środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział 1.

Przejechałam opuszkami palców po zdjęciu, umieszczonym w niewielkiej ramce ozdobionej kolorowymi naklejkami. Będę za wami tęsknić szepnęłam sama do siebie, patrząc nie fotografię przedstawiającą dwójkę uśmiechniętych, obejmujących się dziewczyn. Były moimi przyjaciółkami od piaskownicy, a teraz tak po prostu miałam je zostawić, przeprowadzając się z Chicago do Phoenix. Myśl, że będzie dzielić nas ponad 2 tysiące kilometrów doprowadzała mnie niemalże do łez, a tłumaczenie rodziców "od czego są telefony?" do białej gorączki. Starałam się nie być na nich wściekła, gdyż wiedziałam, że są zmuszeni się przeprowadzić ze względu na pracę taty, ale jednocześnie przerażała mnie wizja zamieszkania w zupełnie nowym miejscu i pójście do zupełnie nowej szkoły, w której nikogo nie znałam.
Westchnęłam cicho, powoli wypuszczając powietrze z ust. Włożyłam wcześniej wspomnianą fotografię na wierzch ubrań spakowanych do dużej walizki, którą chwilę później zapięłam i postawiłam obok drzwi. Skrzyżowałam ręce na piersi i powolnym krokiem przeszłam się po moim pokoju - "moim" jeszcze tylko przez jakieś 15 minut - kolejny dołujący mnie element przeprowadzki. Przeżyłam tutaj siedemnaście lat, więc było mi niesamowicie trudno rozstać się z tym miejscem.
-Chanel, długo jeszcze? Musimy jechać! - usłyszałam wołanie mojej mamy z dołu. Z powrotem podeszłam do drzwi, biorąc do ręki walizkę. Wzięłam głęboki oddech, ostatni raz rozglądając się po pokoju. Czując, że do oczu niekontrolowanie cisną mi się łzy, jednym ruchem ręki przetarłam oczy i odwróciłam się na pięcie, wychodząc i zamykając za sobą drzwi pokoju.
Schodziłam po schodach, niezdarnie ciągnąc za sobą sporą walizkę. Kiedy w końcu udało mi się zejść na dół z bagażem, postawiłam go obok drzwi wejściowych. Położyłam jedną dłoń po boku swojej talii, a drugą odgarnęłam niezgrabnie, opadające na czoło włosy.
-I jak? Spakowałaś wszystkie pozostałe rzeczy? - spytała mama, trzymając duży karton, który jak przypuszczam mieścił w sobie kolejne "drobiazgi" mamy.
-Mhm, raczej zabrałam już wszystkie moje rzeczy - odpowiedziałam bez odrobiny entuzjazmu w głosie.
-No uśmiechnij się, nie będzie tak źle. Poznasz nowych ludzi, znajdziesz nowe przyjaciółki, a może nawet jakiegoś chłopca, zobaczysz, że ci się spodoba - powiedziała i uśmiechnęła się zachęcająco.
-Tssa - syknęłam ironicznie, praktycznie sama do siebie, ponieważ moja mama wyszła już na zewnątrz, pakować do samochodu rzeczy.
Przewróciłam teatralnie oczami, wkładając czarne balerinki na stopy, na ramię zakładając małą torebkę, w której miałam najważniejsze rzeczy, które muszę mieć przy sobie, a do ręki wzięłam uchwyt walizki. Kiedy tylko wyszłam z domu, poczułam na sobie ciepłe promienie słoneczne. Jak na początek maja, było nadzwyczaj gorąco. Lubiłam ciepło, słońce, ładną pogodę, ale upału - nienawidziłam. Który to już będzie z kolei punkt dla którego nie chcę przeprowadzać się do Phoenix, które słynie z upałów?
Wypuszczając cicho powietrze z ust, ciągnąc za sobą dużą, fioletową walizkę, doszłam do czarnego range rover'a ojca. Wsunęłam uchwyt walizki i z trudem podnosząc, włożyłam do bagażnika, który mimo, że był naprawdę duży, teraz praktycznie cały już zapełniony torbami.
-To już wszystkie twoje rzeczy? - spytał tata wkładając na tylne siedzenie karton. Kiwnęłam tylko twierdząco głową, opierając się o samochód.
-Czyli mamy już wszystko. Zaraz będziemy jechać na lotnisko, mam nadzieję, że pożegnałaś się już wcześniej ze znajomymi?
-Tak - odpowiedziałam krótko, poprawiając ramiączko torebki na ramieniu. Ojciec jedynie skinął głową, wchodząc jeszcze na chwilę do domu. Oparta o samochód, z założonymi na piersi rękami spojrzałam na duży, biało-szary dom. Momentalnie zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno, przypominając sobie wszystkie cudowne chwile, jakie tutaj przeżyłam. To w tym ogrodzie uczyłam się jeździć na rowerze dwukołowym, to tutaj pierwszy raz spałam z przyjaciółkami pod namiotem i to tutaj pierwszy raz pocałowałam chłopaka w usta. Ostatni raz cicho westchnęłam i odwróciłam się, otwierając drzwi samochodu. Na tylne siedzenie położyłam swoją kremową torebkę, a sama zaraz usiadłam obok. Oparłam czoło o szybę, w zniecierpliwieniu czekając na rodziców.
Nie potrafiłam wyrzucić z głowy tych wszystkich zmartwień dotyczących przeprowadzki. Nie dość, że zmienię szkołę, nie będę tam nikogo znała, to jeszcze zacznę w środku roku szkolnego, a raczej na jego końcu. Przecież do wakacji zostały dwa miesiące. Nie wiem nawet jakim cudem rodzicom udało się załatwić, żebym nie musiała powtarzać całego roku. Chociaż widziałam w tym wszystkim jeden, jedyny, malutki plusik - może w końcu poznam chłopaka, który nie okaże się dupkiem, jak wszyscy dotychczasowi. Nie mam pojęcia czy to ze mną jest coś nie tak, czy z nimi, ale ściągam na siebie samych idiotów. Ciąży nade mną jakaś klątwa, czy co?
Moje rozmyślenia przerwali rodzice, którzy wsiedli do samochodu.
-Zabraliśmy już wszystko? - spytałam jakby z nadzieją, że odpowiedź będzie przecząca i będziemy musieli zostać.
-Mhm, najprawdopodobniej tak - odpowiedziała moja mama, szukając czegoś w swojej torebce. Westchnęłam zawiedziona.
W końcu tata odpalił silnik, przekręcając kluczyk w stacyjce, po czym zapiął swój pas i  chociaż chciałam jak najdłużej odwlekać ten moment, to wiedziałam, że tak czy tak, nastąpi. Właśnie raz na zawsze opuszczałam dom, w którym przeżyłam siedemnaście lat. Kiedy odjechaliśmy, czułam, że do oczu cisną mi się łzy, więc spuściłam głowę, bawiąc się kawałkiem materiału mojej bokserki.
Droga na lotnisko ciągnęła mi się w nieskończoność. Aż bałam się pomyśleć co będzie w samolocie, skoro 15 minutowa jazda wydawała mi się teraz wiecznością.
Do samolotu wsiadałam pełna obaw z trzęsącymi się nogami, łzami w oczach, ale jednocześnie w pewien sposób podekscytowana. Sama nie wiedziałam co czeka mnie w Phoenix, ale starałam się przyjąć choć trochę pozytywne myślenie. Idąc za rodzicami, doszłam do swojego miejsca, wygodnie rozsiadając się na fotelu.
Z torebki wyjęłam mojego iPoda, podłączając do niego słuchawki. Muzyka zawsze w jakiś sposób mnie uspokajała, więc miałam nadzieję, że tak będzie i tam razem. Włożyłam słuchawki do uszu, włączając jedną z moich ulubionych piosenek, po czym opierając głowę o małe okno, przymknęłam powieki. Lot ma trwać około 3 godzin, więc akurat odeśpię pobudkę o 6 rano.

Obudził mnie głos mojej mamy, która delikatnie szturchała mnie w ramię, chcąc mnie obudzić. Leniwie uchyliłam powieki.
-Chanel, lądujemy, zapnij pasy - powiedziała wkładając do torebki szminkę. Posłusznie zrobiłam to, o co prosiła mnie mama i wyjrzałam za okno. Nie mogę zaprzeczyć, że Phoenix jest ładny miastem, ale to nie zmienia faktu, że zdecydowanie wolałabym zostać w Chicago.
*
Przez całą drogę taksówką do naszego nowego domu, rozglądałam się przez otwarte okno po mieście. Podobało mi się to miasto, nie mogę powiedzieć, że nie. Pod względem ludności było prawie 2 razy mniejsze  od Chicago, ale akurat to mnie cieszyło, bo mam już serdecznie dosyć tego tłoku panującego w mieście.
-I jak podoba ci się miasto? - zagadnął mój tata, który cały czas miał wyrzuty sumienia, że musieliśmy się przeprowadzić, a ja musiałam opuścić swoich przyjaciół.
-Jest okej - odpowiedziałam niezbyt entuzjastycznie i wzruszyłam ramionami. Ze zniecierpliwieniem czekałam, kiedy w końcu zobaczę nasz nowy dom. Miałam nadzieję, że mój pokój będzie tak samo duży jak stary.
W końcu dojechaliśmy pod wskazany adres. Zabierając z siedzenie swoją torebkę, szybkim ruchem otworzyłam drzwi samochodu i podnosząc głowę z zaciekawieniem spojrzałam na budynek. Dom z zewnątrz był bardzo podobny do tego starego, za to ogród był co najmniej dwa razy większy, co nie zaprzeczę - bardzo mi się spodobało.
-Proszę - uśmiechnął się tata podając mi klucze do domu i jedną z moich walizek na kółkach. Chwyciłam uchwyt torby, kurczowo trzymając w drugiej dłoni klucz. Niezbyt szybkim krokiem podeszłam do drzwi i biorąc głęboki oddech, włożyłam klucz do zamka, po czym delikatnie go przekręciłam. Uchyliłam niepewnie drzwi, robiąc kilka kroków w przód i wchodząc do środka. Odstawiłam walizkę obok schodów, a sama zaczęłam "zwiedzać" dom. Jeżeli mam być szczera - był cudowny. Z delikatnym uśmiechem na ustach weszłam po schodach na górę, gdzie znajdowały się dwa pokoje, łazienka i toaleta. Jeden z pokoi miał należeć do mnie, a drugi miał być gościnnym. Otworzyłam jedne drzwi, powoli je uchylając, po czym weszłam do środka. Odkręciłam się wokół własnej osi, dokładnie rozglądając po pokoju. Ściany pomalowane na jasno-fioletowo, duże łóżko, pokryte satynową pościelą, meble w kolorze jasnego beżu i duża, pojemna szafa w tych samych odcieniach. Oniemiała bezwładnie opadłam na łóżko. Dosłownie tak, jakby ktoś siedział mi w głowie i dokładnie odtworzył pokój moich marzeń. A może to rodzice po prostu chcieli w ten sposób zrekompensować mi przeprowadzkę? Po chwili usłyszałam ciche, delikatne pukanie w uchylone drzwi, zza których za chwilę wyszła mama. Podniosłam się z łóżka, siadając na nim.
-I jak ci się podoba twój nowy pokój? - spytała, kładąc na podłogę jedną z moich wali-++zek.
-Jest śliczny - odpowiedziałam i chyba pierwszy raz od momentu, kiedy dowiedziałam się o przeprowadzce, uśmiechnęłam się.
-Cieszę się, że ci się podoba. - Mama odwzajemniła uśmiech, będąc widocznie zadowoloną, że w końcu przestałam się "dąsać". Po chwili usiadła obok mnie. - Chanel, naprawdę jest nam przykro, że musiałaś zmienić szkołę, zostawić swoich przyjaciół, ale wiesz, że nie mieliśmy na to wpływu. Firma ojca przeniosła się tutaj, a my musieliśmy zrobić to samo - powiedziała i odgarnęłam mi włosy za ucho.
-Wiem mamo, wiem - uśmiechnęłam się blado. - Jest mi ciężko, ale rozumiem was. Potrzebuję po prostu trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do nowego miejsca - dodałam, wzruszając ramionami.
-Cieszę się, że rozumiesz. - Mama mocno mnie przytuliła, niczym małą dziewczynkę.
Nigdy w życiu nie mogłam narzekać na brak miłości od rodziców. Jasne, kłóciłam się z nimi, czasami miałam ich dosyć, ale bardzo ich kochałam. Moja mama była osobą pełną optymizmu. Non stop wynajdowała nam nowe sposoby na zwiększenie naszych więzi rodzinnych i chociaż wiedziała, że mój ojciec ma dużo pracy w firmie, to stawała na głowie, abyśmy mogli od czasu do czasu wspólnie zjeść obiad. Tata był człowiek można powiedzieć bardziej "przyziemnym". Z natury był realistą, ale mimo to robił wszystko, byleby tylko uszczęśliwić moją mamę. Byłam szczęściarą, bo moi rodzice pomimo dość długiego stażu małżeńskiego, w dalszym ciągu bardzo się kochali. Ja natomiast byłam ich ukochanym, jedynym dzieckiem. Tak zwanym - oczkiem w głowie. Wiadomo, że ich kochałam i byłam im bardzo wdzięczna za to jak się o mnie troszczą, ale momentami miałam dosyć ich nadopiekuńczości. Od dziecka obchodzili się ze mną jak z jajkiem, a kiedy zaczęłam chodzić do szkoły potrafili sami wybierać mi dzieci, z którymi powinnam się bawić. Z wiekiem oczywiście zaczęłam się od nich "odcinać", to znaczy przestałam pozwalać sobie na taką kontrolę, ale mimo to ich nadopiekuńczość nie zniknęła i nadal bywa uciążliwa.
-A teraz chodźmy na dół, pomogę ci przynieść na górę wszystkie twoje torby, żebyś mogła się wypakować - powiedziała po chwili i obie równocześnie się uśmiechnęłyśmy, po czym wstałyśmy z łóżka, udając się do drzwi.
*
Wierzchem dłoni otarłam czoło, zmęczona opadając na łóżko. Nie sądziłam, że wypakowywanie wszystkich swoich rzeczy i urządzanie pokoju może być takie męczące. Z lewej kieszeni szortów wyjęłam iPhone'a. Była dopiero trzynasta, więc cały dzień jeszcze był przede mną. Przede wszystkim chciałam przejść się po mieście, dokładnie go obejrzeć, ale sama zgubiłabym się przy drugim zakręcie. Westchnęłam cicho, wstając z łóżka i podchodząc do okna. Jednym ruchem ręki odsłoniłam kawałek firany, spoglądając na ulicę. Byłam też ciekawa jakich będziemy mieć nowych sąsiadów. Co jak co, ale akurat za starymi sąsiadami tęsknić nie będę. Wiecznie zrzędząca starsza pani, rodzina z 6 letnimi trojaczkami, którzy nie dawali innym żyć i na okrągło imprezująca studentka. Mam chociaż nadzieję, że tutaj będę mieć nieco normalniejszych sąsiadów.
-Chanel! - usłyszałam wołanie z domu. Przewróciłam oczami, odchodząc od okna. Wolnym krokiem zeszłam ze schodów, udając się do sypialni rodziców, z której dochodziło wołanie.
-Co się stało? - spytałam krzyżując ręce na piersi i opierając się o ścianę.
-Kiedy skończymy urządzać sypialnię pojedziemy wszyscy do centrum miasta, co? Trzeba zrobić jakieś zakupy, a przy okazji lepiej poznamy okolicę - powiedziała mama mama, wieszając na ścianie obraz jednego ze swoich ulubionych malarzy.
-Mhm, jasne. To ja pójdę się teraz wykąpać i przebrać - odpowiedziałam, wzruszając ramionami, po czym nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź wyszłam z sypialni, udając się z powrotem do mojego pokoju. Kiedy tylko zamknęłam za sobą drzwi, usłyszałam głośny pisk opon. Momentalnie podbiegłam do okna. Jedyne, co dane mi było zobaczyć to to, że jakiś kretyn przed momentem odjechał z tym piskiem, że najwyraźniej lubi szpanować drogim autem i że ten kretyn najwyraźniej jest moim nowym sąsiadem. Szkoda, że wcześniej nie zajrzałam, może chociaż bym go zobaczyła. Trudno wzruszyłam obojętnie ramionami, podchodząc do szafy z ciuchami. Wszystkie ułożone przeze mnie dzisiaj cichy, były dokładnie posegregowane i idealnie wyprasowane. Byłam perfekcjonistką. Lubiłam mieć wszystko poukładane, co dotyczyło zarówno rzeczy w pokoju, jak i mojego życia.
Po krótkim namyśle wybrałam rzeczy, z którymi zaraz udałam się do łazienki.
*
-Gotowa? - spytał tata, trzymając w dłoni kluczyki do samochodu, kiedy zeszłam na dół.
-Mhm. - Kiwnęłam twierdząco głową, wkładając do torby komórkę. Zeszłam z ostatniego stopnia, podchodząc jeszcze do lusterka w przedpokoju i nakładając na usta błyszczyk.
-Stroisz się tak na zakupy? - dodał jeszcze stając w progu. Przewróciłam teatralnie oczami. Tata nienawidził, kiedy kręcił się koło mnie jakiś chłopak. Uważał, że w tym wieku jestem jeszcze za młoda i powinnam zająć się nauką. Mama zawsze stawała po mojej stronie i mówiła, że oni, kiedy byli w moim wieku też się już przecież spotykali. Niby to był jakiś argument, ale ojca i tak ciężko było przekonać.
-Zawsze trzeba dobrze wyglądać. - Wzruszyłam ramionami, chowając błyszczyk do torby. Tata tylko pokręcił głową, znikając jeszcze na chwilę w salonie.
-Nie przejmuj się tym jego gadaniem - uśmiechnęła się mama, poprawiając torebkę na ramieniu. - Chodź wyjdźmy już na zewnątrz, tata zaraz przyjdzie - dodała.
Na dworze od razu przywitały mnie gorące promienie słoneczne padające na twarz. Zaklęłam w myśli, uświadamiając sobie jak bardzo nienawidzę upału.
-Wiesz coś o naszych nowych sąsiadach? - zagadnęłam mamę, przypominając sobie wcześniejszą sytuację.
-Kompletnie nic. Będzie trzeba ich poznać - odpowiedziała, uśmiechając się. Nie ciągnęłam dłużej tematu.
-Boję się jutra. Nie mam pojęcia jak przyjmą mnie w nowej szkole. Tak nagle pod koniec roku szkolnego się tam pojawię - powiedziałam i westchnęłam cicho.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze, polubią cię. To bardzo dobre liceum, najlepsze w Phoenix.
-Mam nadzieję, że masz rację. - Uśmiechnęłam się, a w tym momencie z domu wyszedł tata, więc wsiedliśmy do samochodu.
*
Po zakupach w supermarkecie trwających ponad godzinę, udaliśmy się w trójkę do knajpki w centrum, żeby coś zjeść. Wybrałam zwykłe frytki i colę, wygodnie rozsiadając się na krzesełku. Słysząc dźwięk swojego dzwonka w iPhone'ie, wyjęłam go z torby i przepraszając na chwilę rodziców, wyszłam na zewnątrz.
-Heej - powiedziałam uśmiechając się. Dzwoniła Melanie, moja przyjaciółka z Chicago.
-No heej. Opowiadaj szybko! Jak nowe miasto, dom, pokój? Poznałaś tam już kogoś? Masz jakiegoś przystojnego sąsiada?
-Po kolei - zaśmiałam się. Włożyłam wolną rękę do kieszeni szortów idąc żółwim krokiem przed siebie, chodnikiem.  - A więc tak. Phoenix jest mniejsze od Chicago, ale na pewni nie jest małe. To samo wielkie miasto i do tego naprawdę ładne. Dom i pokój są po prostu cudowne! I nie, wyobraź sobie, że w kilka godzin nikogo nie poznałam.
-To dobrze, że ci się tam podoba - powiedziała pogodnie. - A sąsiad? - dodała z udawanym rozmarzeniem.
-Nie mam pojęcia, nie znam jeszcze swoich nowych sąsiadów. Ale będzie cudownie, jeśli w przeciwieństwie do tych starych będą choć trochę normalni.
W tym momencie obie się zaśmiałyśmy.
-Jutro koniecznie do mnie zadzwoń i streść mi pierwszy dzień w nowej szkole, bo jak nie, to się obrażę!
-Zadzwonię, zadzwonię - powiedziałam z uśmiechem na ustach. - A teraz muszę już kończyć, rodzice na mnie czekają. Do jutra.
-To pa, do jutra.
Odłożyłam telefon od ucha, zawracając i udając się z powrotem do restauracji. Usiadłam obok rodziców na swoim miejscu.
-Jedz, bo ci wystygnie - powiedziała moja mama, nabijając na widelec sałatkę. Schowałam komórkę do torebki, po czym zabrałam się za jedzenie.
Po około pół godziny postanowiliśmy wracać już do domu. Droga z centrum do ulicy, na której mieszkaliśmy, zajmowała samochodem około 20 minut.
*
Po kąpieli, zmęczona całym dniem położyłam się do łóżka. Pomimo senności nie potrafiłam zasnąć. Przekręcałam się tylko z boku, na bok, ciągle myśląc o jutrzejszym dniu. Bałam się tej nowej szkoły. Nie miałam pojęcia jak mnie przyjmą i czy w ogóle ktoś mnie polubi. Brzuch bolał mnie ze stresu, ale starałam się chociaż trochę uspokoić. Zamknęłam oczy, starając się zasnąć, co udało mi się dopiero po jakiejś godzinie.
________________________________________________________________
No i mamy pierwszy rozdział. Wiadomo, jak to na początek, nic ciekawego się nie dzieje,ale musicie być cierpliwe. Mam nadzieję, że nowe opowiadanie wam się spodoba, ale jednocześnie nie przestaniecie czytać też tego starego.
Na razie to tyle. Pozdrawiam;*


32 komentarze:

  1. No ci powiem, że straaaasznie długi :D mam nadzieję że reszta będzie taka sama :) wiadomo że pierwszy to trochę nuda, ale ten jest spoko :)
    Imaginary13

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeejj.. całkiem fajnie się zapowiada;D Czekam na 2;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny. Jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super :) fajnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny. Zapowiada sie bardzo ciekawe opowiadanie! <3 Czekamy nn! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Mega, już lubię to opowiadanie <3 Mam nadzieje, że kolejny rozdział pojawi się w miarę szybko i będzie tak samo długi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam i to opowiadanie i tamto, i naprawdę obydwa są rewelacyjne ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Superrrr !!!!! Mam nadzieję, że nie zaniedbasz tamtego bloga! :*:*:*
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny! Zapowiada się ciekawie.Czekam na 2 ; d

    OdpowiedzUsuń
  10. Super się zapowiada ^^ Czekam na następny ;*
    zapraszam do mnie.
    http://logicoftheheartisabsurd.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Super! ; > Czekam na kolejną część ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Boskie!! Z niecierpliwością czekam na następny.Mam
    nadzieję,że szybko się pojawi < 3

    OdpowiedzUsuń
  13. Woooooooow ! Suuper ! ^^
    czekam na następny ;)

    pozdrawiam , xoxo ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Super jak na początek to świetnie.nie moge się doczekać co będzie dalej:)dodaj szybko.czekam:*

    OdpowiedzUsuń
  15. ZAJEBISTY !!!
    Juz się nie moge doczekać następnych. Po przeczytaniu tego poczułam taki,taki ... niedosyt. Ale nie w sęsie ,że czego mi brakowało tylko "kurde, dlaczego tak mało ,ja chcę więcej". Oczywiście ,nie wymagam od Ciebie ,żebys pisała strasznie długasne na kilka stron w Wordzie, bo juz piszesz długie, a z tym to juz przeszłaś samą siebie.KOCHAM CIĘ ;** Doskonale zdaję sobie sprawę z tego ile czasu trzeba na to poświęcić- wolę sie od razu wytłumaczyć ;)
    Nie moge się już doczekać spotkania Channel i Justin'a. Zapowiada się ciekawie, samo to ,że będzie jej sąsiadem i będą raczej się często widywać-tak przynajmniej myslę w końcu to sąsiedzi- sprawia,że coś się ze mna dzieje ;P.
    Mam takie małe pytanko : Sama robiłaś szablon? Jest PRZEPIĘKNY, podobnie jak ten z "Your world ....".
    Czekam na następny rozdział.
    KOCHAM I POZDRAWIAM :****
    ME

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo się cieszę, że rozdział jest długi. Takie właśnie chciałabym tutaj widywać. Przeprowadzka dla uczącej się nastolatki na pewno jest trudna, w dodatku gdy dzieje się to podczas środku roku szkolnego. Myślę, że dostosuje się do swoich rówieśników i nie zostanie przez nich zmiażdżona. Oczywiście jak pewnie każda fanka twojego opowiadania nie mogę się doczekać obecności Justina Biebera. Ciekawi mnie jaki on będzie. Skromny, sympatyczny czy może wścibski i chamski. Piszesz zrozumiale, wszystko co ważne jest dokładnie opisane. Widać, że lubisz to robić, a więc nie przestawaj zadowalać innych. Czekam na kolejny rozdział oraz zapraszam do mnie. Ja także zaczynam moją bajkę z blogowaniem.
    Daniela.

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział bardzo mi się podoba i mimo, że to początek po obejrzeniu zwiastuna mogę stwierdzić, że już uwielbiam ten blog. Jak możesz o nowym r informuj mnie na www.wind-kiss.blogspot.com w zakładce " Spam " byłabym bardzo wdzięczna. Z góry dziękuję i życzę dalszego sukcesu ;D

    OdpowiedzUsuń
  18. B. fajny rozdział. Ciekawie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytam to opowiadanie po raz drugi :D
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  20. bardzo mi się podoba *_* ! jest świetny :33

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak na pierwszy rozdział to spoko mało się działo ale to dopiero początek

    OdpowiedzUsuń
  22. Wow.
    Rozdział na prawdę bardzo długi. Fajnie się go czyta. Podoba mi się, że tak dobrze wszystko opisujesz i unikasz powtórzeń. Jestem ciekawa co dalej się wydarzy. Więc nie przeciągam tylko idę na następny rozdział. : *
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale dłuuuugi ;) jestem pid wrazeniem szczegulnie ze to dopiero pierwszy roździal czeka mnie duzo czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ale dłuuuugi ;) jestem pid wrazeniem szczegulnie ze to dopiero pierwszy roździal czeka mnie duzo czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ale dłuuuugi ;) jestem pid wrazeniem szczegulnie ze to dopiero pierwszy roździal czeka mnie duzo czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  26. świetny ;*
    gdyby ktoś miał czas, ochotę zapraszam na mojego bloga :))
    http://as-long-as-you-love-me94.blogspot.com/
    gdybyście mogli zostawić komentarze, było by cudnie ♥

    OdpowiedzUsuń
  27. Cudowne *.*
    /Lulu

    OdpowiedzUsuń
  28. STRASZNIE ŻAŁUJĘ ŻE NIE JESTEM OD POCZĄTKU:(! ALE NADROBIĘ:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Yeah, w końcu jakaś zdrowo czyt. normalnie myśląca bohaterka, czasami myśli oraz czyny postaci stworzonych przez autorki ff są z dupy, za przeproszeniem, wzięte. Myślę, że każda czułaby się tak samo jak Chanel. ok to 2012 rok, a Ty już tak pisałaś, dziewczyno! dawaj coś nowego! jestem strasznie, ale to strasznie zachwycona Twoim stylem pisania, serio wszystko jest takie normalne i ludzkie (?) - hahaXD), że z łatwością utożsamia się z bohaterką, myślę, że jest to bardzo ważne. no, kocham no :')

    OdpowiedzUsuń
  30. Kto czyta w 2016? No to lecę po raz 2;) szkoda ze nie dokończyłas:(

    OdpowiedzUsuń