sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 46.

Przez pół nocy przewracałam się z boku na bok, starając się jakoś racjonalnie to wszystko przemyśleć. Sytuacja była totalnie beznadziejna.
Z jednej strony byli rodzice, szkoła, znajomi.
Z drugiej był Justin.
A ja właśnie w tym momencie musiałam między nimi wybrać i przysięgam, że nigdy w życiu nie stałam przed tak ciężką decyzją. Chciałam z nim wyjechać, mieć go codziennie przy sobie, być z nim po prostu szczęśliwą, ale z drugiej strony się bałam. Bałam się jak cholera. Przez rok musielibyśmy bardzo uważać, pilnować się i co trochę się przemieszać. Będąc w jednym miejscu narażalibyśmy się na policję, która zapewne będzie mnie szukać.
Jak tylko skończyłabym osiemnaste urodziny mogłabym nawet tutaj wrócić, chociaż zobaczyć się z rodzicami, pokazać im, że nic mi nie jest i jestem szczęśliwa. To brzmi tak banalnie. Na rok sobie wyjadę, a później jakoś się to wszystko ułoży.
Szkoda, że to tylko tak brzmi. Boże, co ja mam zrobić? Musiałam w tym momencie wybrać pomiędzy Justinem, a wszystkimi innymi. Tylko ja naprawdę czułam, że to on  jest dla mnie najważniejszy, to przy nim chcę być.
Wzięłam do ręki zegarek leżący na szafce przy łóżku, patrząc na godzinę. Kilka minut po dziesiątej.
Z jednej strony i tak nie chciało mi się już spać i mogłabym wstać, ale z drugiej nie miałam ochoty ruszać się z łóżka.
Mam spotkać się z nim dopiero o szesnastej. Chyba się od niego uzależniłam, bo każda minuta, która dzieliła mnie od spotkania z nim ciągnęła mi się w nieskończoność. Najchętniej położyłabym się spać i obudziła dopiero po piętnastej.
Leżałam na plecach, wpatrując się bezmyślnie w sufit i zastanawiając się nad tym wszystkim. W pewnym momencie na moje usta niekontrolowanie wkradł się uśmiech, przypominając sobie wczorajszą noc.
Kto by pomyślał, że Chanel Swift - najgrzeczniejsza i najbardziej poukładana dziewczyna chyba w całej rodzinie będzie uprawiać seks w samochodzie.
To do mnie niepodobne.
Bardzo niepodobne.
Aczkolwiek skłamię mówiąc, że to, co się wczoraj wydarzyło mi się nie podobało. Kiedyś byłam zupełnie inną osobą, a przede wszystkim żadnego ze swoich poprzednich chłopaków nie darzyłam takim uczuciem, jak teraz Justina.
On jest dla mnie wszystkim, dla niego zrobiłabym wszystko, włącznie ze skakaniem za nim w ogień. Ewentualnie do zimnej rzeki.
Odruchowo przyłożyłam dłoń do swojego dekoltu, obejmując palcami łańcuszek, która dostałam od Justina.
Kto by pomyślał, że Justin Bieber potrafi być tak romantyczny?
Zaśmiałam się cicho pod nosem, wpatrując się w dwie, złote literki splecione ze sobą. Patrząc na nie przyszło mi na myśl jedno.
Choćby ktoś bardzo chciał nie będzie w stanie rozplątać tych dwóch literek. Tak, jak nikt pomimo swoich usilnych starań nie będzie w stanie rozdzielić mnie i Justina.
Nie pozwolę na to. Nie znów. Za bardzo go kocham.
Podniosłam się do pozycji siedzącej, patrząc przez moment pustym wzrokiem przed siebie.
-Nie pozwolę - szepnęłam cicho sama do siebie, coś sobie uświadamiając.
Wyjadę z nim. To już postanowione.
Objęłam dłonią łańcuszek delikatnie się uśmiechając.
*
Związałam swoje podsuszone włosy gumką, schodząc leniwie na dół. Prysznic brałam przez jakieś dobre pół godziny, zresztą ja wszystko robiłam powoli, chcąc, żeby czas jak najszybciej mi zleciał. Chciałam już móc porozmawiać z Justinem i o wszystkim mu powiedzieć. Chciałam już teraz móc zobaczyć jego szczęśliwe oczy i uśmiech, kiedy dowie się co postanowiłam.
Weszłam do salonu w którym znajdowała się ciocia i usiadłam na jednym z wolnych foteli. Mary od razu na mnie spojrzała, po czym wzięła do ręki pilot, ściszając trochę telewizor.
Przyznam, że poczułam stres. Wyglądało na to, że chciała o czymś ze mną porozmawiać, a mój wrodzony pesymizm podpowiadał mi, że ona może o czymś wiedzieć.
-Chanel, nie chciałam mówić ci tego wczoraj, bo było już późno, ale dzisiaj chciałam cię o coś spytać.
-Hm? - Starałam się brzmieć naturalnie, jakbym w ogóle się nie stresowała, ani trochę. Na zewnątrz udawałam opanowaną, w czasie kiedy w środku cała panikowałam.
O co ona do cholery chciała mnie zapytać?
-Kto wczoraj odwiózł cię do domu? Widziałam jak trochę dalej wysiadałaś z czyjegoś samochodu.
Zatkało mnie.
Co mam teraz powiedzieć? Przecież ja tutaj nikogo nie znam, więc jak miałam wytłumaczyć się z tego, że ktoś mnie podwoził.
-Co? - spytałam odruchowo, mając ochotę uderzyć się czymś bardzo ciężkim w głowę.
Chanel przefarbuj się na blond, będzie ci pasował.
-A wczoraj - dodałam, udając, że dopiero teraz przypomniałam sobie co wczoraj robiłam. - Poznałam ostatnio takiego, fajnego chłopaka na spacerze. No i byliśmy nad rzeką, a z racji tego, że to dosyć daleko, to potem mnie odwiózł.
To było beznadziejne, nie kleiło się kupy i jeśli ciocia to łyknie, to chyba będę musiała to oblać.
-Tak? A jaki to kolega? - O dziwo się uśmiechnęła i to nieironicznie. Ona chyba naprawdę uwierzyła w tą bajeczkę, co jest dla mnie wielkim szokiem.
-Matt, dwa lata starszy ode mnie. Fajny chłopak, miło mi się z nim gada. - Odwzajemniłam uśmiech, brnąc dalej w to kłamstwo.
-Ale on chyba nie jest stąd, co?
-Nie, nie jest, mieszka trochę dalej w jakimś pobliskim miasteczku, zupełnie wypadło mi z głowy w jakim - odparłam od razu.
Nie mogłam powiedzieć, że jest stąd, bo Mastfor jest malutkie. Tu każdy zna każdego, a mój Matt nie istnieje. Takie kłamstwo szybko by się rozsypało, dlatego musiałam podkoloryzować to w jeszcze inny sposób.
-Przystojny? - dodała, cały czas się do mnie uśmiechając, na co ja parsknęłam śmiechem.
-Tak - odparłam, kiwając głową z uśmiechem. - Ale to tylko kolega, nie planuję niczego więcej, bo może już po wakacjach mnie tu nie będzie, a związki na odległość mnie nie interesują - dodałam.
-Mhm. - Kiwnęła głową. - Nie no, to fajnie, że sobie znalazłaś kogoś, z kim lubisz spędzać czas.
-Bardzo fajnie. - Uśmiechnęłam się ostatni raz, po czym wstałam, udając się do kuchni.
Oparłam się o blat, spuszczając głowę i głośno wypuszczając powietrze z ust. Odetchnęłam z ulgą, że moje kłamstwo przeszło.
Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Za piętnaście pierwsza.
-Boże, jeszcze tyle czasu - jęknęłam przewracając oczami. Westchnęłam otwierając lodówkę i wyjmując z niej mleko.
*
Justin usiadł przy stoliku w jednej z kawiarni, odbierając swój telefon.
-No siema - odparł z pełnym zadowoleniem, wygodnie rozstawiając nogi pod stolikiem. Uśmiechał się sam do siebie. Naprawdę mógł powiedzieć o sobie, że był szczęśliwy, bo w końcu czego mu brakowało? Dostał to, czego tak bardzo chciał. Chanel.
-Z twojego zadowolonego tonu głosu wnioskuję, że wróciliście do siebie z Chanel - odparł Mike, śmiejąc się.
-Yep, dokładnie tak - odpowiedział z uśmiechem. W tym momencie do jego stolika podeszła kelnerka.
Młoda, ładna, zgrabna, ze słodkim uśmiechem skierowanym do niego.
-Czekaj chwilę - powiedział do kumpla w telefonie, po czym odłożył go od ucha.
-Co podać? - Uśmiechnęła się do niego, odgarniając jedną dłonią za ucho swoje brązowe włosy.
Chłopak wlepił swój wzrok w młodą dziewczyną stojącą przed nim.
Przez jego głowę przemknęła myśl, którą od razu postarał się wyrzucić ze względu na Chanel.
-Kawę - odpowiedział, oblizując swoje wargi i również uśmiechając się w jej kierunku. Szatynka zanotowała w swoim notesie to, co powiedział Justin.
-I ciebie w moim łóżku - dodał szeptem z łobuzerskim uśmiechem.
-Słucham? - spytała, myśląc, że to było do niej i po prostu tego nie dosłyszała.
Bieber parsknął niekontrolowanie śmiechem od razu ponownie przenosząc wzrok na kelnerkę.
-Nie, nic. - Uśmiechnął się pewien siebie. - To wszystko, skarbie - dodał, po czym przejechał językiem po swoich górnych zębach.
Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało, po czym odwróciła się odchodząc.
Wzrok Justina momentalnie powędrował na jej nogi odsłonięte spod dosyć krótkiej spódniczki. Przechylił nawet lekko głowę znad stolika, chcąc mieć na nie lepszy widok tak długo, aż dziewczyna nie zniknęła za ladą.
-Dobra, jestem. - Zaśmiał się, z powrotem przykładając telefon do ucha.
-Co ty robiłeś?
-Waliłem kurwa konia. - Parsknął śmiechem przewracając oczami.
-Bieber, ja jadłem, dzięki za odebranie mi apetytu ty pieprzony kutasie. - Usłyszał w telefonie, na co nie wytrzymał i wybuchł dosyć głośnym śmiechem, osuwając się po siedzeniu w dół i spuszczając głowę.
-I z czego się cieszysz, kretynie - odparł Mike, jednocześnie sam parskając śmiechem.
-Zawsze tak mam jak sobie zwalę, nachodzi mnie jakiś dobry humor, rozu...- zaczął, jednak kumpel nie dał mu dokończyć.
-Kurwa, jeszcze jedno słowo, a się rozłączę albo rzygnę, albo raczej to i to - powiedział żartobliwie, na co Justin się zaśmiał.
-Dobra. - Pokręcił głową z rozbawieniem.
-Mów lepiej co z Chanel. Pogodziliście się?
-Ta, w końcu tak - odparł. - Wiedziałem, że mi się uda, bo ona mnie przez cały czas kochała.
-A ty ją kochasz?
W tym momencie Justin przygryzł wargę przez chwilę się nie odzywając. Przeanalizował to wszystko, począwszy od tego, że tu za nią przyjechał i kończąc na tym jak czuje się widząc ją.
-Kocham i powiem ci stary, że to trochę przerażające uczucie - powiedział oblizując wargi i uśmiechając się pod nosem.
Mike parsknął śmiechem.
-To takie urocze, chyba powinienem zacząć mówić do ciebie "mój Romeo". - Zadrwił.
-A ja chyba powinienem zacząć mówić do ciebie "spedalony fiucie". - Odciął się, na co oboje w sumie zaczęli się śmiać.
To, że Mike mu dogryzał wcale nie znaczyło, że bawiło go to, że Justin się zakochał. Robił to dla żartu, mieli to w zwyczaju. Lubił Chanel i cieszył się, że znów są razem.
-Dobra, uważaj na słowa, bo mogę się tam do ciebie wybrać.
-No to dawaj, czekam na ciebie, frajerze. - Parsknął śmiechem.
-Nie cwaniacz, bo to się może dla ciebie źle skończyć - odparł udając poważnego, choć tak naprawdę oboje żartowali.
W swój specyficzny sposób, ale jednak żartowali.
-Weź ty mnie nie rozśmieszaj człowieku. - Zadrwił kontynuując ich gierkę, kiedy do jego stolika akurat podeszła kelnerka z jego kawą.
-Czekaj jeszcze chwilę. - Ponownie odłożył telefon od ucha, posyłając szatynce jeden ze swoich najbardziej oczarowujących dziewczyny uśmiechów.
Dziewczyna położyła przed Justinem kawę, kładąc obok również cukier i jakąś karteczkę. Chłopak spojrzał najpierw na kartkę, a następnie z lekkim zdziwieniem na szatynkę, która ostatni raz się do niego uśmiechnęła, po czym odeszła.
Justin od razu rozłożył małą karteczkę, a na jego usta momentalnie wkradł się zadziorny uśmiech.
Numer telefonu.
-Czy mnie to dziwi? - Zaśmiał się pod nosem, mówiąc cicho do siebie.
Ponownie przyłożył komórkę do swojego ucha, wpatrując się w numer znajdujący się w jego drugiej ręce.
-Coś ty znowu robił?
-Znowu waliłem - odparł z ironicznym śmiechem obracając w dłoni karteczkę, którą otrzymał.
W jego głowie panował mętlik.
Z jednej strony - dziewczyna mu się podobała i z miłą chęcią zabrałby ją do łóżka.
Z drugiej strony - Chanel, na której mu zależało.
-To od czego ty tam masz Chanel, człowieku. - Mike parsknął śmiechem, na co Bieber przyjął lekko skrzywioną minę.
-Nie mów o niej w ten sposób. Ona nie jest zabawką do pieprzenia - odparł, co kompletnie nie było do niego podobne i sam sobie dziwił się, że kiedykolwiek wyrazi się tak o jakiejś dziewczynie. - Aczkolwiek wczoraj było dobre pieprzenie - dodał, teraz już zdecydowanie przypominając siebie.
Mike niemal wybuchnął śmiechem, widząc jak w Justinie "siedzą" dwie osoby.
Stary Bieber, któremu tylko jedno w głowie. I ten "nowy", który jest zakochany.
-Gdybyś nie dodał tej drugiej części, to pomyślałabym, że gadam z kimś innym - powiedział Mike wyraźnie rozbawiony tą całą sytuacją.
Justin zaśmiał się, oblizując usta i mieszając łyżeczką kawę.
-Bo nie pozwolę, żeby ktokolwiek mówił tak Chanel, ale to nie zmienia faktu, że - zaciął się, zastanawiając się jak ująć to w słowa. - Że po prostu lubię ją dymać, nie oszukujmy się - dodał.
-Dobra, przecież nic nie mówię. - Parsknął śmiechem. - Cieszę się, że wam się układa - dodał, cały czas się uśmiechając.
-Ta, ja też. - Uśmiechnął się pod nosem, biorąc łyk kawy, po czym odkładając filiżankę z powrotem na stolik. Przeczesał dłonią włosy, opierając się i lekko rozciągając. - Dobra, będę kończył, bo muszę jeszcze coś załatwić - dodał.
-Spoko, to odezwij się kiedyś i opowiedz o tym jak to wam się układa.
-Pieprz się. - Bieber parsknął śmiechem. - Nara  - dodał, odkładając telefon od ucha i rozłączając się.
Położył swojego iPhone'a na stolik, znów wlepiając swój wzrok z karteczkę z numerem.
-Skarbie, cholera z chęcią, ale nie mogę - szepnął sam do siebie z uśmiechem i schował kartkę do kieszeni spodni.
*
Widząc na zegarku godzinę piętnastą czterdzieści osiem miałam ochotę skakać z radości. Naprawdę. Odliczałam każdą minutę do tego, aż ponownie zobaczę się z Justinem. On na mnie działał jak narkotyk. Kiedy nie było go przy mnie, czułam się jak jakaś narkomanka na głodzie, dosłownie.
-Ciociu, idę na spacer, będę później, bo spotkam się z Mattem i pewnie znowu nam trochę zejdzie na rozmowie - powiedziałam z przedpokoju, wkładając buty.
Mary wyszła na chwilę z salonu, patrząc na mnie.
-Jakbyś miała ochotę, to możesz go tu zaprosić, nie miałabym nic przeciwko i przy okazji bym go poznała. - Uśmiechnęła się.
Ups.
-Nie..- zaczęłam niepewnie, szukając w głowie jakiegoś logicznego argumentu. - To znaczy wydaje mi się, że znamy się za krótko i jeszcze sobie pomyśli, że sobie Bóg wie co wyobrażam, że zapraszam go do domu, przedstawiam tobie i tak dalej - dodałam.
Wow, to było niezłe.
-No może masz trochę racji. - Kiwnęła głową. - No to baw się dobrze. - Uśmiechnęła się ostatni raz, po czym wróciła do salonu, a ja odetchnęłam z ulgą, że nie nalegała.
Ostatni raz poprawiłam włosy, patrząc w lustro, po czym wyszłam z domu.
Szłam powoli w miejsce, w którym mieliśmy się spotkać, a uśmiech nie schodził z moich ust. Cieszyłam się jak dziecko i chciałam go już zobaczyć.
Stanęłam zakładając ręce na piersi i westchnęłam, czekając na chłopaka.
W pewnym momencie ktoś objął mnie od tyłu, wsuwając dłonie pod koszulkę, którą miałam na sobie. Mimowolnie się uśmiechnęłam czując przy sobie perfumy, które kochałam.
-Dzień dobry - powiedział i pocałował mnie w policzek.
Nawet nie wiesz jaki dobry.
-Hej - mruknęłam i od razu oplotłam go dłońmi, kiedy obszedł mnie, stając naprzeciw. Uśmiech na moich ustach nie był już nawet kontrolowany. Jego widok tak na mnie działał.
-A wiesz, że się za tobą stęskniłem? - spytał retorycznie uśmiechając się i mocno mnie do siebie przyciągając.
-A wiesz, że się podlizujesz? - spytałam w ten sam sposób, unosząc kąciki ust.
-Jak możesz mnie o to podejrzewać, tylko mówię jak jest. - Przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej, całując mnie.
Właśnie na to czekałam od rana.
*
Leżeliśmy na jakiejś łące, na kompletnym odludziu, rozmawiając, wygłupiając się i całując.
I szczerze? Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego popołudnia. Naprawdę. Tak naprawdę nic nie robiliśmy, a mój poziom szczęścia przekraczał możliwą granicę.
-Tak sobie myślę - zaczęłam, patrząc w niebo. - Że chyba powinnam ci w końcu o czymś powiedzieć  - dodałam spokojnie. Udawałam opanowaną, a w głębi duszy miałam ochotę od razu wygadać się, że przemyślałam to, co mi proponował i się zgadzam.
-To znaczy? - spytał, bawiąc się moimi włosami.
-No bo trochę w nocy myślałam nad tym wszystkim co mi mówiłeś i w ogóle - powiedziałam i westchnęłam, udając, że to o czym mówię kompletnie mnie nie rusza.
-Mów dalej - odparł od razu, będąc wyraźnie ciekawy tego, co chcę mu za chwilę oznajmić.
Podniosłam się, siadając po turecku, żeby móc na niego spojrzeć. Justin wziął ze mnie przykład również siadając i uważnie mi się przyglądając.
-No i doszłam do wniosku, że będę musiała po naszym wyjeździe wybrać się na zakupy, bo tutaj mam tylko część rzeczy, a skoro mam wyjechać z tobą na rok, to będę ich potrzebowała sporo więcej - odparłam z kamiennym wyrazem twarzy.
Chłopak przez chwilę patrzył na mnie jak z uchylonymi ustami, jakby totalnie nie docierało do niego to, co mu właśnie powiedziałam.
-Czyli ty..- zaczął, patrząc na mnie w takim szoku, jakby co najmniej zobaczył ducha.
-Czyli się zgadzam. Zgadzam się na nasz wyjazd, idioto - odparłam, w końcu się uśmiechając.
W tym momencie jego szok wymalowany na twarzy zmienił się w radość. Taką naprawdę cholernie szczerą.
Gwałtownie wstał, podnosząc mnie i od razu biorąc na ręce. Obkręcił mnie, ciesząc się jak małe dziecko.
A ja razem z nim. Zaczęłam się śmiać, mocno go obejmując.
-Zgadzasz się, kurwa ty naprawdę powiedziałaś, że się zgadzasz - mówił ze śmiechem. Nawet nie potrafię opisać tego, jak szczęśliwy był.
A ja widząc go takiego równocześnie sama czułam się tak samo.
-Kocham cię. - W końcu postawił mnie na nogi, obejmując dłońmi moją twarz. - Kocham cię i nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo - dodał, wciąż się uśmiechając i patrząc mi prosto w oczy. - Moja mała, nieletnia małolata - skwitował żartobliwie.
-Pff. - Prychnęłam, uśmiechając się.
-Naprawdę cię kocham - dodał po raz kolejny już poważniej i pocałował mnie w usta.
*
Siedziałam naprzeciwko niego na trawie, między jego nogami. Paliliśmy blanta i szczerze mówiąc niczego mi więcej do szczęścia nie brakowało.
-Los Angeles - powiedział, zaciągając się i za chwilę wdmuchując dym do moich ust.
"Graliśmy" w naszą, własną zabawę. Po każdym, kolejnym buchu, oboje wymienialiśmy miasto, które będziemy chcieli odwiedzić.
Justin podał mi skręta, dając mi do zrozumienia, że teraz moja kolej.
Z każdym kolejnym paleniem nabierałam wprawy i to nie był już dla mnie żaden problem. Zresztą, polubiłam palić zioło. To jakby założyć pieprzone, różowe okulary.
-Las Vegas - odparłam, po czym zrobiłam to samo co on wcześniej, a mianowicie włożyłam do swoich ust blanta, biorąc mocny wdech, a następnie wydmuchując cały dym wprost do ust Justina.
-Miasto grzechu? Jesteś niegrzeczną dziewczynką - mruknął z uśmiechem, na co ja parsknęłam śmiechem.
-I to bardzo - odparłam, przygryzając wargę i oddając mu skręta.
-Lepiej mnie nie nakręcaj. - Uśmiechnął się zadziornie, biorąc kolejnego bucha. Z każdym kolejnym zaciągnięciem się oboje coraz bardziej łapaliśmy fazę.
-Dlaczego? - spytałam, udając głupią i wsunęłam dłoń pod jego koszulkę.
-Bo wezmę cię tu i teraz - odparł z tym samym seksownym uśmiechem i wypuścił z ust gęsty dym. Zaśmiałam się pod nosem, oblizując swoje usta.
Wzięłam od niego jointa, zaciągając się jego ostatkiem i wyrzucając go na obok, przygaszając.
Złapałam za koszulkę Justina, przybliżając się do niego i wypuszczając dym w jego usta.
-Lubisz adrenalinę? - Zaśmiałam się, szepcząc mu do ucha.
-Kocham - odparł z zadziornym uśmiechem i wsunął dłoń pod moje spodnie.
Zapewne gdyby nie fakt, że się zjarałam, to nie wpadałbym na taki pomysł, ale aktualnie miałam wszystko gdzieś i chciałam po prostu dobrze się bawić.
-To chodź. - Uśmiechnęłam się i zabrałam jego dłoń, wstając.
-Gdzie? - spytał zdezorientowany wstając i łapiąc mnie za rękę. - Kochanie, tu jest przyjemnie - mruknął, już się do mnie dosuwając, jednak mu to uniemożliwiłam.
-Ale tu nie ma adrenaliny. - Parsknęłam śmiechem. - Chodź - dodałam, ciągnąc go za rękę.
*
Szliśmy przez piętnaście minut, które spędziliśmy na śmianiu się z niczego, potykaniu się, gadaniu kompletnych idiotyzmów i przy okazji na jego marudzeniu, że postanowiłam gdzieś pójść.
-Gorzej niż baba. - Parsknęłam śmiechem, kiedy kolejny raz usłyszałam "Gdzie my do cholery idziemy? Tam mogło być bardzo przyjemnie".
-Kochanie, nie pyskuj. - Zaśmiał się, na co ja na moment stanęłam, odwracając się w jego kierunku u stając tuż przed nim.
-Bo co? - spytałam.
-Bo dostaniesz klapsa - odparł z zadziornym uśmiechem, na co ja parsknęłam głośnym śmiechem, ponownie łapiąc go za rękę i prowadząc przed siebie.
-Nie mam nic przeciwko - mruknęłam po cichu.
Po dosłownie pięciu minutach doszliśmy w końcu tam, gdzie chciałam dojść.
-Dom twojej ciotki? Chanel, dobrze się czujesz? - Parsknął śmiechem, patrząc na mnie jak na kompletną idiotkę.
-Ja? Ja się czuję bardzo dobrze, a za chwilę poczuję się jeszcze lepiej. - Posłałam mu cwany uśmiech. - A teraz chodź, musimy wejść do mojego pokoju przez to pieprzone okno. Tutaj jeszcze tak nie wchodziłam - dodałam, ciągnąc go w tamtym kierunku.

-Naprawdę jesteś szurnięta - powiedział ze śmiechem, kiedy w końcu udało nam się wejść do pokoju.
-Cii. - Uśmiechnęłam się, przykładając palec do ust. Zamknęłam za nami okno, po czym pchnęłam go w kierunku łóżka, na które momentalnie opadł.
Z moich ust nie schodził zadziorny uśmiech. Pomysł? Był pieprznięty, ale czego spodziewać się po osobie, która zjarała się ziołem.
Usiadłam na nim okrakiem, nachylając się nad jego uchem.
-Moja ciotka śpi w pokoju obok - zaczęłam, składając pocałunek na jego szyi. - Nie uważasz, że to niezła adrenalina, pieprzyć się tutaj, w czasie kiedy jeden nasz głośniejszy ruch może ją obudzić, a wtedy byłoby bardzo, bardzo źle - dodałam, w przerwie między pocałunkami składanymi na jego szyi.
-Naprawdę jesteś kurewsko niegrzeczna - mruknął, a ja dosłownie w jego głosie słyszałam jak na jego usta wkradł się ten dobrze znany mi uśmieszek. - Nie boisz się, że nas usłyszy? - dodał szeptem.
-Boję. - Cicho się zaśmiałam, podnosząc się. - I o to chodzi. - Zdjęłam z siebie swoją bluzkę i rzuciłam ją gdzieś na bok. - Tylko pamiętaj, że musimy być cichutko - dodałam cały czas zadziornie się uśmiechając i zabierając kołdrę z boku łóżka, przykryłam nią nas.
Ponownie do niego przylgnęłam, podnosząc jego koszulkę.
-To podniecające - mruknął mi do ucha, sunąc dłońmi po moich nagich plecach.
To było bardzo podniecające i jeszcze bardziej ryzykowne. Gdyby tak ciocia się obudziła i teraz tu weszła...
-Tak? Jak bardzo? - szepnęłam, zaczynając schodzić coraz niżej, aż w końcu znalazłam się na wysokości jego spodni, które od razu zaczęłam odpinać, począwszy od paska.
Było mi cholernie gorąco i duszno, biorąc pod uwagę fakt, że cały czas byliśmy pod kołdrą, ale nie przeszkadzało mi to. Akurat w tym momencie nie przeszkadzało mi zupełnie nic.
-Jak cholera - odparł szeptem i sam wsunął jedną dłoń pod kołdrę, usiłując pomóc mi w odpięciu mu spodni.
Zaśmiałam się pod nosem, widząc jego niecierpliwość.
-Skarbie, dam sobie radę - odparłam z uśmiechem i zabrałam jego rękę. Odpięłam guzik, a zaraz po nim rozporek. Nie miałam ochoty bawić się dzisiaj w podchody, dzisiaj stawiałam na konkrety.
Zsunęłam jego spodnie i uśmiechając się dosłownie sama do siebie, wróciłam do swojej wcześniejszej pozycji.
Moje wcześniejsze pytanie "Jak bardzo to jest podniecające?" było chyba zbędne. Szczerze mówiąc, żeby otrzymać odpowiedź na to pytanie wystarczyło dotknąć jego bokserek, których swoją drogą pozbyłam się w kilka sekund.
Cóż, jakby to powiedzieć. Zawadzały mi.
W tym momencie postanowiłam jeszcze przez moment się z nim podroczyć. Przeszłam na czworaka kilkanaście centymetrów do przodu, podnosząc się na wysokość jego twarzy.
-A obiecujesz, że będziesz cichutko? - szepnęłam mu do ucha, trącając je nosem. Ten jego przyspieszony oddech mówił mi wszystko.
-Jedyne co mogę ci obiecać to to, że włożę sobie twoją, pieprzoną kołdrę do ust, żeby się uciszyć - odpowiedział, kompletnie podnieconym głosem i wplótł palce w moje włosy.
Cicho się zaśmiałam.
-Proszę bardzo, ale musisz być naprawdę bardzo cicho, pamiętaj, że od mojej ciotki dzieli nas tylko ściana - kontynuowałam, chcąc trochę go przetrzymać.
-W końcu adrenalina. - Uśmiechnął się, gładząc moje włosy.
Pocałowałam go krótko w usta, po czym ponownie zaczęłam osuwać się w dół, wracając do swojej wcześniejszej pozycji.
Tak szczerze mówiąc chyba po prostu oszczędzę sobie opisu tego, co zrobiłam.
Wiecie co mam na myśli, prawda?
Ugh, po prostu marihuana dodała mi sporo odwagi i bezpośredniości, więc zrobiłam coś, do czego chyba póki co nie byłabym zdolna na trzeźwo.
Ja po prostu zrobiłam to, co się robi, no wiecie, ustami.
Boże, ja naprawdę to powiedziałam? Zrobiłam?
Umówmy się, że o tym zapominamy.
Jedyne, co dodam jeszcze w tym temacie to to, że moje włosy nie są w najlepszym stanie, a Justin zmaltretował moją biedną kołdrę, starając się z całych sił, aby zagłuszyć swoje jęki.
Co było zabawne. I słodkie. I seksowne. I nie zaprzeczę, że po jego reakcji na to, co robiłam, prawdopodobnie jeszcze kiedyś to dla niego zrobię.
Zaraz po tym, zostałam wręcz brutalnie przerzucona na dół, przez co, to on był teraz nade mną.
-Nie wierzę, że robiłaś to pierwszy raz - mruknął, cały czas mając ten sam podniecony ton głosu. Całował mój dekolt, schodząc coraz niżej i przy okazji robiąc malinki na moich piersiach.
-Bo robiłam - odparłam, przygryzając wargę i wplatając palce w jego rozmierzwione włosy.
-To masz pieprzony, wrodzony talent - szepnął między pocałunkami składanymi na moim biuście.
To jest ten moment, kiedy coś, co miało prawdopodobnie być komplementem brzmi jak obraza. W końcu kiedy ktoś mówi ci, że masz wrodzony talent do robienia...ugh, nieważne.
Po prostu tego nie skomentowałam.
Nawet nie zorientowałam się, kiedy sprawnie pozbył się moich szortów, a przy okazji bielizny. Poczułam dopiero, kiedy gwałtownie we mnie wszedł. Zaklęłam na tyle głośno, że od razu poczułam na swoich ustach dłoń Justina.
-Pamiętaj o tym, że dzieli nas tylko ściana. - Zaśmiał się cicho, powoli poruszając biodrami i nie zabierając dłoni z moich ust, co było zdecydowanie dobrym rozwiązaniem.

To była zdecydowanie najryzykowniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam.
I jednocześnie najlepsza.
______________________________________________________________________
Przepraszam.
Przepraszam.
Przepraszam.
Przepraszam.
Przepraszam.
Przepraszam.
Wiem, że długo mnie nie było, ale miałam problemy, było kiepsko i nie miałam siły ani ochoty na pisanie. Teraz jest już lepiej, więc postanowiłam coś dodać.
Wiem, że rozdział beznadziejny, ale po prostu chciałam już w końcu coś wam dodać.
Co do tych ostatnich scen. To co zrobiła Chanel - nie miałam ochoty ani nawet zamiaru tego opisywać. Po pierwsze - to nie porno opowiadanie i nie czuję potrzeby wgłębiania się w szczegóły. Po drugie - mimo wszystko jest tu sporo młodszych osób i ja jako autorka wiem, że wszystko ma swoje granice wiedząc, że ma się naprawdę młodych czytelników.
To chyba tyle. Jeszcze raz bardzo przepraszam i obiecuję, że następny rozdział będzie lepszy, ciekawszy i będzie więcej się działo.
Obiecuję.
Kocham Was i z całego serducha dziękuję za wsparcie jakie od was otrzymałam <3

71 komentarzy:

  1. rozdział jak zwykle genialny:)
    +nie przepraszaj, mialas problemy i my to rozumiemy kochanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to opowiadanie ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham cię ! Rozdział wspaniały <3

    OdpowiedzUsuń
  4. djfhadhfjdgfjkdsgf nie wyobrażasz sobie tego jak bardzo jaram się tym rozdziałem <33 jest po prostu idealny ;3
    Kocham Cie :*

    OdpowiedzUsuń
  5. hbfuyszdfubnzdigoh

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże nskdjnkdsasnd cały czas mam otworzoną gembę i nie mogę uwierzyć, że właśnie Chanel to zrobiła hahha . nie wiem co z tobą się stało przez ten czas kiedy nie dodawałaś, ale wow . tego po tobie się nie spodziewałam. mam nadzieję, że będzie więcej takich akcji + oczywiście chodzi mi o adrenalinę a nie o +18 . Czekam nn :*

    OdpowiedzUsuń
  7. jezu nareszcie juz desperacko potrzebowałam nowego rozdziału ghfdshgadfah nie jestem na ciebie zła, bo rozumiem cię w pełni. ale rozdział i tak świetny jak zawsze i nie moge sie doczekac nn <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudny rozdział.♥
    Dobrze,że Chanel zgodziła się na ten wyjazd i mam nadzieje,że naprawdę on się im uda.To dopiero adrenalina :).
    Ciekawe co by było gdyby ciotka weszła do pokoju.
    Czekam na następny.♥
    @weramichalak

    OdpowiedzUsuń
  9. Wróciłaś! Idę tańczyć makarenę :D
    Rozdział cudo, adrenalina hahaha xd
    Byłam przekonana, że Justin się nie powstrzyma przy tej kelnerce!

    OdpowiedzUsuń
  10. JESTEŚ NAJWSPANIALSZA!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały rozdział :D Co ty gadasz był naprawdę interesujący.
    Dlatego wybaczam Ci tak długą nieobecność, bo jest rozdział i to niesamowity. Zawsze mówię (piszę) to co myślę, więc to prawda.
    Chanel z nim wyjedzie... Nareszcie się zdecydowała. Na pewno Justin by jej nie zostawił, ale dziwnie by było jak by cały czas się ukrywali, a cipotka w końcu chciałaby spotkać tego Matta, z którym podobo tak dyżo spędzałaby czasu...
    Oby Bieber panował nad tym co ma w spodniach, a nie podrywał kelnerki... Jeszcze wziął ten numer... Co za palant. A jak rano zobaczy to Chanel... ? Powinna to zobaczyć. Jestem ciekawa co by powiedziała...
    Ale to z tym pokojem, ta akcja... adrenalina w chuj... Genialny pomysł.
    Czekam z cierpliwością na następny. (Nie każ mi czekać tak długo, chociaż jak bym musiała to bym na pewno poczekała)
    Pozdrawiam. <3
    ~ @Roxy_Wachowiak
    ♥ ♥ ♥
    Ps: Dziękuję ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. ostro siostro:))
    btw. najważniejsze jest to żeby wrócił Ci humor i dobrze się czuła KC.
    @MartaMaterka

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham kocham kocham <3 i nie przeprazaj, rozumiemy się <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejku !!! Cudowniutki ten rozdział !!! Myślałam,że wybuchnę śmiechem,kiedy Justin rozmawiał przez telefon z Mike'iem.To było po prostu genialne ! A tak swoją drogą,Chanel zmienia się nie do poznania jak się zjara.I jeszcze ta "adrenalina"...No po prostu wspaniałe !
    +
    Cieszę się,że dochodzisz powoli do siebie.Kocham Cię,pamiętaj o tym ;-*
    Czekam na kolejny ;-*
    the-other-side-jb.blogspot.com
    my-heaven-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Mimo iż długo czekałam na rozdział to zdecydowanie było warto. Rozdział świetny moim zdaniem z resztą jak zawsze. Każdy ma lepsze i gorsze okresy w swoim życiu, więc doskonale Cię rozumiem. Mam nadzieję, że teraz jest lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. O boze jak dobrze ze wrocilas<3 naprawde sie martwilam. Co do rozdzialu to swietny ciekawa jestem co bd dalej :) pozdrawia stala i oddana czytelniczka :*****

    OdpowiedzUsuń
  17. Boskie, było warto czekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam to opowiadanie i uważam je za jedno z najlepszych z polskich. Miałam już to napisać pod ostatnim rozdziałem ale na telefonie nie napisałabym wszystkiego. Zacznę od tego, że podoba mi się ogólny sposób pisania, bo jest prosty i bardzo fajny. Po drugie, podoba mi się to, że pokazujesz w tym opowiadaniu jak nastolatki są głupie i naiwne (tu odnoszę się do tych momentów , kiedy chodziła za nim w te niebezpieczne dzielnice na samym początku, do ciąży, do pełnego zaufania po krótkim czasie i do tego, że teraz się zgodziła) po trzecie, świetnie opisujesz różne sceny. Kiedy była narąbana czy kłótnie z rodzicami, nawet rozmowy z przyjaciółkami. Życzę Ci, abyś rozwijała ten niesamowity talent i dalej pisała tak jak piszesz właśnie to opowiadanie.
    Osobiście je kocham i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Pewnie zaskoczysz nas jakąś totalną bombą albo zwrotem styuacji o 180 stopni. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. pomimo że mam mega combo w tym tygodniu to i tak musiałam przeczytać ten rozdział... <3
    JAK JA SIĘ CIESZĘ, ŻE WRESZCIE WRÓCIŁAŚ <3<3<3
    co do rozdziału... chyba nie umiem opisać, jak bardzo mi się podoba, zresztą to nic nowego. mam tylko nadzieję, że u Cb już wszystko jest ok, misiu <3

    OdpowiedzUsuń
  20. o jezusie to jest wspaniałe <3 Nareszcie wróciłaś, brakowało na cię i to cholernie bardzo. To dobrze, że u cb już jest lepiej. A rozdział jest cudowny, wcale nie nudy. Hahaha Chanel to naprawdę zrobiła no nie mogę hahaha <3 Kocham cb i to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniałe <3 dobrze że Justin nie zadzwonił, ale i tak wziął tą karteczke...
    I masz rację, to opowiadanie nie porno :)
    Cholernie nam cię brakowało, mam nadzieję, że lepiej się czujesz, nie załatwiaj się jakimś chujem :*

    OdpowiedzUsuń
  22. gdy zobaczyłam że jest nowy rozdział to zaczęłam się cieszyc jak głupia. cieszę się, że u ciebie już lepiej i miałaś siłe i ochote zeby napisać nowy rozdział. jak zawsze cudowny rozdział. uważam ze Chanel jest trochę głupia, ze zgodzila sie na ten wyjazd, ale jestem strasznie ciekawa jak to bedzie jak razem uciekną. ta ostatnie scena hmmm nie uwazam ze przesadasz z tymi scenami, bo w koncu cos sie dzieje, a nie ze ida dzis jutro i pojutrze do tego łóżka, robią to i tyle. dopiero przeczytalam ten rozdzial a juz jestem taka podekscytowana co będzie dalej;)
    udanego weekendu ♥

    OdpowiedzUsuń
  23. DZIEKI BOGU JUŻ WROCILAS mam nadzieję że już nie dlugo całkiem zapomnisz o tym dupku. Rozdział fantastyczny nie spidziewalam sie że będą uprawiać seks w domu Chanel

    OdpowiedzUsuń
  24. Nawet nie wiesz jaksie ciesze ze wrocilas <3
    Jestes niesamowita musisz mu teraz pokazac ze jestes silna i za fajna na niego;* niech wie co stracil
    o do rozdzialu to jak zawsze zjawiskowy, trzymajacy w napieciu i nieprzewidywalny <3 po prostu najlepsze opowiadanie ever
    Dziekuje ze jestes ;**

    OdpowiedzUsuń
  25. Rozdział jest poprostu a świetny!! TO JEST NAJLEPSZE POLSKIE OPOWIADANIE JAKIE CZYTAŁAM!! Bardzo bardzo dziękuję Ci za pisanie! Pozwalasz mi zapomnieć choć na chwilęo tym co mnie otacza! DZIĘKUJĘ! Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału! KOCHAM CIĘ <3
    @JustenAkaMyLove

    OdpowiedzUsuń
  26. Wspanialy rzdzial ;* Trzymaj sie Kochanie <3

    OdpowiedzUsuń
  27. co ty chcesz od tego rozdziału on jest wspaniały :*****

    OdpowiedzUsuń
  28. Beznadziejny?! Dziewczyno jest GENIALNY ! <3 uwielbiam twoje opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Swietny :*
    Nie spodziewalam sie ze Chanel wyrosnie na taka niegrzeczna :D
    Justin wszystkich zmienia <3 szkoda tylko ze sam siebie nie sprobuje

    OdpowiedzUsuń
  30. Cudowny *__* Mrrr

    OdpowiedzUsuń
  31. Chryste *__* CO TO BYŁO ?! : O
    Jestem pod wrażeniem! Channel zmieniła się w "Dziką Chicke", a Justin olał kelnerkę bo Channel. Tego się w sumie nie spodziewałam.
    Rozdział jest genialny! I WARTO BYŁO CZEKAĆ TYLE !! KOCHAM CIĘ ZA TO, ŻE TO PISZESZ <3

    OdpowiedzUsuń
  32. J a p i e r d o l e kurwa mac jak ja kocham to opowiadanie, jest najlepsze kurwa na świecie, masz niesamowity talent .. dlugo szukalam takiego fanfiction i w koncu znalazlam <3 jesten twoją fanką omg <3 kocham Cię

    OdpowiedzUsuń
  33. Co ty gadasz ? Ten rozdzial wymiata !! ^^ Nie gniewam sie na ciebie. wkoncu kazdy ma swoje zycie :) wazne ze wrocilas :):) Do nastepnego xx

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie masz za co przepraszać. Są rzeczy ważne i ważniejsze :) :*
    Super rozdział! Ciekawa jestem co z tą ich ucieczką i jak to się wszystko potoczy. W ogóle nie wiem jak oni sobie to wyobrażają :D
    I ta końcówka...no no :D

    @ameneris
    <3

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie przepraszaj ;* potrafimy zrozumieć, że masz też swoje prywatne sprawy ;) to twoje życie i nie będziemy nalegać jeśli będziesz miała problem, a wręcz ci pomożemy ;D na nas możesz liczyć xoxo co do rozdziału świetny <3 chce już następny ;D @mrraau

    OdpowiedzUsuń
  36. Boskie... zakochałam się w tym opowiadaniu !!!

    OdpowiedzUsuń
  37. MIAZGA! marudzisz :p
    przeczytałam i od razu daję kom tak jak obiecałam :>
    ha! uciekają razem! jshshdkjdsgjhgfghdfesrqwq. kurde. ciotka mnie o mało o zawał nie przyprawiła. uff. dobrze, że chan wyrobiła się w kłamaniu bo był by klops.. Justin???! serio??! masz chan i nadal myślisz o pieprzeniu innych?! wiem, że nie łatwo zerwać ci z tym "nałogiem" no ale kurde.. masz szczęście, że się opanowałeś i tylko spróbuj mi skrzywdzić w ten sposób chan to cię zabije. + hahahah. wątek o waleniu konia :3 i love it! awwww. justin przyznał się nie tylko już sam do siebie, ale też mikowi, że kocha chanel :D
    głupia sucz. spadaj od justina! zajęty jest. grrrr
    hahahahah. zszokowany i mega szczęśliwy jus awwwwwwww. uwielbiam te wszystkie epitety które chan i jus wzajemnie używają zwracając się do siebie nawzajem ;) nie wpadłam na to, że chan zrobi coś takiego nawet po wypaleniu zioła. obok pokoju ciotki?! o.o z początku myślałam o bandżi, ale jak napisałaś o domku cioci to pomyślałam o tym, że chan chce się zdradzić i pokazać ciotce justina o.o
    jak wylądowali w łóżku byłam już pewna, że tym razem mu obciągnie xd. hahahah. w sumie nie dziwię ci się, że ominęłaś opis "tego" zdarzenia :> mam nadzieję, że nie obudzili ciotki.
    cieszę się, że wróciłaś i jest już wszystko ok z tobą kochanie :)
    dziękuję za to, że jesteś z nami

    OdpowiedzUsuń
  38. Dziekuje ze wrocilas,nie umiem zyc bez twojego opowiadania <3

    OdpowiedzUsuń
  39. Tak sie ciesze, ze dodalas!!! :D

    Strasznie sie balam, ze mozesz nas zostawic. :((
    I bardzo dobrze cie rozumiem.

    Rozdzial fantastyczny, swietnie, ze Channy zgodziła sie z nim wyjechać i jeszcze ten seks w eomu jej cioci.

    Hahaha ♡♡

    Ojj, bedzie sie dzialo. ; )

    Z niecierpliwoscia czekam na nastepny.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nareszcie jesteś <3 rozdział wspaniały, jak zawsze :) :*

    OdpowiedzUsuń
  41. Nawet nie wiesz jak sie ciesze ze juz wszystko w porzadku z Toba <3
    Rozdzial perfekcyjny pod kazdym wzgledem ;**

    OdpowiedzUsuń
  42. Rozdział jest mega ! Nie mogę się doczekać kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń
  43. świetny rozdzial, nie moge sie doczekac nn, zycze weny kicia

    OdpowiedzUsuń
  44. Niesamowicie! uzalezniasz kobieto kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  45. Genialny rozdzial, nic dodac nic ujac :*****
    Czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie wiem czy odpowiadasz na pytania ale, Justin dowie sie kiedys o ciąży?

    OdpowiedzUsuń
  47. Nowego rozdziału nie było przez miesiąc a ja miałam wrażenie że to aż kilka miesięcy. Będę to powtarzała do końca świata i jeden dzień dłużej ale kocham te opowiadanie i twój styl pisania, i wyobraźnię, i wszystko co tu tworzysz

    OdpowiedzUsuń
  48. Uwielbiam !! Ciesze sie ze juz wszystko ok <3

    OdpowiedzUsuń
  49. Łe przeczytałam już wszystkie rozdziały jakie tu były :( no trudno to teraz trzeba czekać na kolejne :) A rozdział wspaniały

    OdpowiedzUsuń
  50. Kocham Cie calym moim serduchem <3 idealnie

    OdpowiedzUsuń
  51. Cuuudowny rozdział *__* czuje że coś się popsuje na tym ich ''wyjeździe'' :D chciałabym żeby Justin dowiedział się o ciąży Chanel ale żeby jej nie zostawił potem ani nic złego się nie stało :D z niecierpliwością czekam na następny rozdział ;3
    +nie przepraszaj , każdy ma problemy , my to rozumiemy , pisz to opowiadanie tak świetnie jak do tej pory i będzie dobrze ;*

    OdpowiedzUsuń
  52. Ooo jak dobrze ze juz wrocilas <3 Tesknilam ;**
    Rozdzial swietny :D

    OdpowiedzUsuń
  53. Piekny blog ;* dzisiaj cala noc czytalam wszystkie rozdzialy od poczatku<3 kocham

    OdpowiedzUsuń
  54. Zostałaś nominowana do Libster Award Blog :)
    Więcej tu :http://ninaandcrazylive.blogspot.com/2013/12/libster-award-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  55. rozdzial swietny nie moge sie doczekac nastepnego. Po tym rozdziale ta dluga przerwa zostala ci wybaczona :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Wspaniale! Yhhh ta akcja w lozku. :p i myślałam, ze chanel będzie chciala go przedstawic ciotce. Ohh moglaby ich nnakryć :D A potem szybko uciekaja i happy end. Znaczy NIE! Zadnego konca opowiadania. Po prostu szczesliwie uciekaja. :p zyja do 18 urodzin Chanel i ona wraca do domu. A tam rodzice, ktorzy sa na nia zdenerwowani ale sie ciesza z powrotu corki.

    Ohh za bardzo sje rozpedzilam. No coz...

    Tak na mnie działasz xd to opowiadanie działa.

    Thx jeszcze raz i mam nadzieje, ze wena cie nie opusci :D

    MańkaMydlańka

    OdpowiedzUsuń
  57. *___________* KOCHAM jest świetny <333333!

    OdpowiedzUsuń
  58. Świetny! Ale mam nadzieje, ze nastepny pojawi sie szybciej. ;p ;**

    OdpowiedzUsuń
  59. Kochamy cię <3
    Rozdział przecudowny ^^

    OdpowiedzUsuń
  60. Gratulacje ! Zostałaś nominowana do Liebster Award Blog <3 Więcej na http://to-the-end-of-my-days.blogspot.com/2013/12/liebster-award-blog.html !

    OdpowiedzUsuń
  61. Kiedy następny???? nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń