Podniósł głowę, opierając się o oparcie kanapy i przeczesując dłońmi włosy.
Był na siebie zły. Takimi wybuchami złości, nie zaskarbi sobie zaufania Chanel. Wiedział, że jeśli nie zacznie panować nad swoją złością, dziewczyna może przestać się z nim spotykać.
Zareagował tak wcześniej, bo nienawidził, kiedy nie dostawał tego, na co ma ochotę, był przyzwyczajony, że zawsze otrzymywał to, czego chciał.
W tym momencie telefon w jego kieszeni zaczął wibrować. Odchylił się, wyciągając komórkę z kieszeni, po czym spojrzał na jej wyświetlacz.
Pierwszą reakcją było zdziwienie, malujące się na jego twarzy, jednak po chwili Justin jedynie zaśmiał się drwiąco pod nosem, ponownie wygodnie opierając się o oparcie kanapy i kładąc na nim jedną rękę.
-Słucham skarbie - powiedział, uśmiechając się sam do siebie i trzymając jedną dłonią telefon przy uchu.
-Szybko sobie kogoś znalazłeś, Justin. - Chłopak usłyszał po chwili w telefonie, cichy, lekko zachrypnięty, kobiecy głos.
-Tak wyszło - odparł obojętnie i wstał z kanapy, udając się do kuchni. Szatyn wyjął z lodówki sok pomarańczowy, po czym zrobił jego łyk.
-Czyli ja nic dla ciebie nie znaczyłam? - dziewczyna spytała nieśmiało, na co chłopak miał ochotę parsknąć śmiechem.
Ależ znaczyłaś. Byłaś dobra w łóżku. Jus postanowił jednak oszczędzić sobie tego komentarza i jedynie westchnął, wychodząc z kuchni i udając się po schodach na górę.
-Natalie, przestań tak sentymentalnie pieprzyć. Chyba przy naszym ostatnim spotkaniu wyjaśniliśmy sobie wszystko. Co jeszcze chcesz ode mnie usłyszeć, co? - spytał oschle, wchodząc do sypialni i kładąc się na plecach na łóżku.
-Nic się nie zmieniłeś, dalej jesteś tym samym dupkiem - powiedziała, na co Justin przewrócił zirytowany oczami.
-Zadzwoniłaś tylko po to, żeby mi to powiedzieć? - warknął.
-Nie - powiedziała już dużo stanowczej, niż wcześniej. - Ona ma tylko szesnaście lat, zostaw tą dziewczynę w spokoju.
Chłopak zaśmiał się drwiąco.
-Widzę, że bardzo interesujesz się tym, z kim się spotykam, skoro wiesz nawet ile ma lat - odparł. Dziewczyna zignorowała ten komentarz, biorąc głęboki oddech.
-Nią też masz zamiar pobawić się miesiąc, a później zostawić? Nie wciągaj jej w to, w co udało ci się wciągnąć mnie. Ona nawet nie ma osiemnastu lat, to jeszcze dziecko, nie niszcz jej życia.
-Zajmij się swoim pierdolonym życiem, dobra? Chanel to duża dziewczynka, a ja do niczego jej nie zmuszam. Robi to z własnej, nieprzymuszonej woli - warknął, będąc już zirytowany gadaniem byłej dziewczyny.
-Bo nią manipulujesz, tak samo jak robiłeś to ze mną - powiedziała już ciszej niż wcześniej, a każde wypowiedziane słowo wyraźnie sprawiało jej ból.
-Oj skarbie i chyba o to właśnie chodzi, prawda? Nie obchodzi cię Chanel. Jesteś po prostu wściekła, że cię rzuciłem i spotykam się z kimś innym - powiedział drwiąco, wstając z łóżka.
-Jesteś żałosny. Dzięki Bogu się z ciebie wyleczyłam i chodzi mi tu tylko i wyłącznie o tą dziewczynę. Przecież wiem, że to twoja kolejna zabawka.
-Skąd ta pewność, kochanie?
-A nie mam racji? Co ona dla ciebie znaczy, hm?
-Hmm..- zaczął, udając, że intensywnie nad czymś myśli. - Dobrze się pieprzy - skwitował, śmiejąc się drwiąco.
-Jesteś dupkiem, Bieber. Zostaw ją w spokoju i nie pakuj jej w to bagno - powiedziała, a w jej głosie dało się wyczuć złość.
-Naprawdę sądzisz, że będę robił to, co mi każesz? Dam ci dobrą radę. zajmij się sobą i przestań wpieprzać się w moje życie, które już ciebie nie dotyczy.
-Spróbuję przemówić jej do rozumu, możesz być tego pewny - odpowiedziała pewnie i nie dając chłopakowi dojść do słowa, rozłączyła się.
Justin odłożył telefon od ucha i zacisnął go w dłoni, czując jak złość w nim narasta.
-Tępa suka - warknął, rzucając swoim telefonem na łóżko. Jus oparł dłonie o komodę, spuszczając głowę. Oddychał głęboko, starając się uspokoić.
Po chwili podniósł się, ostatni raz biorąc głęboki oddech. Nie miał zamiaru przejmować się swoją byłą dziewczyną.
Szatyn zdjął z siebie koszulkę, rzucając ją na łóżko i udając się do łazienki, w celu wzięcia prysznica.
*
-Chanel, ty mnie w ogóle słuchasz? - spytała Cher, kiedy siedziałyśmy razem z Katy na szkolnej stołówce.
-Co? - spytałam odruchowo. - A tak, słucham cię - dodałam od razu.
-A ty co taka nieobecna? - spytała Katy, nabijając na widelec liść sałaty.
-Mało spałam - odparłam, wzruszając ramionami. Czując, że nie jestem głodna, odstawiłam swój talerz obok. Oparłam podbródek na dłoni, ziewając po chwili.
-Wyczuwam, że to ma związek z Justinem - wtrąciła Cher, nawet nie podnosząc wzroku znad swojego talerza.
Westchnęłam cicho, mając nadzieję, że za chwilę nie zacznie się kolejna kłótnia.
-Ma - odpowiedziałam krótko, czekając na reakcję dziewczyny.
-Chanel okej - powiedziała po chwili niespodziewanie, podnosząc głowę i odsuwając swój talerz na bok. - Martwię się o ciebie, uważam, że twoje zachowanie jest bardzo głupie, ale z tego co widzę, nie uda mi się przemówić ci do rozumu. Może w końcu zrozumiesz dlaczego tak bardzo męczyłam cię tymi wszystkimi kazaniami, ale póki co, przestańmy się już o to kłócić. Masz rację to twoje życie. - dodała na jednym tchu, a ja przyznam, że nie spodziewałam się takiej wypowiedzi.
-Dzięki - odpowiedziałam, uśmiechając się delikatnie. Cieszyłam się, że w końcu przestaniemy się o to kłócić, to było męczące.
-Więc teraz..możesz opowiedzieć nam, jak w końcu między wami jest - powiedziała po chwili Katy, na co wszystkie cicho się zaśmiałyśmy.
-Przede wszystkim, Justin naprawdę nie jest taki jak myślicie. To znaczy..- zawahałam się. -On nie jest święty i nie będę kłamać, że nie pije i tak dalej, ale on bywa naprawdę słodki - dodałam i na samą myśl o wczorajszym wieczorze i nocy, uśmiechnęłam się.
-Dał mi różę, zabrał w śliczne miejsce..- zatrzymałam się, chcąc pominąć "incydent" na mostku. -No, a później zabrał mnie do siebie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, po prostu miło spędziliśmy czas. A rano odwiózł mnie do domu, zanim rodzice wstali - skończyłam opowiadać, uśmiechając się sama do siebie.
Dziewczyny spojrzały na siebie, po czym ponownie przeniosły swój wzrok na mnie.
-Brzmi...słodko - powiedziała niepewnie Cher, a ja zaśmiałam się pod nosem. Obie uśmiechnęły się, patrząc na mnie uważnie.
-Bo tak było - odparłam, delikatnie się uśmiechając.
-Ale jeśli chodzi o tamtą noc...nie żałujesz? - spytała po chwili Katy, a ja przygryzłam nerwowo dolną wargę. Wcześniej starałam się o tym nie myśleć, nie chciałam się nad tym zastanawiać.
-Co się stało to się nie odstanie, a żałowanie nic tutaj nie zmieni - odparłam i westchnęłam cicho.
-Chanel, a..spałaś z nim jeszcze kiedyś? Kiedy byłaś trzeźwa? - dopytała Cher.
-Nie - odpowiedziałam od razu. -Od tamtej nocy ani razu.
Wychodząc ze szkoły, stanęłam na moment w miejscu, z zamiarem włożenia słuchawek do uszu.
-Hej - usłyszałam po chwili cichy głos. Podniosłam głowę, widząc przed sobą drobną blondynkę.
-Emm..hej - odpowiedziałam zdezorientowana. -Znamy się? - spytałam przyglądając się dziewczynie. Wyglądała znajomo, dałabym sobie rękę uciąć, że już gdzieś ją widziałam.
-Nie, nie znamy, ale znamy tą samą osobę - odpowiedziała, odgarniając kosmyk swoich długich włosów za ucho.
-A dokładniej? O kim mówisz? - spytałam, przekładając ciężar ciała na jedną nogę i zakładając ręce na piersi.
-Może usiądziemy, co? - spytała, wskazując głową ławkę znajdującą się obok. Spojrzałam w tamtym kierunku, po czym przytaknęłam.
Usiadłam na ławce, kładąc na kolana swoją torbę.
-Więc? - spytałam zniecierpliwiona, kiedy dziewczyna usiadła obok.
Blondynka wzięła głębokich oddech, po czym oblizała wargi, odwracając się bardziej w moim kierunku.
-Chodzi o Justina - odparła, a ja w tym momencie doznałam olśnienia.
-Wykorzystałeś mnie! - wykrzyczała dziewczyna, kładąc dłonie na klatce piersiowej szatyna i odpychając go.
Chłopak parsknął ironicznym śmiechem, łapiąc dziewczynę za łokcie.
-Czy ja cię do czegokolwiek zmuszałem? Nie. A to, że w tej swojej główce ubzdurałaś sobie, że będziemy żyć razem długo i szczęsliwie, to już nie moja wina - powiedział, ironicznie się uśmiechając.
Dziewczyna gwałtownie wyrwała swoje ręce, odchodząc krok w tył.
-Powiedziałeś, że mnie kochasz - powiedziała już ciszej, przez co ledwo to usłyszałam.
W tym momencie szatyn wybuchnął głośnym śmiechem.
-Naprawdę wierzyłaś we wszystko, co ci mówiłem? - powiedział przez śmiech.
To ta dziewczyna, z którą wtedy Justin kłócił się przed domem. Poczułam delikatny ucisk w brzuchu. Nie wiedziałam co chce mi powiedzieć dziewczyna.
-Ale o co dokładniej? - spytałam niepewnie. Blondynka westchnęła cicho, patrząc na mnie uważnie.
-Zakochałaś się w nim, prawda? - spytała, a ja nie miałam pojęcia o co jej chodzi.
-Bez urazy, ale to chyba nie jest twoja sprawa - odparłam, mając nadzieję, że nie zabrzmiałam zbyt niegrzecznie.
-Nie zrozum mnie źle, ale on nie jest dla ciebie. Uwierz mi, że lepiej będzie dla ciebie, jeśli przestaniesz się z nim spotykać.
-Dlaczego tak mówisz? Zresztą co cię obchodzi czy się z nim spotykam? Coś cię z nim łączy?
-Łączyło. - Westchnęła. - A wiesz dlaczego ci to mówię? Bo on cię zrani, zrani tak mocno, jak mnie - dodała, a ja czułam jak moje serce przyspiesza.
-Rozkochał mnie w sobie, wykorzystał, wciągnął w to całe bagno, a później tak po prostu zostawił, mówiąc, że nigdy mnie nie kochał. Wiesz jak ja się wtedy poczułam? Jak nic nie warta...- nie dokończyła, oszczędzając sobie wyrażenie, po czym westchnęła cicho.
Przełknęłam ślinę, oblizując wargi i starając się ułożyć sobie to w głowie.
-Nie chcę cię urazić, ale skąd wiesz, że ze mną będzie tak samo? Skąd pewność, że on do mnie nic nie czuje?
-Bo ludzie się nie zmieniają..ja nie jestem pierwszą, którą tak potraktował a ty..zapewne nie ostatnią - powiedziała, a ja czułam jak każde wypowiedziane przez nią słowa sprawiają mi ból.
-Ja...- zaczęłam, jednak w tym momencie zobaczyłam jak samochód Justina staje przed szkołą, a z auta wychodzi właśnie on sam.
Chłopak trzasnął z całej siły drzwiami, idąc szybkim krokiem w naszym kierunku.
-Nie wierz w ani jedno jego słowo - dziewczyna szepnęła jeszcze, zanim Jus znalazł się przy nas.
-Chanel idziemy. - Złapał mnie za przedramię, niemal siłą odciągając. Nawet nie stawiałam oporu, posłusznie idąc w kierunku samochodu.
Odwróciłam się na moment, spoglądając na blondynkę, która wciąż stała w tym samym miejscu.
-Wsiadaj - warknął, otwierając mi drzwi samochodu, a chłodny ton jego głosu przyprawił mnie o dreszcze.
Wsiadłam do samochodu, a chłopak trzasnął drzwiami zamykając je. Położyłam swoją torbę na kolanach, nerwowo stukając paznokciami.
Po chwili Justin wsiadł na swoje miejsce, wkładając kluczyk do stacyjki i przekręcając go, odpalając silnik i odjeżdżając.
Przez pięć minut jechaliśmy w ciszy, która szczerze mówiąc była gorsza niż jakiekolwiek słowa.
-Dziwka - warknął pod nosem.
-Słucham? - spytałam, patrząc na niego z oburzeniem, malującym się na twarzy.
Chłopak od razu odwrócił na moment głowę w moim kierunku.
-To nie do ciebie - usprawiedliwił się, kładąc na moment jedną dłoń na moim kolanie, po czym ponownie ułożył ją na kierownicy. Widziałam, że był wściekły, jakby wiedział o czym rozmawiałam z tamtą dziewczyną.
-Justin, uspokój się, widzę jaki jesteś wściekły - powiedziałam niepewnie. Szatyn zacisnął kurczowo dłonie na kierownicy, niespodziewanie zjeżdżając na pobocze. Przez chwilę wpatrywał się w przednią szybę, nie odzywając się ani słowem.
Dopiero po jakiejś minucie spojrzał na mnie, oblizując wargi. Obrócił się w moją stronę, patrząc mi prosto w oczy.
-Po co z nią rozmawiałaś? - spytał po chwili.
-Bo do mnie podeszła i poprosiła o rozmowę, a nie miałam powodu odmawiać - odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
Justin zacisnął dłoń w pięści, przeczesując drugą dłonią włosy.
-Co ona ci nagadała? - warknął.
-Nic - odparłam, spuszczając wzrok.
-Zresztą, nieważne. Nigdy więcej z nią nie gadaj. To rozhisteryzowana wariatka, która nie potrafi pogodzić się z faktem, że nie jesteśmy już razem - powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć złość. Nic nie odpowiedziałam, nie mając pojęcia co powinnam myśleć.
-Rozumiesz? - spytał, podnosząc dłonią mój podbródek, bym na niego spojrzała. Kiwnęłam twierdząco głową, przygryzając dolną wargę.
Jus uśmiechnął się, przybliżając się do mnie i całując mnie w usta.
-Dzięki za podwiezienie - powiedziałam, odpinając pas.
-Nie ma sprawy - odpowiedział, uśmiechając się.
Przed wyjściem z samochodu, pożegnałam się z chłopakiem, całując go w usta, po czym uśmiechając się, wysiadłam z auta, udając się w kierunku domu. Zdjęłam buty w przedpokoju, chcąc udać się od razu do swojego pokoju, jednak usłyszałam wołanie z salonu.
Odłożyłam swoja torbę na podłogę, wchodząc do pokoju, z którego wołała mnie mama.
-Hm? - spytałam w progu.
Mama spojrzała na mnie uważnie, zakładając ręce na piersi.
-Kto odwiózł cię do domu? - spytała, a ja poczułam ucisk w brzuchu, nerwowo przygryzając wargę.
_______________________________________________________________________
Dość szybko napisałam ten rozdział, biorąc pod uwagę ile czasami mi to zajmuje :)
Chciałam wyjaśnić jedną sprawę. Niektórzy mogą sądzić, że tworząc to opowiadanie inspirowałam się "Danger'em". To nieprawda. Zaczynając pisać nie znałam jeszcze tamtego opowiadania, więc jest to niemożliwe. Piszę to, bo nie chcę po prostu, żeby ktoś posądzał mnie o brak własnych pomysłów.
Chciałam też polecić jeden blog - http://cheat-fate.blogspot.com/. Sama go czytam i jest świetny, a do tego pisze go naprawdę cudowna dziewczyna<3
To chyba tyle, do następnego;**
Był na siebie zły. Takimi wybuchami złości, nie zaskarbi sobie zaufania Chanel. Wiedział, że jeśli nie zacznie panować nad swoją złością, dziewczyna może przestać się z nim spotykać.
Zareagował tak wcześniej, bo nienawidził, kiedy nie dostawał tego, na co ma ochotę, był przyzwyczajony, że zawsze otrzymywał to, czego chciał.
W tym momencie telefon w jego kieszeni zaczął wibrować. Odchylił się, wyciągając komórkę z kieszeni, po czym spojrzał na jej wyświetlacz.
Pierwszą reakcją było zdziwienie, malujące się na jego twarzy, jednak po chwili Justin jedynie zaśmiał się drwiąco pod nosem, ponownie wygodnie opierając się o oparcie kanapy i kładąc na nim jedną rękę.
-Słucham skarbie - powiedział, uśmiechając się sam do siebie i trzymając jedną dłonią telefon przy uchu.
-Szybko sobie kogoś znalazłeś, Justin. - Chłopak usłyszał po chwili w telefonie, cichy, lekko zachrypnięty, kobiecy głos.
-Tak wyszło - odparł obojętnie i wstał z kanapy, udając się do kuchni. Szatyn wyjął z lodówki sok pomarańczowy, po czym zrobił jego łyk.
-Czyli ja nic dla ciebie nie znaczyłam? - dziewczyna spytała nieśmiało, na co chłopak miał ochotę parsknąć śmiechem.
Ależ znaczyłaś. Byłaś dobra w łóżku. Jus postanowił jednak oszczędzić sobie tego komentarza i jedynie westchnął, wychodząc z kuchni i udając się po schodach na górę.
-Natalie, przestań tak sentymentalnie pieprzyć. Chyba przy naszym ostatnim spotkaniu wyjaśniliśmy sobie wszystko. Co jeszcze chcesz ode mnie usłyszeć, co? - spytał oschle, wchodząc do sypialni i kładąc się na plecach na łóżku.
-Nic się nie zmieniłeś, dalej jesteś tym samym dupkiem - powiedziała, na co Justin przewrócił zirytowany oczami.
-Zadzwoniłaś tylko po to, żeby mi to powiedzieć? - warknął.
-Nie - powiedziała już dużo stanowczej, niż wcześniej. - Ona ma tylko szesnaście lat, zostaw tą dziewczynę w spokoju.
Chłopak zaśmiał się drwiąco.
-Widzę, że bardzo interesujesz się tym, z kim się spotykam, skoro wiesz nawet ile ma lat - odparł. Dziewczyna zignorowała ten komentarz, biorąc głęboki oddech.
-Nią też masz zamiar pobawić się miesiąc, a później zostawić? Nie wciągaj jej w to, w co udało ci się wciągnąć mnie. Ona nawet nie ma osiemnastu lat, to jeszcze dziecko, nie niszcz jej życia.
-Zajmij się swoim pierdolonym życiem, dobra? Chanel to duża dziewczynka, a ja do niczego jej nie zmuszam. Robi to z własnej, nieprzymuszonej woli - warknął, będąc już zirytowany gadaniem byłej dziewczyny.
-Bo nią manipulujesz, tak samo jak robiłeś to ze mną - powiedziała już ciszej niż wcześniej, a każde wypowiedziane słowo wyraźnie sprawiało jej ból.
-Oj skarbie i chyba o to właśnie chodzi, prawda? Nie obchodzi cię Chanel. Jesteś po prostu wściekła, że cię rzuciłem i spotykam się z kimś innym - powiedział drwiąco, wstając z łóżka.
-Jesteś żałosny. Dzięki Bogu się z ciebie wyleczyłam i chodzi mi tu tylko i wyłącznie o tą dziewczynę. Przecież wiem, że to twoja kolejna zabawka.
-Skąd ta pewność, kochanie?
-A nie mam racji? Co ona dla ciebie znaczy, hm?
-Hmm..- zaczął, udając, że intensywnie nad czymś myśli. - Dobrze się pieprzy - skwitował, śmiejąc się drwiąco.
-Jesteś dupkiem, Bieber. Zostaw ją w spokoju i nie pakuj jej w to bagno - powiedziała, a w jej głosie dało się wyczuć złość.
-Naprawdę sądzisz, że będę robił to, co mi każesz? Dam ci dobrą radę. zajmij się sobą i przestań wpieprzać się w moje życie, które już ciebie nie dotyczy.
-Spróbuję przemówić jej do rozumu, możesz być tego pewny - odpowiedziała pewnie i nie dając chłopakowi dojść do słowa, rozłączyła się.
Justin odłożył telefon od ucha i zacisnął go w dłoni, czując jak złość w nim narasta.
-Tępa suka - warknął, rzucając swoim telefonem na łóżko. Jus oparł dłonie o komodę, spuszczając głowę. Oddychał głęboko, starając się uspokoić.
Po chwili podniósł się, ostatni raz biorąc głęboki oddech. Nie miał zamiaru przejmować się swoją byłą dziewczyną.
Szatyn zdjął z siebie koszulkę, rzucając ją na łóżko i udając się do łazienki, w celu wzięcia prysznica.
*
-Chanel, ty mnie w ogóle słuchasz? - spytała Cher, kiedy siedziałyśmy razem z Katy na szkolnej stołówce.
-Co? - spytałam odruchowo. - A tak, słucham cię - dodałam od razu.
-A ty co taka nieobecna? - spytała Katy, nabijając na widelec liść sałaty.
-Mało spałam - odparłam, wzruszając ramionami. Czując, że nie jestem głodna, odstawiłam swój talerz obok. Oparłam podbródek na dłoni, ziewając po chwili.
-Wyczuwam, że to ma związek z Justinem - wtrąciła Cher, nawet nie podnosząc wzroku znad swojego talerza.
Westchnęłam cicho, mając nadzieję, że za chwilę nie zacznie się kolejna kłótnia.
-Ma - odpowiedziałam krótko, czekając na reakcję dziewczyny.
-Chanel okej - powiedziała po chwili niespodziewanie, podnosząc głowę i odsuwając swój talerz na bok. - Martwię się o ciebie, uważam, że twoje zachowanie jest bardzo głupie, ale z tego co widzę, nie uda mi się przemówić ci do rozumu. Może w końcu zrozumiesz dlaczego tak bardzo męczyłam cię tymi wszystkimi kazaniami, ale póki co, przestańmy się już o to kłócić. Masz rację to twoje życie. - dodała na jednym tchu, a ja przyznam, że nie spodziewałam się takiej wypowiedzi.
-Dzięki - odpowiedziałam, uśmiechając się delikatnie. Cieszyłam się, że w końcu przestaniemy się o to kłócić, to było męczące.
-Więc teraz..możesz opowiedzieć nam, jak w końcu między wami jest - powiedziała po chwili Katy, na co wszystkie cicho się zaśmiałyśmy.
-Przede wszystkim, Justin naprawdę nie jest taki jak myślicie. To znaczy..- zawahałam się. -On nie jest święty i nie będę kłamać, że nie pije i tak dalej, ale on bywa naprawdę słodki - dodałam i na samą myśl o wczorajszym wieczorze i nocy, uśmiechnęłam się.
-Dał mi różę, zabrał w śliczne miejsce..- zatrzymałam się, chcąc pominąć "incydent" na mostku. -No, a później zabrał mnie do siebie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, po prostu miło spędziliśmy czas. A rano odwiózł mnie do domu, zanim rodzice wstali - skończyłam opowiadać, uśmiechając się sama do siebie.
Dziewczyny spojrzały na siebie, po czym ponownie przeniosły swój wzrok na mnie.
-Brzmi...słodko - powiedziała niepewnie Cher, a ja zaśmiałam się pod nosem. Obie uśmiechnęły się, patrząc na mnie uważnie.
-Bo tak było - odparłam, delikatnie się uśmiechając.
-Ale jeśli chodzi o tamtą noc...nie żałujesz? - spytała po chwili Katy, a ja przygryzłam nerwowo dolną wargę. Wcześniej starałam się o tym nie myśleć, nie chciałam się nad tym zastanawiać.
-Co się stało to się nie odstanie, a żałowanie nic tutaj nie zmieni - odparłam i westchnęłam cicho.
-Chanel, a..spałaś z nim jeszcze kiedyś? Kiedy byłaś trzeźwa? - dopytała Cher.
-Nie - odpowiedziałam od razu. -Od tamtej nocy ani razu.
Wychodząc ze szkoły, stanęłam na moment w miejscu, z zamiarem włożenia słuchawek do uszu.
-Hej - usłyszałam po chwili cichy głos. Podniosłam głowę, widząc przed sobą drobną blondynkę.
-Emm..hej - odpowiedziałam zdezorientowana. -Znamy się? - spytałam przyglądając się dziewczynie. Wyglądała znajomo, dałabym sobie rękę uciąć, że już gdzieś ją widziałam.
-Nie, nie znamy, ale znamy tą samą osobę - odpowiedziała, odgarniając kosmyk swoich długich włosów za ucho.
-A dokładniej? O kim mówisz? - spytałam, przekładając ciężar ciała na jedną nogę i zakładając ręce na piersi.
-Może usiądziemy, co? - spytała, wskazując głową ławkę znajdującą się obok. Spojrzałam w tamtym kierunku, po czym przytaknęłam.
Usiadłam na ławce, kładąc na kolana swoją torbę.
-Więc? - spytałam zniecierpliwiona, kiedy dziewczyna usiadła obok.
Blondynka wzięła głębokich oddech, po czym oblizała wargi, odwracając się bardziej w moim kierunku.
-Chodzi o Justina - odparła, a ja w tym momencie doznałam olśnienia.
-Wykorzystałeś mnie! - wykrzyczała dziewczyna, kładąc dłonie na klatce piersiowej szatyna i odpychając go.
Chłopak parsknął ironicznym śmiechem, łapiąc dziewczynę za łokcie.
-Czy ja cię do czegokolwiek zmuszałem? Nie. A to, że w tej swojej główce ubzdurałaś sobie, że będziemy żyć razem długo i szczęsliwie, to już nie moja wina - powiedział, ironicznie się uśmiechając.
Dziewczyna gwałtownie wyrwała swoje ręce, odchodząc krok w tył.
-Powiedziałeś, że mnie kochasz - powiedziała już ciszej, przez co ledwo to usłyszałam.
W tym momencie szatyn wybuchnął głośnym śmiechem.
-Naprawdę wierzyłaś we wszystko, co ci mówiłem? - powiedział przez śmiech.
To ta dziewczyna, z którą wtedy Justin kłócił się przed domem. Poczułam delikatny ucisk w brzuchu. Nie wiedziałam co chce mi powiedzieć dziewczyna.
-Ale o co dokładniej? - spytałam niepewnie. Blondynka westchnęła cicho, patrząc na mnie uważnie.
-Zakochałaś się w nim, prawda? - spytała, a ja nie miałam pojęcia o co jej chodzi.
-Bez urazy, ale to chyba nie jest twoja sprawa - odparłam, mając nadzieję, że nie zabrzmiałam zbyt niegrzecznie.
-Nie zrozum mnie źle, ale on nie jest dla ciebie. Uwierz mi, że lepiej będzie dla ciebie, jeśli przestaniesz się z nim spotykać.
-Dlaczego tak mówisz? Zresztą co cię obchodzi czy się z nim spotykam? Coś cię z nim łączy?
-Łączyło. - Westchnęła. - A wiesz dlaczego ci to mówię? Bo on cię zrani, zrani tak mocno, jak mnie - dodała, a ja czułam jak moje serce przyspiesza.
-Rozkochał mnie w sobie, wykorzystał, wciągnął w to całe bagno, a później tak po prostu zostawił, mówiąc, że nigdy mnie nie kochał. Wiesz jak ja się wtedy poczułam? Jak nic nie warta...- nie dokończyła, oszczędzając sobie wyrażenie, po czym westchnęła cicho.
Przełknęłam ślinę, oblizując wargi i starając się ułożyć sobie to w głowie.
-Nie chcę cię urazić, ale skąd wiesz, że ze mną będzie tak samo? Skąd pewność, że on do mnie nic nie czuje?
-Bo ludzie się nie zmieniają..ja nie jestem pierwszą, którą tak potraktował a ty..zapewne nie ostatnią - powiedziała, a ja czułam jak każde wypowiedziane przez nią słowa sprawiają mi ból.
-Ja...- zaczęłam, jednak w tym momencie zobaczyłam jak samochód Justina staje przed szkołą, a z auta wychodzi właśnie on sam.
Chłopak trzasnął z całej siły drzwiami, idąc szybkim krokiem w naszym kierunku.
-Nie wierz w ani jedno jego słowo - dziewczyna szepnęła jeszcze, zanim Jus znalazł się przy nas.
-Chanel idziemy. - Złapał mnie za przedramię, niemal siłą odciągając. Nawet nie stawiałam oporu, posłusznie idąc w kierunku samochodu.
Odwróciłam się na moment, spoglądając na blondynkę, która wciąż stała w tym samym miejscu.
-Wsiadaj - warknął, otwierając mi drzwi samochodu, a chłodny ton jego głosu przyprawił mnie o dreszcze.
Wsiadłam do samochodu, a chłopak trzasnął drzwiami zamykając je. Położyłam swoją torbę na kolanach, nerwowo stukając paznokciami.
Po chwili Justin wsiadł na swoje miejsce, wkładając kluczyk do stacyjki i przekręcając go, odpalając silnik i odjeżdżając.
Przez pięć minut jechaliśmy w ciszy, która szczerze mówiąc była gorsza niż jakiekolwiek słowa.
-Dziwka - warknął pod nosem.
-Słucham? - spytałam, patrząc na niego z oburzeniem, malującym się na twarzy.
Chłopak od razu odwrócił na moment głowę w moim kierunku.
-To nie do ciebie - usprawiedliwił się, kładąc na moment jedną dłoń na moim kolanie, po czym ponownie ułożył ją na kierownicy. Widziałam, że był wściekły, jakby wiedział o czym rozmawiałam z tamtą dziewczyną.
-Justin, uspokój się, widzę jaki jesteś wściekły - powiedziałam niepewnie. Szatyn zacisnął kurczowo dłonie na kierownicy, niespodziewanie zjeżdżając na pobocze. Przez chwilę wpatrywał się w przednią szybę, nie odzywając się ani słowem.
Dopiero po jakiejś minucie spojrzał na mnie, oblizując wargi. Obrócił się w moją stronę, patrząc mi prosto w oczy.
-Po co z nią rozmawiałaś? - spytał po chwili.
-Bo do mnie podeszła i poprosiła o rozmowę, a nie miałam powodu odmawiać - odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
Justin zacisnął dłoń w pięści, przeczesując drugą dłonią włosy.
-Co ona ci nagadała? - warknął.
-Nic - odparłam, spuszczając wzrok.
-Zresztą, nieważne. Nigdy więcej z nią nie gadaj. To rozhisteryzowana wariatka, która nie potrafi pogodzić się z faktem, że nie jesteśmy już razem - powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć złość. Nic nie odpowiedziałam, nie mając pojęcia co powinnam myśleć.
-Rozumiesz? - spytał, podnosząc dłonią mój podbródek, bym na niego spojrzała. Kiwnęłam twierdząco głową, przygryzając dolną wargę.
Jus uśmiechnął się, przybliżając się do mnie i całując mnie w usta.
-Dzięki za podwiezienie - powiedziałam, odpinając pas.
-Nie ma sprawy - odpowiedział, uśmiechając się.
Przed wyjściem z samochodu, pożegnałam się z chłopakiem, całując go w usta, po czym uśmiechając się, wysiadłam z auta, udając się w kierunku domu. Zdjęłam buty w przedpokoju, chcąc udać się od razu do swojego pokoju, jednak usłyszałam wołanie z salonu.
Odłożyłam swoja torbę na podłogę, wchodząc do pokoju, z którego wołała mnie mama.
-Hm? - spytałam w progu.
Mama spojrzała na mnie uważnie, zakładając ręce na piersi.
-Kto odwiózł cię do domu? - spytała, a ja poczułam ucisk w brzuchu, nerwowo przygryzając wargę.
_______________________________________________________________________
Dość szybko napisałam ten rozdział, biorąc pod uwagę ile czasami mi to zajmuje :)
Chciałam wyjaśnić jedną sprawę. Niektórzy mogą sądzić, że tworząc to opowiadanie inspirowałam się "Danger'em". To nieprawda. Zaczynając pisać nie znałam jeszcze tamtego opowiadania, więc jest to niemożliwe. Piszę to, bo nie chcę po prostu, żeby ktoś posądzał mnie o brak własnych pomysłów.
Chciałam też polecić jeden blog - http://cheat-fate.blogspot.com/. Sama go czytam i jest świetny, a do tego pisze go naprawdę cudowna dziewczyna<3
To chyba tyle, do następnego;**
CUDOWNIE! BOŻE KOCHAM TO! Piszesz... BEZBŁĘDNIE! Tak lekko się czyta! Jesteś genialna. A co Dangera, to przyznam, że jest tylko podobne zachowanie Justin'a 'twojego' z zachowaniem Danger'a. Nic więcej.
OdpowiedzUsuńświetne! :) kocham to opowiadanie! (zresztą jak każde z Justinem *.*) co do Danger'a to zgadzam się z 1 komentarzem xd TYLKO zachowanie Jus'a jest podobne - nic więcej :) już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! ; ***
OdpowiedzUsuńTo jest Genialne, Perfekcyjne;D Z rozdziału na rozdział coraz bardziej ciekawsze i coraz bardziej wciąga.. BA! już wciągnęło :D Mega;D Ciekawi mnie czy mama Megan widziała, ze to just czy nie:D
OdpowiedzUsuńCzekam na nn<3
Kwestia Justina na samym początku opowiadania powaliła mnie z nóg,naprawdę.Niby nic szczególnego,zwykły opis rozmowy a jednak opisałaś to tak ... nie wiem,fantastycznie.Opisujesz zachowanie,myśli Justina tak prawdziwie,wiesz co opisujesz to jest naprawdę godne podziwu <3
OdpowiedzUsuńNaiwność Chanel mnie przeraża haha <3
A co do Dangera to teraz każde opowiadanie w którym Justin występuje jako bad boy jest porównywane do Dangera.Ja uważam ze jedyne co jest podobne to poniekąd zachowanie Justina TYLKO i wyłącznie.
Dziękuje za polecenie kochana<3 Jesteś świetna i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
A tak pomijając to,to dodałam Epilog na moim blogu ;)
cheat-fate.blogspot.com
Twoje opowiadanie uzależnia jak narkotyk. Naiwność Chanel jest przerażająca, wierzy w każde słowo Justina, jakby to że już się przejechała na tym nie wystarczało jej, ale z drugiej strony: jak nie ulec Justinowi? Znając Chanel nie posłucha byłej Jusa, a powinna. Tak, więc ja i mój nierozgarnięty komentarz czekamy na nn <3
OdpowiedzUsuńTwój blog jest moją walentynką *.*
OdpowiedzUsuńGenialny! Cieszę się, że już jest ;> trzymaj się ciepło i pisz dalej tak wspaniale
OdpowiedzUsuńŚwieny! Zresztą, jak każdy rozdział ;) Zapraszam do mnie! :)
OdpowiedzUsuńSuper notka *o* Czekam na nową :)
OdpowiedzUsuńCudowne !
OdpowiedzUsuńJustin mmm;*
A naiwność Chanel mnie przeraża ;)
Też czytam dangera i moim zdaniem podobne jest Tylko zachowanie Justina ,nic więcej.
Czekam na nn *.*
Ahh ten Justin :D
OdpowiedzUsuńRozdział świetny!
Czekam na nn!
To opowiadanie jest świetne! Normalnie, nie mogę uwierzyć że Chanel jest taka naiwna.. Cóż sama chyba się niezadługo przekona jaki Justin jest naprawdę :3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam a przy okazji zapraszam na moje opowiadanie - http://i-lost-my-dreams.blogspot.com Nie ukrywam że Twoją opinią bym nie pogardziła xxx
To opowiadanie jest cudowne! Kocham je i nie porównuję do dangera. Wolę Twoje <3
OdpowiedzUsuńDo następnego i życzę weny.
Zapraszam także na moje blogi :) ( http://cause-everythings-gonna-be-alright-jb.blogspot.com/, http://i-will-catch-you-if-you-fall-jb.blogspot.com/ <3
cuuuuuuuudowny rozdział! i jak tak bym nie chciała żeby on ją wykorzystał :( żeby się w niej zakochał, przestał ćpać, pić i był z nią szczęśliwy, ale tak na prawdę. czytam te dwa twoje blogi od początku i każdy rozdział komentuje, ale dopiero teraz zaczęłam się podpisywać, tak żeby było. no, a więc, rozdział świetny i czekam na nowy. :) <3 ~vicky
OdpowiedzUsuńJak każdy rozdział, ten również bardzo mi się podoba ;3 Ciekawa jestem czy Justin w końcu przejrzy na oczy i zrozumie. No ale to już zależy od Ciebie :)) Weny życzę ;*
OdpowiedzUsuńCO to za ''danger''?
OdpowiedzUsuńBlog. Justin jest w nim kryminalista a dziewczyna się w nim bujla a on w niej. Podobne ale to lepsze. Bez urazy dla autora :)
Usuńwspolczuje jej, bo moze sie bardzo przejechac na Justinie, ale oh! Kto by sie nie poddal, gdy on jest taki cudowny *.* czekam na nastepny i zapraszamdo mnie http://playswaggirl.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńŚwietny... Czekam z niecierpliwością na następny... Zapraszam do mnie:http://gdyktoswciebiewierzytozrobiszwszystko.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńświetny, superowy! czekam na nn i zapraszam do mnie : http://story-about-jb.blogspot.com/ <3
OdpowiedzUsuńMogę prosić o link do tego dangera ?
OdpowiedzUsuńNiesamowita ta ich miłość. Serce skacze jak przy Dangerze. :D oczywiście nie porównuję tego opowiadania do Dangera. :) świetnie piszesz, naprawdę, powinnaś napisać jakąś książkę i wysłać ją do wydawnictwa. :D
OdpowiedzUsuńprzepraszaaam, ale tu link do mojego opowiadania, dopiero zaczynam: http://theres-nothing-like-us.blogspot.com/
ej dasz mi link do dangera ? bardzo proszę. :**
UsuńTo jest na prawde super. :D
OdpowiedzUsuńMasz prawdziwy talent <3
Jestem strasznie ciekawa jak Chanel się wyplącze :)
Zapraszam na mojego bloga
http://think-about-it-and-be-your-self.blogspot.com/
http://tlumaczenie-danger.blogspot.com/2012/11/one.html
OdpowiedzUsuńTo jest danger?
Tak... Co Ty tu z Dangerem wyjeżdzasz ?
Usuńtak, to jest danger. od pytań jest ask, nie lubię spamu w komentarzach.
OdpowiedzUsuńkiedy nastepny rozdzial? ;)nie moge sie doczekac jestem ciekawa co Chanel odpowie swojej mamie kocham twoje blogi tak samo jak i Ciebie <333 oby tak dalej :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńcudowny rozdział.
OdpowiedzUsuńWczoraj, znalazłam tego bloga i do drugiej w nocy czytałam wszystkie rozdziały, nie umiałam się oderwać. Naprawdę, powaliło mnie z nóg. Jeszcze nigdy nie czytałam tak dobrego fanfiction. Brak mi słów. Masz naprawdę wielki talent. Na początku, myślałam, że to będzie kolejne nudne opowiadanie o tym samym, a tu niespodzianka. Naprawdę, strasznie mi się spodobało :)
Będę, tu często zaglądać. Nie umiem się doczekać kolejnego rozdziału.
Życzę, weny ♥
@mylittlejustinx
To jest jedyny blog o JB którego czytam, naprawdę super piszesz .Chce już następny ! ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie
http://thisislondonandlife.blogspot.com/
o mój borze, dzisiaj się dowiedziałam o tym blogu i przeczytałam wszystko, jest boski, czekam na nn :) @diamondsbiebz
OdpowiedzUsuńFajnie by było, gdyby Justin jakoś okropnie mocno zranił Chanel, nie wiedząc jeszcze że się w niej zakochał i potem jak próbowałby ją odzyskać to ona (już odkochana w nim) zaczęła też go tak wykorzystywać jak on ją wcześniej. Ale to tylko moje skryte marzenia :P Świetny blog, czekam na nn :*
OdpowiedzUsuńWiem, że nie masz czasu i w ogóle, ale błagam! Dodaj już nowy rozdział, bo zeświruję! Tak bardzo to kocham i tak bardzo się od tego uzależniałam...WENY,WENY ;** Czekam niecierpliwie.
OdpowiedzUsuńBoski !!!!! Możesz mnie informować na moim blogu?? Prosze.... Bo czytam dużo blogów no i niewiem kiedy dodajesz nn
OdpowiedzUsuńDodaj nastepny bo zwariuje ! Pisz, pisz ;d
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!
OdpowiedzUsuńTen fragment tekstu piosenki bardzo pasuje mi do Twojego opowiadania:
OdpowiedzUsuń'Red lip stick, rose petals, heart break
I was his Marilyn Monroe
Wrong nights, tuxedo, fast cars
A James Dean on the low, Dean on the low
I ask you what's the matter
You say, love is nothing at all
Heart's racing, outta control
And you knew that I couldn't let it go
You used to be this boy I loved'
Tak właściwie to nigdy jakoś szczególnie nie byłam fanką opowiadań o Justinie. Przypadkowo wpadłam na Twojego bloga i zaciekawiona zaczęłam czytać. Momentalnie wciągnęłaś mnie w tą historię, za co bardzo Ci dziękuję. Wczułam się w to co czuje Chanel i jak jest jej tak naprawdę ciężko. Liczę na to,że nowy rozdział pojawi się w najbliższym czasie, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego,że pisanie tak dobrych rozdziałów zajmuje trochę czasu. Będę wytrwale czekała na dalszą część historii Chanel i Justina. Jest to wspaniała odskocznia od uczelni i kolokwiów, które co chwile się pojawiają. Życzę Ci weny ;* ;)
kiedy następny? ;D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńhttp://peacepleaseteenager.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńCiekawe czy dziewczyna która była kiedyś z Jusem mówiła prawde i czy on tak postąpi z chanel mam nadzieje że nie
OdpowiedzUsuń