niedziela, 14 października 2012

Rozdział 5.

"Namieszałeś w mojej głowie, jednym gestem,
jednym słowem..."
Biłam się z myślami. Z jednej strony wiedziałam, że mogę wpakować się w kłopoty, ale z drugiej coś cholernie ciągnęło mnie do tego chłopaka. Za wszelką cenę, chciałam czegoś się o nim dowiedzieć, a pójście za nim teraz, mogło mi w tym pomóc. Nie miałam pojęcia gdzie on mnie "zaprowadzi", ale teraz nie mogłam zrezygnować.
Szłam równym tempem, kilkanaście metrów za szatynem. Serce biło mi jak oszalałe, przez myśl  przeszło mi co by było, gdyby chłopak zorientował się, że go śledzę. Nic o nim nie wiedziałam, nie miałam pojęcia do czego jest zdolny. Możecie twierdzić, że jestem głupia, nieodpowiedzialna i lekkomyślna, ale kiedy wbiję sobie jakiś cel do głowy, to nie ma takiej siły, która by mnie od niego odciągnęła. Przygryzłam dolną wargę, lustrując chłopaka wzrokiem. Był wyższy ode mnie o jakieś niecałe dziesięć centymetrów i dobrze zbudowany. Jeszcze nikt, nigdy nie wywoływał u mnie takich uczuć i emocji jak on. Miał w sobie coś niezwykłego, coś co przyciągało.
Założyłam ręce na piersi, czując, że zrobiło się już dosyć chłodno. Z każdą sekundą rodziło się we mnie coraz więcej wątpliwości. Nie znam jeszcze Phoenix, co jeśli się zgubię? Nie wydaję mi się, żeby tutaj jeździły taksówki.
Właśnie - tutaj. Nie wspomniałam o tym w jakim miejsce się teraz znajdowaliśmy. W skrócie - dzielnica, od której trzymasz się jak najdalej i nie przyszłabyś tutaj w dzień, a co dopiero w środku nocy. Serce biło mi coraz szybciej, a dłonie coraz bardziej drżały. Klęłam w myśli na samą siebie, że wpadłam na tak głupi pomysł pójścia za szatynem.
Już chciałam skręcić za róg, kiedy zorientowałam się, że Justin stanął w miejscu.  Szybko schowałam się z powrotem za róg, opierając się o mur. Starałam się opanować oddech i przestać niepotrzebnie panikować. Po jaką cholerę ja tutaj szłam? - szepnęłam sama do siebie. Po chwili ponownie zajrzałam zza muru, chcąc sprawdzić co robi. Justin akurat wyjmował coś z kieszeni, co po chwili okazało się papierosem. Włożył go do ust, zapalając zapalniczką i zaciągając się. Oparł się o mur, chowając jedną dłoń do kieszeni, a drugą trzymając szlugę. Przecież normalnie idąc w nocy ciemną uliczką i widząc tego chłopaka, zapewne zrobiłabym wszystko, była w stanie nawet zawrócić, byleby tylko koło niego nie przechodzić,a teraz? Miałam ochotę wyjść z ukrycia i do niego podejść.
Czułam jak robi się coraz chłodniej. Karciłam się w myśli, za włożenie na siebie jedynie cienkiej bokserki i krótkich szortów, ale skąd mogłam wiedzieć, że wpadnie mi do głowy pomysł ze szlajaniem się po nocy.
Justin na zmianę przykładał papierosa do ust i wypuszczał z nich dym. Stał bokiem, więc miałam świetny widok na jego profil. Jasne światło księżyca padało wprost na niego, więc dokładnie widziałam jego twarz. Patrzył na przemian przed siebie i w dół, spuszczając głowę. Był...idealny.
Po chwili wyrzucił papierosa, gasząc go. W tym samym momencie podszedł do niego jakiś chłopak. Nie wiele mogłam o nim powiedzieć, bo na głowie miał kaptur.
Wytężyłam nieco wzrok, chcąc dostrzec co robią. Justin przywitał się z nieznajomym "męskim" uściskiem dłoni, po czym włożył ponownie jedną dłoń do kieszeni, rozglądając się na boki.
-Masz? - odezwał się po chwili szatyn, przygryzając dolną wargę, jakby już nie mógł doczekać się tego, co za chwilę ma otrzymać.
-Mam, przecież się umawialiśmy - odpowiedział chłopak, dyskretnie wyjmując coś z kieszeni. Wytężyłam wzrok do granic możliwości, a serce podeszło mi do gardła.
Nieznajomy podał Justinowi małą folię z białym proszkiem w środku. Nie trudno było domyślić się czym owy proszek jest.
Przez myśl  przeszło mi co by było gdyby w tym momencie któryś z nich mnie zauważył. Szybko wyrzuciłam z głowy te myśli, widząc, że chłopak który dał mu narkotyki najwyraźniej już idzie.
-Dzięki stary - powiedział szatyn, żegnając się uściskiem dłoni z chłopakiem.
-Spoko - odpowiedział jedynie, po czym ponownie wkładając dłonie do kieszeni, rozejrzał się i odszedł, idąc w jakąś ciemną uliczkę.
Oparłam się na chwilę o mur, patrząc przed siebie i przygryzając dolną wargę. Jestem walnięta, mam coś z głową - to pewne. Pod wpływem impulsu wzięłam głęboki oddech i zrobiłam krok do przodu. Naciągnęłam swoją bokserkę nieco na dół i poprawiłam swoje  długie włosy, biorąc głęboki oddech. Skrzyżowałam ręce na piersi i jak najbardziej potrafiłam pewnym krokiem przekroczyłam róg muru, idąc przed siebie. Szczerze? Jeszcze nigdy serce nie biło mi tak szybko jak teraz. Nogi dosłownie się pode mną uginały, ale wiedziałam, że jeżeli cały czas pozostanę "w ukryciu" to nigdy nie uda mi się zwrócić jego uwagi. Kiedy przeszłam dosłownie kilka kroków, chłopak momentalnie spojrzał w moją stronę. Czułam się, jakbym zaraz miała zemdleć - dosłownie, ale starałam się nie dawać tego po sobie poznać. Spojrzałam na niego i serce przyspieszyło mi jeszcze bardziej. Justin lustrował mnie wzrokiem, dokładnie mi się przyglądając. Momentalnie przeszły mnie dreszcze a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Speszona spuściłam głowę, idąc przed siebie i wpatrując się w czubki swoich butów. Widziałam...czułam jak odprowadza mnie wzrokiem, kiedy przeszłam obok. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując się w pewien sposób zwycięsko. W końcu o to mi chodziło - o zwrócenie na siebie uwagi. Skręciłam za róg, znikając tym samym z pola widzenia chłopaka.
Przygryzłam zadowolona dolną wargę, będąc z siebie dumna.
*
Przemknęłam się po cichu do swojego pokoju, mając szczęście, że rodzice już śpią Miałam być o dwunastej, a było już prawie za dwadzieścia pierwsza. Zamknęłam za sobą drzwi i walnęłam się na łóżko patrząc w sufit. Uśmiechałam się sama do siebie, myśląc o nim. Chyba mu się spodobałam, prawda...? W końcu "zjechał" mnie dosyć jednoznacznym wzrokiem.
Boże, co się ze mną dzieję? Jeszcze nigdy żaden chłopak nie zawrócił mi w głowie tak jak on. Zwariowałam na jego punkcie, dosłownie. Moim celem numer jeden jest zwrócenie jego uwagi na siebie. Jestem już chyba na dobrej drodze, prawda?

Moją jedyną motywacją do wstania rano z łóżka była myśl, że dziś piątek. więc to ostatni raz przed weekendem, kiedy muszę zrywać się z łóżka o 6 rano. Na pół przytomna wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół na śniadanie.
-Cześć mamo - powiedziałam na przywitanie do mamy, wchodząc do kuchni i usiadłam przy stole.
-Dzień dobry. - Uśmiechnęła się i wstała z krzesełka podając mi wcześniej przygotowane dla mnie kanapki i herbatę.
-Dziękuję - odpowiedziałam blado się uśmiechając i po raz setny już dzisiaj ziewnęłam.
-Coś mi się wydaję, że ta impreza jednak ci się wczoraj przeciągnęła. - Spojrzała na mnie podejrzliwie.
-Co? Niee - odpowiedziałam szybko, gryząc jedną z kanapek.
-Mhm, niech ci będzie. Ta impreza była dla ciebie ważna, żeby lepiej zapoznać się z nowymi przyjaciółmi, więc tym razem ci odpuszczę. - Uśmiechnęła się. -Ale pamiętaj, nie przesadzaj z tym późnym wracaniem, masz dopiero 16 lat - dodała już nieco poważniej.
-17. - Przewróciłam oczami.
-17, to ty będziesz mieć za 2 miesiące, a póki co masz dopiero 16 lat, więc się nie zapędzaj - powiedziała i wstała, uśmiechając się.
-Co to za różnica dwa miesiące w tą czy we w tą? - powiedziałam jeszcze lekko zirytowana.
-Duża, wcinaj śniadanie bo spóźnisz się do szkoły. - Zaśmiała się i wyszła z kuchni.
-Ciekawe ile on ma lat - szepnęłam sama do siebie i uśmiechnęła się pod nosem, zabierając się za kończenie śniadania, bo naprawdę mogłam spóźnić się w końcu do szkoły.

-Opowiadaj co działo się wczoraj na tym spacerze z Jay'em! - wykrzyczała wręcz podekscytowana Cher podczas pierwszej z przerw. Usiadłyśmy na trawniku przed szkołą, napawając się słońcem, które grzało dziś naprawdę mocno.
Szczerze mówiąc do teraz w ogóle nie myślałam o wczorajszej rozmowie z Jay'em. Może dlatego, że ktoś inny siedzi w mojej głowie?
-Matko, nic takiego się nie działo. Chwilę pogadaliśmy, a później wróciłam do domu i tyle. -Wzruszyłam obojętnie ramionami, przymykając powieki i wystawiając twarz na słońce. I to wcale nie była udawana obojętność, która miałaby na celu rozbudzenie ciekawości u dziewczyn. Naprawdę tamten spacer nie wywołał u mnie jakichś specjalnych emocji.
-Ale o czym gadaliście? - dopytała Katy i razem z Cher siedziały po turecku wpatrzone we mnie i wyczekujące odpowiedzi.
-No Jay powiedział, że mnie lubi..ale, że "lubi lubi", rozumiecie? - podniosłam się nieco, otwierając oczy.
-Aaa! - obie pisnęły jak na zawołanie, a ja przewróciłam oczami ze śmiechem.
-A ty co mu powiedziałaś? - spytała od razu Katy.
-Prawdę, że nie wiem co będzie i niczego nie wykluczam.
-A chciałabyś z nim być? - zagadnęła Cher, opierając łokieć o nogę, a na dłoni brodę.
-Matko, dziewczyny ja go znam zaledwie tydzień!
-No, ale nie teraz, tylko wiesz za jakiś czas - poprawiła się dziewczyna, przewracając oczami.
-A skąd ja mogę wiedzieć, czy coś do niego kiedyś poczuję? - Wzruszyłam ramionami.
-Ja mam wrażenie, że ty kompletnie nie jesteś nim zainteresowana - powiedziała po chwili Katy, patrząc na mnie uważnie.
-Szczerze? To chyba odnosisz dobre wrażenie. Jay jest przystojny, miły, zabawny, ale..po prostu nie ma tego czegoś, rozumiecie? Przynajmniej dla mnie.
-Rozumiemy - powiedziały równocześnie jakby na zawołanie i wszystkie naraz się zaśmiałyśmy.
Po chwili milczenia przypomniałam sobie o tym, co mnie dziś rano zastanowiło.
-Jak o coś spytam to nie opieprzycie mnie zaraz i nie najedziecie na mnie? - zaśmiałam się.
-To o co ty takiego chcesz spytać? - Zawtórowała mi blondynka.
-Raczej o kogo. - Przygryzłam dolną wargę.
-Chanel..tylko mi nie mów, że chodzi o Justina - powiedziała od razu Cher, patrząc na mnie karcąco.
Wiedziałam, że tak będzie. Przewróciłam teatralnie oczami, krzyżując ręce na piersi.
-Dlaczego wy go tak nienawidzicie? - spytałam z lekko ironią.
-To nie chodzi o to, że my go nienawidzimy tylko o to, że nakręcasz się na niego mimo, że ostrzegałyśmy cię przed nim.
-A nie uważacie, że jestem na tyle dużą dziewczynką, że potrafię sama o siebie zadbać i decydować w co chcę się pakować, a w co nie? - zironizowałam.
-Ale ty go nie znasz...- zaczęła Katy, jednak od razu jej przerwałam.
-A wy go znacie? Rozmawiałyście z nim chociaż jeden jedyny raz? - spytałam niemalże retorycznie, bo byłam pewna odpowiedzi.
-Właśnie - odpowiedziałam, kiedy jedyną odpowiedzią jaką usłyszałam była cisza.
-Zrobisz jak zechcesz, ale pamiętaj, że cię ostrzegałyśmy. - Westchnęła szatynka, wzruszając ramionami. - A o co chciałaś zapytać? - dodała jeszcze.
-Ile Justin ma lat?
-Hm, nie jestem dokładnie pewna, ale coś koło 19-20 - odpowiedziała Katy, a ja kiwnęłam głową, dziękując za odpowiedź. Ponownie położyłam się na trawie zamykając oczy i myśląc nad tym wszystkim.
*
Wracanie do domu po szkole nigdy nie jest tak przyjemne jak w piątek - to fakt niezaprzeczalny. Z torbą zawieszoną na ramieniu, szłam przed siebie zapatrzona w ekran mojego iPhone'a. Byłam już praktycznie pod domem, kiedy omal nie dostałam zawału, gdy ktoś lekko pociągnął mnie za łokieć. Gwałtownie się odwróciłam, chcąc sprawdzić kto jest "sprawcą". Jestem pewna na milion procent, że moja mina była w tym momencie arcygłupia. Serce w dosłownie ułamek sekundy przyspieszyło mi do granic możliwości, a nogi ugięły się pode mną tak, jakby nagle stały się z waty.
Zgadliście. Przede mną we własnej osobie stał..Justin. Chciałam wydusić z siebie jakieś sensowne zdanie, ale w tym momencie nie byłam zdolna do nawet do sklejenia z literek jednego, pojedynczego wyrazu.
-Przepraszam, że tak cię zaczepiam, ale chciałem cię o coś spytać - odezwał się po chwili, a ja słysząc jego lekko zachrypnięty, niski głos omal nie zemdlałam. Boże, zachowywałam się jak kompletna idiotka.
-Mnie? Spytać? O co? - wydukałam w końcu, patrząc na niego. Po raz drugi miałam okazję przyjrzeć się jego czekoladowym oczom i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to najpiękniejsze oczy na świecie.
-Co robiłaś wczoraj w nocy na tamtej dzielnicy? - spytał, patrząc na mnie uważnie. Zatkało mnie - dosłownie. Co miałam odpowiedzieć? "Śledziłam cię"?
-Dlaczego w ogóle pytasz?- spytałam lekko drżącym głosem, odwracając wzrok, bo dłuższe patrzenie w jego oczy dekoncentrowało mnie do reszty.
-Bo nie wydaję mi się, żeby to było miejsce dla ciebie - odpowiedział, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Przecież nic o mnie nie wiesz..- wydukałam, chociaż szczerze mówiąc to, co powiedziałam było naprawdę głupie.
-Ale widzę, że należysz do tych grzecznych i poukładanych - odpowiedział i uśmiechnął się lekko, a mnie momentalnie przeszły dreszcze.
-A nawet gdyby to dlaczego cię to interesuje? - odpowiedziałam w miarę naturalnym tonem głosu i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Bo może ci się tam stać w końcu jakaś krzywda - odpowiedział, a ja poczułam jak w moim gardle rośnie niewidzialna gula. Przełknęłam głośno ślinę, ponownie patrząc mu w oczy.
-Grozisz mi...? - niemal szepnęłam, starając się ukryć w głosie emocje, ale niezbyt mi się to udało. W tym momencie Justin zaśmiał się, oblizując wargi.
-Nie niunia, ostrzegam - powiedział i przejechał kciukiem po moim policzku, a mnie momentalnie przeszły dreszcze od góry do dołu. Po chwili ponownie włożył dłonie do kieszeni uśmiechając się jeszcze w ten sam zadziorny, parszywy sposób.
-No to chyba tyle, weź sobie do serca to co ci powiedziałem - dodał po chwili i wyminął mnie. Nie wyolbrzymiając, przysięgam, że przez dobre pięć minut stałam tak w jednym miejscu w jednej pozycji, nie potrafiąc się ruszyć ani wydusić z siebie żadnego dźwięku. Chyba nie docierało do mnie, że właśnie rozmawiałam z Justinem, a tym bardziej, że on mnie dotknął.
-Chanel, weź się ogarnij - szepnęłam po chwili sama do siebie i odwróciłam się, idąc w kierunku domu. Przez cały czas byłam jakaś nieprzytomna, jakby oderwana od rzeczywistości.
Weszłam do domu, zdjęłam buty i od razu udałam się do mojego pokoju, ignorując wołanie mojej mamy na obiad. Położyłam się na łóżko, chyba sama próbując uwierzyć w to, co się przed momentem wydarzyło.
*
Zaklęłam w myśli, irytując się, że wczoraj nie zasłoniłam rolet. Obudziły mnie jasne promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju przez okno. Już teraz mogłam wywnioskować, że to będzie cholernie gorąca sobota. Wygrzebałam się z łóżka, przecierając oczy. Z szafy wybrałam ubrania na dzisiaj i udałam się z nimi do łazienki, gdzie wzięłam chłodny, orzeźwiający prysznic.

Plany na sobotę? Żadne. Niestety. A do tego jestem sama w domu bo rodzice pojechali do zakupy.
Włączyłam głośno muzykę, bawiąc się na łóżku swoim iPhone'm i śpiewając pod nosem piosenkę. Pisałam esemesy z Melanie, opowiadając jej o wszystkim co się do tej pory wydarzyło. No okej, może pisząc o Justinie troszeczkę faktów pominęłam, na przykład to, że bierze narkotyki, ale to chyba nic złego, że ukryłam to przed Mel? Niemówienie całej prawdy to nie kłamstwo.
W końcu odłożyłam telefon, czując, że zaraz zanudzę się na śmierć. Wstałam z łóżka podchodząc do okna. Serce zabiło mi mocniej, kiedy zobaczyłam, że Justin jest przed swoim domem i majstruje coś przy swoim samochodzie. Przygryzłam dolną wargę przyglądając mu się uważnie. Miał na sobie luźną, czarną koszulkę z odkrytymi ramionami, która idealnie eksponowała jego mięśnie.
Zaraz...idealna pogoda na opalanie, prawda?
Uśmiechnęłam się pod nosem, odbiegając od okna i wyjmując z szuflady wcześniej kupione z dziewczynami bikini. Nie wiele myśląc zabrałam je do łazienki i włożyłam je. Zbiegłam po schodach na dół, zabierając ze sobą jakieś czasopismo i wychodząc na zewnątrz, do ogrodu. Rozłożyłam leżak w takim miejscu, żebym mogła mieć dobry widok na Justina i na odwrót, żeby on mógł mieć dobry widok na mnie...
Wygodnie rozłożyłam się na leżaku, zerkając kątem oka na chłopaka.
-Spójrz tutaj - szepnęłam sama do siebie, przygryzając wargę i spoglądając na Justina.
*
Szatyn otworzył maskę swojego samochodu, chcąc dokładnie przyjrzeć się silnikowi. Samochód był dla niego wszystkim, więc mógł spędzać nad nim nawet kilka godzin. Oparł jedną dłoń o samochód, a drugą w której trzymał klucz zaczął majstrować przy silniku.
Gorąc na dworze niezbyt sprzyjał jakimkolwiek pracom wykonywanym na zewnątrz. Chłopak podniósł na moment głowę, ocierając ręką czoło. W tym momencie zauważył, że dosłownie naprzeciw niego opala się dziewczyna.
Chanel widząc, że osiągnęła swój cel i Justin zwrócił na nią uwagę, szybko odwróciła wzrok, rozkładając się na leżaku i udając, że czyta jakieś czasopismo.
Szatyn odszedł kawałek od samochodu, robiąc kilka kroków w przód i ocierając ścierką dłonie. Zaśmiał się pod nosem widząc jak dziewczyna staje na głowie, aby zwrócić jego uwagę.
Przechylił nieco głowę na bok, przygryzając dolną wargę.
-Ona naprawdę jest całkiem niezła - powiedział sam  do siebie i zaśmiał się po cichu. - Buźka anioła, ciało modelki - dodał, oblizując wargi.
______________________________________________________________
Matko, w końcu coś dodałam o.O Szkoda tylko, że takie gówno -.- Naprawdę chciałam napisać ten rozdział lepiej, ale wiedziałam, że czekacie na nowy rozdział i nie mogłam tak pisanie go odkładać w nieskończoność.
Rozpisywać sie nie będę, bo już późno i brzydko mówiąc padam na ryj;p
Kocham;****

29 komentarzy:

  1. kurcze uwielbiam to opowiadanie!
    chciałabym,żeby oni byli już razem :)
    wiem,że to spam ale niedawno zaczęłam pisać i byłabym wdzięczna gdybyś zaglądnęła http://cheat-fate.blogspot.com, z góry dziekuje ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże kocham twojego bloga! Jest po prostu boski :D <3 Pozdrawiam >3333

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietnee. :D
    Czekam na nn . c;

    OdpowiedzUsuń
  4. Boze kocham to opowiadanie.!<33 Chce zeby juz cos miedzy nimi sie wydarzylo.! Mam nadzieje ze szybko dodasz NN.! ;D

    Tina.

    OdpowiedzUsuń
  5. No nareszcie dodałaś nowy. Zajebisty rozdział napisałam czekam na nn pisz szybko.
    Kocham twoje opowiadanie <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  6. matko W KOŃCU! hahahah "zaraz... idealna pogoda na opalanie,prawda?" hahahahahahahha ja jebie uwielbiam Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Co ty mowisz! Rozdzial swietny! Genialnie wszyatko wyszli. To jak zobaczyl ja wracajaca z tej 'zlej' dzielnicy, potem jak rozmawiali i jak zauwazyl ja opalajaca sie na lezaku! I nie moge doczekac sie nastepnego! Co sie miedzy nimi wydarzy? Bo cos musi. ;p
    Jeszcze raz : cudowny rozdzial! !! ! !! !
    Moglabys powiadamiac mnie o nowuch rozdzialach na moim blogu? kiiwii-story-bieber.bligspot.com

    X.O.X.O.

    PS Your forever.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja pierdole w końcu zaczęło się coś dziać między nimi ! :D . rozdział jest świetny ! Czekam na nn !
    Imaginary13

    OdpowiedzUsuń
  9. TO JEST ZAJEBISTE! Kocham ciebie i tego bloga<3 czytając ten rozdział tak się podjarałam, że maskara chyba z 300 razy go już przeczytałam xD Zajebisty;D kurwa kocham cię, oby więcej takich i troszkę szybciej:D Niebooo:D ehh.. mam nadzieję, że przynajmniej nie bd on z siebie robiła przed nimi idiotki;D ostatni tekst Justaaa przeeee;D Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam cie bardzo, ale po prostu innego słowa nie mogę użyć
    ZAJEBISTE !!!
    Ten rozdział jest... omg.... po prostu brak mi słów *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie no brak słów-.- CUDOWENEE:D Najlepszy rozdział jaki napisałaś do tej pory. Wszystkie byłe boskie alee ten to już przeee;) KOcham,3 plz. dodaj szybko znów taką zajebistą nn:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Kobieto zajebisty rozdział,nie można użyć innego słowa bo będzie nie wystarczające:Dna prawdę cudowny:Dkocham czytać to opowiadania,czekam na kolejny tylko proszeee szybciej:)

    OdpowiedzUsuń
  13. KOOCHAM ! tyle czekałam na ten rozdział, że o jeju ! Proszę cię pisz częściej bo jestem baardzo ciekawa jak to wszystko się potoczy *_*

    OdpowiedzUsuń
  14. Nawet pewnie nie zdajesz sobie sprawy jakie to opowiadanie jest wciągające ! Dziewczyno pisz częściej notki bo robisz to znakomicie :) Niecierpliwie czekam na nn !

    OdpowiedzUsuń
  15. Trafiłam na ten blog całkiem przypadkiem i przyznam, że strasznie mi się spodobał. Już dawno nie czytałam czegoś tak dobrego (: z każdym rozdziałem robi się coraz ciekawiej. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału (: mam nadzieję, że uda ci się go dodać jak najszybciej *.*

    OdpowiedzUsuń
  16. To jest ZAJEBISTE, to nie jest gówno. Coś Ci się słowa pomieszały. Bo ten rozdział jest MEGA. W końcu ich pierwsza rozmowa. Jejuu... Trochę się bałam ,że on jej może coś zrobić jak odkryje ,że ona za nim idzie. Zgwałci ją czy coś ;P W końcu to BAD BOY xD. Narkotyki itp. Całkiem inny niż Jay... Swoją drogą to nie dziwie się jej ,ze ona woli Justina, sama pewnie bym go wolała. (No, kurwa to w końcu Justin Bieber i do tego jako "bad boy" *dead*. ) Serce mi prawie stanęło gdy on [justin] tak do niej podszedł w tedy jak wracała ze szkoły. Tak zaczął mówić jak normalny chłopak :"Przepraszam, że tak cię zaczepiam, ale chciałem cię o coś spytać." LOL. Gdybym nie wiedziała jaki jest naprawdę to nie pomyślałabym ,że to jakiś "zły" czy "niegrzeczny" chłopak. No ,ale koniec ich rozmowy, WOW. Trochę się go zaczęłam po tych jego słowach :"Nie niunia, ostrzegam" bać. No ,ale Channel się jak widac nie przestraszyła ,bo wyszła sie opalać. No ,a Justin, przy aucie. OMG. od razu go sobie wyobraziłam i ... ahhh.
    Już kończę ,choć pewnie już przestałas to coś co napisałam czytać. No cóz, wiem, nudne... Czekam na kolejny rozdziała.
    PA ;**
    ME

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudo, cudo, cudo! Przed chwilą weszlam na tego bloga i już skończyłam czytać :) Czekam na nowy rozdział, koniecznie. Zawsze, gdy kończysz to trzymasz tak w napięciu. Błagam, dodaj nowy tu i na drugim blogu, bo oba są świetne *_* Na tamtym blogu napisałam Ci nieco obszerniejszy komentarz, więc jeśli chcesz poznać bardziej moją opinię to zajrzyj do tamtych komentarzy :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Zajebisty rozdział.Kurcze... tak długo na niego czekałam,jest po prostu BOSKI :D . Z niecierpliwością czekam na następny.Proszę dodaj szybko ; p

    OdpowiedzUsuń
  19. Jejku, jak mnie tu dawno nie było ;oo Na początek chciałabym cię bardzo, ale to bardzo mocno przeprosić, że nie komentowałam rozdziałów, ale mam remont w domu i nie mam stałego dostępu do internetu, więc nie bardzo mam jak :C W każdym razie staram się i pod następną notką też postaram się o to, aby umieścić chociaż jakiś krótki komentarz. Mam nadzieję, że nie jesteś zła i mi to wybaczysz.. :) Co do rozdziału... przez ten czas zdążyłam już zapomnieć jakie to uczucie czytać tego bloga.. jakie emocje zawsze mi towarzyszyły czytając go... Zawsze to kochałam i nadal kocham <3 Rozdział jednym słowem jest po prostu cudowny. Żadne gówno, nie przesadzaj. Wcale nie jest do dupy :] I ta końcówka <33 Justin mnie pociąga w tym opowiadaniu... intryguje.. nawet bardzo. OMG, aż mi serce stanęło jak on ją zaczepił na tej ulicy o.O Myślałam, że dostanę zawału. Tylko dlaczego on jej groził noo?! Ale cieszę się, że chociaż zwrócił na nią uwagę i mam nadzieję, że coś się w końcu rozwinie. Na razie blog jest ciekawy, a mogę się założyć, że niedługo będzie jeszcze ciekawszy :D No nic.. ja niestety muszę kończyć -,- Przepraszam za długość i jakość tego komentarza, ale nie mogę napisać nic dłuższego ;( Z niecierpliwością czekam na następny ;*
    Olcia ;) xox

    OdpowiedzUsuń
  20. świetny! czekam na nn;))

    OdpowiedzUsuń
  21. Dodaj szybko nowym czekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. nie no najlepszy blog jaki kiedykolwiek czytałam;D Zarąbisty kochaammmmm;p Czekam na nn;D błagam szybko ją dodaj bo zwariuje :D Swietny;D

    OdpowiedzUsuń
  23. haha... superr a koniec najlepszy <33 :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Super super i jeszcze raz super

    OdpowiedzUsuń
  25. W tym opowiadaniu Justin Bieber jest zwykłym chłopakiem, czy główna bohaterka po prostu nie wie z kim ma do czynienia? a co do opowiadania to bardzo mi się spodobało.

    OdpowiedzUsuń
  26. "Buźka anioła, ciało modelki" Hahaha. Dobre : )
    Ten rozdział zaliczam do kolejnych zarąbistych :P
    Oby tak dalej pozdrawiam ; **

    OdpowiedzUsuń
  27. hej, um, mam pytanie.
    w jednym z dialogow Chanel z matka, jej mama wspomina, ze Chanel za dwa miesiace skonczy 17 lat. a czy nie miala tych urodzin niedawno, w ktoryms z rozdzialow z Justinem? to byla jej osiemnastka, czy miedzy wiemienionymi tutaj wydarzeniami a tymi z piecdziesiatych rozdzialow minely tylko dwa miesiace? jestem troche skonfundowana XD
    niby nic takiego, a mnie meczy
    72-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Mm.. Justin <3
    "Niunia" pakuje się w kłopoty, he.

    OdpowiedzUsuń