CIAZY LOOL. nie wiem smiesznie to brzmi xD RODZIAŁ ZAJEBISTY! DOBRZE ZE NAS NIE NABRAŁAS Z NIM BO DZIS APRIL FOOLS

    OdpowiedzUsuń
  14. Super :D Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zajebisty , czekam na kolejny *_*

    @sabinkaxo

    OdpowiedzUsuń
  16. Genialny ! Romantyczny, zabawny a zarazem tragiczny rozdział! Uwielbiam cię ! co powtarzałam już tyle razy :D
    Imaginary13

    OdpowiedzUsuń
  17. choć nadal nie ogarniam czy justin kłamie czy jednak jest szczery, to go kocham, bo jeżeli nawet kłamie, to mówi piękne rzeczy *___* a mama chanel trochę przesadza... zobaczymy co będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten rozdział jest świetny!!! Z niecierpliwością czekam na NN :))) Życzę weny :DD

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem od czego zacząć, ale cieszę się, że dodałaś ten rozdział. Sama się dziwię, że lekarz powiedział by się nie stresowała, jednak to jest niemożliwe. Coś czuję, że rodzice dziewczyny zrobią wszystko by się z Justinem nie spotykała. Szkoda mi jej. Justin chyba na prawdę ją kocha. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kocham ten rozdział jak i całe opowiadanie. <3 W końcu może będzie pomiędzy nimi okey. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. zostałaś nominowana przeze mnie do The Versatile Blog. zasady znajdziesz u mnie na blogu :3

    OdpowiedzUsuń
  22. mam ochotę użyć tu niezbyt "etycznego" przymiotnika, ale się powstrzymam i napiszę tylko, że... BARDZO FAJNY ROZDZIAŁ! <3 na początku jak przeczytałam słowa "Jesteś w ciąży. Gratuluję." zamarłam i moją reakcją było "Co? Niemożliwe!", ale jak zaczęłam czytać dalej to się uspokoiłam... :) i jeszcze to wyznanie Justina *___* naprawdę szczerze to zabrzmiało, ale czy takie było? jestem tego mega ciekawa <3 nie będę się już rozpisywać, napiszę tylko, że czekam na NN i kocham to opowiadanie! <3

    OdpowiedzUsuń
  23. opowiadanie jest cudowne, piszesz niesamowicie, a postać Justina... ahh, jest idealny <3 mam nadzieję jednak, że nie będzie zbyt kolorowo, wierzę w Ciebie, że dasz głównym bohaterom trochę popalić :D czekam na nowy rozdział, oby pojawił się szybko :3

    OdpowiedzUsuń
  24. zostałaś nominowana przeze mnie do The Versatile Blog na blogu how-to-love-j.blogspot.com <3 zasady znajdziesz na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  25. a co do rozdziału to cudowny...
    w ogóle to zaskakujesz mnie coraz bardziej xD
    od początku jednak wiedziałam, że Chanel nie będzie w ciąży.
    po za tym zupełnie nie rozumiem już Justina... ale widać, że coś zaczyna do niej czuć.
    tym spotkaniem z matką głównej bohaterki zaintrygowałaś mnie jeszcze bardziej... no nic. pozostaję mi czekać na kolejny również wspaniały rozdział.
    ps: i o to chodzi. Pisanie ma sprawiać przyjemność. Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  26. zajebist czekam na nowy byle szbko bo nie wyrabiam

    OdpowiedzUsuń
  27. O ja, się dzieje. ;-) Normalnie jej matka to gada tak, jakby ją chciała stamtąd wywieźć. :-P A ten początek z tą ciążą to chyba na Prima Aprilis. Super, czekam na kolejny... ;-D

    OdpowiedzUsuń
  28. Podoba mi się:)
    Na początku, w tym śnie. Naprawdę mnie coś ukuło na wspomnienie ciąży u Chanel xD Nie wiem czemu tak reaguję. Szczerze mówiąc to czekam, aż ona od niego ucieknie;3
    Życzę weny i więcej czasu na pisanie takich wspaniałych rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń
  29. O JA CIE ! JA PO PROSTU UWIELBIAM TWOJE BLOGI ! MEEGA !

    OdpowiedzUsuń
  30. Ajdsjhshgdsa dziewczyno jesteś genialna! *.*
    Przeczytałam dzisiaj wszystkie rozdziały i pierwszy raz od bardzo dawna opowiadanie tak mnie zaciekawiło i wciągnęło! :) Na prawdę masz talent!♥
    A co do rozdziału to jest świetny, genialny, wspaniały...po prostu sadsjdajhd *__*
    Czekam niecierpliwie na nn! ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Nawet nie wiesz jak bardzo kocham twój blog !! Uwielbiam go czytać. Ten jak i ten drugi! Naprawdę sobie z tym świetnie radzisz i jeszcze wyczyniasz dla nas takie rzeczy,żeby tylko dodawać rozdziały <3 Jesteś cudowna! Rozdział kolejny cudowny no nie wiem co jeszcze powiedzieć. Na pewno czekam na nowy rozdział!!:)
    Dziękuję,że piszesz tak cudowne blogi!!
    @goldiefake (byłam vincereeee i wiem,że już nie informujesz na tt,ani nic,ale chce go podawać byś wiedziała kto komentuje:*)

    OdpowiedzUsuń
  32. Super rozdział! Mam nadzieję, że Chanel i Justin się już pogodzą. Wow, zaskoczyłaś mnie tą sytuacją z matką Chanel. Mam nadzieję, że ona nie tego co jest pomiędzy nimi.
    @dangerous_696

    OdpowiedzUsuń
  33. zajebistość :*

    OdpowiedzUsuń
  34. Mam nadzieję, że Justin nie udaje, że kocha Chanel. Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej :)
    Rozdział zajebisty! Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  35. Świetny rozdział! Ciekawe co teraz zrobi Chanel skoro jej mama już o nich wie... Mam nadzieję, że Jus nie kłamie i naprawdę coś do niej czuję..
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  36. Cudowny! Kocham to<3 Teraz to dopiero będzie się działo. Mam nadzieję, że Justin jest najbardziej szczery i jej nie okłamuje. Straaasznie nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, żeby zobaczyć co będzie dalej pomiędzy nimi :)
    Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  37. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger Award :) Więcej informacji na moim blogu xx http://i-will-catch-u-if-u-fall-jb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozdział genialny. Mam tylko nadzieje że Justinowi naprawdę zależy a nie chcę się na niej w jakiś chory sposób odegrać... Świetnie piszesz, nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Jak będziesz miała czas i ochotę to wpadnij do mnie na http://justin-bieber-meggie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  39. Ou, ale sie dzieje *.*
    KOCHAM<3
    @_fidelidad informuj jak mozesz :)

    OdpowiedzUsuń
  40. jdjasdjvhxcvhxvxchzxnxk, cudowny rozdział *.*
    jestem ciekawa, czy Justinowi naprawdę zależy, czy tylko udaje..
    ale to się wydaje takie prawdziwe.
    koncówka mnie rozwaliła haha ♥

    OdpowiedzUsuń
  41. "-Skoro tak, to dlaczego on ciągle mnie rani? - spytałam, czując jak w moich oczach zbierają się łzy, choć sama nie wiedziałam dlaczego.
    -Bo to pierdolony skurwysyn, który dopiero uczy się kochać - powiedział niemal szeptem, patrząc mi głęboko w oczy."
    adgsahfajkdf on powiedział, że ją kocha !! No, tego to się nie spodziewałam, le to rakie boskie !! Strasznie dziękuję Ci, że dodałaś rozdział, krótki,ale jaki cudowny !! ♥ Oyey chyba się teraz nie uspokoję *_________*

    OdpowiedzUsuń
  42. Wiesz,że Cię kocham? Nie wiesz? O patrz to już się dowiedziałaś..kocham Cię :D

    OdpowiedzUsuń
  43. Bardziej oczekiwałam historyjki w stylu: "wyszłam do skrzynki na listy, zemdlałam i on mnie zobaczył i mnie tu przywiózł" ^.^
    Dopiero dzisiaj zaczęłam czytać Twoje opowiadanie i się zakooochałam *.*

    @aania46

    OdpowiedzUsuń
  44. TO JEST ZAJEBISTE! CO Z TEGO, ŻE SPAŁAM Z DWIE GODZINY, WOLAŁAM CZYTAĆ OPOWIADANIE LEŻĄC W ŁÓŻKU.... PO PROSTU SIE ZAKOCHAŁAM *.* NIE WIEM JAKIM SPOSOBEM PISZESZ TAK ZAJEBIŚCIE, ALE WIEDZ, ŻE CIE UWIELBIAM <3

    OdpowiedzUsuń
  45. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  46. JA MAM NADZIEJĘ, ŻE NIEDŁUGO POJAWI SIĘ ROZDZIAŁ! *,* KOCHAM TEGO BLOGA, KOCHAM SPOSÓB W JAKI PISZESZ. *,*

    OdpowiedzUsuń
  47. Błagam ! Dodaj następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  48. kiedy nowy ?:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Kocham twój blog. Czekam na 21 rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  50. chcesz żebym umarła? tyle czekać? błagam cie! A.

    OdpowiedzUsuń
  51. Belieberka.♥28 maja 2013 15:49

    KOCHAM.TO.DODAWAJ.JUŻ.NASTĘPNY.PROSZĘ.♥ /@irony_reality

    OdpowiedzUsuń
  52. hej znalazlam twojego bloga i bardzo mi sie spodobal.. przeczytalam wszystko za jednym zamachem.. czekam na nastepne rozdzialy.. daj znac na tt jak mozesz @kasiulek981

    OdpowiedzUsuń
  53. Ten blog jest SSUUUPPPEEEERRRR
    Kocham cię ♡♥♡♥♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  54. Jejku uwielbiam Twojego bloga! To opowiadanie jest świetne, podziwiam cię za pomysły i cierpliwość do pisania. Zapraszam do mnie do-not-you-want-me-baby.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. Nic dodać nic ując rozdział świetny

    OdpowiedzUsuń
  56. zaczełam czytac dopiero teraz twojego bloga i zie zakochalam!

    OdpowiedzUsuń
  57. Nadal tak samo sie mazywasz na tt?

    OdpowiedzUsuń