Nie potrafiłam opanować emocji. Na zmianę płakałam i
wybuchałam złością, rzucając poduszkami. Czy jest chociaż jedna rzecz w której
on mnie nie okłamał? Czy chociaż raz
powiedział mi prawdę? I czy chociaż jeden, pieprzony raz zachował się
wobec mnie w porządku? Nie wydaję mi się.
Wytrzymałam już wiele, wliczając w to jego wahania nastroju i brak kontroli nad
nerwami, ale to co zrobił teraz przechodzi wszelkie granice. Jak w ogóle mógł
rozgadać o mnie takie rzeczy? Kto jeszcze wiedział? A do tego wszystkiego, dam
sobie rękę uciąć, że połowę zmyślił. Podkoloryzował to wszystko, dodając trochę
„od siebie” i zrobił ze mnie jakąś zwykłą, puszczalską szmatę.
„Potrafisz zadowolić faceta” – te słowa chyba najbardziej
utkwiły mi w głowie. Mimo, że nie byłam głupia i domyślałam się, co on miał na
myśli to byłam przekonana, a raczej stuprocentowo pewna, że to już efekt wyobraźni
Justina. Nie wierzę, że robiłam rzeczy, którymi brzydzę się na samą myśl. Jeśli
wiecie co mam na myśli.
Wyciszyłam telefon, gdyż ciągle telefony od Justina, mogłyby
obudzić rodziców. Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Po co?
Przecież po prostu wcisnąłby mi kolejną wymyśloną historyjkę. Ciekawe co tym
razem. Powiedziałby, że Aron kłamał? Albo, że powiedział to tylko jemu w
tajemnicy? Zabawne z jaką łatwością przychodzi mu okłamywanie mnie. Wmawianie
mi coraz to kolejnych bzdur, w które ja mam wierzyć.
On nie zna żadnych, pieprzonych granic.
*
-Odbierz ten pierdolony telefon, kurwa – warknął, nerwowo
trzymając telefon przy uchu. Chłopak sprawiał wrażenie, jakby miał zaraz wybuchnąć
i pozabijać wszystkich dookoła. Bezskutecznie starał się dodzwonić do Chanel,
która wciąż odrzucała jego połączenia.
Nie wiedział jeszcze co się stało, w końcu kiedy zostawiał dziewczyną przy
stoliku, wszystko było w porządku. Zastanawiały go słowa nastolatki. Dlaczego
tak nagle wróciła do tematu tamtej nocy?
W końcu zrezygnowany, włożył telefon do kieszeni spodni,
wchodząc z powrotem do klubu. Udając się do stolika, przy którym wcześniej siedzieli
z Chanel, zauważył swojego kumpla. Powoli zaczął układać sobie w głowie co
mogło się wydarzyć. Dosłownie się w nim zagotowało. Podszedł do chłopaka,
łapiąc go za koszulkę.
-Coś ty jej kurwa nagadał?! – niemal wrzasnął na niego,
patrząc na szatyna ze wściekłością w oczach.
-Spokojnie, stary. – Zaśmiał się idiotycznie, zabierając
ręce Justina ze swojej koszulki. Lekko się chwiejąc, spojrzał Jus’a, wciąż się
uśmiechając. – Może tak od początku, co?
-Gadałeś z Chanel? – spytał już nieco spokojniej, nie
wiedząc, czy jego podejrzenie są w ogóle uzasadnione.
-Z tą słodziutką małolatą, którą przeleciałeś? – spytał,
wręcz retorycznie, biorąc łyk piwa. – A rozmawiałem. Stary, wiem, że nigdy się
nie dzielisz, ale ona jest naprawdę niezła, zrobiłbyś wyjątek dla kumpla.-
Zaśmiał się, odkładając z powrotem piwo na stolik.
-Pojebało cię?! – Justin ponownie złapał chłopaka za
koszulką, szarpiąc go. – Coś ty jej nagadał, że ona nie chce ze mną gadać?!
-Ja tylko powiedziałem, że słyszałem, że jest dobra w łóżku,
tyle. – „Usprawiedliwił się”.
-Ty kretynie . – Justin pchnął lekko Aron’a, sam siadając na
wysokim krześle i przeczesując nerwowo włosy dłońmi.
-No co? – Szatyn usiadł obok,
biorąc kolejny łyk piwa. Justin przez
chwilę siedział w jednej pozycji, starając się oddychać głęboko i nieco
uspokoić.
-Jesteś pojebany – warknął po
chwili i gwałtownie wstał, udając się w kierunku wyjścia z klubu.
Wjechał samochodem do swojego
garażu, po czym spojrzał na dom Chanel, znajdujący się naprzeciw. Nie
zastanawiając się nawet dłużej, pewnym krokiem zaczął iść w tamtym kierunku.
Było prawie wpół do drugiej w nocy, ale to go nie obchodziło. Jeśli Chanel, nie
odbierała od niego telefonów, to musiał znaleźć inny sposób na porozmawianie z
nią. Wiedział dokładnie, które okno jest z pokoju nastolatki, po nieraz już
widział jak dziewczyna się wymyka. Miał więc pewność, że trafi do odpowiedniego
pokoju. Nie obchodziło go, że to co w tym momencie robi, to w gruncie rzeczy
włamanie. Miał tylko jeden cen – porozmawiać z Chanel, teraz.
Wejście na niższy z dachów domu
zajęło mu dużo mniej czasu niż Chanel, żeby nie powiedzieć, że w wykonaniu
Justina, wydawało się to banalnie proste. Starając się być w miarę cicho,
przeszedł te kilka kroków, podchodząc do okna pokoju dziewczyny. Na jego
szczęście, Chanel zapomniała je zamknąć. Nie wahając się nawet przez chwilę,
wszedł przez nie do pokoju, delikatnie, jak najciszej zeskakując do środka.
Sądząc po wyglądzie sypialni, zdecydowanie miał pewność, że pokój ten należy do
jego dziewczyny. Przymknął za sobą okno, sam wchodząc nieco dalej. Nie musiał
dużo się rozglądać, aby stwierdzić, że Chanel nie ma w pokoju, co nasuwało mu
na myśl dwie myśli. Albo była w łazience, albo nie wróciła do domu. Postanowił
jednak przyjąć tę pierwszą tezę jako pewniejszą i poczekać. Podszedł do biurka,
spoglądając na rzeczy leżące na nim.
W tym momencie usłyszał jak ktoś
wchodzi do pokoju. Momentalnie spojrzał w tamtą stronę, widząc Chanel. Wzrok
dziewczyny był jednak skupiony na telefonie komórkowym, więc ta, nawet nie
zauważyła Justina. Chłopak zlustrował wzrokiem nastolatkę. Dziewczyna miała na
sobie krótkie, dresowe spodenki, sięgające tak naprawdę niewiele za tyłek i
bokserkę.
Chanel odłożyła telefon na komodę,
sama w końcu odwracając się i omal nie dostając zawału.
*
Wyobrażacie to sobie? Była prawie
pierwsza w nocy, wchodzę do pokoju, odwracam się, a tam co? Zauważam, że ktoś
jest w moim pokoju. Dosłownie pisnęłam, a chłopak od razu do mnie podszedł,
zakrywając mi dłonią usta. Dopiero teraz dotarło do mnie, że to Justin, co
wcale nie było dla mnie jakimś uspokojeniem czy mniejszym szokiem.
-Cii, to tylko ja – powiedział cicho,
odkładając dłoń z moich ust.
-Co nie zmienia faktu, że nie mam
pojęcia co tutaj robisz! – niemal krzyknęłam, kompletnie zapominając o
rodzicach.
-Ciszej! – Uciszył mnie, po czym
ponownie ściszył głos. – Chcesz, żeby twoi rodzice usłyszeli? – spytał retorycznie,
patrząc mi w oczy.
-Co ty tutaj robisz? Zdajesz sobie
sprawę z tego, że to jest włamanie? – powiedziałam już ciszej, choć miałam
ochotę krzyczeć. Wydrzeć się na niego, po czym zabić go, używając do tego
chociażby cyrkla, czy nożyczek.
-Musiałem się z tobą zobaczyć,
teraz – odpowiedział i westchnął cicho. – Słuchaj Chanel, wiem, że rozmawiałaś
z Aronem i…
-I chcesz mi teraz wytłumaczyć, że
to co on mówił to kłamstwo, wszystko to sobie wymyślił, a ty nigdy w życiu nie
mówiłeś mu niczego takiego, prawda? – przerwałam mu, parskając ironicznym
śmiechem. Justin oblizał wargi,
spuszczając na moment głowę, po czym ponownie na mnie patrząc.
-To nie tak. – Westchnął. –Byłem
kompletnie nawalony i zdecydowanie zbyt rozmowny, zresztą jak zawsze po
alkoholu. Powiedziałam o kilka zdań za dużo, ale nie zrobiłem tego celowo.
Po raz kolejny parsknęłam
ironicznym śmiechem.
-Sądzisz, że ci w to uwierzę?
Naprawdę masz mnie za tak głupią i naiwną? Wiesz co, może i w wiele rzeczy ci
uwierzyłam, choć nie powinnam, ale tym razem ci się nie uda.
-Chanel, mówię prawdę – powiedział
poważnie, patrząc mi prosto w oczy, jakby chcąc w ten sposób mnie „zmiękczyć”. – Pijany gadam różne rzeczy i tego nie
kontroluję.
-Kolejne kłamstwo. Zresztą, ty
kłamiesz od początku. To wszystko to jest jedno, wielkie, pieprzone kłamstwo.
-Uwierz mi do cholery –
powiedział, kładąc dłonie na moją twarz i przybliżając się do mnie jeszcze
bardziej. – Chanel, proszę – niemal szepnął,
patrząc mi prosto w oczy.
-Nie Justin, nie uwierzę ci, nie
po raz kolejny – odparłam pewnie, zdejmując jego dłonie ze swojej twarzy.
Chłopak spojrzał na mnie, a ja
widziałam jak zaczyna zbierać się w nim złość, co zaczynało mnie przerażać. Po
chwili odsunął się, odwracając się i przechodząc kawałek po moim pokoju.
Wpatrywałam się w niego uważnie, nie wiedząc nawet jak się teraz zachować.
-Ale co ja takiego zrobiłem, hm? –
powiedział po chwili zupełnie innym tonem niż wcześniej, ponownie odwracając
się w moim kierunku. Zamurowało mnie.
-Jaja sobie robisz? –
powiedziałam, patrząc na niego jak na idiotę.
-No co? – spytał retorycznie,
podchodząc bliżej. – Co cię tak boli? Że powiedziałem prawdę? Że jesteś łatwa? –
powiedział, a ja nie potrafiłam wydusić z siebie nawet słowa. Wpatrywałam się w
niego z uchylonymi ustami.
-Nie zaprzeczysz, prawda?
Powiedziałem tylko czystą prawdę o tobie, skarbie. Że wystarczyło kupić ci kilka
drinków, a od razu wskoczyłaś mi do łóżka, że „dałaś mi” po dwóch tygodniach znajomości.
Gdybyś naprawdę była taka grzeczna, nie poszłabyś ze mną do tego klubu, nie
wypiła tych drinków i nie przespałabyś się ze mną . Przecież ty sama pchałaś mi
się do łóżka, prowokowałaś mnie, jak tylko się dało – kontynuował, stojąc już kilka centymetrów przede mną. – Co, nie lubisz prawdy o sobie? Ciężko ci
przyjąć do wiadomości, że zachowałaś się jak zwykła szmata? Wiesz, dawno nie
spotkałem tak łatwej dziewczyny – skwitował, parskając ironicznym
śmiechem. Nie dowierzałam w to, co do
mnie mówił. Chyba dopiero teraz to do mnie dotarło. Nie wytrzymałam i uderzyłam go w policzek, wkładając
w to całą swoją siłę.
-Wynoś się stąd! – powiedziałam głośno,
wiedząc, że nie mogę pozwolić sobie na krzyk, gdyż obudziłabym rodziców. Chłopak jedynie przejechał dłonią po
czerwonym policzku, ponowne patrząc na mnie pogardliwie.
-Prawda w oczy kole, czyż nie? – syknął.
-Wynoś się kurwa! – powtórzyłam.
-Odezwę się, jak zachce mi się
pieprzyć, jesteś w tym dobra. - Złapał mój
podbródek, przybliżając się do mnie. – Usta, na kolanach, te sprawy, rozumiesz.
– Zaśmiał się ironicznie. Z całych sił go od siebie odepchnęłam. Justin charakterystycznie „cmoknął” w moim
kierunku, uśmiechając się, po czym po prostu jak gdyby nigdy nic wyszedł przez
okno. Stałam jak osłupiała, nie potrafiąc uwierzyć w to, co się właśnie
wydarzyło, w jego słowa…
Nawet nie wiedziałam kiedy po moim
policzku spłynęła łza. Osunęłam się po ścianie na dół, siadając na podłodze i
zakrywając twarz dłońmi, rozpłakałam
się.
*
Szatyn wszedł do swojego domu,
trzaskając za sobą drzwiami. Usiadł na kanapie, kładąc łokcie na kolanach i
opierając na dłoniach głowę. I choć przed Chanel starał się być opanowany,
chcąc sprawić swoimi słowami ból dziewczynie, to w środku pałał wściekłością.
W końcu puściły mu nerwy,
gwałtownie wstał z impetem przewracając stolik stojący przed nim.
-Mała dziwka – syknął,
przeczesując włosy i robiąc kilka kroków do przodu. – Co ona sobie w ogóle
wyobraża, kurwa.
Chłopak zrzucił z komody szklaną
szkatułkę, która z hukiem rozbiła się na panelach.
-I tak do mnie wrócisz, nie
pozwolę ci odejść .
*
Cały dzień byłam jakby nieobecna.
Nie wspominając już o tym, że byłam cholernie niewsypana. Zasnęłam dopiero
około czwartej nad ranem. Przeryczałam
pół nocy, to takie żałosne. Lekcje były
dla mnie koszmarem. Nie potrafiłam na niczym się skupić, marzyłam jedynie o tym
pieprzonym dzwonku. Cher nieudolnie próbowała wyciągnąć ze mnie jakieś informacje,
ale nie miałam najmniejszej ochoty o tym opowiadać, wiedząc też, że jak zwykle
skończyłoby się to kazaniem.
Na długiej przerwie, usiadłam na
trawie, opierając się o jedno z drzew i wkładając do uszu słuchawki. Niestety,
mój plan odstresowana się przez te chociaż dwadzieścia minut, nie wypalił.
-Chanel, przez cały dzień jesteś
jakaś nieobecna a przede wszystkim cholernie smutna. Mów co się stało. – Cher usiadła
obok, po turecku, kładąc na trawę swoją torbę.
-Nic – odpowiedziałam krótko,
odwracając wzrok.
-Chanel. – Dziewczyna spojrzała na mnie
uważnie. Przewróciłam oczami, widząc jej wzrok. Coś w stylu „Wyciągnę to z
ciebie, czy tego chcesz czy nie”. Na dobre schowałam telefon z słuchawkami,
patrząc na dziewczynę.
-Co? Co chcesz ode mnie usłyszeć?
To, że po raz kolejny przejechałam się na Justinie? No to już to wiesz, dasz mi
teraz spokój? – powiedziałam ironicznie.
-Co się znowu stało? Boże, a nie
mówiłam, że będziesz przez niego ciągle cierpieć jeśli nie zerwiesz z nim kontaktów?
Co on tym razem zrobił?
-Czy to ważne?
Dziewczyna jedynie skarciła mnie
wzrokiem, a ja ponownie przewróciłam oczami.
-Wiesz co zrobił? Jego zapewne
wszyscy kumple wiedzą o tym, że tamtej nocy poszłam z nim do łóżka i wiesz co
jeszcze? Wyjawił im jakże cudowne szczegóły, dodając przy tym oczywiście, że
jestem genialna w łóżku – powiedziałam na jednym tchu , mając ochotę ponownie
się rozpłakać.
-To było do przewidzenia..-
odpowiedziała, a ja spojrzałam na nią, otwierając szerzej oczy.
-Słucham? – spytałam, będąc nieco
zdziwiona tym, jak spokojnie to przyjęła.
-Naprawdę sądziłaś, że on zatrzyma
to dla siebie? Wiedziałam, że to zrobi, że pochwali się kumplom, że zaliczył głupiutką
małolatę.
-On zrobił ze mnie dziwkę –
dosłownie syknęłam, zaciskając zęby.
-On z ciebie zrobił? Chanel, sama
ją z siebie zrobiłaś – odparła, a ja w tym momencie myślałam, że się
przesłyszałam.
-Co!? – prawie wrzasnęłam. – Jak
możesz tak mówić?!
-Jezu, nie chciałam cię urazić,
ale do cholery, poszłaś z nim do łóżka, nawet niewiele go znając.
-Byłam pijana i dobrze o tym
wiesz..- powiedziałam już ciszej, mając ochotę się rozpłakać.
-Ale wiedziałaś co może się
wydarzyć jeśli za dużo wypijesz, a mimo to piłaś…- powiedziała niepewnie.
-Wiesz co, dzięki. – Gwałtownie wstałam,
zbierając swoją torbę. – Miło, że najbliższa mi osoba w tym pieprzonym Phoenix
uważa mnie za dziwkę, dziękuję ci za te cudowne słowa – dodałam i szybkim
krokiem odeszłam, ignorując przeprosiny Cher.
*
Do końca lekcji nie odzywałam się
do Cher. Byłam na nią wściekła, ale jednocześnie zaczęło zastanawiać mnie, czy
to nie jest prawda. Dziewczyna powiedziała mi dzisiaj tak naprawdę to samo, co
Justin wczoraj. Może to prawda?
Założyłam torbę na ramię, wychodząc
ze szkoły i udając się w kierunku domu. Zauważyłam, że kilka metrów dalej
zaparkowany był samochód Justina. Od razu przyspieszyłam, nie chcąc nawet na
niego patrzeć. Jus wyszedł z auta, idąc od razu w moim kierunku. Chłopak złapał
mnie za łokieć, odwracając w swoim kierunku.
-Przestań za mną łazić! Daj mi
święty spokój, nie chcę mieć z tobą już nic wspólnego! – krzyknęłam, usiłując
się wyrwać.
-Chanel, przepraszam. Nawet nie
wiesz jak cholernie wściekły jestem na siebie za to, co ci wczoraj
powiedziałem. Przecież ja tak nie myślę i nigdy nie myślałem, nie wiem dlaczego
ci to powiedziałem – tłumaczył się, patrząc na mnie z żalem w oczach, które
niemal wyglądał na prawdziwy.
-Tak oczywiście. – Parsknęłam ironicznym
śmiechem, ponownie chcąc się wyrwać, jednak chłopak trzymał mnie za mocno. –
Puść mnie do cholery!
-Chciałem cię zranić, bo mnie
odrzucałaś, dlatego ci to powiedziałem. Tak strasznie cię przepraszam.
Gdzie on się nauczył tak grać?
Wyglądał jakby naprawdę tego żałował, choć nie byłam tak głupia, by znów się
nabrać.
-Przecież ja się nie gniewam. No o
co miałabym być zła? O to, że nazwałeś mnie szmatą? – powiedziałam z ironią.
-Zrozum, że…- zaczął, ale nie
dałam mu skończyć.
-Nie, to ty zrozum, że to
definitywnie koniec mojej naiwności. Nigdy więcej nie dam ci się omotać i nie
myśl sobie, że tak po prostu uwierzę teraz w te twoje miłe słówka i rzucę ci
się w ramiona. Daj mi spokój i znajdź sobie nową ofiarę – syknęłam, wyrywając
swoją dłoń i szybkim krokiem odchodząc. Byłam z siebie dumna, choć czułam łzy
zbierające się w moich oczach.
Aż dziwne, że do końca dnia miałam
całkowity spokój. Żadnych telefonów, smsów, czy nachodzenia. Starałam się wziąć
się w garść i przestać o nim myśleć.
*
Sama nie wiem czy cieszyłam się z
tego, że jest już sobota, czy martwiłam się tym, że mam więcej czasu na to
pieprzone myślenie o nim. Do tego wszystkiego, rodzice pojechali za miasto, co
oznaczało, że praktycznie cały dzień będę sama w domu.
Przerzucałam kanały, siedząc
znudzona na kanapie, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Pierwsza myśl? Jeśli to
Justin, to przysięgam, że to się dla niego źle skończy. Niepewnie podeszłam do
drzwi i otworzyłam je. To zdecydowanie
nie było Justin.
-Pani Chanel Swift? – spytał mężczyzna
w średnim wieku, trzymając w rękach jakąś kartkę.
-Tak, a coś się stało? – spytałam,
nie ukrywając, że trochę się przestraszyłam.
-Nie, spokojnie. – Zaśmiał się. –
Kwiaty dla pani – dodał, a ja spojrzałam na niego dosłownie jak na idiotę. –
Mike, dawaj je – powiedział do faceta w samochodzie, który najwyraźniej był
jego współpracownikiem.
-Może pani tutaj podpisać? –
spytał, a ja kiwnęła twierdząco głowa, biorąc do ręki długopis i wpatrując się
wciąż zdezorientowana jak inny facet wnosi do mojego domu dwa, duże bukiety
czerwonych róż.
-Ale od kogo te kwiaty? –
spytałam, podpisując podstawioną mi kartkę. – Nie mam pojęcia, ja tylko
dostarczam zamówienie. Może w środku
jest jakaś karteczka. – Facet uśmiechnął się.
-Dobrze, dziękuję – odwzajemniłam uśmiech,
chcąc zamknąć już drzwi, jednak mężczyzna mnie powstrzymał.
-Proszę zaczekać, to jeszcze nie
koniec. – Zaśmiał się, pomagając swojego koledze wnosić kwiaty. Zszokowana
wpatrywałam się jak układają w salonie coraz to kolejne bukiety.
-To już wszystkie? – spytałam po
około dwóch minutach, spoglądając na piękne kwiaty.
-Tak, dokładnie piętnaście
bukietów. Albo bardzo panią kocha, albo nieźle narozrabiał. No, albo jedno i
drugie. – Zaśmiał się wychodząc.
-Taa. – Odwzajemniłam niepewnie
uśmiech.
-To dziękuję i do widzenia.
-Do widzenia – odparłam i zamknęłam
za nimi drzwi. Od razu podeszłam do kwiatów, szukając w nich jakiejś karteczki,
choć szczerze mówiąc nietrudno było domyśleć się, kto je przysłał. W końcu
znalazłam jedną, odwróciłam ją, czytając jej zawartość : „Przepraszam. Jestem
kompletnym idiotą, a ty najpiękniejszą i najcudowniejszą kobietą, jaką
kiedykolwiek spotkałem. Justin.”
Tego się nie spodziewałam.
_____________________________________________________________________
No więc tak. Według mojej "reguły" powinnam dodać teraz rozdział na blogu o Miley, bo zawsze dodaję raz tu raz tu, ale jakoś bardziej natchnęło mnie na ten rozdział, tutaj.
Jeśli chodzi o tamtego bloga, to nie wiem kiedy dodam, na pewno jeszcze przed koncertem.
Co do tego rozdziału - mam nadzieję, że się podoba ;) Czy w Justinie zaczynają budzić się jakieś uczucia, czy nie - to zostawiam już do waszej interpretacji ;)
A tak z ciekawości - jak myślcie, jak zakończy się to opowiadanie? Bo to, jak ono się skończy akurat mam już zaplanowane od początku. Oczywiście wam tego nie zdradzę, ale chcę znać wasze pomysły/przypuszczenia, więc piszcie w komentarzach :D
Do polecenia :
http://this-is-unreal.blogspot.com/
http://how-to-love-jb.blogspot.com/
http://i-need-a-new-outlet.blogspot.com/
http://if-i-could-take-away-the-pain.blogspot.com/
Chyba nic nie pominęłam, a jeśli tak, to śmiało piszcie, a od razu dopiszę ;p
Jezuuuuuu super rozdział jak każdy. ; * Zdaje mi się, że W Justinie rodzą się jakies uczucia. Oby byli razem. Czekam na następny. <3
OdpowiedzUsuńJak ona poleci na te jego kwiatki to chyba się wścieknę. Przecież to tylko głupiutkie badyle. Chanel, nie bądź naiwna... Nie tak.
OdpowiedzUsuńChciałabym żeby Justin zakochał się w niej, ale tak serio. Oczywiście rozdział napisany fenomenalnie, jak zwykle. Uwielbiam czytać twoje blogi.
U mnie nowy rozdział, jeżeli masz czas to zapraszam : ) / needtheend.blogspot.com
Oby nie poleciała na te jego sztuczki ale notka bardzo mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńInformujesz na TT?
Jakie to słodkie!! 15 bukietów czerwonych róż. No, ale to nie zmienia faktu, że Justin przesadził mówiąc tak o Channe... Oby nie dała się nabrać na te jego sztuczki.
OdpowiedzUsuńRozdział świetny!
@dangerous_696
jej, w końcu :D codziennie patrze czy nie ma nowego tu i u Miley a tu jest, strasznie sie ciesze :) . rozdział zajebisty jak zawsze, mam nadzieje ze Chanel nie nabierze sie ponownie..ale Justin za to mógł by sie z nisj zakochac tak NAPRAWDE. czekam n nastepny @vaileswag
OdpowiedzUsuńświetny rozdział! ale jak bym wywaliła te kwiatki. na oczach Justina bym je po prostu wywaliła. Jestem dalej za tym żeby ona chciała popełnić samobójstwo... albo Chanel zaczęłaby się z kimś innym spotykać tylko po to by zrobić Bieberowi na złość. ooo tak! wkurwi*ł by się nieźle :D Rozdział, opowiadanie, wszystko jest świetne !! ! ! ! ! ale dodałabym tu trochę dramy xd
OdpowiedzUsuńJestem tego samego zdania co ty !!!!! Powinna wyrzucić te kwiaty , a nie pewnie wybaczy mu .... ;( A on ja wykorzysta i wgl. Ja bym juz mu nie zaufała, nie umiałabym
UsuńA gdybyś go kochała? To zupełnie inna sytuacja.... Ale zgadzam sie z wami, niech wywali te kwiaty i zacznie spotykać sie z innym. Reakcja Justina na pewno bedzie ciekawa. (: <:
UsuńX.O.X.O.
PS. Your forever.
OMG.. EXTRA!!!
OdpowiedzUsuńKurczę, ja też chcę 15 bukietów róż od Justina!! haha xd
Super rozdział :D
Czekam na nowy :)
OMG! <33333 kochaaaaaaaaam! *______* Justin romantyczny? ohohohoh coś się zaczyna "niedobrego" dziać z tym cholernym dupkiem, ale mi się to podoba <333 hahah :D
OdpowiedzUsuńja to bym chciała, żeby oni byli razem, ale dopiero na końcu opowiadania... teraz niech się trochę "poszarpią" ze sobą :D
Kocham <3
OdpowiedzUsuńGłupi Justin, niech ona mu nie wybacza. KRETYN , ale tak to KOCHAM twoje opowiadanie i czekam na nn i na 37 rozdział w twoim drugim opowiadaniu
OdpowiedzUsuńOMFG *.*
OdpowiedzUsuńCudowny,piękny,wspaniały,zajebisty.. rozdział !
Woo... chyba w Justinie zaczynają się budzić emocję ! ;3
Fajnie że Chanel pokazała mu że nie jest naiwna.
Ciekawe czy mu wybaczy..?
Na końcu opowiadania chciała bym żeby byli razem ; )
Kocham Cię ;*
Czekam na nn <3
oj ale Justin jest dobrym aktorem, nie wierzę że on z czystego serca napisał tą karteczkę.. dodawaj szybko następny :3
OdpowiedzUsuńA może by tak małe ognisko z kwiatuszków >.....
OdpowiedzUsuńto tylko jego głupia gra, sam powiedział do siebie, że nie pozwoli jej odejść...Channel, nie daj się nabrać!;D najlepiej jakby się w niej zakochał na serio, ale to pomalutku, im dłużej tym więcej będzie rozdziałów ;p czekam na nn ;*
OdpowiedzUsuńcudowny <3 kocham to opowiadanie po prostu cudo :)
OdpowiedzUsuńBłagam niech ona znowu nie zacznie robić się tak naiwna. Swoją drogą jestem ciekawa czyżby Justin pomału się w niej zakochiwał ? *.* Ej nie strasz mnie, że już pomału kończysz to opowiadanie bo chyba umrę, załamie się totalnie..
Czekam na nn<3
moim zdaniem Channel powinna wyrzucić kwiaty lub je spalić by zrobić na złość Justinowi za to jak ją traktował, powinna też mu zrobić na złość np spotkać się z tym Jay'em i być z nim " razem " - udawać ze są ze sobą i pokazywać swoje uczucia wtedy kiedy jest Justin blisko :) a poza tym, świetne opowiadanie tutaj i na tamtym blogu, można się wciągnąć :) proszę żebyś tego opowiadania szybko nie kończyła bo jest naprawde świetny.. *_* nigdy Ci nie dorównam ;< ale mam nadzieje że polecisz mój blog.. co dopiero zaczynam i wgl nikt go nie chce czytać ;< to jest to : www.moze-idealnie.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPs. Przepraszam że się rozpisałam, ale napisałam to co czuję ;) pozdrawiam
trzeba przyznać że aktorem jest niezłym. chciałabym żeby się w niej zakochał tak na prawdę, ale to z czaaasem. na koniec sądze, że się w sobie zakochają i będzie ok? nie, na pewno tak nie będzie. pewnie ona, albo on umrze, bo przedawkują i tyle. dupa. czekam na kolejny. kocham <3
OdpowiedzUsuńRozdział jest boski. Zachowanie Justina mnie zszokowało. Zdziwiłam się jak okazało się, że dostała te bukiety kwiatów od Justina. Podoba mi się. Nie wiem jak planujesz zakończyć blog. Mam małą nadzieję, że Justin się zmieni i będą razem
OdpowiedzUsuńja nie mam pojęcia co dalej wymyślisz :O a rozdział jak zawsze świetny :D
OdpowiedzUsuńJa też chce tyle kwiatów! Mam nadzieje ze Justin zaczyna się zmieniać. Chciałabym żeby skończylo się happy endem!
OdpowiedzUsuńja sobie wyobrażam że ona sobie coś zrobi przez co Bieber się zmieni i zostaną przyjaciółmi ;d świetny rozdział ! :D :*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Dobrze, że Chanel nie jest już tak głupia i naiwna, jak była wcześniej. Nie mam pojęcia jak mogłoby się zakończyć twoje opowiadanie, ale dobrze, że ty wiesz. :D A tak btw, to kiedy pojawi się Jay? Bo chyba nie bez powodu masz go w bohaterach, a dawno nie było go w ostatnich rozdziałach. Czekam na NN. :)
OdpowiedzUsuńSuper rozdział. I mam nadzieję, że ona nie będzie już taka naiwna, a w nim obudzą się jakieś uczucia i na końcu będą razem, ale tak naprawdę razem, bez żadnych podstępów. ;-P
OdpowiedzUsuńZapraszam cię na 1 rozdział, który po dłuższej przerwie właśnie dodałam. Liczę na Ciebie, na Twoją szczerą opinię, pozdrawiam cieplutko ♥
OdpowiedzUsuńhttp://sarcasm-life.blogspot.com/
Genialny !!!!!
OdpowiedzUsuńHej, świetny pomysł z tym, żeby zaczęła się z kimś innym spotykać, żeby mu zrobić na złość. Fajnie by było. A rozdział super ;-)
OdpowiedzUsuńO jak słodko na koniec dziękuje rozdział super
OdpowiedzUsuńPOLECAM :)
OdpowiedzUsuńhttp://as-long-as-you-love-me94.blogspot.com/
"Nie zaprzeczysz, prawda? Powiedziałem tylko czystą prawdę o tobie, skarbie. Że wystarczyło kupić ci kilka drinków, a od razu wskoczyłaś mi do łóżka, że „dałaś mi” po dwóch tygodniach znajomości. Gdybyś naprawdę była taka grzeczna, nie poszłabyś ze mną do tego klubu, nie wypiła tych drinków i nie przespałabyś się ze mną . Przecież ty sama pchałaś mi się do łóżka, prowokowałaś mnie, jak tylko się dało – kontynuował, stojąc już kilka centymetrów przede mną. – Co, nie lubisz prawdy o sobie? Ciężko ci przyjąć do wiadomości, że zachowałaś się jak zwykła szmata? Wiesz, dawno nie spotkałem tak łatwej dziewczyny – " zajebiście jej powiedział! Kurwa kocham Justina! Może do niej dotrze w końcu ze on się nią tylko bawi i przestanie być taka naiwna a ta Cher jest zajebista! Dobrze jej powiedziała bo chanel sama z siebie zrobiła dziwke nikt jej nie kazał iść z nim nigdzie, a Justin jak to Justin tylko wykorzystał jej naiwność. Niby 16 lat a taka głupia
OdpowiedzUsuńMój tt jakby co @naturalzaynx
Usuń