środa, 6 lutego 2013

Rozdział 15.

Możecie uważać mnie za kompletną idiotkę. Boże, ja sama się za nią uważam. Jeszcze piętnaście minut temu bałam się, że Justin będzie w stanie coś mi zrobić, a teraz stoję, wtulona w niego i modlę się, żeby mnie nie puszczał. To chore. Ja jestem chora.
Po chwili delikatnie się od niego odsunęłam, odwracając jednak wzrok, jakby nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy.
-Chanel, nie mam pojęcia co mnie napadło. Tak strasznie cię przepraszam - szepnął, delikatnie łapiąc mój podbródek i obracając moją głowę tak, bym na niego spojrzała. Nigdy w życiu nie miałam tak bardzo mieszanych uczuć, jak teraz. Z jednej strony go nienawidziłam, za to co zrobił, jak się zachował i co powiedział, ale z drugiej kochałam go za to jak mnie przepraszał, jak potrafił zmiękczyć moje serce i..czy ja właśnie przyznałam, że się w nim zakochałam?
-Wybaczysz mi? - dodał szeptem, patrząc mi prosto w oczy. Zawahałam się, skupiając się na jego oczach. Albo był genialnym aktorem, albo naprawdę było mu przykro. Uchyliłam usta chcąc powiedzieć coś sensownego, coś co naprawdę chciałabym mu powiedzieć, ale jedynie cicho westchnęłam nie potrafiąc wydusić z siebie żadnego słowa.
Kiwnęłam niepewnie, twierdząco głową, obserwując reakcję chłopaka.
-Jesteś niesamowita, dziękuję - powiedział po chwili, po czym uśmiechnął się delikatnie, odgarniając kosmyk włosów z mojego policzka. Jego zimne palce na mojej twarzy w połączeniu z chłodnym podmuchem wiatru, wywołały u mnie dreszcze. Lekko się wzdrygnęłam, przygryzając dolną wargę. Jus najwyraźniej to wyczuł, niemal natychmiast się ode mnie odsuwając i zdejmując z siebie skórzaną kurtkę.
-Włóż to, jest już naprawdę chłodno - powiedział, podając mi swoje ubranie. Przez moment zawahałam się, jednak czując jak robi mi się naprawdę coraz chłodniej, wzięłam od chłopaka kurtkę, wkładając ją na siebie. Była na mnie za duża, więc zamiast się zapinać, owinęłam się nią, zakładając ręce na piersi.
-Dzięki - mruknęłam cicho, oblizując wargi. Spojrzałam na Justina, lustrując wzrokiem tors chłopaka przykryty cienkim materiałem koszulki i umięśnione ramiona. Serce lekko mi przyspieszyło i całkowicie niekontrolowanie speszona spuściłam wzrok.
-Chodź, wracajmy już do samochodu - powiedział po chwili i uśmiechnął się delikatnie, obejmując mnie w pasie.
Szłam obok chłopaka z wzrokiem wlepionym w leśną ścieżkę. Czułam się fatalnie, sytuacja mnie przytłaczała. W mojej głowie kłębiło się od przeróżnych myśli.
Szliśmy w ciszy aż do dojścia do samochodu. Przypomniał mi się moment, kiedy Justin pchnął mnie na samochód i momentalnie przeszły mnie ciarki. Bywały momenty, kiedy się go..bałam, a jednak wciąż się z nim spotykam i z nim przebywam.
-Skarbie. - Chłopak po chwili przerwał moje rozmyślenia, łapiąc moje dłonie odwracając mnie w swoim kierunku. -Nie gniewasz się już na mnie, prawda? - spytał, gładząc kciukiem moją dłoń. Spojrzałam na niego niepewnym wzrokiem, biorąc głęboki oddech. - Poniosło mnie - dodał jeszcze, patrząc mi prosto w oczy.
-Wiem - mruknęłam niepewnie. -Już się nie gniewam - odparłam sama nie będąc pewna swoich słów.
Boże, jaka ja jestem głupia. Powinnam wygarnąć mu wszystko w twarz, powiedzieć, że zachował się jak ostatni dupek i nigdy więcej się już z nim nie spotykać..ale nie potrafiłam. Nie chciałam, żeby odchodził. Chciałam, żeby był blisko.
Chłopak jedynie uśmiechnął się i nachylił się nade mną, delikatnie całując mnie w policzek, po czym puścił mnie, otwierając drzwi samochodu z mojej strony. Oblizałam wargi, po czym zabrałam z siedzenia wcześniej otrzymaną różę i usiadłam, kładąc ją sobie na kolanach.
Chłopak obszedł samochód, po czym usiadł na swoje miejsce, wkładając kluczyk do stacyjki. Wyjęłam z kieszeni spodni komórkę, sprawdzając godzinę. Była prawie pierwsza w nocy. Rodzice na pewno spali, ale myśl, że któreś z nich mogło przypadkiem wejść do mojego pokoju i sprawdzić czy śpię, przyprawiła mnie o ból brzucha. Zabiliby mnie, gdyby zorientowali się, że nie ma mnie teraz w domu. Pokręciłam głową, chcąc wyrzucić tę myśl z głowy i ponownie włożyłam telefon do kieszeni. Dopiero teraz zorientowałam się, że wciąż nie ruszyliśmy. Zdezorientowana odwróciłam się w kierunku chłopaka. Justin trzymał jedną rękę luźno na kierownicy, natomiast drugą na oparciu swojego siedzenia. Patrzył na mnie, co przyprawiło mnie o dreszcze.
-Dlaczego nie jedziemy? - spytałam. Szatyn przez chwilę milczał, jakby intensywnie nad czymś myślał.
-Masz ochotę się zabawić? - spytał po chwili, a moja mina w tym momencie zapewne była arcygłupia.
-Co? - powiedziałam, marszcząc czoło i patrząc na niego kompletnie zdezorientowana.
Chłopak zaśmiał się, oblizując wargi i na moment spuszczając głowę, po chwili ponownie na mnie patrząc.
-Nie mam na myśli takiej zabawy o jakiej zapewne pomyślałaś - powiedział, zadziornie się uśmiechając, czym wywołał u mnie uczucie coraz bardziej czerwonych policzków. - A myślałem, że masz takie grzeczne myśli - mruknął cicho, a ja spojrzałam na niego karcącym wzrokiem.
-Spadaj - mruknęłam, a na mojej twarzy pierwszy raz od dłuższego czasu pojawił się uśmiech.
-Okej - skwitował, uśmiechając się. - W każdym bądź razie, chodziło mi o coś innego. Pojedźmy do mnie, hm? To znaczy do mojego drugiego domu, na przedmieściach. Jeszcze wcześnie - dodał, patrząc na mnie uważnie. Zawahałam się, czując jak moje serce przyspiesza.
-Nie wiem czy to dobry pomysł - odparłam, przerzucając wzrok na swoje uda.
-Chanel - westchnął, kładąc jedną dłoń na moim oparciu. -Przecież nic ci nie zrobię, nie bój się - dodał, gładząc palcami mój policzek.
W głowie miałam mętlik. Sam doprowadzał do tego, że coraz mnie mu ufałam.
-Kotuś proszę. Co będziesz robić w domu o tak wczesnej porze?
Tak, pierwsza w nocy była dla niego niewątpliwie wczesną porą.
-A co jeśli rodzice wejdą do mojego pokoju? - wykręciłam się, chociaż tak naprawdę to akurat martwiło mnie najmniej w tym wszystkim.
-Naprawdę sądzisz, że w środku nocy wchodziliby do twojego pokoju? - spytał retorycznie. Westchnęłam, wiedząc, że nie mam na to żadnego argumentu.
-Widzisz? No nie daj się prosić - powiedział, odgarniając mi kosmyk włosów za ucho. - Chyba się mnie nie boisz? - spytał po chwili, a ja momentalnie na niego spojrzałam.
Wściekłeś się, kiedy odezwałam się do ciebie z ironią, prawie mnie uderzyłeś, a później omal nie nie chciałeś mnie zgwałcić..nie, to ostatnie wyolbrzymiłam, zdecydowanie. Nawet przez myśl mu to nie przeszło. Jestem tego pewna.
I powiedz mi, czy ja powinnam w stu procentach ci ufać?
-Chanel - powiedział dosyć stanowczo, odwracając się nieco bardziej w moim kierunku. - Przecież wiesz, że nigdy nic bym ci nie zrobił. Nie musisz się mnie bać, skarbie - dodał, patrząc mi prosto w oczy.
-No..dobrze, pojedźmy tam - powiedziałam cały czas będąc niepewna. Miałam niepewności i to cholerne, ale sama nie wiem czemu, zdecydowałam się mu zaufać. Może dlatego, że tak naprawdę nie chciałam jeszcze jechać do domu, chciałam spędzić z nim jeszcze trochę czasu.
-Dziękuję - odparł, uśmiechając się. Odwrócił się przodem do kierownicy, przekręcając w stacyjce kluczyk i odpalając silnik.
-I Justin..- mruknęłam jeszcze niepewnie.
-Hm? - spytał, odwracając jeszcze na moment głowę w moim kierunku.
-Mógłbyś jechać trochę wolniej niż zwykle? - spytałam, delikatne się uśmiechając. Jus zaśmiał się pod nosem, odjeżdżając.
-Mógłbym - mruknął, wyjeżdżając na jezdnię.
*
W czasie drogi praktycznie cały czas milczeliśmy. Ja starałam się zagłuszyć głos odpowiedzialności w mojej głowie, który uparcie powtarzał mi, że jestem idiotką, a Jus..a on sama nie wiem o czym myślał.
W końcu dojechaliśmy na miejsce. Widząc znajomy mi dom, który szczerze mówiąc źle mi się kojarzył, w głowie pojawiło mi się kilka obrazów z tamtej nocy. Szybko pokręciłam głową, chcąc o tym nie myśleć.
Wysiadłam z samochodu, robiąc kilka kroków do przodu w kierunku dużego domu. Nie potrafiłam uwierzyć w to, że jego rodzice przysyłali mu aż tyle kasy, że było go stać na to wszystko, ale szczerze mówiąc nie chciałam nawet myśleć o tym skąd mógł mieć tyle pieniędzy i jak je zarabiał. Od razu przychodziły mi na myśl narkotyki i wszelkie inne nielegalne rzeczy, więc starałam się kompletnie tym nie interesować.
Chłopak wyjął z tylnej kieszeni spodni klucze, którymi już po chwili otworzył dom i puścił mnie przodem do środka.
Wolnym krokiem przeszłam kilka kroków do środka, rozglądając się po domu. Zdjęłam swoje buty oraz kurtkę chłopaka, którą miałam na sobie.
-Idź do salonu, zaraz przyjdę - powiedział, uśmiechając się i gestem ręki wskazując mi wybrane pomieszczenie. Kiwnęłam twierdząco głową, wchodząc do pokoju. Ten dom był piękny i był naprawdę świetnie urządzony. Nie chcąc panoszyć się po nie swoim domu, usiadłam na kremowej, skórzanej kanapie, odgarniając swoje włosy.
Po chwili usłyszałam muzykę, puszczoną najprawdopodobniej przez Justina w pokoju obok. Już po chwili chłopak stanął nade mną, podsuwając mi szklankę z nieznanym mi napojem, który z przypominał sok, jednak byłam niemal pewna, że był w nim alkohol.
-Dzięki, ale nie chcę alkoholu - odparłam od razu, nawet się nie zastanawiając. Dostałam już kiedyś porządną nauczkę, nie potrzebuję powtórki z rozrywki.
Chłopak zaśmiał się cicho, wciąż podsuwając mi napój.
-To nie jest alkohol, przysięgam, że to zwykły sok, spróbuj - powiedział, uśmiechając się. Niepewnie wzięłam od chłopaka szklankę, obracając ją w dłoni i przyglądając się napojowi.
-No spróbuj, nie ma tam nawet kropli alkoholu. - Ponownie się zaśmiał widząc moje poczynienia.
A co jeśli czegoś tu dosypał? Środków nasennych albo co gorzej jakichś prochów? Chanel kurwa, ogarnij się.
Nie zastanawiając się dłużej, zrobiłam jeden, mały łyk napoju. Faktycznie nie wyczułam ani trochę wódki, czy żadnego innego alkoholu. Chyba naprawdę za wcześnie go osądziłam.
-I jak? - spytał, siadając naprzeciw mnie na fotelu, wygodnie się na nim rozsiadając i kładąc jedną rękę na bocznym oparciu, natomiast w drugiej trzymał swój kieliszek, w którym na pewno nie znajdował się już sok.
-Dobra, tym razem miałeś rację. - Zaśmiałam się, robiąc jeszcze jeden mały łyk soku. Chłopak jedynie uśmiechnął się, obracając w dłoni swój kieliszek.
-Mogę cię o coś spytać? - powiedziałam po chwili, kładąc swoją szklankę na stolik obok.
-Jasne - odparł, po czym zrobił łyk swojego trunku.
-Ile tak w sumie masz lat? Nawet nie wiem. - Zaśmiałam się, podciągając nogi i siadając na swoich stopach.
-Dziewiętnaście, prawie dwadzieścia - odparł z uśmiechem na ustach.
Czyli był starszy ode mnie o jakieś niecałe cztery lata. To nie dużo.
-Starość nie radość - powiedział żartobliwie, na co zaśmiałam się cicho. -Młodość nie wieczność - dokończyłam, śmiejąc się.


Nie minęło nawet pół godziny, a ja w końcu potrafiłam zapomnieć o wszystkich wcześniejszych wątpliwościach i po prostu się wyluzować. Rozmawialiśmy, co chwilę się z czegoś śmiejąc. Justin był naprawdę cudowny..o ile się nie wścieka. Ale każdy z nas czasami się denerwuje.
-Chcesz czegoś spróbować? - spytał po chwili, odkładając swój kieliszek na stolik i wstając z fotela.
-Czego? - spytałam zaciekawiona, patrząc na chłopaka. Justin podszedł do jednej z szuflad po czym wyciągnął z niej coś, co przypominało papierosa, jednak zapewne nim nie było. Szatyn usiadł obok mnie, kładąc między nami wcześniej wyjęte rzeczy.
-Skręty? - spytałam, orientując się co to takiego. Serce nieco mi przyspieszyło, a w brzuchu poczułam lekkie ukłucie. Jus wyjął z kieszeni spodni zapalniczkę, kładąc ją obok.
-Mhm. Chcesz zapalić? Nie martw się to zwykłe, czyste zioło. W sumie to zdrowsze od papierosów - powiedział, patrząc na mnie.
W tym momencie w mojej głowie pojawiły się jakby dwie różne osoby. Jedna powtarzała "Zwariowałaś? To marihuana, narkotyki!", natomiast druga "Co ci szkodzi? Przecież w niektórych krajach to legalne i do tego nie uzależnia".
Mętlik jaki panował w mojej głowie był nie do ogarnięcia.
-To jak? - spytał ponownie.
-Sama nie wiem..chyba nie..- odparłam pełna wątpliwości. Moje myśli biły się ze sobą.
-Skarbie, no nie daj się prosić. To tylko zioło, nie zaszkodzi ci, obiecuję - dodał, coraz bardziej mnie przekonując.
-No.. ja..- wydukałam, nie wiedząc co odpowiedzieć.
-Chociaż spróbuj - dodał, a ja westchnęłam zrezygnowana.
-No dobrze, w sumie co mi szkodzi - odparłam po chwili, czując jak jeden z głosów w mojej głowie wygrał.
Justin uśmiechnął się, wkładając do ust jointa i odpalając go zapalniczką. Patrzyłam na niego uważnie, przyglądając się jego czynnościom. Chłopak mocno zaciągnął się blantem, po czym wyjął go z ust, wypuszczając z nich dym. Zapach tego dymu był o niebo lepszy niż zapach dymu papierosowego, co jeszcze bardziej mnie przekonało.
-Spróbuj. - Chłopak podał mi skręta, a ja niepewnie wzięłam go do ręki. Przez moment trzymałam go dwoma palcami, wskazującym i kciukiem, nie wiedząc czy aby na pewno się na to zdecydować.
-A co jeśli się zakrztuszę? Nigdy nie paliłam, nawet papierosów - odparłam niepewnie.
*Chanel paliła zioło, kiedy była pijana, więc tego nie pamięta*
-Wiesz co? Daj, zrobimy to inaczej - powiedział po chwili, ponownie zabierając ode mnie blanta.
-Zapalimy inaczej. Ja się zaciągnę, ale wypuszczę dym w twoje usta, dobrze? - odparł, a ja kiwnęłam twierdząco głową, nawet dłużej się nad tym nie zastanawiając. Jus widząc moją twierdzącą odpowiedź, włożył do ust skręta, trzymając go chwilę w ustach i zaciągając się. Uważnie mu się przyglądałam. Kiedy chłopak wyjął z ust skręta, uchyliłam usta, tak jak mówił Justin. Szatyn przybliżył się do mnie, kładąc jedną dłoń na mojej twarzy i delikatnie przyciągając ją do swojej. Kiedy był już wystarczająco blisko, wypuścił dym, który trafił prosto do moich ust. Poczułam w gardle lekkie drapanie, jednak nie było ono jakoś bardzo nieprzyjemne. W sumie poczułam się naprawdę okej, czując jak dym trafia do moich płuc.
-I jak? - spytał po chwili, wciąż trzymając moją twarz i będąc tak blisko mnie.
-Całkiem fajnie - odparłam, na co chłopak uśmiechnął się, dając mi buziaka w usta i po chwili puszczając mnie i odsuwając się.
-Spróbuj teraz sama - powiedział, podając mi blanta. Oblizałam wargi, po czym wzięłam od chłopaka przedmiot.
-Tylko musisz mocniej się zaciągnąć, nie wyciągaj od razu z ust - pouczył mnie, przyglądając się. Kiwnęłam głową, dając mu do zrozumienia, że zrozumiałam, po czym dużo pewniej niż wcześniej włożyłam do ust jointa zaciągając się na tyle, na ile dałam radę. Kiedy wyjęłam go z ust, powoli wypuszczając z nich dym, czułam się niemal dumna, że się nie zakrztusiłam. Justin uśmiechnął się dokładnie obserwując każdy mój ruch.
-Świetnie - odparł, chwaląc mnie. -Jeszcze raz - dodał, na co ja uśmiechnęłam się zadziornie. Ponownie włożyłam do ust blanta, zaciągając się jeszcze mocniej, po chwili wyciągając go z buzi, jednak nie wypuszczając dymu z ust. Przysunęłam się do Justina, kładąc dłoń na jego podbródku. Chłopak od razu zorientował się co chce zrobić, więc posłusznie uchylił usta, pozwalając mi na wypuszczenie w nie dymu.
Jus wziął głęboki wdech, pozwalając aby dym swobodnie dostał się do jego płuc.
-Szybko się uczysz - mruknął mi w usta, uśmiechając się. Przysunęłam się do niego ponownie, składając krótki pocałunek na jego ustach.
Kiedy odsunęłam się od szatyna, oddałam mu jointa. Czułam jak ogarnia mnie taka cudowna "lekkość". Jakby nagle wszystkie problemy gdzieś znikły, wszystko było takie proste. Podobał mi się ten stan. Spaliliśmy skręta do końca, wzajemnie wdmuchując sobie do ust dym. Byłam zjarana i wiedziałam o tym. Widziałam jak wszystko mnie bawi i wydaje mi się takie piękne. Odsunęłam się trochę do tyłu, opierając się o boczne oparcie kanapy i zaśmiałam się sama do siebie, odchylając głowę do tyłu. Po chwili Jus powoli podszedł do mnie na kolanach, nachylając się nade mną okrakiem. Rozłożył ręce po obu moich bokach, uśmiechając się i zaczynając całować mnie po szyi. Zaczęłam się śmiać, kładąc jedną dłoń na jego włosach.
-To gilgocze - powiedziałam przez śmiech, Justin również się zaśmiał, podnosząc po chwili głowę, sprawiając tym samym, że nasze twarze niemal się stykały. Chłopak pocałował mnie, wsuwając jedną dłoń pod moje włosy. Rzadko kiedy całował mnie tak namiętnie jak teraz, ale muszę przyznać, że to uwielbiałam.

-Chyba się w tobie zakocham - mruknął, parskając śmiechem, kiedy w końcu przerwaliśmy pocałunek. -Jesteś taka słodka - dodał, ponownie się śmiejąc i całując moją szyję w sposób, który niesamowicie mnie gilgotał.
Głośno się śmiałam, obejmując chłopaka i zaciskając dłonie na jego plecach. W końcu Justin odsunął się lekko ode mnie i spojrzał mi w oczy, wciąż się uśmiechając.
-Zrobisz mi trochę miejsce? - mruknął zabawnie, na co parsknęłam śmiechem.
-Mhm - kiwnęłam głową, przygryzając dolną wargę. Kanapa była naprawdę spora, więc bez problemu posunęłam się na jeden bok, robiąc miejsce chłopakowi. Justin dał mi jeszcze krótkiego buziaka w usta, po czym zszedł ze mnie, kładąc się tuż obok mnie.
Objął mnie w pasie, przyciągając mnie do siebie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu, wtulając się w niego. Jus przesunął na moment głowę, całując mnie w czoło, po czym ponownie położył ją na poduszce, wtulając mnie w siebie.
Sama nie wiem jak to się stało, że..zasnęliśmy. Tak po prostu zasnęliśmy wtuleni w siebie.

Zaczęłam powoli się rozbudzać. Nagle dotarło do mnie w jakiej sytuacji właśnie się znajduje, a to natychmiast mnie otrzeźwiło.
-O Jezu - powiedziałam spanikowana, szybko się podnosząc. Wyrwałam się z objęć, wciąż śpiącego Justina i wstałam z kanapy, wyjmując z kieszeni spodni komórkę. Spojrzałam na jej wyświetlacz i przeraziłam się jeszcze bardziej. Było za piętnaście szósta!
-Jasne cholera - mruknęłam sama do siebie, kucając przy kanapie.
-Justin, Justin! - Zaczęłam delikatnie go szturchać, aż w końcu się obudził.
-Co jest? - spytał zaspany, podnosząc się.
-Jest za piętnaście szósta, a o szóstej wstają moi rodzice! - powiedziałam z paniką, szybko wstając i ogarniając swoje włosy.
-Kurwa - mruknął jeszcze zaspany i podniósł się do pozycji siedzącej, przecierając twarz.
-Musisz mnie odwieźć do domu i to szybko - odparłam, naciągając swoją bluzkę. -Jezu, nie zdążymy. Stąd do domu jedzie się co najmniej pół godziny. - dodałam tak łamliwym głosem, że miałam wrażenie, że zaraz się rozpłaczę.
-Skarbie, spokojnie. - Wstał z łóżka i złapał mnie za ramiona. -Będziesz w domu punkt szósta, już ja się o to postaram - dodał i pocałował mnie w czoło, po czym puścił mnie, podchodząc do stolika i zabierając z niego kluczki do samochodu.
-Chodź - powiedział i złapał mnie za rękę.

Wsiadłam do samochodu, cała spanikowana. W głowie wciąż powtarzałam sobie, że nie zdążę. Rodzicie odkryją, że nie ma mnie w domu i uziemią mnie do trzydziestki.
Jus włożył kluczyk do stacyjki i odpalił silnik, gwałtownie wyjeżdżając z parkingu. Już teraz żołądek podszedł mi do gardła.
-Zapnij pasy - mruknął i oblizał wargi, wyjeżdżając na jezdnię. Posłusznie zapięłam pas, sama nie wiedząc czy bardziej boję się tej jazdy, czy rodziców. Niepewnie spojrzałam na licznik, który już teraz wskazywał trochę ponad 120km/h.
-Jezus Maria - mruknęłam sama do siebie, przykładając dłoń do twarzy.
-Trudno, nie ma innej opcji, żebyś zdążyła. - Zaśmiał się, wciskając gaz jeszcze mocniej. Wzięłam głęboki oddech, starając się przetrwać ją jazdę.
Cały czas kontrolowałam godzinę, patrząc na wyświetlacz telefonu.
-Dziesięć minut..- powiedziałam cicho, przygryzając nerwowo wargę.
-Spokojnie - odparł, przyspieszając. Nie miałam innego wyjścia, musiałam mu zaufać.

-Boże, nie wierzę, że zdążyliśmy! - powiedziałam podekscytowana, kiedy zegarek wskazywał za pięć szóstą. - Dziękuję! - dodałam i objęłam jego twarz dłońmi, całując go krótko w usta.
-W końcu obiecałem, że odwiozę cię na czas. - Uśmiechnął się, dając mi jeszcze buziaka w policzek. - A teraz leć! - dodał, na co oboje się zaśmialiśmy. Wysiadałam z auta, kiedy chłopak złapał mnie jeszcze za rękę.
-Będę dzwonił, bo już się za tobą stęskniłem - mruknął, uśmiechając się. Odwzajemniłam ten gest i kiwnęłam głową, po czym niemal wybiegłam z samochodu.
Wchodzenie po dachu nie jest moją ulubioną czynnością, ale nie było innego wyjścia. Jak najszybciej umiałam weszłam do góry, wchodząc w końcu przez okno do pokoju. Szybko zamknęłam za sobą okno, a pierwsze co rzuciło mi się w oczy w pokoju, to zegarek. Była punkt szósta. Za chwilę zapewne przyjdzie tu mama, aby obudzić mnie do szkoły. Biegiem zdjęłam z siebie bluzkę, wkładając zamiast niej koszulkę do spania. Spodnie wyrzuciłam na bok, wkładając na siebie krótkie, dresowe spodenki. Momentalnie usłyszałam kroki na schodach i spanikowałam. Szybko położyłam się do łózka, zakrywając się kołdrą po uszy i przymykając powieki. Mój oddech był cholernie przyspieszony, ale starałam się go opanować, udając, ze śpię. Już po chwili usłyszałam jak mama wchodzi do mojego pokoju.
-Chanel - usłyszałam przy uchu i poczułam lekkie szturchnięcie.
-Hm? - mruknęłam dopiero przy drugim wołaniu, udając zaspaną.
-Wstawaj, już szósta - powiedziała, lekko odkrywając mnie kołdrą. -Śpisz w makijażu? Zniszczysz sobie cerę - dodała jeszcze, po czym odeszła, wychodząc z pokoju.
Podniosłam się do pozycji siedzącej, przykładając dłoń do czoła.
-Udało się. - Odetchnęłam z ulgą i z powrotem opadając na łóżko.
________________________________________________________________
I jeest <3 Rozdział na drugim blogu również pojawi się w tym tygodniu :)
Do dziewczyn, które jadą na koncert - widzimy się w Łodzi<3
Kocham;**

+LINK DO DRUGIEGO BLOGA JEST W LINKACH W MENU PO LEWEJ STRONIE.

31 komentarzy:

  1. Proooooosze o link drugiego błota. A rozdział super

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG kocham to ! Ciekawe czy Justin naprawde ja kocha czy tylko tak powiedział znowu, czekam na kolejny
    @cjmvstory
    story-about-chanel-and-justin

    OdpowiedzUsuń
  3. twoje opowiadania są super <3
    czekam na nastepny rodział
    i też jadę na koncert, już nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. aaaaaaaa! KOCHAM CIĘ! <3
    chciałabym żeby on się w niej zakochał na prawdę i jej nie wykorzystał.. :c czekam na nowy mooordo. :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham tego bloga! Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  6. Spodobała mi się akcja z tym wiekiem. Dobrze to za mało powiedziane, genialnie napisany rozdział. Jestem zachwycona obrotem sprawy ;D Masakra, nie wiem co powiedzieć.. Świetne :D

    OdpowiedzUsuń
  7. WOW Extra rozdział!!!!!! Czekam na nn :D Dodawaj szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. GENIALNE! :D Czy ja ci już kiedyś mówiłam, że cię kocham? Jeśli nie to teraz to mówię- Kocham cię, za to, że piszesz tego bloga.:D To jest zarąbiste;D Jak zobaczyłam, że dodałaś rozdział tak- wow;D Szczerze to myślałam, że Jus znowu ją wykorzysta, ale na szczęście nie:)
    Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  9. WoW Zajebisty rozdział <3 myslałąm że sie jeszcze zjebie z tego dachu albo coś ale nie dała rady. Przeraża mnie Justin W tym opwiadaniu ale ma w sobie coś co nie pozwala mi go przestać czytać :) (o opowiadanie chodzi :) ) CZekam nn

    OdpowiedzUsuń
  10. kocham to twoje opowiadanie ! ;*
    czekam na nn ; )

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba njlepszy rozdział na tym blogu... nie, nie chyba bo NA PEWNO ! Uwielbiam Cię kobieto ! To jak piszesz... masakra . ! czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny *.* wgl to palenie jointa itd. *.* jeden z najlepszych blogów które czytałam <3 czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  13. Zajebisty rozdział!! Ahh te ich palenie zioła... ;D Z Jusem, to i ja bym sobie zapaliła ;D Cudowne opo.
    Czekam z niecierpliwością na NN ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. boskie ;D kiedy następny rozdział? ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. AAAAAAA,BOŻE! Dziewczyno, masz ogromny talent! Idealnie dobierasz słowa i masz cudowne pomysły! Dodaję do obserwowanych i czekam na nn! szybkoszybkoszybko! Zaraz zabieram się za drugiego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  16. GENIALNY ROZDZIAŁ! uwielbiam Ciebie, Twoje blogi i sposób w jaki piszesz. Na początku cały czas miałam motylki w brzuchu, a teraz już rzadziej, ale i tak to kocham!♥
    ______________________________
    mogłabyś podać w następnym rozdziale link do tego bloga? :)
    http://f-o-r-e-v-e-r-y-o-u-r.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy nowy post na starym blogu? :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Noo nadrobiłam :D ta channel mnie już denerwuje i ten Justin >.< ogółem to spoko rozdział, dobrze że zdążyła
    Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. OMFG, kocham to! I już chcę następny! xd

    ________

    lovee--bites.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak najszybciej dodaj następny! Fajnie by było gdyby Justin się w niej zakochał i nie wykorzystywał jej tak :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jezu.. Jestem uzależniona, od twojego bloga.. Sama coś klikam, ale ty naprawdę masz talent !!! ;) / B.N

    OdpowiedzUsuń
  22. na początku chcę przeprosić, że nie skomentowałam ostatniego rozdziału. przepraszam.. zawsze to robiłam i nagle cię zawiodłam. teraz chcę ci się zrehabilitować pisząc najdłuższy kom na jaki mnie stać :).
    Chanel jest bipolarna :D. hahahah. kocham to słowo. raz go nienawidzi, a potem tuli się do niego i nie chce puścić. ale to jest właśnie urok tej ich zwariowanej miłości, która powoli zaczyna rosnąć :). Justin powinien brać coś na nerwy, ale wtedy to nie byłby już ten sam Justin :3. ona głupia mu we wszystko wierzy, ale wiem, że o to w tym wszystkim właśnie chodzi. taka jest i taka ma być. on mistrz manipulacji jeszcze bardziej to wykorzystuje. wie jak na nią działa i wie jak to wykorzystać ^^. awwww dał jej swoją kurtkę :). a ta od razu na jego klatę się gapi xd hahahah. kurde, jak on potrafi ją czarować. uwielbiam to!. hahahahah "Masz ochotę się zabawić?" i każdy pomyślał o tym samym. oczywiście było to w tej sytuacji niemożliwe przypominając sobie sytuację z poprzedniego rozdziału. nie był by tak głupi, a ona taka łatwa. ale nie powiem, że samo wyobrażenie sobie ich uprawiających sex w samochodzie przyprawiło mnie o ciarki :>. jeszcze wcześnie to dla niego 1 w nocy -.- lol. ale ja też wolę noc więc niech będzie :). ej. szybka jazda jest cool :D. omomomom. ten dom ^^. co się tam działo heheheh. strasznie się cieszę, że zgodziła się tam z nim pojechać. to jest niesamowite, że ona zrobi praktycznie wszystko o co on ją poprosi. z wyjątkiem jednej rzeczy, ale wszystko w swoim czasie. mógł jej dać alkohol. szkoda. ale wiem, że i tak by go nie wypiła.. hah.
    jakie to cudowne, że w końcu mieli czas tak po prostu porozmawiać jak normalni znajomi. wreszcie. to takie słodkie. i omg! przyniósł trawkę! ^^ czekałam na to i w końcu wprowadziłaś ten wątek. niegrzeczna chanel :). nie sądziłam, że się zgodzi, a jednak. tym lepiej dla nas. kocham jak mówi do niej "skarbie". to takie słodkie i jednocześnie zawsze na nią działa :3. jkhdjkgfhdgfkkgdhj. omg! sposób w jaki to zrobili był jfhsdhjfsdf. hahahahah. strasznie się tym jaram! to takie sexy ^^. i to 2 razy! ona do niego też :> kocham takie momenty. proszę i więcej kotek :). jak on ją chwali. jak nauczyciel swojego ucznia. ciekawie czy też tak będzie przy ich 2 razie. pierwszy raz był nieświadomie więc się do końca nie liczy xd. omomomom jak oni się całują arrrr. i to jeszcze w taki sposób ^^
    awwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww *-* widok ich śpiących i wtulonych w siebie jest jedną z najsłodszych rzeczy jakie opisałaś. hhahahahah takie spontaniczne i przeklinanie przy tym :) uwielbiam. ciekawi mnie ile oni spali o.O na pewno nie długo xd. no znów "skarbie" awww. możesz jeszcze częściej używać tego słowa :>. aw aw aw! jaki on jest słodki! choć wiemy, że w 100% nie jest to prawdziwe. bynajmniej teraz xd. jak ja kocham tą niegrzeczną Chanel! chyba zostanie moją idolką ^^
    ogółem jest to jeden z najlepszych rozdziałów na tym blogu :). wystarczająca długość, twój styl i to co w nim napisałaś.. wszystko jest cudne. wiesz, że cię kocham :*
    mam nadzieję, że dobrze się spisałam :) czekam na nn kotek :**
    @qBestBeLieBer

    OdpowiedzUsuń
  23. To jest strasznie uzależniające!!! Kocham Twoje blogi i Ciebie. Dawaj nowe :*

    OdpowiedzUsuń
  24. fghkjsfhsfhsfhsfhsfhsfhsfhdjsduqB! ♥OMG *.* Kocham to! Zapraszam do mnie. A rozdział baaardzo udany. Mam nadzieję, że po powrocie z Łodzzi zdasz sprawozdanie? ;) Ja niestety nie jade, lol :c

    OdpowiedzUsuń
  25. [Spam]
    Silniejsza osobowość - silniejsze cierpienie, straszniejsze upadki, większa amplituda przeżyć. Być silnym - to boli.
    Chciałabym zaprosić Cię na moje opowiadanie przedstawiające historię Justina Biebera oraz Ebony Crawford. Akcja rozgrywa się w Los Angeles a ich życie jest normalne – do czasu. Czeka ich wiele rozczarowań, przeżyć i wspomnień. Mam nadzieję, że będziesz chciała śledzić ich losy.
    Zapraszam serdecznie :*)
    www.badboymeetsdevil.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy nowy kochana ? <3

    OdpowiedzUsuń
  27. ZAJEBISTE!!!!!! OMG! MYŚLAŁAM ŻE JUSTIN ZNÓW COŚ WYKOMBINUJE A TU TAKA NIESPODZIANKA... MOŻE ON TEŻ COŚ ZACZYNA CZUĆ DO CHANNEL??? OBY! :))) CZEKAM :)

    OdpowiedzUsuń
  28. o boże jak słodko :)
    Czytam po raz drugi ♥ KOCHAM :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Jest jeden problem:zioło uzależnia;) i trochę brakuje mi opisu tych wydarzeń z jego perspektywy, np jak nazwal ja suka, co nim kierowalo i cxy serio tak mysli:) natomiast fajnia, ze do niczego jej nie zmuszal w domu, wlasnie tak chcialam zeby bylo. Za duzo akcji tez nie jest fajne, wiec milo, ze tak sie zakonczylo :) ogolnie bardzo mi sie podoba, tylko szkoda, ze dopiero teraz cxytam :/

    OdpowiedzUsuń
  30. Ale jej się upiekło dobrze że zdążyła na czas jak zawsze rozdział super

    OdpowiedzUsuń
  31. Jezu czytam to od rana *.* i na początku jak wykorzystał ją to go nie lubiłam na prawdę ale teraz zaczynam się totalnie przekonywać do Justina jescze jak powiedział to o zakochaniu�� Kurcze tez tak chce się wkradac ale nir mam nawet głupiej rynny przed domem �� hahagag

    OdpowiedzUsuń