piątek, 16 listopada 2012

Rozdział 8.

Od rana uśmiechałam się sama do siebie, co mogło z boku wyglądać naprawdę dziwnie. Zbiegłam po schodach na dół, kładąc torbę w przedpokoju i udając się do kuchni.
-Dzień dobry - powiedziałam z uśmiechem do rodziców, którzy siedzieli przy stole, pijąc kawę. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko.
-Dzień dobry kochanie. A ty co w takim dobrym humorze? - spytała moja mama, patrząc na mnie.
-A dlaczego miałabym być w złym? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie i zalałam w misce musli, mlekiem.
Usiadłam obok rodziców przy stole, zaczynają jeść śniadanie.
-Nie no, tak tylko pytam. To dobrze, że przyzwyczaiłaś się do Phoenix i dobrze się tutaj czujesz - odparła z uśmiechem, biorąc łyk kawy.
Przez chwilę siedzieliśmy w takiej ciszy, kiedy przypomniałam sobie o zaproszeniu Justina.
-Em..właśnie, miałam was o coś spytać - zaczęłam, odkładając łyżkę do miski i przygryzając dolną wargę. - Mogłabym w piątek iść na domówkę do Cher? To znaczy to będzie taka mała impreza, kilka osób ze szkoły i tyle - dodałam, patrząc na rodziców wyczekująco. Po raz kolejny kłamałam, ale przecież gdybym powiedziała, że chcę iść do klubu z chłopakiem, którego prawie w ogóle nie znam, w życiu by mnie nie puścili.
-U Cher? To ta sympatyczna dziewczyna, którą ostatnio nam przedstawiłaś? - spytał mój tata, przenosząc na mnie wzrok.
-Mhm, to ona. - Przytaknęłam.
-Chyba nie widzę problemu, a od której do której ma trwać ta impreza?
-Em..jeszcze nie wiem dokładnie, będę musiała z nią pogadać, ale dam wam później znać.
-Mhm, dobrze.
-Czyli mogę iść?
-Możesz - odpowiedział mój tata, uśmiechając się lekko.
-Dziękuję. - Uśmiechnęłam się szeroko, wstając i wkładając pustą już miskę do zmywarki.
*
-Dziewczyny, mam prośbę - powiedziałam, kiedy usiadłyśmy na długiej przerwie na trawniku przed szkołą.
-Co się stało? - spytała Cher, biorąc łyk wody mineralnej.
-Możecie mnie w piątek kryć przed rodzicami? - spytałam niepewnie, zagryzając dolną wargę. Wiedziałam, że za chwilę usłyszę długi monolog pełen morałów.
-Kryć? To gdzie ty idziesz? - Katy spojrzała na nie pytająco.
-Justin zaprosił mnie w piątek do klubu, no i powiedziałam rodzicom, że idę do Cher na domówkę.
Dziewczyny spojrzały na siebie równocześnie, wymieniając się znaczącymi spojrzeniami.
-Tak, tak, idź, daj mu się upić i wykorzystać - powiedziała Cher z sarkazmem, ironicznie się uśmiechając.
-Boże, a wy jak zwykle swoje. - Przewróciłam teatralnie oczami. - Czy naprawdę tak trudno jest wam zrozumieć, że on taki nie jest?
-Oo, widzę, że w ciągu tych waszych dwóch rozmów, zdążyłaś go bardzo dobrze poznać - zironizowała Katy.
-Na pewno bardziej od was - syknęłam zdenerwowana. Okej, naprawdę rozumiałam, że one po prostu się o mnie martwią, ale dlaczego nie potrafią przyjąć do wiadomości, że on wcale nie jest taki, jak myślą. - To jak? Mogę na was liczyć? Będziecie mnie w razie czego kryć przed rodzicami? - spytałam już łagodniej.
-Dobra, ale pamiętaj, nie przychodź potem do nas z płaczem, jak ten twój Justin okaże się kimś innym niż ci się wydawało. - Westchnęła Cher, a ja ignorując dalszą część jej wypowiedzi, uśmiechnęłam się szeroko i obie je przytuliłam.
-Dziękuję, jesteście kochane - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
-Wiemy - odpowiedziała Katy i wszystkie cicho się zaśmiałyśmy.
-Cicho, patrzcie kto idzie - powiedziała po chwili Cher, wskazując dyskretnie głową na idącego w naszą stronę Jay'a. Momentalnie poczułam ukłucie w brzuchu. Jakoś dziwnie się czułam, spotykając się z nim. Lubię go, nawet bardzo, ale odkąd powiedział mi, że zależy mu na czymś więcej, zaczęłam dziwnie czuć się w jego towarzystwie.
-Można się przysiąść? - powiedział z uśmiechem, stojąc nad nami.
-Jasne - odparła Katy, odsuwając swoją torbę na bok i robiąc miejsce chłopakowi. Jay usiadł obok nas, od razu przerzucając swój wzrok na mnie. Speszona uśmiechnęłam się blado, spuszczając od razu głowę.


W pewnym momencie poczułam w kieszeni wibrację. Szybko wyjęłam komórkę i spojrzałam na jej wyświetlacz.
-Kto to? - zagadnęła Cher.
-Nie wiem, jakiś nieznany numer- powiedziałam, mrużąc oczy. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, przykładając telefon do ucha.
-Słucham? - powiedziałam, oczekując na reakcję z drugiej strony.
-Hej, tu Justin - usłyszałam po chwili zachrypnięty, dobrze znany mi głos. W brzuchu momentalnie poczułam to przyjemne ukłucie, a serce przyspieszyło mi do granic możliwości. Szybko podniosłam się z trawnika, wstając i odchodząc kilka kroków na bok. Włożyłam jedną dłoń do kieszeni szortów, przygryzając dolną wargę.
-Hej - powiedziałam cicho, starając się przyjąć jak najbardziej naturalny ton głosu.
-Mam nadzieję, że się nie rozmyśliłaś i piątek dalej jest aktualny? - spytał, a ja słysząc jego głos dosłownie wymiękałam.
-Nie, nie rozmyśliłam się - powiedziałam i zaśmiałam się cicho, czując ja serce bije mi coraz szybciej.
-To dobrze - odparł, a ja dałabym sobie rękę uciąć, że w tym momencie uśmiechnął się w ten sposób, który tak uwielbiałam.
-A twoi znajomi wiedzą już, że mnie przyprowadzisz? - spytałam niepewnie, idąc wolnym krokiem przed siebie.
-Wiedzą i nie martw się, nie mają nic przeciwko - odpowiedział i zaśmiał się cicho.
-To dobrze. - Uśmiechnęłam się. - A o której chcesz tam jechać?
-Pasuje ci 22?
-Oczywiście - odpowiedziałam bez chwili namysłu.
-Cieszę się, to do zobaczenia - powiedział cicho, a ja wyczuwałam w jego głosie jak się uśmiecha.
-Do zobaczenia - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Zacisnęłam telefon w dłoni, przygryzając wargi i starając się ogarnąć. Wzięłam głęboki oddech i odłożyłam komórkę do kieszeni szortów. Odwróciłam się na pięcie, wracając do pozostałych. Usiadłam na swoim wcześniejszym miejscu, a wszyscy momentalnie przerzucili na mnie wzrok.
-I co, kto to? - spytała Katy.
-Moja koleżanka z Chicago, zmieniła po prostu numer i dlatego nie miałam go zapisanego - odpowiedziałam, uśmiechając się. Gdyby nie było tutaj Jay'a to powiedziałabym kto naprawdę do mnie dzwonił, ale przy nim nie chciałam tego mówić, sama nie wiem dlaczego.
*
-Wakacje powinny zaczynać się już od maja, jest za gorąco, żeby chodzić do szkoły i szkoda tracić taką pogodę - powiedziała Cher, kiedy opalałyśmy się w trójkę przed jej domem.
-Zgadzam się - mruknęłam i leżąc na leżaku, podniosłam z zamkniętymi oczami jedną rękę.
-A tak nawiasem mówiąc..Chanel, wtedy na boisku wcale nie gadałaś przez telefon z żadną koleżanką, prawa? - spytała po chwili Katy. Otworzyłam oczy, podnosząc się trochę i opierając na łokciach.
-Skąd wiesz?
Dziewczyny spojrzały na siebie i się zaśmiały.
-Bo rozmawiając z koleżanką byś się tak nie zachowywała. Widać jak ten telefon cię ucieszył - odpowiedziała, a ja uśmiechnęłam się, spuszczając wzrok.
-Macie rację, dzwonił Justin. - Westchnęłam.
-Chanel, ty wiesz co robisz? - spytała niepewnie Katy.
Podniosłam się do pozycji siedzącej, siadając po turecku. Spojrzałam na dziewczyny i wzięłam głęboki oddech.
-Wiem, że on mi się podoba i chcę poznać go bliżej, czy to takie straszne?
-Dobrze wiesz, że nie o to nam chodzi. My się po prostu o ciebie martwimy. Jesteś zbyt ufna i naiwna. Dziewczyno, myślisz, że po co on zaprosił cię na tą imprezę? No pomyśl.
-Tak na pewno po to, o czym wy myślicie - powiedziałam lekko zirytowana i przewróciłam oczami.
-Chanel, tylko pomyśl - impreza, to alkohol, alkohol to upicie się, upicie się to kompletna utrata kontroli. Więc teraz wyobraź sobie, że wypijesz kilka drinków, które - dam sobie rękę uciąć - on ci postawi. Jak myślisz, po co?
-A kto w ogóle powiedział, że ja mam zamiar tam cokolwiek pić?
-Już to widzę, jak mu odmówisz. Ty kompletnie ześwirowałaś na jego punkcie. Momentami mam wrażenie, że zrobiłabyś wszystko, czego on by chciał.
-Ej, ej, nie przesadzajmy, okej? - przerwałam Cher. -Potrafię o siebie zadbać, mam swój rozum i nie musicie się o mnie tak martwić.
*
Od Cher wyszłam późno, bo po dwudziestej drugiej. Po prostu się zasiedziałyśmy. Szybkim krokiem szłam przed siebie, chcąc znaleźć się już w domu, bo byłam naprawdę śpiąca i zmęczona.
W pewnym momencie usłyszałam za sobą czyjeś wołanie. Słysząc znajomy głos, szybko się odwróciłam.
-Jay? - spytałam niepewnie, widząc podchodzącego do mnie chłopaka. Nie trzeba było być jakoś specjalnie spostrzegawczym, żeby zorientować się, że chłopak jest kompletnie pijany.
-Chanel - wymamrotał i podszedł do mnie bliżej, przytulając mnie. Odsunęłam lekko od siebie chłopaka, łapiąc go za ramiona.
-No to nieźle się upiłeś - powiedziałam, kiedy udało mi się "odkleić" od siebie chłopaka. Brunet ledwo trzymał się na nogach, więc wolę nawet nie myśleć ile musiał wypić.
-Oj wcale nie, tak tylko troszeczkę - mruknął, przytrzymując się mnie. Alkohol było od niego czuć na kilometr.
-Idź najlepiej do domu, bo jeszcze narobisz jakichś głupot. Ja sama muszę już spadać - odparłam i założyłam ręce na piersi.
-Ale ja wolę zostać z tobą. - Uśmiechnął się i ponownie do mnie przylgnął.
-Jay - powiedziałam zirytowana i przewróciłam oczami. - Nie mam czasu, idę do domu, więc mnie puść.
-A co, chłopak na ciebie czeka? - powiedział po chwili, patrząc na mnie z wyrzutem.
-Ta jasne, nara - powiedziałam chamsko, ale miałam zamiaru wdawać się z nim w dłuższą dyskusję, kiedy jest w takim stanie.
-Zaczekaj - syknął i pociągnął mnie za rękę, przyciągając do siebie.
-Puść mnie, pogadamy jak wytrzeźwiejesz - warknęłam, usiłując się wyrwać, jednak chłopak trzymał mnie zbyt mocno.
-Jestem trzeźwy do cholery! - niemalże na mnie krzyknął, szarpiąc za łokieć.
-Jesteś pijany!
-Wcale nie jestem pijany! Chanel, powiedz mi cholery, czego mi brakuje? - spytał już ciszej, cały czas jednak mocno mnie trzymając. Chłopak był kompletnie nawalony, więc żadna dyskusja nie miała tutaj sensu.
-Po pierwsze mnie puść, a po drugie nie mam zamiaru rozmawiać z tobą w tym stanie - powiedziałam spokojnie. W tym momencie Jay wpadł w jakiś szał - dosłownie.
-Masz być moja, rozumiesz?! - wykrzyczał, szarpiąc mnie. Usiłowałam mu się wyrwać, ale nie dałam rady.
-Nie szarp mnie! - wrzasnęłam, szamocząc się. Nie wiedziałam co głupiego może przyjść mu do głowy po pijaku.
W tym momencie usłyszałam głośny pisk opon. Oboje z Jay'em jednocześnie spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegał dźwięk. Tuż przy nas zatrzymał się bardzo dobrze znany mi już samochód. Czułam jak serce zaczyna mi przyspieszać i szczerze mówiąc nie miałam pojęcia czy to ze strachu przed tym, co może się za chwilę wydarzyć, czy to ON wywołał u mnie to uczucie. Justin wysiadł z samochodu, trzaskając za sobą drzwiami. Bałam się rozwoju sytuacji, bo sądząc po wyrazie twarzy Justina, jest on w tym momencie zdolny do wszystkiego.
-Puść ją - warknął, podchodząc do nas. Chyba bardziej bałam się w tym momencie Justina, chociaż wiedziałam, że on mi pomaga. Ponownie.
-Nie wtrącaj się - odwarknął Jay, cały czas mnie trzymając. Jus podszedł do nas i niemalże wyrwał mnie z rąk Jay'a. Objął mnie w pasie, delikatnie odsuwając na bok.
-Chanel, wsiadaj - powiedział, wskazując na samochód. Byłam kompletnie zdezorientowana, nie wiedziałam co zrobić. Z jednej strony miałam wątpliwości co do wsiadania do jego samochodu, a do tego bałam się, że może dojść do bójki. Za to z drugiej strony, wolałam znaleźć się teraz jak najdalej od nich.
Justin ponownie podszedł do Jay'a popychając go.
-Chcesz kurwa w mordę? - syknął Jus, łapiąc za koszulkę chłopaka.
-A ty to kto? Jej ochroniarz? - Zaśmiał się ironicznie, odpychając od siebie szatyna. -A może jej facet? Chanel, ty zakłamana suko, a tak się zarzekałaś, że nikogo nie masz - dodał i spojrzał na mnie. W tym momencie niemalże podskoczyłam, kiedy Justin przyłożył chłopakowi. Jay nachylił się, przykładając dłoń do twarzy.
Stałam z boku, przyglądając się temu wszystkiemu, a serce chyba na moment mi stanęło. Nie potrafiłam dosłownie nic z siebie wydusić.
Dopiero po chwili zauważyłam krew wypływającą z nosa chłopaka.
-Uważaj na słowa, gnoju - syknął Justin i pchnął jeszcze Jay'a, po czym odwrócił się na pięcie, idąc w moim kierunku. Złapał mnie za rękę, ciągnąc lekko w kierunku samochodu. Nie byłabym teraz nawet w stanie zaprotestować, ta cała sytuacja niemalże mnie ogłupiła. Posłusznie wsiadłam do auta z przodu, patrząc idiotycznie w przednią szybę. Serce wciąż biło mi nad wyraz szybko.
Po chwili po drugiej stronie, wsiadł Justin, przekręcając kluczyk w stacyjce i odjeżdżając niemalże z piskiem opon. Jakby rozbudzona, szybko zapięłam pas, czując, że naprawdę nie jestem zwolenniczką szybkiej jazdy.
Przeczesałam dłonią włosy, czując, że chyba dopiero teraz zaczęłam analizować tą sytuację. Niepewnie odwróciłam głowę i spojrzałam na Justina. Trzymał jedną dłoń na kierownicy, natomiast drugą, zgiętą w łokciu opierał na oknie.
-Dziękuję..-szepnęłam niepewnie. Chłopak zerknął na mnie na chwilę, odrywając wzrok od drogi.
-Nie ma za co - odparł, uśmiechając się do mnie lekko. Momentalnie spuściłam głowę, czując jak praktycznie prawie bez powodu, na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Były chłopak? - spytał po chwili. Westchnęłam cicho, podnosząc głowę.
-Nie, raczej adorator - odpowiedziałam niepewnie.
-Jest dupkiem - powiedział Justin, zerkając na mnie kątem oka.
-Nie, nie jest zły. To znaczy jest całkiem w porządku, a teraz po prostu był pijany - odparłam cicho. - Ale w każdym bądź razie, jeszcze raz dziękuję - dodałam i uśmiechnęłam się lekko.
Nie miałam nawet pojęcia dokąd w tym momencie jedziemy i dziwiło mnie, że do tej pory o to nie spytałam.
-Gdzie jedziemy? - spytałam niepewnie.
-Chciałem pokazać ci pewne miejsce, ale jeżeli chcesz mogę odwieźć cię do domu - powiedział i spojrzał na mnie katem oka.
-Nie, nie trzeba. Chętnie zobaczę to miejsce - odpowiedziałam bez zastanowienia lekko się uśmiechając, co on od razu odwzajemnił. Gdyby Cher albo Katy dowiedziały się, że zgodziłam się pojechać z Justinem, kompletnie nie wiedząc gdzie, chyba by mnie zabiły.
Przez jakiś czas jechaliśmy w ciszy, a ja co chwilę zerkałam tylko na licznik, który zdecydowanie wskazywał jak dla mnie zbyt dużą prędkość. Trochę ponad 150km/h. Serce niemal podchodziło mi do gardła.
-Justin..mógłbyś trochę..zwolnić - wydukałam niepewnie. Chłopak spojrzał na mnie na chwilę i zaśmiał się pod nosem.
-Zazwyczaj nie lubię wolnej jazdy, ale dla ciebie zrobię wyjątek - powiedział z uśmiechem i nieco zwolnił.
-Dzięki. - Uśmiechnęłam się blado, za chwilę ponownie spoglądając na licznik. Chłopak stanął na 130km/h i chyba dla niego to była właśnie ta "wolna jazda". Wolałam się już po prostu więcej nie odzywać.
-Będzie ci przeszkadzać, jeśli zapalę? - spytał po chwili. Szczerze mówiąc nienawidzę dymu papierosowego i zawsze się wkurzam, kiedy ktoś przy mnie pali, ale jemu po prostu nie umiałabym tego powiedzieć.
-Nie, jasne, że nie - odparłam, uśmiechając się lekko.
Chłopak przełożył lewą rękę na kierownicą, prawą natomiast wyjął z kieszeni spodni paczkę fajek. Wyjął z niej jednego, papierosa, po czym skierował opakowanie w moją stonę.
-Palisz? - spytał, lekko się uśmiechając. Miałam wrażenie, że spytał odruchowo, a dopiero po chwili zorientował się, że odpowiedź jest oczywista.
-Nie, dzięki - odparłam, uśmiechając się do chłopaka i ponownie spuszczając nieco głowę. Bawiłam się kawałkiem materiału swojej bluzki, nie mając pojęcia gdzie podziać wzrok. Czułam się jakoś tak niezręcznie znajdując się z nim sam na sam.
Zerknęłam kątem oka na Justina, który jedną dłoń trzymał na kierownicy, natomiast w drugiej trzymał papierosa. Okno po jego stronie było uchylone, dzięki czemu dym papierosa praktycznie w ogóle mi nie przeszkadzał.

Po około dziesięciu minutach, chłopak zatrzymał samochód. Dopiero teraz rozejrzałam się, gdzie jesteśmy. Dobra, przyznam się - w tym momencie przez głowę przeleciało mi wszystko, co mówiły mi dziewczyny. Tak na dobrą sprawę to znajdowaliśmy się w lesie. Szczerze mówiąc, nie mogę zaprzeczyć, że obleciał mnie strach. Zaczęłam się zastanawiać, czy dziewczyny nie mogą mieć racji do Justina i do tego, że kiedyś mogę w końcu "przejechać" się na mojej ufności.
Może jeszcze gdyby było jasno, to byłoby inaczej, ale do cholery była jedenasta wieczorem. Niepewnie wysiadłam z samochodu, zakładając ręce na piersi. Rozejrzałam się i nawet nie zauważyłam kiedy podszedł do mnie Justin.
-Nie bój się - mruknął mi niemalże do ucha i zaśmiał się cicho, stojąc za mną. Momentalnie przeszły mnie dreszcze, a na rękach pojawiła się gęsia skórka. -Chodź, pokażę ci to miejsce - szepnął i złapał mnie za rękę.
Mimo, że cały czas towarzyszyły mi obawy, to z każdą sekundą coraz bardziej się uspokajałam. Justin trzymał mnie cały czas za rękę, prowadząc mnie w jakimś nieznanym mi kierunku.
Po chwili odsłonił jakieś zarośla i puścił mnie przodem. Zrobiłam krok w przód i zaniemówiłam. Staliśmy przed małym, drewnianym mostkiem, pod którym płynęła woda. Na wprost nas znajdowało się jezioro, które odbijało jasne światło księżyca. To miejsce było dosłownie jakby wyrwane z jakiegoś filmu.
-Jak tu ślicznie..- szepnęłam oniemiała i zrobiłam kilka kroków w przód.
-Właśnie dlatego tak lubię to miejsce - szepnął mi tuż przy uchu, stojąc za mną. Serce gwałtownie mi przyspieszyło, a po całym ciele przeszły dreszcze. - Chodź usiądziemy - mruknął, kładąc dłonie na moje biodra i prowadząc mnie przodem.
Usiadłam na krańcu mostku, swobodnie opuszczając nogi w dół. Zapewne gdybym była tu sama, to zamiast zachwycać się pięknem tego miejsca, dosłownie trzęsłabym się ze strachu. W końcu bądź, co bądź jesteśmy otoczeni lasem.
Po chwili chłopak, usiadł obok mnie, jedną nogę opuszczając w dół, a drugą zginając w kolanie i kładąc na nią luźno rękę.
-Lubię tu sobie posiedzieć, jak mam dość tłoku miejskiego - powiedział, patrząc na jasny księżyc, bijący światłem wprost na nas.
-Przyjeżdżasz tutaj sam?
-Mhm - mruknął.
-Nie boisz się? - Zaśmiałam się cicho, na co chłopak mi zawtórował.
-Nie, nie boję - powiedział z uśmiechem. - A ty się teraz boisz? - dodał i spojrzał na mnie.
-Nie, bo jestem tutaj z tobą - odpowiedziałam nieśmiało i uśmiechnęłam się, spuszczając wzrok. Przez chwilę na niego nie patrzyłam, uśmiechając się pod nosem. Dopiero kiedy podniosłam wzrok, zorientowałam się, że Justin cały czas na mnie patrzy.
-Lubię twój uśmiech - powiedział cicho, niemalże szeptem,a ja czułam, że od zarumienienia się, dzieli mnie kilka sekund.
-Dziękuję - mruknęłam nieśmiało i odgarnęłam włosy za ucho.
Nie wierzyłam własnym uszom, dosłownie - czy chłopak, który tak bardzo mi się podoba i na którym tak bardzo mi zależy, właśnie powiedział, że lubi mój uśmiech?
-Jesteś śliczna - szepnął po chwili, przysuwając się nieco bliżej, po czym odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy.
_________________________________________________________
No w kooońcu to napisałam. Pierwszą połowę rozdziału napisałam już bardzo dawno, ale jakoś nie miałam weny, żeby go skończyć. Dzisiaj jakoś mnie naszło i mam nadzieję, że podoba Wam się to, co z tego wyszło.
Jeżeli chodzi o drugi blog - postaram się napisać nowy rozdział jak najszybciej, w przeciągu tego weekendu.
Z góry przepraszam, jeżeli znów walnęłam jakieś błędy lub napisałam jakieś bezsensowne zdanie, każdy popełnia błędy (:
Kocham;**
+Uzupełniam zapowiedzi rozdziałem 9 (:

31 komentarzy:

  1. Już myślałam,że się nie doczekam rozdziału haha.Nie będę Ci pisać,że rozdział jest świetny bo pewnie to już wiesz.Uwielbiam to opowiadanie i sposób w jaki je tworzysz,no i oczywiście fabuła,która niewątpliwie wciąga! Pozdrawiam i myśle,że 9 rozdział pojawi się szybciej,w miarę Twoich możliwości oczywiście ;)
    cheat-fate.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytał twój blog od początku ale przyznam się rzadko komentuje, gdyż czytam twój blog razem z siostrą. Bardzo podoba mi się fabuła tego opowiadania i Justina, który jest taki tajemniczy itd. oraz postać Chanel. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.

    Tymczasem zapraszam do mnie na blogi (mam nadzieję, że któryś z nich przypadnie ci do gustu, zapraszam :
    http://meet-dreams.blogspot.com/ -blog z opowiadaniem o Justinie Bieberze
    oraz blog o One Direction -http://tell-me-what-you-feel.blogspot.com/ ) Szukam nowych czytelników więc miło by mi było gdybyś skomentowała post na blogach ;) I przepraszam za spam, który tutaj zostawiłam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja cięz... ja już nie mogę. To jest świetne. Myślałam, że Cie zabije za to, że nie było rozdziałuw tamtym weekend. Normalnie tak mnie to wciągło, że nie wytrzymuję.
    Jesteś świetna.; *
    Swaggie.

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu *.* już nie mogłam się doczekać kiedy dodasz, wchodziłam tu co najmniej dziesięć razy dziennie. Co do rozdziału to jak zwykle fantastyczny! A szczególnie końcówka *.* wszystko jest po prostu idealne. Mam nadzieję, że nowy uda ci się dodać szybciej niż ten, bo nie wytrzymam *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejny raz powtarzam, to opowiadanie jest świetne! Mam nadzieje, że 9 będzie szybciej niż 8 :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nooooo:D nareszcie się doczekałam<3 jest świetnyyy:D naprawdę. bardzo mi się podoba:D jest ciekawy i interesujący:D ogólnie.... tylko do pochwalenia:D nic więcej:D czekam na kolejny. pozdrawiam!:D buziakiii:**** [faulty-heart.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  7. TO jest ŚWIETNE! MEGA! CUDOWNE;d Jak zobaczyłam, że dodałaś nn to się się tak podjarałam, że aż zaczęłam skakać po pokoju i piszczeć xD uwielbiaam.. ;D jak zawsze boski, a końcówka normalnie mega, myślałam,ze tu zejde na zawał ;D Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG ! ZAJEBISTY ;D
    Końcówka najlepsza! Uwielbiam Cię normalnie !!
    imaginary13

    OdpowiedzUsuń
  9. bosz. cudowny <3 już ci pisałam jak bardzo uwielbiam twój styl i wql. jestem uzależniona totalnie od tego opowiadania. dodaj szybko nowy <3 proooooooooszę

    OdpowiedzUsuń
  10. Omg, jakie dłuuugaśne <33 Bardzo, bardzo, bardzo, ale to naprawdę bardzo cię przepraszam, ze obiecałam komentować, a mimo to robię to tak późno. Ciężko mi w tygodniu wszystko ogarnąć, tak więc czekam na weekend. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Druga sprawa... jak ty żeś to wymyśliła i napisała?! Strasznie mi się podoba ten rozdział, naprawdę. Od teraz określam go mianem mojego ulubionego na tym blogu <3 Jest wspaniały... caluteńki. Wreszcie, wreszcie, wreszcie się doczekałam jakieś porządnej akcji z Justinem.. Ostatnio było ich coraz więcej, ale ta pobiła wszystko. Cieszę się, że Cher i Katy martwią się o Chanel, ale z drugiej strony osobiście bardzo chcę, żeby lepiej poznała Justina, także tego.. w tej sprawie nie jestem po ich stronie i popieram Chanel :) Mam nadzieję, że uda jej się odkryć prawdziwego Justina, tego z uczuciami i fajnym charakterem, nie tego, za jakiego uważają go ci, którzy go nie znają lub znają tylko z plotek. I wierzę, że Justin naprawdę nie ma na celu jej wykorzystania, a nawet jeśli ma to później zmieni zdanie. I siebie. Dzięki niej :) Jużjest inny niż na początku... chyba, że to tylko pozory, aby wzbudzić w niej zufanie, a potem... buum. Jednak zostanę przy tym, że on taki nie jest. Jest dobry i nic jej nie zrobi :3
    Pijany Jay?! ;o Aż sama się go przez chwilę bałam. Miałam dreszcze... pewnie będzie żałował, jak się dowie co się stało ;p W każdym razie cholernie się cieszę, że Justin tam przyjechał i "przemówił mu do rozsądku" jeśli można to tak nazwać. Inaczej - dobrze, że go ogarnął. Nie wiem co mogłoby się stać, gdyby się tam nie pojawił. Hahah, 130/h faktycznie "wolna jazda". Ciekawe ile mandatów zgarnął za tą WOLNĄ jadę ;p Pewnie dużo, ale chyba wolę się w to nie zagłębiać. Jejkuu, na początku jak wyjaśniłaś, że wywiózł ją do lasu to aż mi serce na chwilę stanęło. Juuuuustin, on zna takie śliczne miejsca? Nie wierzę, że jest bez serca (: I pokazał jej prawdopodobnie swoje ulubione miejsce, a to jest takie awww. Hahah, on miałby się bać? On?! Hahahah, sądzę, że znała odpowiedź na to pytanie jeszcze przed tym, jak wpadło jej to do głowy. W ogóle skąd jej się to wzięło, hah? No ale cóż, to było słodkie i tak fajnie się zrobiło, jak ona to powiedziała <3 I to, że ona się nie boi, bo jest z nim... I że on lubi jej uśmiech i uważa, że jest śliczna... KOCHAM NOO! Tyle na temat :) Co do błędów... w tym nie zauważyłam żadnej głupoty z twojej strony, hahah. Oczywiście rozumiem, że każdy ma prawo się pomylić, więc wybacz, jak ci piszę, że się pomyliłaś, ale czasem mnie to śmieszy, więc przyjmuj to jako pozytywną uwagę, bo wcale mi to nie przeszkadza ;D Kooocham ;* - Olcia xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Musze ci powiedzieć, że dzisiaj wpadłam na YouTube na twój trailer o tym opowiadaniu. Przeczytałam wszystkie twoje napisane rodziały. Już pokochałam tego bloga, a rodziały które piszesz są naprawdę długie i baardzo ciekawe! Jestem Belieberką oraz wręcz uwielbiam Justmine! Cudowny blog! Mam nadzieję że w następnym rozdziale się pocałują :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham ten blog, kocham ten rozdział i kocham Ciebie *_* Sposób Twojego pisania jest niesamowity i bardzo się cieszę z tego, że od początku jestem na tym blogu. Zaglądam na niego kilka razy dziennie i moment, w którym widzę nowy rozdział jest nie do opisania. Tyle radości naraz.. po prostu cholernie ciekawie piszesz ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowne ! Jak zwykle wszystko do siebie pasuje, czuje sie jakbym sama była ta Chanel. Bardzo lubię to imię, oraz Justina. Dlatego tez założyłam bloga, na którego serdecznie cie zapraszam, byłabym zachwycona gdybyś zostawiła po sobie jakiś ślad (swoją opinie na której bardzo mi zależy)
    Dziekuje ze dodałaś tutaj rozdział :) Ahh zapomniałabym adres to : www.story-about-chanel-and-justin.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Musialas przerwac w takim momencie ? Ja nie moge kazdy rozdzial na tym blogu w scenach w ktorych jest Justin czytajac je normalnie wariuje i usmiecham sie jak glupia. I jeszcze to ze Justin ja uratowal przed Jay'em awww juz drugi raz xd Potem pomysl z tym ze Juss zabral ja w to miejsce jest po prostu wspanialy i jeszcze te komplementy i na koniec "jesteś śliczna"" to jest zajebiste.! Mam nadzieje ze nie bedziesz nam kazła długo czekac na nn :)

    Ps/ przepraszam ze błędy lecz kom pisany na fonie z dosc dziwna klawiatura xd

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeej *.* To jest piękne.
    Pokazałaś Justina jako takiego bad boya, ale w stosunku do Chanel jest naprawdę kochany.
    Przeczytałam dzisiaj cały ten blog i dzisiaj cały dzień o nim myślałam. Tak jakby to wszystko działo się naprawdę.
    Piszesz wspaniale. Jak prawdziwa pisarka. Twój styl jest perfekcyjny i opisujesz wszystko tak dokładnie.
    Myślałaś może nad napisaniem książki? Na pewno bym ją przeczytała :)
    Mam nadzieję, że rozdział pojawi się szybko, bo ten blog jest dla mnie jak narkotyk <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Aaaaa! Jejku ! Kocham to opowiadanie! Dosłownie Kocham .
    Ta cała sytuacja , czytałam bez łapania oddechu hehe! Bosko! <3
    Czekam nn!;* <3
    @natalii17

    OdpowiedzUsuń
  18. Jejku,piękny,ale w takim momencie przerwać,to zbrodnia!:Dpocałują się czy ona nie będzie chciała,dawaj szybko kolejny:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne opowiadanie i bardzo mi się podoba :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  20. O mój Boże, jaka końcówka... Odpowiadanie do złudzenia przypomina mi "danger" z JBFF and mimo wszystko bardzo mi się podoba, chociaż ja na miejscu Chanel nie byłabym taka, cóż.. bezmyślna? No nie wiem. Ze względu na to, że jest to opowiadanie można było się spodziewać, że Justin jej nie skrzywdzi, ale takie spotkanie w realnym życiu mogłoby się skończyć inaczej.
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział i zapraszam do siebie all-too-well.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. dziękuje za tego bloga. czytałam całego w nocy. jest świetny ! o mało nie piszczałam w momentach z Justinem, ale była 3 w nocy i nie mogłam ;( czekam niecierpliwie na 9 bo skończyłaś w takim momencie, że nie mogę spać ! xx

    OdpowiedzUsuń
  22. CUDNY <333 No a długość, przebiłaś samą siebie. A te pomysły, skąd ty je bierzesz !? I to tego takie SUPER. Na pewno jesteś polką? xd. A te opisy Justina...ach. Normalnie czasami chciałabym wskoczyć do tego opowiadania. A propos Justina to wreszcie jakaś porządna akcja z nim sie zaczeła, juz nie mogłam się jej doczekać.I to jak on ją uratował, taki super bohater :D heh.No ale Jay przesadził. Rozumiem ,że chce być z Channel, ale jednak takim zachowaniem raczej jej nie zdobędzie.Chociaż był pijany, pewnie upił się bo ona go nie chciała, prawda? Gdyby się dowiedział o Justinie to pewnie odradzałby go jej tak samo jak Katy i Cher.I się jeszcze na nią wkurzył z tym telefonem. A co do tego telefonu to wiedziałam ,że ona powie ,że to jej koleżanka z Chicago która zmieniła numer. WIEDZIAŁAM. Od razu kiedy ona go odebrała. Aż mnie to zaskoczyło :o Musiałaś skończyć w takim momencie?! i teraz po nocach będę mysleć czy on ja pocałuje. No ,ale on powiedział ,że Channel jest śliczna, to takie słodkie.Tylko czy jemu nie chodzi o "to". Trochę się boję,że Katy i Cher mają rację.
    Czekam na nn.
    Me;***

    OdpowiedzUsuń
  23. wiesz co ?! musisz chyba nas bardzo nienawidzić, że skończyłaś KURWA w TAKIM MOMENCIE ?!?! wgl to rozdział MEGA, jak cały blog i jak drugi blog i jak ty ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  24. kocham <3 szkoda że tak późno znalazłam tego bloga :* wpadniesz i skomentujesz? http://whatmakesyoubeautifuul.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja pierdziu... W TAKIM MOMENCIE?!?!?! PRZESADZIŁAŚ!XDD Kocham to opowiadanie normalnie nie mogę się już doczekać tego nn. <333

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak mogłaś przerwać w takim momencie rozdział boski

    OdpowiedzUsuń
  27. Mega!!
    Ona się od niego zaczyna uzależniać : )) Nie odmawia mu, ani nic :P
    Słodko, że powiedział je, iż jest śliczna. Oooo : *
    Ciekawe czy z połączenia jego z nią coś ciekawego wyniknie. Pewnie tak : )) Wszystko mówi samo za siebie, to, że On ją drugi raz ratuje , ale nie spodziewałam się tego po Jay'u. I ona okłamuje rodziców oj nie ładnie ; ))
    Pozdrawiam : *

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie to że coś bo opowiadania masz świetne! ale troche przypomina Danger'a :)

    OdpowiedzUsuń
  29. O mój boże, mogę już umierać. Idealne!

    OdpowiedzUsuń